KRRiTV uważa, że skandaliczny film „Inwazja” wyemitowany przez TVP pokazał od środka, jak działają organizacje wspierające „ideologię LGBT”, a za jego emisją stał wyższy interes społeczny. Jaki interes społeczny KRRiTV widzi w fałszywym twierdzeniu, że osoby LGBT dążą do „legalizacji pedofilii"? I dlaczego pozwala na łamanie standardów dziennikarskich?

Jak Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji, konstytucyjny organ pilnujący standardów mediów, legitymizuje homofobię TVP? We wrześniu 2019 telewizja publiczna wyemitowała pseudoreportaż o Marszach Równości w Polsce. Jego elementem było, obnażone przez OKO.press, nieetyczne śledztwo dziennikarki TVP, która infiltrowała Kampanię Przeciw Homofobii, jedną z najbardziej rozpoznawanych organizacji działających na rzecz osób LGBT w Polsce.

Gatunkowo produkcję TVP należy umieścić w sensacyjnym political-fiction, w którym dziennikarze tropią (niby) ukryte finansowanie organizatorów Marszy Równości. Wypowiedzi ekspertów-homofobów m.in. prof. Andrzeja Nalaskowskiego, który straszy, że kolejnym krokiem środowisk LGBT będzie „legalizacja pedofilii”, przeplatają obrazy półnagich osób bawiących się na niemieckich Paradach Równości.

Sens jest jeden: jeśli nie zatrzymamy tytułowej „Inwazji”, ona zniszczy to, co dla nas najcenniejsze: tradycyjną rodzinę, Kościół katolicki, dziecięcą niewinność, a w konsekwencji – fundamenty polskości.

Skargę na materiał TVP złożył Rzecznik Praw Obywatelskich. W piśmie do KRRiTV z 23 listopada 2019 roku pisał, że materiał powiela stereotypy, potęguje społeczną nienawiść wobec osób LGBT i manipuluje faktami.

I zaznaczał, że „Inwazja” może być nawet odczytana jako przyzwolenie na przemoc. Wskazywał też na rażące uchybienia dziennikarskie, wytykając twórcom brak poszanowania zasad, którymi powinny kierować się media publiczne: pluralizmu, bezstronności i wyważenia.

KRRiTV: materiał TVP to ważny głos w debacie

„Dokument Inwazja jest ważnym głosem w toczącej się od wielu miesięcy debacie publicznej na temat roli, planów i metod działania środowisk LGBT, a jego istotnym elementem są sceny nagrywane ukrytymi kamerami przez dziennikarkę, która wniknęła do jednej z organizacji wspierających ideologię LGBT” – pisze w odpowiedzi Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji.

„Widzowie mieli sposobność spojrzenia na to środowisko od środka oraz poznania od kulis między innymi sposobu, w jaki organizowane były marsze równości w polskich miastach, gdy do tej pory opinia publiczna była przekonana o ich spontanicznym, oddolnym charakterze” – dodaje.

Rada zupełnie pomija fakt, że materiał był sklejony z manipulacji, półprawd i przekłamań, a dziennikarze TVP wykorzystali śledztwo do „infiltracji” organizacji, która działa jawnie. Wszystkie dokumenty dotyczące finansowania, prowadzonych projektów, a także współpracowników i sojuszników dostępne są na stronie internetowej KPH.

KRRiTV próbując bronić twórców filmu, sama używa homofobicznego języka, powielając kliszę o „ideologii LGBT”.

„Twórcy dokumentu pokazali tę część rzeczywistości, która do tej pory była skrywana przed opinią publiczną, zatem za realizacją i emisją dokumentu »Inwazja«” przemawiał ważny interes społeczny”

— kwituje pismo KRRiTV.

I przyzwala tym samym nie tylko na łamanie standardów dziennikarskich, ale przede wszystkim na homofobię, której tubą od miesięcy jest Telewizja Polska.

Kasia infiltruje KPH, czyli TVP bawi się w dziennikarskie śledztwo

OKO.press we wrześniu 2019 roku ujawniło, w jaki sposób TVP zbierało materiały do „reportażu”. Podstawiona wolontariuszka, nazwana przez nas Kasią, za pomocą sprzętu szpiegowskiego nagrywała przebieg wewnętrznych spotkań w Kampanii Przeciw Homofobii.

