Gdyby nie 1,5%, mogłoby nie być OKO.press

Twoja pomoc ma znaczenie

0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Członkowie norweskiej rodziny królewskiej uczestniczą w ceremonii wręczenia Pokojowej Nagrody Nobla w ratuszu w Oslo 10 grudnia 2025 r. w Oslo w Norwegii. (Zdjęcie: Odd ANDERSEN / AFP)Członkowie norweskie...

Skandale związane z kontaktami księżnej koronnej Mette-Marit ze skazanym przestępcą seksualnym Jeffreyem Epsteinem oraz proces jej syna oskarżonego o liczne przestępstwa sprawiły, że poparcie społeczne dla monarchii spadło w ciągu roku z 72 do 61 procent.

Czy instytucja, która przetrwała próbę parlamentarnego głosowania, zdoła odbudować zaufanie Norwegów?

2 lutego 2026 roku w norweskim Stortingu odbyło się długo planowane głosowanie nad projektem zmiany konstytucji, który zakładał przekształcenie Norwegii z monarchii konstytucyjnej w republikę. Inicjatywa wyszła od siedmiu parlamentarzystów reprezentujących partie polityczne od lewej do prawej strony sceny politycznej, którzy argumentowali, że dziedziczny przywilej rodziny królewskiej nie ma uzasadnienia w nowoczesnym, demokratycznym społeczeństwie.

Zgodnie z ich propozycją, głowa państwa norweskiego powinna być wybierana przez obywateli w wyborach powszechnych, a zatem pełnić funkcję prezydenta, a nie monarchy.

Spośród 169 członków parlamentu 141 opowiedziało się za utrzymaniem monarchii, jedynie 26 posłów poparło projekt ustanowienia republiki. Zwolennicy dotychczasowego systemu podkreślali, że instytucja monarchy, stojąca ponad bieżącymi podziałami politycznymi, wnosi do norweskiego życia publicznego element stabilności i ciągłości, który sprawdza się od czasu uzyskania przez Norwegię niepodległości w 1905 roku.

Głosowanie, choć zaplanowane na długo przed ujawnieniem ostatnich skandali, pokazało, że wśród elit politycznych wciąż istnieje silny konsensus co do utrzymania monarchii jako formy ustrojowej państwa.

Przeczytaj także:

Poparcie topnieje w oczach

Wyniki głosowania parlamentarnego stoją jednak w wyraźnej sprzeczności z nastrojami społecznymi, które uległy gwałtownemu pogorszeniu w ostatnich miesiącach. Sondaż przeprowadzony na zlecenie dziennika Verdens Gang przez instytut InFact wśród 1014 respondentów wykazał, że odsetek Norwegów popierających monarchię spadł z 72 procent rok wcześniej do zaledwie 61 procent obecnie. W tym samym czasie odsetek zwolenników republiki wzrósł z 10 do 27 procent, co stanowi najwyższy poziom poparcia dla zmiany ustroju w najnowszej historii Norwegii.

„To zdecydowanie najbardziej kontrowersyjna – a jeśli ktoś uważa, że sytuacja ciągle się rozwija – najbardziej skandaliczna rzecz, jaka przydarzyła się norweskiej rodzinie królewskiej od czasu ustanowienia dynastii królewskiej” – powiedział cytowany przez „The New York Times”, Ole-Jorgen Schulsrud-Hansen, historyk, który napisał książkę o rodzinie królewskiej.

Jeszcze bardziej wymowne są odpowiedzi na pytanie dotyczące przyszłej roli księżnej koronnej Mette-Marit. Aż 44 procent badanych uznało, że nie powinna ona zostać kolejną królową Norwegii, jedynie 33 procent wyraziło dla niej poparcie, a pozostali nie mieli wyrobionego zdania. Dla porównania rok wcześniej podobne pytanie prawdopodobnie przyniosłoby diametralnie inny rezultat, co pokazuje, jak głęboko ostatnie wydarzenia nadszarpnęły wizerunek następczyni tronu.

Dwa skandale, które wstrząsnęły monarchią

Obecny kryzys wizerunkowy norweskiej rodziny królewskiej ma dwa główne źródła, które nałożyły się na siebie w czasie, potęgując negatywne odczucia opinii publicznej. Pierwszym z nich są ujawnione w tak zwanych Epstein Files szczegóły kontaktów księżnej Mette-Marit ze skazanym amerykańskim przestępcą seksualnym Jeffreyem Epsteinem.

Z opublikowanych dokumentów wynika, że w 2013 roku Mette-Marit wysłała do Epsteina wiadomość o treści: „Tęsknię za tobą, mój szalony przyjacielu”. Księżna utrzymuje, że choć kontakty te miały miejsce po skazaniu Epsteina za przestępstwa na tle seksualnym w 2008 roku, ona sama nie była świadoma pełnego obrazu jego działalności. Sam fakt utrzymywania zażyłych relacji z tak kontrowersyjną postacią wywołał powszechne oburzenie.

Premier Norwegii Jonas Gahr Støre, przełamując wieloletnią konwencję milczenia wokół rodziny królewskiej, publicznie skrytykował księżnę.

Jak zauważają komentatorzy, fakt, że szef rządu poczuł się zobowiązany do zabrania głosu w tej sprawie, świadczy o tym, jak poważny jest to kryzys. Dotychczas norwescy politycy raczej strzegli neutralności monarchii, powstrzymując się od komentowania postępowania jej członków.

Drugim, być może nawet poważniejszym źródłem kryzysu, jest proces sądowy syna księżnej Mette-Marit z wcześniejszego związku, Mariusa Borga Høiby'ego. Dwudziestodziewięcioletni Høiby, który nie jest następcą tronu, stanął przed sądem oskarżony o 38 przestępstw, w tym gwałt, przemoc domową, uszkodzenie mienia, naruszenie zakazu kontaktowania się oraz przestępstwa narkotykowe i drogowe.

Proces ma potrwać siedem tygodni, a media norweskie transmitują go na żywo, choć w momencie omawiania szczególnie intymnych szczegółów dźwięk jest wyłączany. Høiby, który został ponownie aresztowany tuż przed procesem za grożenie komuś nożem, nie przyznaje się do najpoważniejszych zarzutów, przyznaje się jedynie do części z nich.

„Jeśli chodzi o norweską rodzinę królewską, to bez wątpienia jest to największy skandal w jej 120-letniej historii – powiedział Trond Noren Isaksen, historyk i ekspert ds. monarchii norweskiej, w wywiadzie dla AFP.

„Pojawiły się kontrowersje związane z wyborem małżonków, renowacją pałacu i tego typu rzeczami, ale nigdy nie doszło do żadnych prawdziwych skandali związanych z przestępstwami, nie mówiąc już o tak wielu kontrowersjach – dodał.

Sytuacja bez precedensu. Czy monarchia jest zagrożona?

Koncentracja tak poważnych skandali wokół jednej rodziny jest w norweskiej monarchii sytuacją bez precedensu. Historycznie rzecz biorąc, monarchia w Norwegii jest stosunkowo młoda – została ustanowiona w drodze referendum dopiero w 1905 roku, w momencie oderwania się od Szwecji. Przez ponad sto lat swojego istnienia cieszyła się niekwestionowanym autorytetem i rzadko padała ofiarą poważniejszych kontrowersji. Dziś jednak, jak ujął to korespondent SRF Bruno Kaufmann, „monarchia w Norwegii jest na zjeździe”.

Eksperci zwracają uwagę, że choć samo głosowanie parlamentarne zakończyło się utrzymaniem dotychczasowego systemu, to sytuacja uległa fundamentalnej zmianie.

Premier, komentując postępowanie przyszłej królowej, przekroczył granicę, która przez lata chroniła monarchię przed publiczną oceną.

To, co kiedyś było nietykalne, dziś stało się przedmiotem debaty. Jak zauważa Royal Central, „ochronna bańka wokół monarchii stała się cieńsza – a gdy raz zostanie przebita, bardzo trudno ją w pełni przywrócić”. Z drugiej strony, zwolennicy monarchii wskazują, że instytucja przetrwała już niejedno kryzysowe momenty i posiada zdolność do autoregeneracji.

Norwegia pozostaje krajem o wysokim poziomie zaufania do instytucji publicznych, a sami Norwegowie są z natury rzeczy monarchistami. Księżna Mette-Marit przeprosiła już publicznie za kontakty z Epsteinem, wyrażając skruchę i uznając swój błąd. Rodzina królewska stara się zachować dystans wobec procesu Høiby'ego, który formalnie nie jest członkiem rodziny królewskiej i nie przysługuje mu tytuł księcia.

Czy to oznacza koniec monarchii?

Odpowiedź na to pytanie nie jest ani prosta, ani oczywista. Z jednej strony monarchia jako instytucja wyszła obronną ręką z parlamentarnego głosowania, a w społeczeństwie wciąż utrzymuje się wyraźna, choć topniejąca większość zwolenników dotychczasowego systemu. Z drugiej jednak strony skala spadku poparcia w ciągu zaledwie roku jest bezprecedensowa, a negatywne emocje związane z osobą przyszłej królowej mogą w dłuższej perspektywie podkopywać legitymizację całej instytucji.

Zwolennicy republiki argumentują, że polityków można odwołać co cztery lata, podczas gdy monarcha zasiada na tronie dożywotnio. Wskazują oni, że przyszła królowa wykazała się fatalnym osądem, utrzymując kontakty z Epsteinem, a jej syn stoi przed sądem oskarżony o najcięższe zbrodnie. Ich zdaniem jest to dowód na to, że system dziedzicznego przywileju nie sprawdza się w nowoczesnym społeczeństwie i powinien zostać zastąpiony republiką, w której głowa państwa odpowiada przed wyborcami.

Z drugiej strony monarchiści wskazują, że Marius Borg Høiby nie jest formalnie członkiem rodziny królewskiej i nie ma żadnych szans na objęcie tronu, więc jego czyny nie powinny być przypisywane instytucji monarchii. Podkreślają też, że księżna Mette-Marit wyraziła skruchę i przeprosiła za swoje błędy, co jest zachowaniem godnym przyszłej królowej.

Prawda leży prawdopodobnie pośrodku. Monarchia norweska przetrwa te obecne kryzysowe momenty, ale nie pozostanie taka sama jak wcześniej. Straciła swój immunitet na krytykę i swoją aurę nietykalności. Odtąd będzie musiała funkcjonować w warunkach znacznie bardziej wnikliwej obserwacji medialnej i społecznej, a każdy jej ruch będzie poddawany osądowi opinii publicznej.

To, czy w dłuższej perspektywie doprowadzi to do zmiany ustrojowej, zależeć będzie przede wszystkim od tego, czy rodzina królewska zdoła odbudować zaufanie, które zostało tak poważnie nadszarpnięte. Na razie, jak podkreślają komentatorzy, „korona pozostaje bezpieczna, ale ochronna bańka wokół niej stała się cieńsza”.

Młoda księżniczka nadzieją na „dobry czas”

W cieniu skandali, które wstrząsnęły norweskim dworem, coraz wyraźniej rysuje się postać, która dla wielu Norwegów stanowi symbol nadziei i gwarancję przetrwania monarchii w kolejnych dekadach. Księżniczka Ingrid Aleksandra, druga w linii sukcesji po swoim ojcu, księciu Haakonie, ma szansę zapisać się w historii jako pierwsza kobieta na norweskim tronie od ponad 600 lat.

Dziś 19-letnia, wychowywana przez rodziców w duchu normalności, pracuje w wakacje, uczy się w szkole średniej Elvebakken w Oslo, a zarobione pieniądze przeznacza na jedzenie, bo jak sama z rozbrajającą szczerością przyznała w jednym z wywiadów „ciągle zapomina zabrać drugiego śniadania do szkoły”. To właśnie ta autentyczność i dystans do własnej pozycji sprawiają, że Norwegowie darzą ją ogromną sympatią.

Księżniczka stopniowo przejmuje obowiązki publiczne. Ma już własny gabinet na dworze i regularnie towarzyszy rodzinie podczas uroczystości państwowych. W przeciwieństwie do kontrowersyjnych postaci swoich rodziców Ingrid pozostaje nieskalana żadnymi skandalami, a jej wizerunek budowany jest wokół pracowitości, skromności i zaangażowania w sprawy społeczne. Jak podkreślają komentatorzy, to właśnie w niej norweska monarchia pokłada największe nadzieje na odbudowanie zaufania społecznego, które zostało tak poważnie nadszarpnięte.

Fenomen, jaki obserwujemy obecnie wokół księżniczki Ingrid Aleksandry, przypomina atmosferę uwielbienia, która od kilku lat towarzyszy hiszpańskim księżniczkom, Eleonorze i Sofii. W mediach społecznościowych młoda norweska następczyni tronu zyskuje rzesze oddanych fanów, którzy z uwagą śledzą każdy jej występ publiczny, stylizacje i wypowiedzi. Podobnie jak 18-letnia Eleonora, która posługuje się trzema językami i jest ceniona za nienaganny styl, oraz jej młodsza siostra Sofia, uznawane za wzór nowoczesnych księżniczek. Hiszpańskie media rozpływają się nad dojrzałością Eleonory, która mimo młodego wieku unika skandali i z godnością wypełnia swoje obowiązki.

W przypadku Ingrid podobne cechy są szczególnie widoczne w trudnym dla rodziny momencie, gdy jej przyrodni brat staje przed sądem oskarżony o najcięższe przestępstwa, księżniczka zachowuje dyskrecję, koncentrując się na edukacji i stopniowym przygotowywaniu do przyszłej roli.

;
Na zdjęciu Mateusz Gibała
Mateusz Gibała

Autor bloga politykaponordycku.pl, gdzie na co dzień bada kulturę, gospodarkę i politykę państw nordyckich. Pisał o krajach nordyckich dla wielu ogólnopolskich redakcji oraz współpracował z Instytutem Nowej Europy i Fundacją im. K. Pułaskiego.

Komentarze