Polska i Węgry jako jedyne kraje UE nie przyjęły ani jednego uchodźcy w ramach unijnych programów relokacji i przesiedlenia. Węgry może tłumaczyć to, że są pierwszym krajem UE na bałkańskim szlaku migracyjnym. Polski nie tłumaczy nic

Europa doświadcza największego kryzysu uchodźczego od II wojny światowej. W rekordowym 2015 r. w krajach UE imigranci złożyli 1 255 600 nowych wniosków o azyl, jak wynika z danych Eurostatu. Rok wcześniej – 562 680 wniosków. Ponad połowę z nich złożyli Syryjczycy, Afgańczycy i Irakijczycy. Najczęstszym celem uchodźców są Niemcy, w których złożono 441 800 wniosków (35 proc.). Jeden wniosek może objąć całą rodzinę, więc właściwa liczba imigrantów jest o wiele wyższa. Bawarskie ministerstwo spraw socjalnych ocenia, że w Niemczech w 2015 r. o azyl wnioskowało aż 1,1 mln osób. Szacuje się, że do końca 2016 r. do Niemiec przyjedzie kolejne 250-300 tys. uchodźców.

Latem 2015 r. kraje UE zobowiązały się do przyjęcia w ciągu dwóch lat 120 tys. osób z obozów we Włoszech i Grecji, czyli krajów do których dotarły setki tysięcy imigrantów z Afryki, przepływających przez Morze Śródziemne na łodziach przemytników. Program relokacji uchodźców do innych krajów Unii powstał po to, by odciążyć Włochy i Grecję, które nie radzą sobie z tak dużą liczbą przybyszów i by zapewnić godne warunki tym uchodźcom, dla których brakuje miejsca w przepełnionych obozach.

Unia przygotowała też program przesiedleń spoza granicy UE, głównie z obozów w Turcji, skąd do krajów europejskich miało przyjechać co najmniej 18 tys. osób. W przeciwieństwie do pierwszego programu, państwa Unii mogą same zdecydować, czy wezmą w nim udział.

Plany a rzeczywistość

Komisja Europejska opublikowała na początku grudnia 2016 r. podsumowanie programów relokacji z krajów UE oraz przesiedlenia z krajów spoza UE.

Dotychczas za pośrednictwem obu programów Europa przyjęła łącznie 22 049 uchodźców: 13 887 spoza UE i zaledwie 8162 w ramach wewnętrznej relokacji.

W takim tempie nie ma szans na realizację programu relokacji do jesieni 2017 r. Trzeba jednak docenić kraje, które przynajmniej częściowo wywiązują się ze swoich zobowiązań. Najwięcej uchodźców z Grecji i Włoch przyjęły Francja – 2373, Holandia – 1098, Finlandia – 901, Portugalia – 720, Niemcy – 615 i Rumunia 542. Uchodźców spoza UE mimo braku zobowiązań najwięcej przygarnęły Norwegia – 2635, Wielka Brytania – 2200, Francja – 1739 i Austria – 1501.

Do tej pory w ramach relokacji z Włoch i Grecji oraz przesiedleń z Turcji ani jednego uchodźcy nie przyjęły tylko Węgry i Polska.

Liczba uchodźców przyjętych łącznie w ramach relokacji na terenie UE i przesiedleń spoza UE

stan na 6 grudnia 2016 r.

 

Alibi Austrii i Węgier

W programie relokacji z Włoch i Grecji jak dotąd nie wzięło udziału pięć państw: Wielka Brytania, Dania, Austria, Węgry i Polska. Nasz kraj ma na to najsłabsze usprawiedliwienie.

Wielka Brytania i Dania zapewniły sobie zwolnienie od udziału we wspólnej polityce unijnej w sprawach dotyczących imigracji już w Traktacie Lizbońskim, dlatego nie obowiązywał je przymus relokacji uchodźców z południa Europy. Mimo to Wielka Brytania dobrowolnie przyjęła 2200, a Dania 481 uchodźców w ramach programu przesiedleń spoza krajów UE.

Austrię i Węgry, które zobowiązały się do udziału w programie relokacji, może – w niejednakowym stopniu – usprawiedliwiać z kolei fakt, że leżą na bałkańskim szlaku emigracyjnym. W 2015 r. o azyl na Węgrzech poprosiło 174 400 osób (14 proc. wniosków w całej UE), a w Austrii 85 500 (5 proc.), tymczasem w Polsce jedynie 10,2 tys.

Początkowo Węgry miały nawet być – obok Grecji i Włoch – jednym z krajów, z których uchodźcy (54 tys. osób) będą relokowani.

Orban jednak ostatecznie odrzucił tę propozycję. Nie zgodził się na powstanie unijnych ośrodków dla uchodźców, nad którymi Węgrzy nie mieliby pełnej kontroli. Węgry, Słowacja i Czechy były jedynymi krajami, które głosowały przeciwko programowi relokacji. Rząd Ewy Kopacz początkowo wspierał ich stanowisko, ale ostatecznie zagłosował za.

W usprawiedliwianiu Węgier nie można jednak posunąć się zbyt daleko, prowadzą one bowiem wyjątkowo restrykcyjną politykę imigracyjną.  W sierpniu 2015 r. szczelnie zamknęły swoje granice. Uchodźców próbujących się przez nie przedrzeć policja pacyfikowała gazem i armatkami wodnymi. Za samą pomoc w nielegalnym przekroczeniu granicy węgierskie sądy skazują nawet na 10 lat więzienia. W końcu Węgrzy otwarcie nie zgadzają się na wypełnienie obowiązku przyjęcia uchodźców w ramach relokacji. Politycy rządzącego Fideszu chcieli nawet wpisać do konstytucji poprawkę zakazującą osiedlania na Węgrzech uchodźców bez zgody parlamentu, ale zabrakło im dwóch głosów do konstytucyjnej większości.

Austria, choć odmawia wzięcia udziału w relokacji z Włoch i Grecji, przyjęła dobrowolnie 1 501 uchodźców z obozów poza granicami UE. Poza tym docierają do niej uchodźcy, którzy nie chcą zatrzymywać się na Węgrzech.

We wrześniu 2015 r. Austria tylko w jeden weekend przyjęła 14 tys. uchodźców koczujących w Budapeszcie, którzy chcieli dotrzeć na północ Europy.

Według austriackich władz nawet 90 proc. imigrantów wjeżdżających do Austrii, wkrótce ją opuści, najczęściej by dotrzeć do Niemiec. 

Wciąż jednak dziesiątki tysięcy osób stara się o azyl w samej Austrii. By zapanować nad ich napływem Wiedeń ustalił na 2016 r. limit możliwych do zaakceptowania wniosków na 37,5 tys. Tymczasem 80-90 proc. emigrantów, których wnioski zostały odrzucone, zostaje w Austrii, bo ich kraje ojczyste nie chcą lub nie mogą ich przyjąć. Także Węgry odmawiają przyjęcia imigrantów, którzy nielegalnie przedostali się przez granicę węgiersko-austriacką, choć zobowiązuje je do tego unijne prawo. Na dodatek, w 2016 r. Austria do grudnia 2016 r. przyjęła 1501 uchodźców spoza Unii w ramach programu przesiedleń spoza UE.

Polska gra na zwłokę

Polska zobowiązała się do przyjęcia w ramach relokacji 6,1 tys. uchodźców z Grecji i Włoch w ciągu dwóch lat, licząc od września 2015 r. Koszty ich sprowadzenia oraz integracji prawie w całości miała pokryć Unia Europejska. MSW za poprzedniego rządu informowało, że uchodźcy od 2016 r. będą przyjeżdżać do Polski w czteromiesięcznych odstępach. Jeszcze we wrześniu 2015 r. Ministerstwo Spraw Wewnętrznych informowało, że w ośrodkach dla uchodźców w Polsce jest około 700 wolnych miejsc, a w razie potrzeby ta liczba może zostać „znacznie zwiększona”.

Tymczasem rząd PiS w styczniu 2016 r. przygotował projekt rozporządzenia przewidującego przyjęcie przez cały rok 2016 maksymalnie 400 uchodźców, co oznaczałoby, że w 2017 r. musielibyśmy przyjąć 5,7 tys. uchodźców.

Uchodźcze organizacje pozarządowe nie zostawiły na projekcie suchej nitki, ale rząd zamiast go poprawić, po prostu go porzucił. Do tej pory rozporządzenie nie weszło w życie.

W maju wyszło na jaw, że anulowano wnioski pierwszych stu uchodźców, którzy w ramach relokacji mieli trafić do Polski. Polski Urząd ds. Cudzoziemców tłumaczył wtedy, że winni byli temu Włosi i Grecy, którzy nie dali polskim służbom dostępu do informacji o kandydatach. OKO.press zapytało rzeczników UdsC oraz resortu spraw wewnętrznych, dlaczego tylko Polsce nie udało się sprowadzić uchodźców. Biura prasowe zapowiedziały, że odpowiedzą dopiero po weekendzie. Poprosiliśmy więc o opinię Jacka Białasa, prowadzącego program pomocy prawnej dla migrantów w Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka:

“Moim zdaniem to kwestia polityczna. Trzeba zwrócić uwagę, że co najmniej kilka osób z Bliskiego Wschodu i Wschodniej Afryki dotarło granic Polski i dostało azyl. Gdyby rząd poważnie myślał o programie relokacji, już dawno przyjąłby rozporządzenie w tej sprawie”.

Choć rzeczywiście Polska przyjmuje uchodźców, w tym z Syrii, którzy dotarli do naszych granic, jest ich tak niewielu, że trudno uznać to za dobre alibi. W I półroczu 2016 r. wniosek o azyl na polskich granicach złożyło 6998 osób, z czego przyjęto zaledwie 121. W tym m.in.

  • 37 z Rosji,
  • 25 z Syrii,
  • 18 z Iraku,
  • 10 z Ukrainy (czyli dużo mniej niż milion, o których mówiła Beata Szydło jeszcze w debacie przedwyborczej w 2015 r.).

Polski rząd mógłby częściowo tłumaczyć swój opór w przyjmowaniu uchodźców z Grecji i Włoch, gdybyśmy przyjęli setki ofiar represji w Czeczenii, które w ostatnich miesiącach próbują dostać się do Polski.

Na przejściu w Terespolu straż graniczna odmawia im jednak możliwości złożenia wniosków o azyl – co potwierdziły monitorujące sprawę organizacje pozarządowe i wysłannicy Rzecznika Praw Obywatelskich. Strażnicy łamią w ten sposób prawo, ale za przyzwoleniem polskiego rządu.

Mariusz Błaszczak, minister spraw wewnętrznych, na pytania o sytuację w Terespolu odpowiedział: “Nie będziemy ulegać presji tych, którzy chcą doprowadzić do kryzysu migracyjnego. Nasza polityka jest zupełnie inna”.


Opłać abonament na wolność słowa

Dziennikarz, filozof. Od 2016 roku związany z OKO.press. Wcześniej pisał dla "Gazety Wyborczej". Za jeden ze swoich reportaży był nominowany do kilku nagród dziennikarskich. Boksuje.
W OKO.press pisze o prawie i jego łamaniu.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym