Min. Jan Szyszko twierdzi, że zwiększona wycinka Puszczy Białowieskiej to „zadanie ochronne” i sposób na „zahamowanie degradacji obszarów Natura 2000”. To „usuwanie chorego organu”, żeby przeżył cały organizm. Tymczasem kolega z partii i rządu nazywa rzecz po imieniu: roczne straty z powodu „zaniechań w pozyskiwaniu drewna” to 500–700 mln złotych


O ile ktoś ma chory organ, to trzeba go usunąć, żeby przeżyć. [Do wycinki] przystąpimy zgodnie z tym, co proponują naukowcy leśnicy i miejscowa ludność, zaczniemy działać, aby zatrzymać proces degradacji siedlisk ważnych dla Wspólnoty [Europejskiej]

Jan Szyszko, Konferencja prasowa - 24/05/2016

Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta


Fałsz. Chodzi raczej o kasę, według Zielińskiego 500-700 milionów rocznie


Jan Szyszko, minister środowiska w marcu 2016 r. unieważnił ograniczenie wycinki Puszczy Białowieskiej nałożone przez rząd PO-PSL i trzykrotniezwiększył limit wyrębu puszczy – do 188 tys. metrów sześciennych. Argumentował, że  w ramach „Planu Urządzenia Lasu” (PUL) konieczne jest „zwiększenie pozyskania drewna (użytków przygodnych) w celu utrzymania odpowiedniego stanu sanitarnego lasów, zapewnienia trwałości ekosystemów leśnych oraz zaprzestania degradacji i rozpoczęcia procesu regeneracji siedlisk przyrodniczych, w tym ważnych dla Wspólnoty [Europejskiej – PP]”. Poza „ograniczeniem gradacji kornika drukarza” usuwane będą drzewa dla zapewnienia bezpieczeństwa ludziom przebywającym w Puszczy Białowieskiej, gdyż nagromadzenie zamierających drzew stanowi zagrożenie publiczne. Dotyczy to szlaków turystycznych, miejsc wypoczynku i rekreacji w lesie”.

Mimo protestów 24 maja 2016 r. Szyszko podtrzymał decyzję o zwiększeniu wycinki ograniczając ją jedynie do „dwóch trzecich terenów nadleśnictw gospodarczych”; jedna trzecia ma zostać bez ingerencji. Wycinki nie będą „obejmowały Parku Narodowego, ani tzw. terenów referencyjnych wyznaczonych na obszarze tych nadleśnictw” – dodał minister.

Minister ponownie podkreślił, że wycinka ma się przyczynić „do zahamowania procesów degradacji” i że celem „zadań ochronnych” jest ochrona priorytetowych dla Unii Europejskiej siedlisk przyrodniczych, obszarów Natura 2000.

„O ile ktoś ma chory organ, to trzeba go usunąć, żeby można było przeżyć” – dodał Szyszko.

Do wycinki – tłumaczył – „przystąpimy zgodnie z naszą wiedzą,  z tym, co proponują naukowcy-leśnicy, zgodnie z tym, co proponuje miejscowa ludność, zaczniemy działać, aby zatrzymać proces degradacji siedlisk ważnych dla Wspólnoty [Europejskiej]”.

Mówiąc o „naukowcach leśnikach” minister miał na myśli Państwową Radę Ochrony Przyrody, ciało doradcze ministra. Szyszko na początku urzędowania zmienił 22 z 29 członków Rady. Większość w Radzie stanowią obecnie leśnicy.

Także w innych wypowiedziach min. Szyszki i jego zwolenników (np. ze Stowarzyszenia Santa) zwiększenie wycinki Puszczy jest przedstawiane jako działanie proekologiczne, ratowanie lasu zagrożonego przez inwazję kornika drukarza, ewentualnie troska o bezpieczeństwo ludzi.  Te argumenty są odrzucane przez większość ekologów. Zanegowała je także Komisja Europejska. W połowie czerwca Komisja rozpoczęła procedurę o naruszenie prawa UE przeciw Polsce, wysyłając do Warszawy „wezwanie do usunięcia uchybienia”.

Tymczasem na inny aspekt sprawy zwrócił uwagę poseł białostocki PiS, a zarazem wiceminister spraw wewnętrznych i administracji, Jarosław Zieliński. W interpelacji poselskiej do ministra ochrony środowiska 7 grudnia 2015 roku szacował, że roczne straty z powodu „zaniechań w pozyskiwaniu i sprzedaży drewna, które znajduje się we wstępnej fazie inwazji kornika, wynoszą ok. 500–700 mln złotych rocznie”. Wyliczył, że „roczny przyrost masy drewna na terenie Puszczy wynosi ok. 350 tys. m3. Leśnicy i eksperci wskazują, że bezpieczne dla gospodarki leśnej i ochrony zasobów naturalnych Puszczy byłoby pozyskiwanie ok. 170–200 tys. m3 rocznie”.

Zieliński narzekał, że rząd Ewy Kopacz określił „wielkość rocznej wycinki drewna na poziomie tylko ok. 15% tego przyrostu”. Wskazywał na „paradoks”: zamiast uzyskiwania dochodów trzy puszczańskie nadleśnictwa – Hajnówka, Białowieża i Browsk /Gruszki muszą korzystać z dotacji, która wynosi ok. 16 mln złotych rocznie.

Wydaje się, że leśnikom i miejscowej ludności, a także ministrowi Szyszce z jego stosunkiem do hodowli lasu chodzi raczej o zmarnowane pieniądze niż leczenie leśnego organizmu.


Popularne:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym