0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Adam Stepien / Agencja GazetaAdam Stepien / Agenc...

W czwartek 21 listopada 2019 Stanisław Piotrowicz, b. członek PZPR i b. prokurator w czasie PRL, został wybrany do Trybunału Konstytucyjnego głosami PiS. Nie głosowała za nim tylko jedna posłanka tej partii.

Po wieczornym głosowaniu w Sejmie posłowie opozycji krzyczeli „Hańba” i „Precz z komuną”. Była w tym oczywiście ironia: okrzyk „Precz z komuną” należy do repertuaru prawicy, która tym razem w przytłaczającej większości głosowała za Piotrowiczem. Sam Piotrowicz zresztą odkrzykiwał z trybuny sejmowej swoim krytykom z opozycji to samo: „Precz z komuną".

Wcześniej politycy PiS i sprzyjające władzy media usiłowali eks-prokuratora tłumaczyć.

„My nie odcinamy od nas ludzi, którzy chcą reformować Polskę, kochają Polskę, nikomu tego prawa nie odmawiamy. Co do Stanisława Piotrowicza, zapoznałem się z jego działalnością w pierwszych latach stanu wojennego.

Rzeczywiście był prokuratorem, ale w tych sprawach, które przez jego ręce przechodziły akurat zachowywał się przyzwoicie (…) Ponieważ to bardzo dokładnie sprawdziłem, to nie skreślam człowieka” - mówił premier Mateusz Morawiecki w Polstat News 21 listopada.

Podobnych wypowiedzi było więcej.

„Jak ktoś ma PESEL jak Stanisław Piotrowicz, zdarza się, że ma i taką biografię” (senator Jan Maria Jackowski).

Oraz: „Uważam, że Stanisław Piotrowicz odkupił swoje winy” (eurodeputowany Ryszard Czarnecki).

Kilka dni wcześniej sam Piotrowicz udzielił długiego wywiadu tygodnikowi „Sieci”, należącemu do sprzyjających PiS mediów braci Karnowskich. Tłumaczył się tam w sposób, który nas w OKO.press ujął.

„Każdy człowiek żyjący w ponurych czasach PRL czymś się zajmował” - mówił z wdziękiem Piotrowicz.

Dodawał później, że nie umacniał systemu i „prowadził sprawy kradzieży, gwałtów, rozbojów, zabójstw”.

Przeczytaj także:

„Nie prowadziłem żadnych spraw o charakterze politycznym” - mówił także Piotrowicz, nieco mijając się z prawdą, gdyż podpisał się m.in. pod aktem oskarżenia opozycjonisty Antoniego Pikula za działalność polityczną. Piotrowicz tłumaczył potem, że jedynie „parafował akt oskarżenia”.

Co Morawiecki mówił o sędziach z PRL?

Kiedy politycy PiS mówią o Piotrowiczu, niespodziewanie odnajdują w sobie pokłady wyrozumiałości i dobrej woli wobec byłych członków PZPR i byłych pracowników wymiaru sprawiedliwości w czasach komunizmu.

Wcześniej przejawiali je jeszcze wobec sędziego Andrzeja Kryże, członka PZPR, który nie wystąpił z partii nawet w czasach stanu wojennego, a później był w rządzie PiS wiceministrem. Pozostanie w PZPR Kryże tłumaczył słowami „trzeba było być konsekwentnym”. Mówił także, że miał rodzinę i musiał pracować.

Jednak tych pracowników wymiaru sprawiedliwości w PRL, którzy nie zostali później działaczami PiS, partia - w tym premier Morawiecki - potępia niesłychanie pryncypialnie.

W grudniu 2017 roku Morawiecki podczas spotkania z prezydentem Francji porównał PRL do państwa Vichy - marionetkowego tworu kolaborującego z nazistami w czasie II wojny światowej.

„Akurat tak się zdarzyło, że znam dość dokładnie specyfikę na przykład reformy wymiaru sprawiedliwości we Francji po upadku Francji Vichy, po upadku IV Republiki. Opowiem o tym prezydentowi Macronowi, który na pewno jeszcze lepiej ode mnie zna tę historię”

- opowiadał Morawiecki, chcąc tłumaczyć Francuzowi, czym było PRL.

OKO.press uznało wówczas wypowiedź Morawieckiego za fałsz. Morawiecki użył tego porównania więcej niż raz. (Później zresztą zaprzeczał, że to zrobił - pisaliśmy o tym)

W kwietniu 2019 podczas wizyty w USA Morawiecki zresztą odwołał się do analogii z Vichy ponownie - Stowarzyszenie Sędziów Polskich "Iustitia" napisało wówczas pełen oburzenia list do premiera.

Morawiecki mówił także parokrotnie o „sędziach stanu wojennego”, którzy mieli zasiadać w Sądzie Najwyższym. Powtarzał to w czasach, kiedy PiS prowadził kampanię zmierzającą do podporządkowania sobie tej instytucji.

„Czy wiecie, że ci sędziowie z czasów stanu wojennego, którzy wydawali haniebne wyroki, są w bronionym przez was Sądzie Najwyższym? (…) Postkomunizm nie został w Polsce przezwyciężony; my z nim walczymy poprzez reformę wymiaru sprawiedliwości”.

Podobne tezy Morawiecki powtarzał wielokrotnie, m.in. w artykule w piśmie „Washington Examiner” w grudniu 2017 roku. Pisał w nim, że w wyniku obrad Okrągłego Stołu postkomuniści obsadzili stanowiska sędziowskie w wolnej Polsce. Nie podawał jednak nazwisk ani zresztą w ogóle żadnych konkretów. Sędziowie Sądu Najwyższego protestowali.

Duda o sędziach z PRL: przefarbowali się

Podobnie pryncypialnie wypowiadał się o sędziach z PRL prezydent Andrzej Duda.

W czerwcu 2019 roku podczas konferencji prasowej w Waszyngtonie mówił:

„Nie tak dawno, bo kilka lat temu, ze zdumieniem odkryłem, że w polskim Sądzie Najwyższym znajduje się cała grupa sędziów, którzy orzekali jako sędziowie należący do komunistycznej partii (…) orzekali oni nawet w czasie stanu wojennego, skazując ludzi na więzienie na podstawie prawodawstwa komunistycznego. (…)

De facto wszystko, co czyniliśmy, zmierzało do wysłania tych państwa w stan spoczynku, no ale jak widać, niestety, mimo upływu 30 lat ich wpływy, budowane po 1989 roku, kiedy to przefarbowali się jako elita nowego państwa, są nadal duże”.

W kontekście nominacji Piotrowicza jest to bardzo zabawny cytat - Piotrowicz, eksdziałacz PZPR i eksprokurator, bardzo skutecznie „przefarbowałby się jako elita” nowego państwa PiS.

Dziś z pałacu prezydenckiego wypływają przecieki, że prezydent Duda ma kłopot z nominacją Piotrowicza na sędziego TK i zastanawia się nad jej podpisaniem.

Krążą także spekulacje, że podpisanie nominacji Piotrowicza zostanie odebrane przez wyborców jako świadectwo hipokryzji i zaszkodzi prezydentowi w kampanii wyborczej.

Zawsze jednak Duda może zrobić to, co inny polityk związany z koalicją rządzącą, Jarosław Gowin - który w 2018 roku wyznał, że jako sojusznik PiS „parę razy głosował, ale się nie cieszył”. Duda może się nie cieszyć, ale nominację Piotrowicza podpisać.

;

Udostępnij:

Adam Leszczyński

Dziennikarz OKO.press, historyk i socjolog, profesor Uniwersytetu SWPS w Warszawie.

Komentarze