Marszałek senatu pokrętnie tłumaczy się z niespełnionej obietnicy wyborczej. Zapowiedzianego “pakietu demokratycznego” PiS nie wprowadzi dopóki “totalna opozycja” stosuje obstrukcję parlamentarną


Trudno jest z totalną opozycją wprowadzać pakiet demokratyczny, bo obstrukcja i w Sejmie i w Senacie, to, co robili – mogę to powiedzieć o senatorach w czasie przeszłym, bo obstrukcja w Senacie była okrutna.

Stanisław Karczewski, Poranna rozmowa w RMF FM - 27/09/2016


Fałsz. Pakiet demokratyczny nie groziłby obstrukcją w parlamencie.


Stanisław Karczewski przywołał tezę od dawna powtarzaną przez polityków PiS: rządząca partia mogłaby działać dużo sprawniej, gdyby nie przeszkadzała jej złośliwa, totalna opozycja. Tezę tę wygłosił m.in. Jarosław Kaczyński, kiedy na początku września z sejmowej mównicy bronił marszałka Sejmu Marka Kuchcińskiego podczas debaty nad wnioskiem o jego odwołanie.

– Liczba pytań wzrosła dwuipółkrotnie, to samo przez się nie jest nic złego, ale liczba pytań zadanych nieprawidłowo – przeszło sześciokrotnie. Prawie dwukrotnie wzrosła liczba wniosków formalnych, oczywiście w porównaniu z właściwymi okresami poprzednich kadencji, tylko że 74 proc. z nich jest nieformalne – mówił Kaczyński o obradach Sejmu w obecnej kadencji.

Na stronie Sejmu można znaleźć zestawienie liczby poselskich wypowiedzi różnego rodzaju, ale nie napisano, ile spośród nich to nieprawidłowe wnioski formalne.  Nie mogę potwierdzić ani zaprzeczyć, że istnieją takie statystyki. Być może ktoś sam to sobie policzył  mówi „Oku” pracownica biura prasowego Sejmu.

Nawet gdyby prezes PiS faktycznie policzył, ile nieprawidłowych wniosków złożyli posłowie opozycji i nawet gdyby było ich wiele, zwiększenia liczby niezgodnych z regulaminem Sejmu wystąpień nie można jeszcze nazwać obstrukcją parlamentarną. Przypomnijmy, że określamy tak działanie członków klubów mniejszościowych, które uniemożliwia prowadzenie obrad lub wymusza uchwalenie jakiejś ustawy czy uchwały.

Zgłaszanie nieprawidłowych wniosków formalnych narusza regulamin Sejmu, ale nie wystarcza do zablokowania ustawy, którą chce przegłosować większość sejmowa.

Po pierwsze, regulaminy Sejmu i Senatu określają co do minuty limity dla różnego rodzaju wypowiedzi parlamentarzystów. Np. w Senacie przemówienie sprawozdawcy komisji może trwać maksymalnie 20 minut, a przemówienie w dyskusji – 10 minut. Po drugie, jeden senator nie może zabierać głosu w jednej kwestii więcej niż dwa razy, przy czym drugie wystąpienie może mieć max. 5 minut. Przedłużyć czas wystąpienia mogą tylko marszałkowie, którymi w przypadku obu izb parlamentu są politycy PiS.  

Jeśli marszałek uzna, że parlamentarzysta łamie regulamin Sejmu, może wyłączyć mu mikrofon, a nawet nałożyć karę finansową. Marek Kuchciński, obecny marszałek Sejmu, ukarał posła PO Tomasza Lenza karą 2,5 tys. zł za zbyt długie przemawianie i 5 tys. zł za mówienie nie na temat.

Opozycja może też zablokować prace nad ustawą czy uchwałą, opuszczając salę obrad, by nie zebrało się potrzebne do głosowania kworum. W obecnej kadencji jest to niemal niemożliwe. Do kworum potrzeba 230 posłów, podczas gdy PiS ma ich 234. Posłowie PO wyszli z obrad z Sejmu, gdy PiS głosował nad uchwałami unieważniającymi wybór sędziów do Trybunału Konstytucyjnego. Na wynik głosowania nie miało to większego wpływu.

