„My nie odcinamy od nas ludzi, którzy chcą reformować Polskę, nikomu tego prawa nie odmawiamy” - mówił Mateusz Morawiecki o Stanisławie Piotrowiczu, b. prokuratorze komunistycznym, który ogniście wspierał w Sejmie pisowską destrukcję rządów prawa w Polsce. Takiej pobłażliwości nie ma jednak w obozie władzy wobec obrońców wolnych sądów

W czwartek 21 listopada 2019 Stanisław Piotrowicz, b. członek PZPR i b. prokurator w czasie PRL, został wybrany do Trybunału Konstytucyjnego głosami PiS. Nie głosowała za nim tylko jedna posłanka tej partii.

Po wieczornym głosowaniu w Sejmie posłowie opozycji krzyczeli „Hańba” i „Precz z komuną”. Była w tym oczywiście ironia: okrzyk „Precz z komuną” należy do repertuaru prawicy, która tym razem w przytłaczającej większości głosowała za Piotrowiczem. Sam Piotrowicz zresztą odkrzykiwał z trybuny sejmowej swoim krytykom z opozycji to samo: „Precz z komuną”.

Wcześniej politycy PiS i sprzyjające władzy media usiłowali eks-prokuratora tłumaczyć.

„My nie odcinamy od nas ludzi, którzy chcą reformować Polskę, kochają Polskę, nikomu tego prawa nie odmawiamy. Co do Stanisława Piotrowicza, zapoznałem się z jego działalnością w pierwszych latach stanu wojennego.

Rzeczywiście był prokuratorem, ale w tych sprawach, które przez jego ręce przechodziły akurat zachowywał się przyzwoicie (…) Ponieważ to bardzo dokładnie sprawdziłem, to nie skreślam człowieka” – mówił premier Mateusz Morawiecki w Polstat News 21 listopada.

Podobnych wypowiedzi było więcej.

„Jak ktoś ma PESEL jak Stanisław Piotrowicz, zdarza się, że ma i taką biografię” (senator Jan Maria Jackowski).

Oraz: „Uważam, że Stanisław Piotrowicz odkupił swoje winy” (eurodeputowany Ryszard Czarnecki). 

Kilka dni wcześniej sam Piotrowicz udzielił długiego wywiadu tygodnikowi „Sieci”, należącemu do sprzyjających PiS mediów braci Karnowskich. Tłumaczył się tam w sposób, który nas w OKO.press ujął.

„Każdy człowiek żyjący w ponurych czasach PRL czymś się zajmował” – mówił z wdziękiem Piotrowicz.

Dodawał później, że nie umacniał systemu i „prowadził sprawy kradzieży, gwałtów, rozbojów, zabójstw”.

„Nie prowadziłem żadnych spraw o charakterze politycznym” – mówił także Piotrowicz, nieco mijając się z prawdą, gdyż podpisał się m.in. pod aktem oskarżenia opozycjonisty Antoniego Pikula za działalność polityczną. Piotrowicz tłumaczył potem, że jedynie „parafował akt oskarżenia”.

Co Morawiecki mówił o sędziach z PRL?

Kiedy politycy PiS mówią o Piotrowiczu, niespodziewanie odnajdują w sobie pokłady wyrozumiałości i dobrej woli wobec byłych członków PZPR i byłych pracowników wymiaru sprawiedliwości w czasach komunizmu.

Wcześniej przejawiali je jeszcze wobec sędziego Andrzeja Kryże, członka PZPR, który nie wystąpił z partii nawet w czasach stanu wojennego, a później był w rządzie PiS wiceministrem. Pozostanie w PZPR Kryże tłumaczył słowami „trzeba było być konsekwentnym”. Mówił także, że miał rodzinę i musiał pracować.

Jednak tych pracowników wymiaru sprawiedliwości w PRL, którzy nie zostali później działaczami PiS, partia – w tym premier Morawiecki – potępia niesłychanie pryncypialnie.

W grudniu 2017 roku Morawiecki podczas spotkania z prezydentem Francji porównał PRL do państwa Vichy – marionetkowego tworu kolaborującego z nazistami w czasie II wojny światowej.

„Akurat tak się zdarzyło, że znam dość dokładnie specyfikę na przykład reformy wymiaru sprawiedliwości we Francji po upadku Francji Vichy, po upadku IV Republiki. Opowiem o tym prezydentowi Macronowi, który na pewno jeszcze lepiej ode mnie zna tę historię”

– opowiadał Morawiecki, chcąc tłumaczyć Francuzowi, czym było PRL.

OKO.press uznało wówczas wypowiedź Morawieckiego za fałsz. Morawiecki użył tego porównania więcej niż raz. (Później zresztą zaprzeczał, że to zrobił – pisaliśmy o tym)

W kwietniu 2019 podczas wizyty w USA Morawiecki zresztą odwołał się do analogii z Vichy ponownie – Stowarzyszenie Sędziów Polskich „Iustitia” napisało wówczas pełen oburzenia list do premiera.

Morawiecki mówił także parokrotnie o „sędziach stanu wojennego”, którzy mieli zasiadać w Sądzie Najwyższym. Powtarzał to w czasach, kiedy PiS prowadził kampanię zmierzającą do podporządkowania sobie tej instytucji.

W lipcu 2018 roku w europarlamencie w Strasburgu mówił:

„Czy wiecie, że ci sędziowie z czasów stanu wojennego, którzy wydawali haniebne wyroki, są w bronionym przez was Sądzie Najwyższym? (…) Postkomunizm nie został w Polsce przezwyciężony; my z nim walczymy poprzez reformę wymiaru sprawiedliwości”.

Podobne tezy Morawiecki powtarzał wielokrotnie, m.in. w artykule w piśmie „Washington Examiner” w grudniu 2017 roku. Pisał w nim, że w wyniku obrad Okrągłego Stołu postkomuniści obsadzili stanowiska sędziowskie w wolnej Polsce. Nie podawał jednak nazwisk ani zresztą w ogóle żadnych konkretów. Sędziowie Sądu Najwyższego protestowali. 

Duda o sędziach z PRL: przefarbowali się

Podobnie pryncypialnie wypowiadał się o sędziach z PRL prezydent Andrzej Duda.

W czerwcu 2019 roku podczas konferencji prasowej w Waszyngtonie mówił:

„Nie tak dawno, bo kilka lat temu, ze zdumieniem odkryłem, że w polskim Sądzie Najwyższym znajduje się cała grupa sędziów, którzy orzekali jako sędziowie należący do komunistycznej partii (…) orzekali oni nawet w czasie stanu wojennego, skazując ludzi na więzienie na podstawie prawodawstwa komunistycznego. (…)

De facto wszystko, co czyniliśmy, zmierzało do wysłania tych państwa w stan spoczynku, no ale jak widać, niestety, mimo upływu 30 lat ich wpływy, budowane po 1989 roku, kiedy to przefarbowali się jako elita nowego państwa, są nadal duże”.

W kontekście nominacji Piotrowicza jest to bardzo zabawny cytat – Piotrowicz, eksdziałacz PZPR i eksprokurator, bardzo skutecznie „przefarbowałby się jako elita” nowego państwa PiS.

Dziś z pałacu prezydenckiego wypływają przecieki, że prezydent Duda ma kłopot z nominacją Piotrowicza na sędziego TK i zastanawia się nad jej podpisaniem. 

Krążą także spekulacje, że podpisanie nominacji Piotrowicza zostanie odebrane przez wyborców jako świadectwo hipokryzji i zaszkodzi prezydentowi w kampanii wyborczej.

Zawsze jednak Duda może zrobić to, co inny polityk związany z koalicją rządzącą, Jarosław Gowin – który w 2018 roku wyznał, że jako sojusznik PiS „parę razy głosował, ale się nie cieszył”. Duda może się nie cieszyć, ale nominację Piotrowicza podpisać.

Najpierw sądy, potem media. Nie pozwólmy na to władzy.
OKO.press utrzymuje się dzięki Waszym wpłatom.

Historyk i socjolog, profesor na Uniwersytecie SWPS, publicysta. Autor dwóch książek reporterskich o Afryce i kilku książek o historii. "Szkalował" Polskę m.in. w „the Guardian”, „Le Monde”, „El Pais”, „Suddeutsche Zeitung”. Ostatnio wydał książkę o polskiej samoocenie – „No dno po prostu jest Polska. Dlaczego Polacy tak bardzo nie lubią swojego kraju i innych Polaków” (WAB 2017). W OKO.press pisze o polityce i historii.


Komentarze

  1. Zenon Nowak

    Na Balbinie + wszystko się zaczyna i wszystko się kończy. On jest alfa i omega. Reszta "dobrej zmiany" to robotnice-niewolnice. Każdy z nich jest oczywi ście odrębnym, niepowtarzalnym ludzkim bytem, ale ta swoistość istnieje na marginesie, liczy się sucze uwielbienie dla Wodza i gotowość do podporządkowania się kazdemu fochowi jaki wódz strzeli. Jak u Assasynów. By więc opisać to co pis dzielce wyprawiają wystarczy zrozumieć samego Balbinę+. Nasz Faraon od małości wstydzi się swojego wyglądu, wraz z wiekiem coraz bardziej pokracznego. Jego płeć jest nieokreślona. Zgrywa mężczyznę, ale strachem napawa go to co sam wie o sobie i to, że ciemny lud mógłby się kiedyś dowiedzieć prawdy. Jego aktywność życiowa, jego udział w polityce, to wynik sublimacji niezaspokojonego libido. Jedyny czas i jedyne miejsce w którym był szczęśliwy to dzieciństwo i opieka matki w czterech ścianach rodzinnego domu. I on nieustannie ten dom odtwarza, szuka miłości bezwarunkowej i opieki która osłoni go przed złowieszczym światem zewnętrznym. Wychodzi mu to na skalę zaiste imponującą. Gdy to weźmiemy pod uwagę wszystkie kłamstwa i krętactwa, odwoływanie się do przemocy ze strony pis dzielców staną się zrozumiałe. Oni nie chcą nas do niczego przekonać, nie chcą nas nawet oszukać. Oni budują Paradix Terrarum dla swej Królowej Matki, przeżuwają i przetrawiają polską rzeczywistość tak, zeby Balbina+ poczuł sie tak kochany jak mu to zapewniała mamusia, tak utulony, ululany, wypieszczony, by mógł spokojnie czkać i fajdać w pieluchy niczym się nie frasując. I to siem udaje!

  2. Empereur de Pologne

    Antykomunistyczny mit PiS nie mógł upaść, bo zawsze był trupem. PiS zawsze, a co najmniej od 2005 r., antykomunizm miał wyłącznie w gębie i służył mu wyłącznie do rozgrywek politycznych i personalnych. Inaczej być nie może, z bardzo prostego powodu zresztą. To, co dziś jest tzw. "żelaznym elektoratem PiS", to najzwyklejsi postkomuniści, czyli ludzie, którzy na PiS głosują właśnie dlatego, że widzą w nim nadzieję na odbudowę ich utraconego raju, jakim był PRL, albo przynajmniej niektórych jego elementów. Ten elektorat do 2005 r. głosował na SLD i inne bezpośrednie następczynie PZPR, ale te okrutnie go zawiodły, bo zamiast odbudowywać PRL, wprowadziły Polskę do UE. A ten elektorat na UE i cały zachód patrzy co najmniej podejrzliwie, jeżeli nie wrogo – tak jak go nauczono za komuny. Poszukał więc sobie innych opcji – i były to głównie PiS, Samoobrona i LPR. Te dwa ostatnie w kolejnych wyborach pochłonął już PiS i tak PiS został dziedzicem PZPR. Być może nawet mimowolnie, ale to bez znaczenia. Skoro taki ma elektorat, to potrzeby tego właśnie elektoratu musi zaspokajać. Personalia takie jak np. Piotrowicza, odgrywają tu trzeciorzędną rolę.

  3. Krzysztof Skladanowski

    Teraz cała nadzieja w Budyniu, że nie przyjmie ślubowania od Piotrowicza "daj ciumka" i od Krychy przekupy. Raz już nie przyjął od trzech legalnie wybranych sędziów, to i tym razem może nie przyjąć. To już rutyna u niego.

Masz cynk?