[AKTUALIZACJA 6:00] Konfederacja najpewniej nie dostanie żadnego mandatu - wynika z danych z 90 proc. okręgów. Według exit polls mieli je dostać: Jacek Wilk, Konrad Berkowicz i Janusz Korwin-Mikke. Odpadli Grzegorz Braun, Kaja Godek i Liroy.

Czarnym koniem tych wyborów miała być egzotyczna koalicja korwinistów, narodowców i antyborcjonistów. W sondażach przedwyborczych dawano im nawet ponad 10 proc. Według wyników z 90 proc. okręgów (godz. 6:00) zdobyli 4,53 proc. głosów. Exit polls dawały im 6,1 proc. i trzy mandaty. Pięć lat temu Janusz Korwin-Mikke wprowadził do Parlamentu Europejskiego 4 posłów.


Tekst powstał po ogłoszeniu exit polls, a przed pełnymi wynikami. Przedstawiamy sylwetki trójki, która miała się znaleźć w europarlamencie.


Okręg 11, Śląsk – Jacek Wilk

Pochodzi z Kielecczyzny, a studia ukończył w Krakowie. Mimo że jest aktywnym politykiem od kilkunastu lat, jego nazwisko zaczęło się przebijać dopiero w roku 2015. Ten prawnik i ekonomista, zasiadał co prawda w radzie głównej „korwinistycznego” Kongresu Nowej Prawicy, był jej sekretarzem generalnym i naczelnym jurystą, a także wiceprezesem, ale to dopiero wybory prezydenckie 2015 stały się jego przepustką do większej widzialności.

Świeżo po rozłamie w KNP, partia KORWiN, nowe ugrupowanie Korwin-Mikkego, wystawiła JKM w wyborach prezydenckich. KNP – nie chcąc wypaść z gry – także postanowił wystawić kandydata. Padło na bliżej nieznanego ogółowi Jacka Wilka.

Wcześniej, w 2011 roku, Wilk bezskutecznie kandydował do Sejmu (otrzymując 422 głosy i 0,1 proc.) w okręgu kieleckim. Zdecydowanie lepiej poszło mu w wyborach do Europarlamentu, kiedy zdobył 17 443 głosów. Mandatu co prawda nie uzyskał, ale najpewniej ów dobry wynik zdecydował o wystawieniu jego kandydatury przez KNP na prezydenta. Poszło mu słabo – uzyskał 68186 głosów, 0,46 proc. poparcia i dziesiątą pozycję na jedenaście miejsc. Podstawowym jednak zyskiem dla Wilka było zdobycie pewnej rozpoznawalności.

Ostatecznie dzięki temu z 2420 głosami, jako jedynemu z kandydatowi KNP startującemu z list Kukiz’15, udało mu się zdobyć mandat posła na Sejm. Plany były ambitne. Przeciąganie ludzi z Nowoczesnej i Platformy, debaty ponad podziałami z Robertem Gwiazdowskim i Leszkiem Balcerowiczem. Skończyło się jak to często na skrajnej prawicy – wycieczką na okupowany Krym i wywiadami dla putinowskiego Sputnika o walce z banderowcami na Ukrainie oraz pracy nad polepszeniem relacji z Rosją.

Niezbyt długo trwał związek Wilka z Kukiz’15. Ruch ów bowiem nie jest partią i startował w wyborach jako Komitet Wyborczy Wyborców i nie otrzymał dotacji. Tymczasem partia Korwin-Mikkego owszem. Ostatecznie więc, wraz ze zbliżaniem się końca kadencji, poseł Wilk postanowił porzucić kukizową afiliację i pogodzić się z dawnym szefem.

W listopadzie 2017 roku opuścił KNP i dołączył do ugrupowania Mikkego. W owym okresie pojawiły się wobec niego dodatkowo zarzuty natury finansowej. Lider KNP Stanisław Żółtek oskarżał go o przywłaszczenie partyjnych funduszy i odmowę ich zwrotu.

„Za podane poniżej fakty biorę odpowiedzialność lub piszę, od kogo daną informację otrzymałem” – zapewniał Żółtek. W efekcie Kukiz zawiesił Wilka w prawach członka klubu Kukiz’15. Poseł w odpowiedzi opuścił także klub pod koniec lutego 2018 roku, żeby rok później w marcu 2019 utworzyć nowe koło poselskie Konfederacji.

Pracując w Sejmie Wilk zyskał nowych zagranicznych sojuszników. Takich jak poseł do Bundestagu Steffen Kotré  oraz szef AfD w Brandenburgii i jej frakcji w owym landtagu Andreas Kalbitz, których zaprosił w październiku 2018 do Sejmu.

Pierwszy, to typowy antymigrancki, antymuzułmański, niewierzący w zmiany klimatyczne skrajny prawicowiec. Drugi, to jeden z głównych przedstawicieli skrajnie prawicowego skrzydła AfD. W AfD należy do nacjonalistycznej frakcji „Der Flügel”, którą kieruje Björn Höcke, który zasłynął m.in. nazwaniem berlińskiego pomnika upamiętniającego ofiary Holokaustu mianem „pomnika hańby” i domagał się zwrotu o 180 stopni w polityce historycznej Niemiec.

Wilk był jeszcze w 2016 roku członkiem Sojuszu na Rzecz Pokoju i Wolności (APF), paneuropejskiej partii podejrzewanej o nazizm, faszyzm i ksenofobię, dodatkowo sympatyzującej z Władymirem Putinem i dyktatorem Syrii Baszarem Al-Assadem.

Do AFP należą liczne organizacje wprost faszystowskie, takie jak ugrupowanie Mariana Kotleby –  Partia Ludowa Nasza Słowacja (Ľudová strana – Naše Slovensko), Nowa Siła (Forza Nuova) Włocha Roberto Fiore czy neonazistowska Narodowodemokratyczna Partia Niemiec (Nationaldemokratische Partei Deutschlands). Ta ostatnia dodatkowo kwestionuje polską zachodnią granicę na Odrze i Nysie.

Okręg 10, Małopolska i Świętokrzyskie – Konrad Berkowicz

Ten filozof i informatyk z Krakowa jest od lat najbliższym współpracownikiem Korwin-Mikkego. W wyborach do Parlamentu Europejskiego w 2014 roku startując z „dwójki”, zdobył ponad 23 tys. głosów i czwarty wynik wśród wszystkich kandydatów – połowę tego, co uzyskał Jarosław Gowin i kilka tysięcy głosów więcej niż Kazimierz Kutz czy Paweł Kowal.

Podczas rozłamu w KNP, nazywanego „weekendem długich noży”, wsparł frakcję Korwina i Przemysława Wiplera i w nowej partii WOLNOŚĆ/KORWiN został jej wiceprezesem i ogłosił, że będzie kandydował na prezydenta Krakowa. Zdobył 4,32 proc. głosów.

W kolejnym roku, już na nowej liście JKM do Sejmu, był „jedynką”. Uzyskał ponad 21145 głosów i 7 proc. poparcia, wyprzedzając kandydatów Kukiza. Jednak partia KORWiN nie przeskoczyła progu i Berkowicz nie dostał się do parlamentu.

W 2018 po raz kolejny JKM postawił na Berkowicza w wyborach na prezydenta Krakowa. Efekt? 2,5 proc. Berkowicz uznał wynik za sukces – stwierdzając, że jego zdaniem „mamy najlepszy wynik wśród sił antysystemowych”.

Berkowicz znany jest z wielu krążących w internecie filmików, gdzie w opinii swoich zwolenników „masakruje”,„orze” czy „gasi” politycznych przeciwników. Europosłankę PO Różę Thun nazywa komunistką i euronazistką. Prezydent Krakowa Jacek Majchrowski zachowuje się, Berkowicza zdaniem, jak führer i złodziej, dlatego przynosi mu na debatę kajdanki, a jego„kontrkandydaci chcieliby każdemu osobiście zrobić loda”.

Okręg 12, Dolny Śląsk i Opolszczyzna – Janusz Korwin-Mikke lub Robert Iwaszkiewicz

Na Dolnym Śląsku mandat z list Konfederacji zdobędzie najpewniej Janusz Korwin-Mikke. Nie trzeba go specjalnie przedstawiać. Jest w polityce od lat 60. To brydżysta, ultraliberał, kołcz rodzicielstwa, bloger, postkomunista i antykomunista w jednym.

Od początku „kariery” prezentuje skrajnie wolnorynkowe podejście do gospodarki i ultrakonserwatywne, jeśli chodzi o kwestie obyczajowe.

Jego zdaniem, kobiety rozwija fizyczne obcowanie z mężczyzną. Są one wedle Mikkego od mężczyzn słabsze, mniejsze i mniej inteligentne. Będąc specyficzną kategorią niepełnosprawnych, na drabinie bytów zajmują miejsce między mężczyzną a dzieckiem.

Jego zdaniem kobiety „nie powinny mieć prawa głosu” i „żadnego wpływu” na rządy. Dodatkowo zdaniem pana Janusza „kobieta przesiąka poglądami człowieka, z którym sypia”, gdyż jego plemniki wnikają „w ciało kobiety i przerabiają ją na obraz i podobieństwo mężczyzny, do którego ona należy”.

Molestowałem w życiu setki kobiet”. Zresztą „kobieta zapraszając mężczyznę do domu, daje mu jasny sygnał czego od niego oczekuje” i każda „udaje, że stawia jakiś opór”. „Zawsze się troszeczkę gwałci”, podsumowuje tę kwestię Mikke.

Z tą pedofilią mocno się przesadza”, a „dotykanie przez mężczyznę (…) raczej rozbudza kobiecość i pomaga niż szkodzi”, stwierdza lider Konfederacji. „Od tysięcy lat ojcowie (…) molestowali seksualnie swoje dzieci. Jednak na ten temat panowała zmowa milczenia i słusznie”, więc „nie można podważać mitu dobrego ojca i kochającej matki tylko dlatego, że raz na tysiąc wypadków ojciec (…) pozwala sobie na czyny lubieżne, czasem zresztą dość niewinne, z dziećmi”, oznajmia JKM.

Winni ujawniania skandali pedofilskich? Oczywiście, „Wielki Wschód czy inny sanhedryn”, które wydały „polecenie, by pedofilię wyłączyć spod zboczeń zalecanych lub tolerowanych”. Cel? „Rozbicie rodziny”. „Wolałbym, żeby moja córka trafiła w ręce pedofila, który po pupie pogłaszcze, niż poszła na lekcję edukacji seksualnej, bo to zabija erotyzm”, podsumowuje Mikke.

Jego zdaniem Adolf Hitler „nie wiedział o Holocauście„, za jego czasów góral mógł sobie robić jakie chciał oscypki, a ojciec pana Janusza płacił trzy razy mniejsze podatki niż te, które obowiązują obecnie.

„Europę zalewa murzyńskie szambo” stwierdził będąc jeszcze europosłem Mikke, cytując jakoby kongijskiego dyplomatę. „Możemy być dumni, że uwolniliśmy części Afryki od tego szamba, ale naszym obowiązkiem jest nauczenie tych ludzi rozumu” – dodał.

Za tę wypowiedź został zresztą ukarany przez PE grzywną w wysokości 3 tys. euro. Ludźmi o ciemnej skórze Mikke wprost pogardza: „Jak Polak jako taksówkarz pracuje w Nowym Jorku, to mówimy, że on się wysługuje amerykańskim kapitalistom. Jak nam służą, to ja się czuję jak Pan, niech mi te czarnuchy służą, bardzo dobrze”, powiedział w kwietniu 2019 roku.

Od początku było jednak wiadomo, że JKM startuje do Europarlamentu głównie po to, aby podciągnąć listę i nabić jej głosów. Najpewniej zrezygnuje z mandatu na rzecz pierwszego na liście (i najpewniej drugiego w ilości głosów po wodzu) Roberta Iwaszkiewicza.

To od lat wierny sekundant Korwin-Mikkego. Monarchista z antydemokratycznej linii NiklaBartyzela (Organizacja Monarchistów Polskich). Działał w UPR już od 2004 roku, a w 2014 wiernie podążył po rozłamie tej partii za Mikkem zakładającym UPR-WiP, a potem KNP. Bez powodzenia kandydował z ramienia kolejnych formacji Korwina do Sejmu w 2005, 2007 i 2011 oraz w wyborach samorządowych do rady miejskiej Wrocławia w 2006 i 2010.

Udało mu się uzyskać mandat dopiero w 2014 roku, kiedy został jednym z czterech korwinistycznych eurodeputowanych.

Lepiej szło mu w samych partiach, gdzie dosłużył się rangi wiceprzewodniczącego Wolności i jej skarbnika. To kluczowa pozycja. Byli działacze partii oskarżali korwinistycznych liderów o zatrudnianie fikcyjnych asystentów i opłacanie ich z pieniędzy Europarlamentu, wyprowadzanie pieniędzy z partyjnej fundacji Wolność i Nadzieja, kreatywną księgowość, karuzele finansowe, defraudacje, nepotyzm i marnotrawstwo pieniędzy.

Ostatecznie, jak informował „Fakt”, partią Mikkego zainteresował się OLAF, czyli unijne biuro antykorupcyjne. Wnioski o zwołanie nadzwyczajnego kongresu partii, składane przez zaniepokojonych członków partii, były odrzucane.

Tymczasem partia przez trzy lata uzyskała 11 mln zł dotacji z budżetu państwa. Człowieka, którego orientuje się w tej gmatwaninie JKM chce trzymać blisko i nagrodzić pracą i wysoką pensją w Brukseli.

Jak na razie Iwaszkiewicz w ostatniej kadencji w Europarlamencie bronił wartości „europejskich” przed wartościami „unijnymi”, do których zaliczał: mordowanie nienarodzonych i biurokrację. Nie jest demokratą, więc w partii Korwina czuje się świetnie.

W kwestiach rodzinnych postępuje zgodnie z radami Mikkego. Pytany o kwestię bicia „jest przekonany, że niejednej żonie taka reakcja by pomogła wrócić na ziemię” i że „niestety nie bił swoich synów”.

Sprzeciwia się też zakazowi „leczenia homoseksualizmu”, pseudonaukowego i nieetycznego działania uznawanego przez autorytety medyczne za przemoc wobec osób ze środowiska LGBT+, jest za liberalizacją dostępu do broni i działa w interesie Chin. Oprócz tego, mało widoczny, zarówno w kraju, jak i w Brukseli.

To oni będą reprezentacją Konfederacji w Europarlamencie.


Kandydaci obiecują. OKO.press rozlicza.
Wesprzyj nas, byśmy mogli działać dalej.

Twoje OKO

Specjalne teksty. Niepublikowane taśmy. Poufne wiadomości. Za darmo. Na zawsze.

Załóż konto. Otwórz OKO!