Pakiet obstrukcyjny?

Karczewski sugeruje, że po wprowadzeniu tzw. pakietu demokratycznego obstrukcja parlamentarna mogłaby przybrać jeszcze większe rozmiary, a PiS nie może sobie pozwolić na takie ryzyko. Tak naprawdę, zmiany proponowane w „pakiecie” dawałyby dodatkowe uprawnienia opozycji, ale nie było wśród nich blokowania prac Sejmu czy Senatu.

Zapowiadany w programie wyborczym PiS z 2014 r. „pakiet demokratyczny”, czyli uchwałę zmieniającą regulamin Sejmu, PiS przygotował w grudniu 2015 r.

Część przepisów wzmacniałaby prawa opozycji:

  • likwidacja „zamrażarki”, czyli zobowiązanie marszałka Sejmu, by kierował projekty uchwał i ustaw – rządowych i poselskich – pod obrady najpóźniej cztery miesiące po ich złożeniu. Jednym z projektów tkwiących w sejmowej zamrażarce jest właśnie „pakiet demokratyczny”. Marszałek Kuchciński od grudnia nie skierował go do pierwszego czytania. Trudno uwierzyć w groźbę, że gdyby zlikwidowano zamrażarkę, kluby opozycyjne zapchałyby Sejm swoimi projektami. Np. Kukiz’15 w tej kadencji zgłosił dopiero 28 projektów;


  • ograniczenie „niszczarki”, czyli zwiększenie liczby posłów potrzebnych do odrzucenia projektu z powodu niezgodności z prawem Unii Europejskiej. Taką decyzję podejmowałaby komisja ustawodawcza większością dwóch trzecich głosów, a nie trzech piątych, jak obecnie. W komisji ustawodawczej zasiada teraz 31 posłów, z czego 15 z PiS i 2 z Kukiz’15. Jeśli partie te sprzymierzą się, już teraz komisja może stosować obstrukcję. Ta poprawka niewiele by zmieniła;
  • podkomisje jak komisje. Możliwość zwołania posiedzenia podkomisji na takich samych zasadach jak komisji, czyli na pisemny wniosek co najmniej jednej trzeciej członków. Dzięki temu można by ograniczyć liczbę projektów, które „utknęły” w podkomisjach. Nie wiadomo, jak mogłoby to doprowadzić do „obstrukcji” działań Sejmu.

Niektóre przepisy „pakietu” częściowo ograniczałyby prawa opozycji:

  • każdy klub musiałby zadeklarować na piśmie, czy popiera politykę rządu, czy nie, czyli: czy są klubami opozycyjnymi czy prorządowymi. Kluby opozycyjne mogłyby wspólnie składać jeden wniosek o dopisanie do porządku obrad dodatkowego punktu, a marszałek miałby obowiązek go uwzględnić. Obecnie kluby mogą składać dowolną liczbę wniosków – więc taka zmiana ograniczałaby ich prawa – ale marszałek nie musi ich zaakceptować.
  • Kluby opozycyjne mogłyby raz na miesiąc zadawać pytania premierowi i ministrom przez co najwyżej trzy godziny. Pytania zastąpiłyby informacje bieżące, które do tej pory zwykle odbywały się na każdym posiedzeniu i trwały maksymalnie 90 minut.

Z kolei żadnego wpływu na prawa opozycji parlamentarnej nie miałaby propozycja obligatoryjnego kierowania obywatelskich projektów ustaw do drugiego czytania. Tymczasem posłowie PiS nie tylko nie wprowadzili prawa, które by to gwarantowało, ale nawet odrzucili jeden z takich projektów – obywatelski projekt komitetu “Ratujmy Kobiety” liberalizujący prawo aborcyjne.

PiS zgłaszał podobny pakiet demokratyczny w poprzedniej kadencji. Wtedy projekt odrzucili posłowie koalicji PO-PSL.

Abonament na wolność słowa

Dziennikarz, filozof. Związany z OKO.press od 2016 roku. Wcześniej pisał dla "Gazety Wyborczej". Był nominowany do nagród dziennikarskich. Boksuje.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym