PiS chce przyłączenia 32 okolicznych gmin do stolicy i utworzenia "superpowiatu" warszawskiego. Opozycja protestuje i twierdzi, że to trik by przejąć władzę w Warszawie. Marszałek Senatu Stanisław Karczewski powołał się na autorytet Lecha Kaczyńskiego, który też chciał zmian w Warszawie. Chciał - ale innych

Plany zmian w ustroju Warszawy ogłoszone kilka dni temu wzbudziły protesty opozycji. Według projektu PiS, już skierowanego przez marszałka Sejmu do pierwszego czytania, powstanie ogromny powiat, w którego skład będzie wchodziła Warszawa (mieszka w niej ok. 1,7 mln ludzi) oraz 32 gminy, które ją otaczają (ok. 270 tys. mieszkańców).

W przytłaczającej większości tych gmin w ostatnich wyborach wygrał PiS. W skład liczącej 50 osób rady megapowiatu wchodziliby przedstawiciele gmin i dzielnic Warszawy.

Według szacunków „Gazety Wyborczej”, gdyby w następnych wyborach powtórzyły się wyniki z ostatnich, to 40 z 50 miejsc w radzie dostałby PiS. Kandydat partii rządzącej miałaby też znacznie większe szanse wygrać wybory w Warszawie – chociaż jego zwycięstwo nie byłoby przesądzone.

Broniąc planów PiS, marszałek Senatu Stanisław Karczewski powołał się na autorytet Lecha Kaczyńskiego, prezydenta Warszawy w latach 2002-2006, później prezydenta RP, tragicznie zmarłego w katastrofie smoleńskiej w 2010 r.


Trzeba popatrzeć również na nasz program wyborczy. To śp. Lech Kaczyński powiedział, że trzeba popatrzeć na wydzielenie Warszawy z woj. mazowieckiego. Trzeba konsolidować i tworzyć metropolię warszawską. To jest bardzo dobry kierunek.

Stanisław Karczewski, "Sygnały Dnia", PR1 - 01/02/2017

12.17.2016 Warszawa , ul. Wiejska , Sejm . Marszalek Senatu Stanislaw Karczewski podczas zwolanego " na szybko " spotkania z przedstawicielami mediow ( godz 22:45 ). Przed budynkiem trwa demonstracja opozycji przeciw pisowskim planom wyrzucenia dziennikarzy z parlamentu . Fot. Dawid Zuchowicz / Agencja Gazeta


Półprawda. Lech Kaczyński miał zupełnie inne pomysły na Warszawę


Wypowiedź Karczewskiego zawiera przynajmniej kilka nieścisłości.

  • mówi o „wydzieleniu Warszawy z województwa mazowieckiego”, podczas gdy najnowszy plan PiS wcale tego nie zakłada;
  • powołuje się na autorytet Lecha Kaczyńskiego (najprawdopodobniej niesłusznie, choć tego nie jesteśmy pewni na sto procent);
  • powołuje się na program wyborczy PiS (błędnie).

Przyjrzyjmy się tym twierdzeniom po kolei.

W programie PiS z 2014 r. na s. 52 znajdują się dwa zdania o Warszawie.

Jeżeli chodzi o liczbę województw, to potwierdzamy sygnalizowany już wcześniej zamiar wyodrębnienia województwa warszawskiego. Jest on uzasadniony dążeniem do zwiększenia tempa rozwoju całego Mazowsza, do czego potrzebne jest uzyskanie większego dostępu do funduszy unijnych przez gminy i powiaty pozawarszawskie.

Jak widać, chodzi o zupełnie inną reformę – o której politycy PiS rzeczywiście wcześniej mówili.

Regiony europejskie mogą dostać wsparcie z funduszy spójności, jeśli wskaźnik dochodu na głowę nie przekracza 75 proc. średniej unijnej. Bogata Warszawa powoduje, że całe, w większości „biedne”, Mazowsze przekracza ten próg.



Dlatego podział na dwa województwa – Warszawa i reszta – ma jakiś sens. Województwo złożone z „biednych” gmin mazowieckich kwalifikowałoby się do funduszy spójności.

Ale broniony przez Karczewskiego najnowszy projekt PiS nie zakłada wyodrębnienia województwa warszawskiego, tylko powołanie „superpowiatu”.

Tajemniczy Lech Kaczyński

Trudniejsze było dla OKO.press sprawdzenie poglądów Lecha Kaczyńskiego na temat zmian ustroju Warszawy. Czytaliśmy prasę z czasów jego rządów w Warszawie, przeglądaliśmy jego biografie i rozmawialiśmy z ekspertami od samorządów – bez skutku.

– Jeżeli Lech Kaczyński miał taki pomysł na powiększenie Warszawy, to nigdy nie ogłosił go publicznie – mówi OKO.press Jerzy Stępień, b. prezes Trybunału Konstytucyjnego, jeden z twórców polskiego samorządu terytorialnego (zajmował się nim już podczas rozmów przy Okrągłym Stole w 1989 r.).

– Nie mogę ze stuprocentową pewnością wykluczyć, że raz kiedyś coś takiego Kaczyński powiedział. Nie pamiętam już tego dobrze. Z pewnością jednak nie był to jeden z jego głównych projektów politycznych – mówi OKO.press Marcin Święcicki, prezydent Warszawy w latach 1994-1999, poseł PO.



Lektura gazet z epoki również nie odpowiedziała wprost na nasze pytanie. Lech Kaczyński występował jako prezydent miasta do rządu z postulatami powołania metropolii – która umożliwiałaby koordynację działania władz miasta i okolicznych gmin m.in. w sprawach inwestycji i komunikacji. Spór z sąsiednimi gminami dotyczył m.in. tego, kto miałby decydujący głos w takiej metropolii.

Np. w styczniu 2005 r. ówczesny senator Andrzej Wielowieyski pisał w „Gazecie Wyborczej” o planach Lecha Kaczyńskiego:

„Na walnym zebraniu stowarzyszenia Metropolia Warszawa przedstawiciele gmin poparci przez przedstawicieli gmin sąsiednich (Błonia, Halinowa, Klombowa, Łomianek, Mińska Mazowieckiego, Pruszkowa, Wiązowny, Zielonki i Żabiej Woli) podjęli cztery uchwały. W pierwszej apelują do rządu o szybkie określenie granic obszarów metropolitalnych.

W drugiej i trzeciej zwracają się do rządu o pilne przedstawienie propozycji legislacyjnej dla utworzenia samorządowej jednostki administracyjnej dla obszaru metropolii bez naruszenia istniejącego podziału terytorialnego kraju.

Wymaga tego koncentracja zagadnień planowania i strategii oraz realizacji inwestycji (zwłaszcza wspólnych), a także zarządzania niektórymi wspólnymi przedsięwzięciami. (…)

Istnieje jednak także dla nas, w metropolii stołecznej, problem współpracy samej stolicy z sąsiednimi gminami. Prezydent Kaczyński wystąpił wprawdzie w zeszłym roku w sprawie wyodrębnienia administracyjnego metropolii, ale z gminami sąsiednimi na ogół nie współpracuje.

Wprawdzie zespół doradców prezydenta Warszawy rozesłał ankietę wśród sąsiednich gmin w sprawie ich dezyderatów. Podjęto próby powiatowych spotkań, ale dalszego ciągu nie ma i nie znamy wyników tych inicjatyw.”

Rozmówcy OKO.press podkreślali, że prezydent Kaczyński był zwolennikiem „ręcznego sterowania” i „nie kwapił się do rozmów” z przedstawicielami sąsiednich gmin. Czuł, że to prezydent Warszawy powinien mieć decydujący głos.

Inaczej jest w dzisiejszych planach PiS reformy ustroju Warszawy, w którym okoliczne gminy miałyby nieproporcjonalnie duży (w stosunku do liczby mieszkańców) głos w sprawach metropolii. Do nowej rady powiatu po jednym delegacie wysyłałyby gmina Wiązowna (10 tys. mieszkańców) i dzielnica Mokotów (220 tys.).

Podsumujmy: pomysł wydzielenia Warszawy z województwa mazowieckiego (i uczynienia z niej osobnego województwa) nie jest niczym nowym i rzeczywiście pojawia się od lat wśród polityków PiS. 2 lutego wrócił do niego np. wicemarszałek Senatu Adam Bielan.

Projekt połączenia Warszawy z sąsiednimi gminami w „superpowiat”, o którym mówił Karczewski, jest jednak czymś innym.

Historyk i socjolog, profesor na Uniwersytecie SWPS, publicysta. Autor dwóch książek reporterskich o Afryce i kilku książek o historii. "Szkalował" Polskę m.in. w „the Guardian”, „Le Monde”, „El Pais”, „Suddeutsche Zeitung”. Ostatnio wydał książkę o polskiej samoocenie – „No dno po prostu jest Polska. Dlaczego Polacy tak bardzo nie lubią swojego kraju i innych Polaków” (WAB 2017). W OKO.press pisze o polityce i historii.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym