0:000:00

0:00

Prawa autorskie: Fot. Dawid Żuchowicz / Agencja Wyborcza.plFot. Dawid Żuchowicz...

Jak pisaliśmy na gorąco po wyborach w OKO.press, w Sejmie X kadencji znalazło się 135 kobiet, to trzy więcej niż zostało wybranych w 2019 roku (w trakcie trwania kadencji liczba posłanek się zmieniała). Ale słyszy się również, że w tej kadencji to wyborcy bardziej chcieli kobiet w Sejmie, niż liderzy partyjni, i wybierali kandydatki z miejsc niebiorących kosztem mężczyzn na miejscach biorących. W tej analizie sprawdzimy tę hipotezę.

Najpierw przyjrzyjmy się jednak różnicom między nowo wybranym a poprzednim Sejmem, jeśli chodzi o liczbę kobiet.

*Liczba mandatów Trzeciej Drogi w kadencji 2015-2019 odnosi się do klubu PSL-Koalicja Polska

A co z kandydatkami z miejsc niebiorących, które dostały się do Sejmu kosztem mężczyzn na miejscach biorących? Rzeczywiście było kilka takich głośnych przypadków. Na Lewicy Daria Gosek-Popiołek „objechała” w Krakowie Macieja Gdulę, a Joanna Wicha w Obwarzanku Arkadiusza Iwaniaka, ale najbardziej spektakularna była porażka Janusza Korwin-Mikkego w tymże Obwarzanku z Kariną Bosak.

Gdy jednak popatrzy się szerzej, obraz przedstawia się zupełnie inaczej.

Otóż w tych wyborach to liderzy partyjni chcieli w większym stopniu wpuścić kobiety do Sejmu, a wyborcy zdecydowali inaczej.

Przeczytaj także:

Na „biorących” miejscach na listach znalazło się łącznie 148 kobiet, zdecydowanie najwięcej w historii (o trzynaście więcej niż w poprzednich wyborach). Wyborcy jednak zdecydowali, że ostatecznie w Sejmie znajdzie się ich tylko 135.

KO z najbardziej kobiecą listą

Na etapie tworzenia list najbardziej prokobiecą formacją była Koalicja Obywatelska, która na mandatowych miejscach wystawiła aż 72 kobiety (46 proc.) – jednak wyborcy wybrali tylko 61 z nich. Podobnie było w klubie PiS. Odwrotnie w Trzeciej Drodze, Lewicy i Konfederacji – ich wyborcy częściej stawiali na kobiety niż kierownictwa partyjne (choć przykład Konfederacji jest w tym wypadku nieco anegdotyczny, mowa bowiem o tylko jednej posłance).

Wśród kandydatek, które nie weszły do Sejmu z miejsc mandatowych, znalazły się znane postaci – jak posłanka Śledzińska-Katarasińska, która nie została wybrana na swoją dziesiątą (!) kadencję, senatorka Rotnicka, posłanki Łośko, Tobiszowska, Paluch, czy Płonka (którą z Sejmu wyrzucił Łukasz Mejza). Transfer do PiS nie opłacił się także byłej posłance Lewicy Monice Pawłowskiej. Część kandydatek przegrała wewnętrzną rywalizację z kobietami z dalszych miejsc – jak Agata Diduszko-Zyglewska z Dorotą Olko na warszawskiej liście Lewicy.

Wśród kobiet, które weszły do Sejmu z niemandatowych miejsc, znajdują się sejmowe debiutantki – jak wspomniane Bosak czy Wicha oraz np. nowe posłanki KO Jolanta Niezgodzka, czy Iwona Karolewska – ale też dotychczasowe posłanki, które z jakichś przyczyn znalazły się na dalszych miejscach.

Częściej wybieraliśmy osoby z dalszych miejsc na liście? Nie

Oczywiście w tej analizie kierujemy się wiedzą post factum, które miejsca były biorące – politycy takiej wiedzy nie mają. Im więcej miejsc w okręgu jest biorących, tym łatwiej o „mijankę” osoby z miejsca biorącego z tą, która teoretycznie miała dalekie miejsce niedające mandatu. Jednak dotyczy to zwłaszcza dużych komitetów, bo w przypadku mniejszych musiały być to już często „mijanki” na jedynkach, które zdarzają się stosunkowo rzadziej (dlatego właśnie tak głośne stały się przypadki Wichy, Gosek-Popiołek, czy Bosak).

W tych wyborach żadna kobieca „jedynka” nie została pozbawiona mandatu przez mężczyznę z dalszego miejsca – a te trzy kandydatki pozbawiły mandatu mężczyzn z „jedynek”.

Spójrzmy jeszcze, jak często zdarzały się w 2023 roku „mijanki” niezależnie od płci.

Otóż do Sejmu dostały się 82 osoby z miejsc „niebiorących”, w tym 39 w PiS, 30 w KO, 8 w Trzeciej Drodze, 4 w Lewicy i 1 w Konfederacji. W poprzedniej kadencji takich przypadków było 79. Jak wyliczył prof. Flis, w latach 2005-2011 średnio kandydaci z miejsc niemandatowych zdobywali 20,7 proc. mandatów (średnio ok. 95).

Widać więc, że mimo zwiększonego zróżnicowania list (każda z pięciu głównych list w wyborach 2019 i 2023 miała de facto charakter koalicyjny) nie potwierdza się teza, że wyborcy częściej niż w przeszłości wybierają kandydatów z dalszych miejsc.

;

Udostępnij:

Leszek Kraszyna

Ekonomista i analityk, autor modelu przeliczania głosów na mandaty, z którego korzysta OKO.press

Komentarze