Wypytywała pracowników m.in. o stosunek do katolików, próbując sprowokować ich do obraźliwych wypowiedzi. Pytała o „Tęczowy Piątek” i instytucje, które wspierają KPH. Próbowała też zdobyć dostęp do bazy danych organizacji. Nakryta na nagrywaniu twierdziła, że robi to, bo ma słabą pamięć.

OKO.press znalazło Kasię w mediach społecznościowych. Odkryliśmy, że jest znajomą jednego z propagandystów TVP Marcina Tulickiego. Metody, które stosowała, wskazywały na prowokację dziennikarską. Gdy próbowaliśmy skontaktować się z Kasią, skasowała konta na dwóch portalach.

9 września, trzy dni po publikacji materiału w OKO.press, Kasia przyszła pod siedzibę KPH w asyście trzech mężczyzn.

OKO.press dotarło do nagrań z kamery monitoringu zainstalowanej przy wejściu do siedziby organizacji. Na ich podstawie ustaliliśmy, że dwaj mężczyźni, którzy towarzyszyli Kasi, od wielu lat pracują w TVP.

Robią materiały m.in. dla „Wiadomości”. Pamiętali ich dziennikarze, którzy pracowali w publicznej telewizji przed nastaniem rządów „dobrej zmiany” i Jacka Kurskiego. Tożsamość operatora kamery i realizatora dźwięku potwierdziło troje byłych pracowników TVP.

OKO.press do dziś nie dostało odpowiedzi od TVP na pytania o cel i zasadność przeprowadzenia prowokacji dziennikarskiej.

Przyjęło się, że stosuje się ją, gdy dziennikarze mają informacje, że np. w jakiejś instytucji czy organizacji dochodzi do poważnych nadużyć, a nie ma możliwości potwierdzenia tych informacji w żaden inny sposób, niż podstawiając osobę o wymyślonej tożsamości.

Jak ustaliliśmy w rozmowie z pracownikami KPH, nikt z dziennikarzy telewizji nie próbował skontaktować się z organizacją, by zadać pytania, które na wewnętrznych spotkaniach stawiała Kasia.

OKO.press pilnuje ABC praw LGBT+
Wesprzyj nas, byśmy mogli działać dalej.

Dziennikarz i reporter. Laureat nagród: "Pióro Nadziei 2018" przyznawanej przez Amnesty International za dziennikarstwo zaangażowane i "Korony Równości 2019". Nominowany do nagrody "Zielony Prus" Stowarzyszenia Dziennikarzy RP za wyróżniający start w zawodzie. W OKO.press pisze o edukacji, prawach człowieka, społeczeństwie obywatelskim i polityce społecznej.


Komentarze

  1. Marcin Benedykt

    Do takich absurdów dochodzi przez prawie całkowity brak niezależnych instytucji od rządu. Partia potrafi zaangażować prezesa UODO do bieżących potrzeb politycznych. To samo z TK, TVP itd. Toteż również upartyjniona KRRiT nie zrobi wyłomu w tej sieci naczyń połączonych. Te wszystkie instytucje nie spełniają swojej roli, a w istocie jedyną ich rolą pozostaje trzymanie się zasady: nie przeszkadzać (partii). I taki był cel PiSu od pierwszego dnia rządów – pacyfikacja wszelkich niezależnych instytucji. Nie jestem prawnikiem, ale niezmiennie mnie dziwi, że nasza wątła demokracja nie ma żadnej odpowiedzi na takie działania, które polegają de facto na zmianie ustrojowej, która zmierza w stronę ustroju monopartii.

  2. Michał Słonimski

    Panie Ambroziak, a czy słuszne jest twierdzenie, że środowiska skupiające osoby homoseksualne dążą do "legalizacji" i uznania za zdrową normę transseksualizmu? Jeżeli odpowiemy na tak zadane pytanie twierdząco, to siłą rzeczy przyznajemy że środowisko stosuje metodę małych kroczków i podejrzenia o oswajanie pedofilii nie są niestety tak abstrakcyjne :/

    Swoją drogą dlaczego w Pana stopce nie znajduje się informacja, że jest Pan transseksualistą? Jestem przekonany, że to ważna przesłanka za tym, że produkowane przez Pana teksty są skrajnie subiektywną propagandą ://

Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press