Proponowane przez PiS zmiany w ustawie o sądach powszechnych godzą w podstawy ustroju RP i stanowią próbę obejścia norm zakodowanych w Konstytucji. Dlatego warto rozważyć jakie konsekwencje prawne mogą spotkać tych, którzy przyczynią się do wejścia tej nowelizacji w życie - piszą karniści, adwokaci Jacek Dubois i Michał Zacharski

Wiele już powiedziano i napisano o tym, co oczywiste: projekt nowelizacji ustawy o ustroju sądów powszechnych oraz o Sądzie Najwyższym – wprowadzający represje dla strzegących praworządności sędziów i uzależniający władzę sądowniczą od legislatywy i egzekutywy, godząc w zasadę trójpodziału władzy – jest niekonstytucyjny i sprzeczny z prawem unijnym.

Mamy do czynienia z ideami, których wdrożenie nie przyszło do głowy architektom PRL, gdyż nawet oni nie ustanowili zakazu rozproszonej kontroli konstytucyjności. Przyjęcie, że deliktem dyscyplinarnym jest, (jako „oczywista i rażąca” obraza przepisów prawa) odmowa stosowania przepisu ustawy, jeżeli jego niezgodności z Konstytucją lub umową międzynarodową ratyfikowaną za uprzednią zgodą wyrażoną w ustawie nie stwierdził Trybunał Konstytucyjny,

stanowi punkt wyjścia do popełnienia konstytucyjnej zbrodni doskonałej.

Po zamknięciu sędziom ust, jedynym organem, który będzie mógł stwierdzić zgodność aktów normatywnych z Konstytucją stanie się Trybunał Konstytucyjny. Ten zaś jest całkowicie sparaliżowany i kontrolowany przez władzę.

Jeśli zostaną uchwalone ustawy zmieniające ustrój z pominięciem trybu przewidzianego w art. 235 Konstytucji, nikt tego ruchu nie będzie mógł skutecznie zakwestionować.

To tak, jakby ustalono prawo mówiące: „nie możecie nas sądzić za zło, które czynimy, bo my tak postanowiliśmy”, albo tak, jakby sprawca przestępstwa sam zadecydował, który kolega spod celi będzie go sądził.

Mistrz Stanisław Bareja włożył w usta szatniarza z „Misia” tekst o płaszczu. Wnioskodawcy noweli uderzającej w ustrój RP zdają się mówić podobnie:

„nie mamy waszej konstytucji, i co nam zrobicie?”.

Co grozi za pomoc w nowelizacji ustawy o sądach

Debata w Sejmie nad rzeczonym projektem dopiero przed nami. Mając, zatem na uwadze, że proponowane zmiany godzą w podstawy ustroju Rzeczypospolitej i stanowią próbę obejścia norm zakodowanych w Konstytucji, warto pójść o krok dalej i rozważyć, jakie konsekwencje prawne mogą spotkać tych, którzy przyczynią się do wejścia przepisów tej nowelizacji w życie.

Zakładając, że sytuację tę może na jakimś etapie badać prokuratura, postanowiliśmy jej pomóc w przyszłych decyzjach, i  jako karniści postanowiliśmy przeanalizować z perspektywy prawa karnego sytuację:

  • (1) autorów projektu,
  • (2) posłów, którzy złożyli go w Sejmie,
  • (3) oraz posłów i senatorów, którzy zagłosują za przyjęciem nowelizacji.

Trzeba przyznać, że ustawodawca na etapie tworzenia kodeksu karnego z 1997 roku nie przewidział wprost sytuacji, w której zwycięska partia polityczna będzie usiłowała zlikwidować trójpodział władzy poprzez podporządkowanie sądów władzy ustawodawczej i wykonawczej.

Treść art. 127 § 1 kodeksu karnego – w myśl, którego kto, mając na celu pozbawienie niepodległości, oderwanie części obszaru lub zmianę przemocą konstytucyjnego ustroju Rzeczypospolitej Polskiej, podejmuje w porozumieniu z innymi osobami działalność zmierzającą bezpośrednio do urzeczywistnienia tego celu, podlega karze pozbawienia wolności na czas nie krótszy od lat 10, karze 25 lat pozbawienia wolności albo karze dożywotniego pozbawienia wolności – dotyczy w interesującym nas zakresie zmiany konstytucyjnego ustroju RP przemocą.

Wydaje się, że zabezpieczeniem prawnokarnym przed obecną sytuacją byłoby zastąpienie słowa „przemocą” wyrażeniem „w sposób bezprawny” lub analogicznym.

Sytuacja posłów i senatorów

Zauważmy jednak, że zarówno posłowie, jak i senatorowie są funkcjonariuszami publicznymi. Zgodnie zaś z art. 231 § 1 kodeksu karnego funkcjonariusz publiczny, który, przekraczając swoje uprawnienia lub nie dopełniając obowiązków, działa na szkodę interesu publicznego lub prywatnego, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.

Brak złego zamiaru nie zwalnia od odpowiedzialności, albowiem zgodnie z art. 231 § 3 kodeksu karnego, jeżeli sprawca czynu określonego w § 1 działa nieumyślnie i wyrządza istotną szkodę, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.

Zgodnie z art. 2 ust. 1 ustawy o wykonywaniu mandatu posła i senatora przed przystąpieniem do wykonywania mandatu poseł składa na posiedzeniu Sejmu ślubowanie następującej treści:

„Ślubuję uroczyście, jako poseł na Sejm Rzeczypospolitej Polskiej rzetelnie i sumiennie wykonywać obowiązki wobec Narodu, strzec suwerenności Ojczyzny i dobra obywateli, przestrzegać porządku prawnego Rzeczypospolitej Polskiej”.

Analogiczne ślubowanie składa senator.

Podejmowanie próby zmiany ustroju konstytucyjnego za pomocą ustaw z pominięciem przewidzianego w art. 235 Konstytucji trybu stanowi naruszenie porządku prawnego Rzeczypospolitej Polskiej.

Stąd zachowanie się parlamentarzystów, polegające z jednej strony na zgłoszeniu jawnie antykonstytucyjnego projektu, z drugiej zaś na głosowaniu za jego przyjęciem, powinno być poddane analizie pod kątem niedopełnienia obowiązku przy jednoczesnym działaniu na szkodę interesu publicznego, co wyczerpywałoby znamiona przestępstwa z art. 231 § 1 k.k.

W odniesieniu do posłów, którzy wnieśli projekt nowelizacji ustaw sądowych do laski marszałkowskiej (jest ich 32, lista jest w projekcie ustawy), powinna być przeprowadzona analiza, czy takie działanie, jeśli miało na celu naruszenie Konstytucji i było przeprowadzone w ramach grupy wspólnie realizującej niedozwolony cel, wyczerpywało znamiona czynu zabronionego polegającego na udziale w zorganizowanej grupie albo związku mających na celu popełnienie przestępstwa (art. 258 kodeksu karnego).

W myśl art. 18 § 2 kodeksu karnego odpowiada za podżeganie, kto chcąc, aby inna osoba dokonała czynu zabronionego, nakłania ją do tego. Jeśli przyjmiemy powyższą perspektywę, naturalnym wyda się konieczność zbadania czy ktoś nakłania posłów lub senatorów do wniesienia omawianego projektu nowelizacji, czy też głosowania za jego przyjęciem, a jeśli tak było, sprawdzenie, czy nie odpowiada za podżeganie do przestępstwa z art. 231 § 1 k.k.

A co z autorami projektu?

Sytuację autorów projektu powinna być przeanalizowana z punktu widzenia art. 18 § 3 kodeksu karnego, zgodnie, z którym odpowiada za pomocnictwo, kto w zamiarze, aby inna osoba dokonała czynu zabronionego, swoim zachowaniem ułatwia jego popełnienie, w szczególności dostarczając narzędzie, środek przewozu, udzielając rady lub informacji; odpowiada za pomocnictwo także ten, kto wbrew prawnemu, szczególnemu obowiązkowi niedopuszczenia do popełnienia czynu zabronionego swoim zaniechaniem ułatwia innej osobie jego popełnienie.

Czy tym razem immunitet ochroni posłów i senatorów?

Dostrzegamy, że pewną tamę na drodze pociągania do ewentualnej odpowiedzialności karnej parlamentarzystów, w sytuacji gdyby prokuratura dopatrzyła się naruszenia prawa, stanowi immunitet posła i senatora.

Gdy chodzi o immunitet formalny, polegający na ograniczeniu odpowiedzialności ze względu na pełnioną funkcję na czas jej pełnienia – nic nie trwa wiecznie, nawet mandat parlamentarny.

Z kolei, gdy mowa o immunitecie materialnym, który polega na tym, że poseł lub senator nie może być pociągnięty do odpowiedzialności za swoją działalność wchodzącą w zakres sprawowania mandatu ani w czasie jego trwania, ani po jego wygaśnięciu, z zastrzeżeniem art. 6a, warto zwrócić uwagę właśnie na treść art. 6a ustawy o wykonywaniu mandatu posła i senatora.

Otóż stanowi on, że poseł lub senator, który, podejmując działania wchodzące w zakres sprawowania mandatu, narusza prawa osób trzecich, może być pociągnięty do odpowiedzialności sądowej tylko za zgodą Sejmu lub Senatu. Okazuje się, że czyn naruszający jakiekolwiek uprawnienia (prawa) innych osób nie jest chroniony immunitetem materialnym.

A czy trzeba kogokolwiek przekonywać, że po wprowadzeniu proponowanych zmian ustaw sądowych każdy klient wymiaru sprawiedliwości pozbawiony zostanie prawa do sprawiedliwego rozpatrzenia sprawy przez niezależny, bezstronny i niezawisły sąd?

Wszystkim, którzy wezmą udział w debacie sejmowej, a następnie przystąpią do głosowania nad projektem nowelizacji ustaw o sądach, serdecznie życzymy, by nie skończyło się, jak we fraszce prof. Tadeusza Kotarbińskiego:

„Tyranie, lud Twój cierpi, żale jego rozpatrz!

– Kłamiecie! Skarg nie słyszę, karta życzeń pusta. –

Odrzekli: – Jakoż mogła dojść do głosu rozpacz,

Skoroś kazał rzecznikom zakneblować usta…”.

*Jacek Dubois jest adwokatem specjalizującym się w prawie karnym. W latach 2012-2015 zastępca przewodniczącego, a następnie członek Trybunału Stanu. Zasiada w Radzie Fundacji im. profesora Bronisława Geremka. W 2017 roku został członkiem rady programowej Archiwum im. Wiktora Osiatyńskiego. Jest również członkiem Stowarzyszenia im. Prof. Zbigniewa Hołdy.

**Michał Zacharski jest adwokatem specjalizującym się w prawie karnym, doktorantem w dziedzinie nauk prawnych na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Jagiellońskiego. W 2012 r. był stypendystą w University College London. Jest także członkiem Stowarzyszenia im. Prof. Zbigniewa

Najpierw sądy, potem media. Nie pozwólmy na to władzy.
OKO.press utrzymuje się dzięki Waszym wpłatom.

Adwokat specjalizujący się w prawie karnym. W latach 2012-2015 zastępca przewodniczącego, a następnie członek Trybunału Stanu. Zasiada w Radzie Fundacji im. profesora Bronisława Geremka. Jest również członkiem Stowarzyszenia im. Prof. Zbigniewa Hołdy. Członek Rady Archiwum Osiatyńskiego.


Komentarze

  1. Zenon Nowak

    Prawdziwa władza, taka której życzy sobie opasły staruszek o tajemniczej kompleksji płciowej, niejaki Balbina+, na tym polega, że nic jej nie ogranicza, nawet prawa przez nią samą stanowione. Hobbes tak właśnie zdefiniował suwerenność. W "Lewiatanie". Prawdziwy władca, suweren, może ustanowić dowolne prawa, może w tych prawach zagwarantować wszelkie wolności i nigdy przeciwko tym wolnościom oficjalnie nie wystąpić. Może zagwarantować wolność słowa, trójpodział władz, swobodę zrzeszania sie w partie polityczne etc. I, jednocześnie, rządzić metodami policyjnymi, traktować obywateli jak niewolników.Balbina, ku swej rozpaczy, nie może tak ot traktować prawa jako dekoracji służącej rządzącym za jeszcze jedną ozdobę. Usiłuje więc przekonywać ciemny lud, że kieruje sie zasadą legalizmu. Cóż z tego, że stanowione przez niego prawo jest zapisanym bezprawiem. Wciąż jednak możemy dzięki temu liczyć na uwolnienie się spod władzy Balbiny.

    • Zenon Nowak

      Dopiero kiedy okaże się, ze litera prawa już nie sankcjonuje bezprawia powinniśmy zacząć drżeć ze strachu, Bo to będzie znaczyć, że dyktator kierować się prawem już nie musi i każdy jego foch, każdy kaprys, każdy głupi pomysł zostanie natychmiast zrealizowany. Jak zechce, to urządzi przeciwnikom pokazowy proces w czasie którego oskarżeni przyznają się do wszystkiego. Oczywiście tortury na papierze będą zakazane. Ale kiedy Balbina nie będzie widział potrzeby robienia cyrku w pałacu sprawiedliwości to polityczny kontestator zaginie bez wieści. Można też będzie podrzucić zwłoki gdzieś w zakazanej dzielnicy i okazać wdowie i sierotom żal z powodu śmierci z rąk nieznanych sprawców. Bo i czapa nie będzie figurować w katalogu kar. Tak samo da się wprowadzić przymus pracy, choć prawo będzie gwarantować wolność od takiego przymusu tak samo jak wolność wyboru miejsca zamieszkania, prawnie gwarantowana, nie przeszkodzi, by na różne sposoby przywiązać ludzi do "meldunku". Ja sobie w tej nowej rzeczywistości poradzę, ale radość mnie bierze jak pomyślę o idiotach popierających teraz Balbinę. To oni będą największymi ofiarami "dobrej zmiany"

  2. Jarosław Wiśniewski

    Bardzo bym chciał żeby paru oszołomów przemyślało swoje postępowanie w zaciszu zakładu karnego, ale obawiam się że skończy się tak jak z trybunałem wobec Ziobry

    • Jacek Doliński

      W pewnym sensie obecna sytuacja Polski to wina Tuska – bo gdyby w 2007 r., po wygranych wyborach, nie był dżentelmenem w stosunku do swoich dawnych kolegów z opozycji i postawił ich wszystkich przed Trybunałem Stanu, który skazałby Kaczyńskiego i jego pomagierów na kilkuletnią odsiadkę, po której nastąpiłby 10-letni zakaz zajmowania stanowisk publicznych, to dzisiaj Lech i Maria Kaczyńscy zajmowaliby się swoimi wnuczkami, Jarek hodowałby koty, a o PiS-ie pamiętaliby tylko fachowcy od historii najnowszej. Ale dzisiejsza opozycja jest tego świadoma, choć ze względów taktycznych o przyszłej odpowiedzialności rządzących wspomina tylko w najbardziej krytycznych momentach. Jestem jednak pewien, że postawi ich przed TS (zwykłego posła Kaczyńskiego przed sądem powszechnym).

  3. Jacek Uczkiewicz

    Jest jeszcze jeden aspekt sprawy: projekt poselski. Czy posłowie podpisujący się jako wnioskodawcy byli autorami tego projektu czy też podpisując się pod projektem, którego nie byli autorami zbyli uprawnienia z tytułu tego mandatu na rzecz władzy wykonawczej? Rysuje się tu uwaga bardziej generalna: tzw. projekty poselskie w kapitalny sposób psują polską legislację, stając się nagminnie wykorzystywanym sposobem do obchodzenia przez władzę wykonawczą przepisów normujących proces stanowienia prawa. Oczywiście posłowie, grupy posłów powinny mieć prawo zgłaszania projektów ustaw, ale projekty te powinny być poddane takiej samej procedurze uzgodnieniowej (pomiędzy zainteresowanymi resortami) i konsultacyjnej z partnerami społecznymi. Tzw. projekty poselskie nie mogą być "drogą na skróty" w systemie legislacji.

Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press