Po cichu, bez konsultacji, na wniosek Naczelnej Rady Lekarskiej znowelizowano ustawę o działalności leczniczej. Zmiana oznacza, że przestaną obowiązywać zgodne z zasadami "Rodzić po ludzku" standardy opieki okołoporodowej. NRL twierdzi, że naruszają "autonomiczny obszar nauki i wiedzy"

Zmiana ustawy o działalności leczniczej nastąpiła w czerwcu 2016. Organizacje i środowiska zaangażowane w opiekę okołoporodową nie zauważyły zmiany, ponieważ w wersji ustawy, którą dostały do konsultacji jej nie było. Weszła do projektu później, na wniosek Naczelnej Rady Lekarskiej. Zmiana prawa nie była konsultowana z żadnym środowiskiem zaangażowanym w opiekę okołoporodową, a po jej wprowadzeniu do projektu – i uchwaleniu ustawy przez parlament – ministerstwo postępowało tak, jakby nic się nie zmieniło.

Tymczasem zmiana może oznaczać koniec z wprowadzeniem do szpitali zasad „rodzić po ludzku”. Zamiast tego będzie „rodzić po lekarsku”.



Wystarczyło zmienić dwa słowa

Zmiana jest tak drobna, że aż trudno ją dostrzec. Art. 22 ust.5 ustawy o działalności leczniczej do tej pory brzmiał tak: „Minister zdrowia może określić, w drodze rozporządzenia, standardy postępowania medycznego w wybranych dziedzinach medycyny lub w określonych podmiotach wykonujących działalność leczniczą, kierując się potrzebą zapewnienia odpowiedniej jakość świadczeń zdrowotnych”.

W nowelizacji zastąpiono „standardy postępowania medycznego” słowami „standardami organizacyjnymi opieki zdrowotnej”. Oznacza to, że ministerstwo rezygnuje z wyznaczania rozporządzeniami reguł postępowania medycznego.

Tak naprawdę rzecz dotyczy rodzenia – bo z czterech standardów ustalonych do tej pory rozporządzeniami ministrów zdrowia aż trzy dotyczą porodu: fizjologicznego (bez powikłań), patologii ciąży oraz łagodzenia bólu podczas porodu. Jeden standard dotyczy anestezjologii.

Ministerstwo Konstantego Radziwiłła wprowadziło ten zapis na wniosek Naczelnej Rady Lekarskiej, organizacji branżowej znanej z obrony interesów konserwatywnych lekarzy. W stanowisku z 22 kwietnia 2016 Rada „w dalszym ciągu proponuje skreślenie  art. 22 ust. 5 (…) z uwagi na to, przepis ten stanowi jaskrawe i nieuprawnione wkroczenie władzy ustawodawczej i administracyjnej w obszar nauki i wiedzy”.

Przyjęta przez Sejm ustawa pozostawia standardy w niezmienionej wersji co najwyżej do 31 grudnia 2018 roku – dzięki czemu mogą zniknąć wcześniej.


Abonament na wolność słowa:


Ministerstwo skryte do bólu

Fundacja Rodzić po Ludzku opisuje, jak mimo zmiany ustawowej ministerstwo zdrowia kontynuowało prace nad poprawą przestrzegania standardów opieki okołoporodowej. Od czerwca 2016 „odbyły się co najmniej dwa spotkania zespołu ekspertów, w skład którego wchodzili Krajowi Konsultanci do spraw ginekologii i położnictwa, perinatologii, neonatologii, pielęgniarstwa ginekologicznego i położniczego, epidemiolodzy, prawnicy i przedstawiciele organizacji pozarządowych”.

Nikt z Ministerstwa Zdrowia nie poinformował o zmianach w ustawie. 19 września ministerstwo jakby nigdy nic pisze do Fundacji: „uprzejmie informuję, że z uwagą zapoznaliśmy się z przesłaną w imieniu Koalicji organizacji pozarządowych Rodzę – Mam Prawa opinią w sprawie raportu NIK dotyczącego opieki okołoporodowej. Chciałabym Panią zapewnić, że Ministerstwo Zdrowia nieustannie podejmuje działania poprawiające jakość świadczeń zdrowotnych udzielanych kobietom w okresie ciąży, porodu, połogu i noworodkom”.

Ministerstwo wymienia dalej szereg działań podjętych lub planowanych, by poprawić przestrzeganie standardu. List organizacji był reakcją na krytyczny raport NIK , który ujawnił, że standardy w szpitalach są słabo przestrzegane, lekceważone, a często wręcz nieznane lekarzom. Ministerstwo deklarowało, że trzeba to poprawić.



Standardy, czyli rodzić po ludzku

Wprowadzenie standardów opieki okołoporodowej rozporządzeniem Ministra Zdrowia z 20 września 2012 r., było efektem wielu lat starań o godne rodzenie. Prace nad nimi ministerstwo zdrowia zainicjowało w czasach prof. Zbigniewa Religi (na zdjęciu z 2006 r. Religa stoi za Radziwiłłem). Powołany w 2007 r. przez Religę Zespół Ekspertów (położnicy i neonatolodzy, położne oraz „strona społeczna” reprezentowana przez Fundację Rodzić po Ludzku) stworzył dokument, którego celem było ograniczenie nadmiernej medykalizacji porodu fizjologicznego i przestrzeganie praw pacjentek.

W zespole starły się racje lekarzy, w tym konserwatystów stojących na stanowisku, że lekarz wie lepiej, i ruchu Rodzić po Ludzku, który broni opinii, że poród to nie kolejny zabieg medyczny, a rodząca kobieta nie jest „pacjentem”. Społeczniczki przekonały oponentów – przyjęte standardy w znacznym stopniu wyrażały postulaty ruchu Rodzić po ludzku.

Standardy opisywały szczegółowo prawa kobiet do porodu, w którym mają maksimum swobody i traktowane są podmiotowo. Personel ma je traktować jak partnerki, pytać o opinie, ograniczać ingerencje do niezbędnego minimum.

Personel powinien „aktywizować rodzącą do czynnego udziału w porodzie poprzez pomoc w wyborze sposobu prowadzenia porodu i zachęcanie do stosowania różnych udogodnień i form aktywności (…) takich jak spacer, ćwiczenia z piłką czy workiem sako, rozciąganie przy drabinkach, immersja wodną (kąpiel), znajdowanie optymalnych pozycji podczas całego porodu”.

Standard stwierdza, że rutynowe zabiegi – jak golenie włosów łonowych czy lewatywa, a także nacinanie krocza – można zrobić tylko na wyraźne życzenie rodzącej i za jej zgodą.

Jak wskazuje kontrola NIK z 2016 roku i obserwacje fundacji Rodzić po ludzku, standard nie jest powszechnie przestrzegany. Niektórzy  ordynatorzy wręcz chlubili się tym, że „u mnie rodzi się po mojemu”, wielu standardu nie znało i lekceważyło. Lepiej znały go położne.

Ruch Rodzić po ludzku otwiera szansę na dowartościowanie położnych, których pozycja zawodowa w krajach zachodnich jest znacznie silniejsza.

  • Przeczytaj fragment wywiadu o tym, jaką rewolucję stanowią standardy

    Wywiad ukazał się w „Wysokich Obcasach” w kwietniu 2015 roku

    Piotr Pacewicz: Od 2012 roku w Polsce obowiązuje tzw. standard opieki okołoporodowej. Fundacja Rodzic po Ludzku brała udział w jego opracowaniu i wszyscy byliśmy zaskoczeni, ile udało wam się wcisnąć dobrych zapisów.

    Anna Otffinowska (poprzednia szefowa fundacji Rodzić po Ludzku): Pomysł, by domagać się od władz procedur żywcem ze społecznej akcji „Rodzić po ludzku”, wydawał się political czy raczej medical fiction. Same byłyśmy zaskoczone.

    Joanna Pietrusiewicz (obecna szefowa fundacji Rodzić po Ludzku): Ale wiele zapisów jest tylko na papierze. Na przykład personel rzadko pyta o zgodę na zabiegi typu nacięcie krocza czy wkłucie wenflonu.

    Rodząca ma się wypowiedzieć nawet w sprawie wenflonu?

    Anna: Jak możesz o to pytać?! Nie tracimy wolności tylko dlatego, że rodzimy. Kiedyś poddawano nas taśmowej obróbce, rutynowo golono włosy łonowe, robiono lewatywę. To było poniżające i zbędne! Standard mówi wyraźnie, że personel może to zrobić tylko na wyraźne życzenie rodzącej. Tak samo z nacinaniem krocza.

    Joanna: Które jest przecież formą okaleczania. Prowadziłyśmy nawet kampanię „Nie daj się naciąć”. Dała skutki. W 2006 roku nacinano krocze w 80 proc. porodów, w 2013 roku – już w 43 proc. Ale w Wielkiej Brytanii i Danii tną tylko w 12 proc. Z badań wynika, że właśnie tyle jest wskazań medycznych, jeśli poród jest dobrze prowadzony.

    Anna: Lepiej jest za to ze swobodą w I fazie porodu.

    Czyli zanim zaczną się bóle parte.

    Joanna (czyta fragment rozporządzenia o opiece okołoporodowej): Personel powinien „aktywizować rodzącą do czynnego udziału w porodzie poprzez pomoc w wyborze sposobu prowadzenia porodu i zachęcanie do stosowania różnych udogodnień i form aktywności”. Chodzi o spacer, ćwiczenia z piłką czy workiem sako, rozciąganie przy drabinkach, immersję wodną

    Znaną też pod nazwą „kąpiel”…

    Joanna: a także „znajdowanie optymalnych pozycji podczas całego porodu”. I większość oddziałów to robi.

    Czyli nie trzeba już rodzić na plecach?

    Anna: Niestety, ten głupi wynalazek francuskich lekarzy z XVIII wieku wciąż dominuje nad Wisłą. Wcześniej kobiety, tak jak inne ssaki, rodziły w pionie.

    Joanna: Z ankiet wiemy, że Polki w ogromnej większości rodzą na plecach albo w pozycji półleżącej, choć pozycje wertykalne – stojąca, kuczna, klęcząca i kolankowo-łokciowa – są lepsze dla matki i dziecka. Choćby dlatego, że kobietę wspomaga siła grawitacji, nie musi wypychać dziecka do góry.

    Newton też była kobietą?

    Anna: Wiele badań pokazuje, że w pozycji wertykalnej szybciej rozwiera się szyjka macicy, bo główka dziecka mocniej na nią naciska. Skurcze macicy są regularne, silniejsze, częstsze. Czas porodu skraca się nawet o 35 proc.! Lepiej ukrwione jest łożysko, dziecko dostaje więcej tlenu. Kobieta mniej cierpi, bo może swobodniej operować oddechem i łatwiej jej przeć.

    Joanna: Mniejsze jest ryzyko pęknięć krocza, bo tkanki naciągają się równomiernie.

    Kiedyś problemem było unieruchomienie kobiety po założeniu KTG monitorującego pracę serca dziecka i skurcze macicy.

    Anna: Dlatego standardowo się zaleca, by je zakładać tylko wtedy, gdy trzeba. A tętno płodu wystarczy badać co 15-30 minut.

    W ogóle przy porodzie potrzebna jest cierpliwość. Ale cierpliwość to nie jest mocna strona współczesnego świata.

    Są dane, że kobiety rodzą dłużej niż kiedyś, choćby dlatego że są średnio o kilka lat starsze. A normy są z przeszłości.

    Joanna: No i wciąż się zdarza, że lekarzowi się po prostu śpieszy, bo kończy dyżur Tak czy inaczej polscy medycy nadużywają przyspieszaczy. Syntetyczna oksytocyna stosowana jest w ponad 60 proc. porodów. WHO zaleca, aby nie stosować rutynowo indukcji porodu ani nie poganiać kobiety w czasie parcia. Kobieta powinna przeć swoim rytmem.

    A po porodzie? Wasze określenie „skóra do skóry” jest jak poetycka metafora.

    Joanna: Poetycka? W każdym razie weszła do rozporządzenia: „Bezpośrednio po urodzeniu umożliwić dziecku nieprzerwany kontakt z matką » skóra do skóry” przez co najmniej dwie godziny po porodzie. Zachęcać matkę do rozpoznania momentu, kiedy dziecko jest gotowe do ssania piersi”.

    Niesamowite! A mycie wrzeszczącego maleństwa? Odsysanie gumową gruszką? Badanie, które wymyśliła niejaka Virginia Apgar?

    Anna: Te tortury mogą poczekać. Dobrze, by skóra dziecka wchłonęła maź płodową – to zwiększy jego odporność – a także by kobieta podjęła próbę karmienia i by się oboje wyciszyli po tym, co przeszli. A dziecko można ocenić na podstawie pięciu kryteriów apgarowych, nie odbierając go matce.

    Joanna: Wygrałyśmy też bitwę o porody rodzinne. Wszystkie oddziały w Polsce – a jest ich 401 – dają taką możliwość, już tylko dwa żądają opłat za „udzielenie instrukcji osobie towarzyszącej” – przy ul. Wołoskiej w Warszawie i Polnej w Poznaniu. Interweniujemy.

    Za osobę bliską niektóre szpitale uważają tylko męża.

    Joanna: Niesłusznie. Chodzi o – cytuję – „małżonka, krewnego lub powinowatego do drugiego stopnia w linii prostej, osobę pozostającą we wspólnym pożyciu lub inną osobę wskazaną przez rodzącą”.

    Czyli odmowa dopuszczenia lesbijskiej partnerki jest bezprawna.

    Anna: Tak. Poza tym prawo nie tylko „dopuszcza”. Cytuję: „Jedną z form wsparcia medycznego jest zachęcanie rodzącej do korzystania ze wsparcia osoby bliskiej”. Zachęcanie!

    To co, odtrąbiamy zwycięstwo?

    Joanna: Ależ skąd! Standard opieki okołoporodowej jest dobry, ale jak pokazał nasz monitoring szpitali na Mazowszu, ordynatorzy kiepsko go znają! To już więcej wiedzą położne.

    Anna: „My działamy według swoich standardów” – powiedział ordynator X. „Pan jest z tego dumny?” – spytałam. Skinął głową.

    Joanna: „Nawet ładnie napisane, ale nie do każdego szpitala pasuje – mówił Y. – A od ustalania standardów jestem ja, bo to ja za to wszystko tu odpowiadam”.

    Anna: Co się dziwić, skoro krajowy konsultant ds. ginekologii i położnictwa prof. Stanisław Radowicki powtarza, że nie ma co się zanadto zajmować przestrzeganiem standardu, bo „wiele z jego zapisów działa od lat”.



Czym to grozi kobietom

Wycofanie standardów opieki okołoporodowej grozi zatrzymaniem poprawy, a nawet cofnięciem zmian i odejściem od humanizacja porodów.

Jak pisze Fundacja Rodzic po ludzku, „likwidacja standardów pozbawi kobiety możliwości wniesienia skargi, ponieważ nie będą miały do czego się odwołać. Jakość opieki, jaką otrzyma rodząca, będzie zależna od decyzji lekarza, zwyczajów i rutyn panujących w danej placówce.

To wszystko cofa nas do ponurych lat opresyjnego położnictwa drugiej połowy XX. wieku, pełnego przemocy, odhumanizowanej opieki i korupcji. To również przekreśla lata pracy nad poprawą warunków rodzenia zarówno naszej organizacji, jak i wielu innych środowisk, w tym także działań samego Ministerstwa Zdrowia i Departamentu Matki i Dziecka”.

Zdaniem Fundacji wzięcie pod uwagę tylko głosu Naczelnej Rady Lekarskiej pokazuje, że minister Konstanty Radziwiłł jest ministrem lekarzy, który interesy swojej grupy zawodowej przekłada nad dobro pacjentów”.

Jak pisze Klanga Klinger w „Dzienniku. Gazeta Prawna” (7 grudnia 2016) wycofywanie standardów ostro krytykuje też szef Polskiego Towarzystwa Ginekologicznego prof. Mirosław Wielgoś. „To nie środowisko lekarskie chciało zmian, tylko osoby, które nie chcą zrozumieć, jakie korzyści niesie rozporządzenie”.

Pomysłowi dziwi się też konsultant krajowy prof. Stanisław Radowicki. Podkreśla, że m.in. dzięki wprowadzeniu standardów „udało się obniżyć umieralność okołoporodową o 54 proc. w latach 2001–2015,  co nie udało się żadnemu innemu krajowi”.

„Standard opieki okołoporodowej to nie tylko lata naszej pracy! To przede wszystkim ujęcie w akcie prawnym głosu tysięcy kobiet, które biorąc udział w kolejnych edycjach akcji Rodzić po Ludzku, od 1994 r. domagały się poszanowania ich praw i potrzeb w trakcie porodu” – pisze Fundacja Rodzić po ludzku.

Oświadczenie kończy bojowo: „Tak łatwo nie odpuścimy, będziemy walczyć o jego przywrócenie!”


Abonament na wolność słowa


Popularne:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym