29 lipca 2020

Kolaboranci nazistowscy z NSZ będą mieli pomnik. Minister Woś sztorcuje nadleśnictwo, które odmówiło

Nadleśniczy z Włoszczowy odmówił postawienia na terenie nadleśnictwa pomnika Narodowych Sił Zbrojnych, skrajnie prawicowej partyzantki kolaborującej z Niemcami w czasie II wojny. Ustąpił pod presją ministerstwa środowiska. W odpowiedzi na propagandę przypominamy, czym były NSZ

Użytkownik Twittera o nazwie “NarodoweSilyZbrojne” (@nsz_1942) opublikował 27 lipca zdjęcie pisma od nadleśnictwa Włoszczowa. Nadleśniczy Artur Ratusznik odpowiadał w nim stowarzyszeniu “Lokalni Patrioci” z Małogoszczy, które chciało na terenie nadleśnictwa postawić pomnik upamiętniający potyczkę oddziału NSZ z “oddziałem Armii Ludowej i grupą radzieckich skoczków spadochronowych”.

View post on Twitter
Nadleśniczy pisał, że “bardzo istotny jest aspekt środowiskowy” oraz że budowa pomnika może budzić “różne emocje ze względu na to, że żyją potomkowie osób, które zginęły w wydarzeniach, które pomnik będzie upamiętniał”.

Odmowa wywołała komentarze ze strony prorządowych publicystów i polityków rządzącej prawicy.

“Czytam i oczom nie wierzę. Nadleśnictwo Włoszczowa nie zgadza się na budowę pomnika upamiętniającego Brygadę Świętokrzyską, bo żyją potomkowie sowieckich okupantów, z którymi Brygada walczyła, a to mogłoby ich urażać…”

- pisał Wojciech Wybranowski (niegdyś “Nasz Dziennik”, potem “Do Rzeczy”). Minister środowiska, a niegdyś wiceminister sprawiedliwości Michał Woś komunikował:

“W Rząbcu w miejscu bitwy #BrygadaŚwiętokrzyskaNSZ z sowietami i ich pachołkami pomnik powstanie, a dla naprawienia błędu nadleśnictwo będzie współfinansować jego budowę”. Dodał również, że w sprawie prowadzone jest “postępowanie wyjaśniające”, co naturalnie trzeba odczytać jako pogróżkę pod adresem tych funkcjonariuszy Lasów Państwowych, którzy odmówili postawienia pomnika.

View post on Twitter

W ostatnich dniach pojawiły się spekulacje, że Michał Woś jest jednym z ministrów, którzy pożegnają się ze stanowiskiem w ramach rekonstrukcji rządu. Być może gorliwość jego interwencji w sprawie pomnika to forma obrony - minister chce zabłysnąć i pokazać nacjonalistom, że jest ich człowiekiem w rządzie.

Ten kult NSZ uprawiany przez rządzących nie jest jednak niczym nowym. OKO.press już parokrotnie z nim polemizowało.

Informowanie jego prawdziwej historii - kolaboracji i antysemityzmie - traktujemy jako nasz obywatelski obowiązek.

Czym była NSZ

Publikowaliśmy dokumenty, w których dowódcy AK m.in. skarżyli się na współpracę NSZ z Gestapo oraz ataki na oddziały AK (czyli właściwej armii państwa podziemnego). Przypominaliśmy - i przypominamy raz jeszcze - że:

  • NSZ wywodziło się z przedwojennej skrajnej prawicy, a celem ich walki było stworzenie „Wielkiej Polski Katolickiej”, a nie demokratycznej RP;
  • duża część ich oddziałów nie podporządkowała się rządowi RP na uchodźstwie i nie weszła w skład AK;
  • przedwojenny antysemityzm prawicy wcale nie wygasł w obliczu Zagłady;
  • część oddziałów NSZ współpracowała pod koniec wojny z Niemcami.

Wszystko to nie przeszkadza rządzącym rozwijać kultu NSZ. 15 września 2017 Sejm RP przyjął uchwałę gloryfikującą Narodowe Siły Zbrojne z okazji 75. rocznicy ich powstania. Przez aklamację, bez głosu sprzeciwu. Posłowie oklaskiwali ją na stojąco, a ówczesny poseł Nowoczesnej Zbigniew Gryglas na sejmowej trybunie występował z opaską NSZ na ramieniu.

OKO.press odnotowywało przypadki wybielania NSZ - czy to w oficjalnym liście prezydenta Dudy z 16 września 2017 roku, czy to w wypowiedziach senatora PiS, historyka prof. Jana Żaryna oraz historyka dr. Mariusza Bechty z IPN.

W oficjalnej polityce historycznej rządu NSZ zajmuje dziś miejsce Armii Krajowej - prawdziwej armii państwa polskiego, walczącej o Polskę demokratyczną (a nie o narodowo-katolicką dyktaturę). O AK rządzący mówią mało.

PiS czci niemieckich kolaborantów

NSZ powstały pod koniec 1942 roku z połączenia Związku Jaszczurczego oraz części Narodowej Organizacji Wojskowej, dwóch organizacji konspiracyjnych wywodzących się z przedwojennej radykalnej prawicy. W 1944 roku jeden z przywódców NSZ podpisał w imieniu organizacji umowę scaleniową z AK, podporządkowując NSZ rozkazom rządu RP w Londynie. Część organizacji nie chciała się temu podporządkować.

Prof. Rafał Wnuk, specjalista od dziejów podziemia, pisze:

„W kwietniu 1944 r. osoby z tego kręgu postanowiły siłą przejąć władzę nad NSZ (...). Wykorzystali śmierć komendanta głównego NSZ płk. Tadeusza Kurcyusza i wydali kilka antydatowanych i fałszywych rozkazów podpisanych rzekomo przez zmarłego. Ustanawiały one nowym dowódcą NSZ rotmistrza Stanisława Nakoniecznikowa (na którym ciążył wydany przez AK wyrok śmierci za dezercję) i przekazywały organizację pod kontrolę osób ze Związku Jaszczurczego. Co więcej, rozłamowcy porwali płk. Albina Raka, którego komendant główny AK wyznaczył na dowódcę NSZ i pełnomocnika ds. scalenia. Przystawili mu pistolet do głowy i zmusili do podpisania zrzeczenia się dowództwa nad NSZ, odwołania rozkazów scaleniowych i złożenia samokrytyki. Wypuszczony na wolność natychmiast unieważnił wymuszone decyzje”.

Ciągiem dalszym tej historii były skrytobójcze mordy popełniane przez radykałów z NSZ na kolegach, którzy przeszli do AK.

Bratobójstwo i kolaboracja

Od 1943 roku narodowcy skupili się przede wszystkim na walce z komunistami oraz ich „agenturą” na okupowanych ziemiach polskich. Nie mieli dużych jednostek partyzanckich, powołali więc 11 sierpnia Brygadę Świętokrzyską (liczącą 850 żołnierzy). Brygada unikała walk z Niemcami, skupiając się przede wszystkim na komunistycznej partyzantce - Armii Ludowej, działaczach komunistycznej Polskiej Partii Robotniczej - oraz partyzantach sowieckich. 8 września 1944 roku pod Rząbcem na Kielecczyźnie zastrzelili 67 wziętych do niewoli radzieckich partyzantów.

Szef wywiadu Inspektoratu Kieleckiego AK pisał wtedy:

„Współpraca [NSZ] z gestapo [policja polityczna hitlerowskich Niemiec] była w zasadzie jawna i poszczególni dowódcy nie kryli się z tym, że otrzymują broń i amunicję do walki z komuną od władz okupacyjnych. Znany jest przypadek (styczeń lub luty 1944), gdzie oficerowie NSZ z bronią przyjeżdżali na gestapo w Ostrowcu [Świętokrzyskim], tam omawiali obławy na PPR i przekazywali gestapo materiał odnośnie komórek PPR. (…)

Niemcy już wówczas uważali NSZ za polski »narodowy socjalizm« prowadzący jawną walkę z Rosją, robiący dywersję w ugrupowaniach politycznych Polski podziemnej i rozbijający spoistość Armii Krajowej. (…) Jawna współpraca z gestapo, lekkomyślne wyskoki poszczególnych dowódców, zwłaszcza po pijanemu, poderwały zaufanie społeczeństwa do NSZ”.

Dzięki współpracy z kolaborantem Gestapo, niejakim Hubertem Jurą, ps. „Tom”, narodowcy z Brygady Świętokrzyskiej rozpoczęli współpracę z Niemcami.

Pod koniec 1944 roku popełnili szereg mordów na oficerach podziemia podporządkowanego rządowi w Londynie.

W styczniu 1945 roku Brygada wyruszyła w kierunku Czech, cofając się u boku oddziałów Wehrmachtu. Od końca stycznia - pisze prof. Wnuk - żołnierze Brygady zaczęli otrzymywać niemieckie racje żywnościowe i przyjęli oficerów łącznikowych. W Czechach około 100 członków Brygady przeszło szkolenie z wywiadu i dywersji pod kierunkiem Niemców.

Antysemityzm

Antysemityzm był głównym elementem programu narodowego przed wojną. Nie zniknął także w obliczu popełnianych przez Niemców zbrodni na Żydach. Dowodów jest pełno w narodowej prasie konspiracyjnej - dzisiaj już w dużej części dostępnej w cyfrowych bibliotekach. Oto jeden z wielu przykładów, z dwutygodnika NSZ „Szaniec” nr 12 z 1941 roku. Można go w całości przeczytać tutaj.

O uwięzionych i umierających z głodu w warszawskim getcie Żydach anonimowy autor pisał z satysfakcją:

"»Oderwani« (jak pijawki) od Polaków ci »najpierwsi obywatele« nie tylko zza murów getta, lecz nawet spod kamieni nagrobnych na kirkucie - wciąż jeszcze są źródłem natchnień dla tych, niestety, polskich serc i umysłów, które zdeprawowała i wyjałowiła wieloletnią tresurą »płomienna dusza« żydowska".

Programem politycznym NSZ było zbudowanie „Wielkiej Polski Katolickiej”, totalitarnego państwa podporządkowanego „misji dziejowej” Polski. Jeszcze w lipcu 1944 „Szaniec” pisał o tym, że ukrywający się Żydzi to „tuzy brzuchate i syte”, a brakuje pieniędzy na pomoc dla Polaków.

Historycy komentują

Wieści o planach budowy nowego pomnika NSZ skomentowali historycy.

“Przypomnę, że jednostka ta nie była częścią wojska polskiego, ale wojskiem partyjnym, które jako jedyne splamiło się kolaboracją z niemieckim okupantem, na co są liczne dowody” - napisał na Facebooku prof. Dariusz Stola, historyk, b. dyrektor Muzeum II Wojny Światowej.

View post on Facebook

“Ostatni bodaj meldunek AK o Brygadzie S, z pierwszych dni stycznia 1945, wzmiankuje o zaopatrzeniu się przez jej członków przed podróżą w buty u okolicznych rolników. Niestety, rolnicy owi nie mieli świadomości historycznego wymiaru tej akcji i byli mocno niezadowoleni. W związku z tym należałoby postawić pomnik w miejscu tych doniosłych wydarzeń” - pisał ironicznie w komentarzu pod wpisem prof. Stoli inny historyk, prof. Dariusz Libionka, specjalista od historii Zagłady.

Udostępnij:

Adam Leszczyński

Dziennikarz OKO.press, historyk i socjolog, profesor Uniwersytetu SWPS w Warszawie.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne