0:00
Prawa autorskie: Fot. Grzegorz Celejewski / Agencja Wyborcza.plFot. Grzegorz Celeje...

Wydobycie rozpoczęto tam w 1906 roku. W 1988 roku pracowało 10 tys. osób, wydobyto ponad 5 mln ton węgla. Po transformacji kopalnia zaczęła jednak przynosić straty, wydobycie węgla stawało się coraz trudniejsze i droższe. Zabrzańską kopalnię Makoszowy zamknięto jednak brutalnie – bez konsultacji społecznych, bez programu osłonowego dla górników.

10 grudnia 2022 roku odbyła się tam ostatnia, pożegnalna Barbórka.

Rozmawiamy z jej współorganizatorami: przedstawicielami KWK „Makoszowy” i ruchów społecznych oraz ekologicznych: Jerzym Hubką. wiceprzewodniczącym związku zawodowego Związku Zawodowego Górników w Polsce, Andrzejem Chwilukiem, przewodniczącym Międzyzakładowego Związku Górników w Polsce, oraz z dr. Mateuszem Piotrowskim, politologiem i prezesem stowarzyszenia Pacjent Europa, które działa na rzecz sprawiedliwej transformacji.

Na zdjęciu: ostatnia Barbórka w zlikwidowanej kopalni Makoszowy, 10 grudnia 2022, Zabrze.

„NIEDZIELA CIĘ ZASKOCZY” to cykl OKO.press na najspokojniejszy dzień tygodnia. Chcemy zaoferować naszym Czytelniczkom i Czytelnikom „pożywienie dla myśli” – analizy, wywiady, reportaże i multimedia, które pokazują znane tematy z innej strony, wytrącają nasze myślenie z utartych ścieżek, zaskakują właśnie

Przeczytaj także:

08 stycznia 2023

Zielona transformacja. Czy demokracja poradzi sobie ze zmianą klimatu?

Nikt nie chciał nas słuchać

Krzysztof Katkowski, OKO.press: Możemy na ty?

Andrzej Chwiluk: Jasne. Żeby mówić sobie na pan, trzeba mieć i wygląd, i pieniądze...

Jak czuliście się podczas ostatniej Barbórki KWK Makoszowy?

Jerzy Hubka: Ta nasza kopalnia, przez którą przeszło wiele pokoleń, nagle po prostu upadła... Czułem się więc smutny. Ale i szczęśliwy, pełen nadziei, że udało się jakoś zjednoczyć dwa środowiska: te górnicze i te „zielone”. Chcieliśmy przede wszystkim wzbudzić pewne emocje wśród ludzi spoza naszego grona. Pokazać, że zamykanie kopalni – w taki sposób, w jaki doszło do tego w naszym przypadku – to wielkie nieporozumienie. Nie tak powinno się traktować brać górniczą.

Sprawiedliwa transformacja to nie tylko zamykanie kopalni, ale traktowanie ludzi podmiotowo.

Andrzej Chwiluk: Przede wszystkim: czułem się wdzięczny. Wdzięczny wszystkim osobom, które tam przyjechały, które się w to zaangażowały. To było dla nas duże szczęście, że nie musieliśmy umierać w ciszy. Że to, że czas naszej kopalni się skończył, nic jeszcze nie znaczy. Tylko tyle, że zaczyna się coś nowego. Jestem zadowolony z pierwszych dyskusji z ekologami, ekspertami. Widzę jakieś światełko w tunelu, że uda się wypracować jakieś nowe rozwiązania, zbudować coś nowego na zgliszczach tego, co zgotował nam PiS. Bo że nas zamknęli, to jedno, ale nie zaoferowano nam żadnych nowych miejsc pracy, żadnych alternatyw.

Mateusz Piotrowski: Byłem bardzo zdziwiony, że udało się nam w to wciągnąć ludzi z tak różnych środowisk. Byli ekonomiści, eksperci, górnicy, politycy, ale też śląski pisarz, Szczepan Twardoch – którego ojciec właśnie w Makoszowach pracował przez całe życie. Co mi zaimponowało, to poczucie wspólnoty, które się tam zaczęło tworzyć. Ale też wspólnota, która już istnieje pomiędzy członkami tej załogi, co obok górniczego etosu pracy, kompetencji, kwalifikacji jest też bardzo ważne. Bezmyślnie zamykając kopalnie, po prostu to tracimy. I to nie dotyczy tylko Śląska, ale też Bełchatowa, Wielkopolski Wschodniej...

I co tam robił taki Twardoch?

Jerzy Hubka: On mnie akurat bardzo poruszył. Jego dziadek zginął na naszej kopalni. I on naprawdę był przejęty, widziałem łzę w jego oku, jak patrzył na obraz świętej Barbary, jaki był zadumany na cechowni.... Niektórzy znajomi zarzucają mi, że to było nadużycie naszej ciężkiej sytuacji, zrobienie z tego „show”. Jak to słyszę, to się po prostu wkurzam. Czy mieliśmy ponarzekać i pożalić się we własnym gronie i koniec? Nie! Chcieliśmy zainteresować, wstrząsnąć i ostrzec opinię publiczną. Jak inaczej mamy pokazać wam wszystkim, co energetyczna transformacja ma znaczyć dla nas, górników? Nie, my musimy wychodzić, musimy przekonywać. Bo my, cholera, mieliśmy już plan naprawczy kopalni, mieliśmy wypracowane alternatywy – bo wiemy też, że węgla jest coraz mniej i kopalnie trzeba kiedyś zamknąć. Tylko że nikt nas nie chciał słuchać, nawet w 2016, kiedy z bracią górniczą poszliśmy na Warszawę.

Andrzej Chwiluk: Tutaj jestem akurat dosyć sceptyczny. Bo wydaje mi się, że ludzie są coraz bardziej wyzbyci z emocji. Nikt nie miał na górze sentymentu, żeby nas zamknąć po 116 latach bez żadnego pardonu. Bez wysłuchania nawet, co mamy do powiedzenia.

Mateusz Piotrowski: Ten scenariusz, który przydarzył się wam, w Zabrzu, będzie się powtarzać, jeśli transformacji się nie zaplanuje. Całe branże będą się nagle zamykać, może dojść do chaotycznego upadku, niszczącego życie wielu rodzin i całych regionów. Takiego samego jak podczas transformacji, w latach 90. – którą dobrze pamiętam z moich stron.

View post on Facebook

Groźba antyunijnej reakcji

Cofnijmy się trochę. Co dokładnie stało się z kopalnią Makoszowy?

Andrzej Chwiluk: W 2015 roku rząd PO zdecydował, że zlikwiduje cztery kopalnie, w tym naszą Makoszowy. Doszło wtedy do protestów, później do rozmów. Spotkaliśmy się, ustaliliśmy, jakie mają mieć przebieg działania. Propozycje rządu były bardzo sensowne, bo zaproponowano nam wejście do Spółki Restrukturyzacji Kopalń, a później albo sprzedanie prywatnemu inwestorowi, albo wejście do państwowych spółek. Zrobiono wycenę, zrobiono przygotowania. Do wzięcia kopalni była przygotowana Polska Grupa Energetyczna, przeprowadziła własny audyt i wystosowała list intencyjny. Znaleźliśmy inwestorów.

Później przyszły wybory. Nowy rząd PiS nie chciał już z nami rozmawiać. My naprawdę mieliśmy program naprawczy, wszystko. Decyzja ministra o zamknięciu zapadła tak naprawdę z dnia na dzień, bez żadnych konsultacji. Tym, którzy protestowali, zapowiedziano, że nie znajdą nigdzie pracy. W przeciągu dwóch tygodni do końca roku 2016, w okresie świątecznym musieli zdecydować, co ze sobą zrobią. Część, w większości ludzie na kredytach, odeszli jako pierwsi. Nie winię ich za to. Ci, co zostali, mieli często łzy w oczach, nie wiedzieli co robić.

Pokazano nam, że władzy nie obchodzi nic ani człowiek, ani żadne międzyludzkie więzi.

I co ważne, pracownicy kopalni Makoszowy zostali po prostu zwolnieni, otrzymali świadectwa zakończenia umowy o pracę. Na innych kopalniach byli zatrudniani jako nowoprzyjęci na nowych warunkach!

Zdziwiło mnie, że organizacje ekologiczne wiedzą, co można by zrobić. Serio, mają pomysł – nie to, co wszyscy rządowi specjaliści, którzy po prostu nas oszukali.

Jerzy Hubka: I to czeka następne kopalnie. Bo my naprawdę wiemy, że je zaraz będziemy zamykać.

Mateusz Piotrowski:. Przyjrzyjmy się temu, co się stało z kopalnią Makoszowy. Zamknięto ją brutalnie, bez przemyślenia tego, jak to dobrze zrobić. Jeśli taki scenariusz będzie się powtarzać, to – mówię już jako politolog – może wywołać antyunijną i antyzieloną reakcję, na której skorzystają partie skrajne. Jeśli będziemy bezmyślnie zamykać kopalnie, to nie ma szans na żadną legitymizację zielonej transformacji. Niezależnie od tego, jaki rząd będzie wtedy rządził. To także ostrzeżenie dla dzisiejszej opozycji.

Czyli większość górników jest przede wszystkim antyunijna...

Jerzy Hubka: Dokładnie. Ale to wynika przede wszystkim właśnie z tego, że Unia kojarzy się z zamykaniem kopalń. Górnicy są manipulowani i dezinformowani. Ale naprawdę nie musi tak być. Wiesz czemu ludzie z naszej kopalni dogadali się z ekologami?

No?

Jerzy Hubka: Bo ekolodzy zobaczyli w nas ludzi, którym trzeba pomóc. A oto właśnie nam, braci górniczej, teraz przede wszystkim chodzi.

A co ze związkami zawodowymi?

Andrzej Chwiluk: Niektóre to w ogóle jedzą z ręki rządowi, nic nie robią. Nie interesuje ich, jak przejść z górnictwa ku nowym, odnawialnym źródłom energii, jak zabezpieczyć przede wszystkim ludzi i stworzyć nowe godne miejsca pracy. Skupiono się tylko na tym, żeby jak najbardziej wydłużyć okres działania kopalń, a nie żeby zająć się jakąś alternatywą. A naprawdę, pomysłów jest wiele...

Przeczytaj także:

13 lipca 2021

Dekarbonizacja po polsku. Miało być odchodzenie od węgla, będzie nowa kopalnia w Mysłowicach

Porozumienie ognia z wodą

Mateusz Piotrowski: Dobrym przykładem tego, co da się zrobić, kiedy różni partnerzy uczą się współpracować i myślą w dłuższej perspektywie jest Wielkopolska Wschodnia. To także region górniczy. Tam związki zawodowe, zarząd kopalni węgla brunatnego i elektrowni, samorząd, spółdzielcy, rada pracowników oraz miejscowe organizacje pozarzadowe dogadały się i razem sięgnęły po unijne pieniądze na transformację regionu. Ponad 250 milionów złotych zostanie przeznaczonych na przygotowany przez związki zawodowe „program pracowniczy”, na tworzenie nowych miejsc pracy i zindywidualizowane wsparcie dla ludzi odchodzących z branży węglowej. Na dofinansowanie dla pracodawców, którzy zdecydują się zatrudnić byłych pracowników ZE PAK. Na rozkręcanie własnych biznesów dla tych pracowników branży węglowej, którzy się na to zdecydują. Wreszcie na nowe miejsca pracy w spółdzielniach rozwojowych, realizujących ważne cele społeczne i środowiskowe.

Negocjacje nie były łatwe. Jeszcze trudniejsze będzie wdrożenie. Region musi zbudować dla siebie nowy „silnik gospodarczy” – dlatego będziemy je wspierać swoją ekspertyzą. Ale najważniejsza była konkretna decyzja:

„Nie możemy dłużej chować głowy w piasek i obiecywać ludziom, że będą pracować przy węglu do końca świata i o jeden dzień dłużej

(a potem zostawić ich na lodzie jak w Makoszowach), tylko bierzemy się razem do pracy nad tworzeniem nowych, stabilnych miejsc pracy”.

Andrzej Chwiluk: Gdy zostałem szefem Rady Krajowej Związku Górników w Polsce, postanowiłem otworzyć Związek na świat. W porozumieniu z członkami Rady Krajowej weszliśmy w struktury europejskich związków zawodowych, utworzyliśmy Biuro Szkoleniowe, aby kształcić wśród braci górniczej nowe kadry i świadomość przemian, które są nieuchronne. Organizowaliśmy warsztaty, sympozja i spotkania z różnymi środowiskami celem wzajemnego zrozumienia.

W toku wymiany doświadczeń również międzynarodowych zrodziła mi się idea spotkań z ekologami, ekspertami klimatu, aktywistami. Po co? Aby znaleźć wspólną płaszczyznę porozumienia i pogodzenia ognia z wodą. Z początku było bardzo ciężko, między nami iskrzyło, ale później potrafiliśmy znaleźć wspólne cele i to uważam za ogromny sukces. Wzajemny szacunek, wspólne rozwiązania z korzyścią dla ludzi, bo to jest najważniejsze.

Jerzy Hubka: Przy czym największym problemem jest to, że na Śląsku rządzi po prostu układ, ponadpolityczny i ponadpartyjny. Należą też do niego związki zawodowe, które patrzą bardzo krótkowzrocznie.

Górnicy wznoszą toast ozdobnymi kuflami z piwem. Kopalnia Makoszowy
Ostatnia Barbórka w zlikwidowanej kopalni Makoszowy. 10.12.2022 r. Fot. Grzegorz Celejewski / Agencja Wyborcza.pl

Greta Thunberg w Makoszowach

To ciekawe, że krytykujecie akurat polityków PiS. Górnicy jednak tę partię poparli.

Jerzy Hubka: Ale jak mamy nie krytykować? Odwiedził nas w Zabrzu prezydent Andrzej Duda, który nagrodził nas laurem najbezpieczniejszej kopalni w Polsce, paradoksalnie w roku zamknięcia. Kiedy go zapytaliśmy, co z kopalnią Makoszowy, on nam na to mówi, że musi zostać zamknięta, bo... jest niebezpieczna. Taką miał informację, ciekawe skąd? Jak brać tych ludzi na poważnie?

Odwiedziła nas też przed wyborami pani Beata Szydło. Nawiasem mówiąc, nagranie z jej wystąpienia pod kopalnią Makoszowy jest ciągle w Internecie i to, co mówiła, nijak się ma do tego, co zrobiła później. Czyste oszustwo! Swoją drogą ja na PiS nigdy nie głosowałem.

I dlatego sięgacie po apolityczne ruchy. Makoszowy odwiedziła sama Greta Thunberg.

Jerzy Hubka: Tak, na Facebooku mamy nawet wspólne zdjęcie. Pamiętam, że zarzucano mi, że rozmawiając z takimi osobami, wzmacniam ruchy, które chciałyby zamknąć kopalnię. Nic bardziej mylnego. Odwiedziła nas cztery lata po tym, jak postanowiono zamknąć kopalnię Makoszowy. Poza tym ona nic nie mówiła o tym, że trzeba likwidować naszą kopalnię. Była naprawdę przejęta, pytała, jak się czujemy, jakimi ludźmi jesteśmy. Pytała nawet o nasze górnicze tradycje. To mnie w niej niesamowicie ujęło.

Zarzucano nam, że za Gretą „stoi lobbing”. Może sobie i stać, mnie to nie obchodzi. Dla mnie liczy się to, że ona do nas przyjechała, wysłuchała nas, zobaczyła, jak to wszystko wygląda. Bo czy Greta Thunberg zamknęła jakąś kopalnię?

I co ważne, dzięki jej wizycie wybrzmiał szerokim echem na cały świat problem niebotycznej krzywdy ludzi z kopalni Makoszowy!

Nie chciałbym być źle zrozumiany, czy zarozumiały, ale mamy szerokie spojrzenie na problemy górnictwa i środowiska. Dzięki Andrzejowi otworzyliśmy się na edukację, budowanie świadomości zagrożeń i poszukiwanie wspólnych rozwiązań poprzez szkolenia, sympozja, spotkania z ekologami, aktywistami, ekspertami, działaczami WWF. Dzięki temu Greta nas odnalazła, to ona nas szukała, nie my jej i myślę, że doceniła naszą wartość i wysiłek w uświadamianiu braci górniczej.

Przeczytaj także:

23 kwietnia 2021

Rząd dogadał się z górnikami. Czeka nas jeszcze prawie 30 lat z węglem

Sprawiedliwa zielona transformacja

Mateusz Piotrowski: Współpraca między środowiskiem górniczo-związkowym i ekspertami od sprawiedliwej transformacji jest niezbędna, bo widzimy, że ten proces nieuchronnie przyspiesza. We wspomnianej Wielkopolsce Wschodniej prywatny właściciel kopalni i elektrowni podjął decyzję o wycofaniu się z eksploatacji węgla brunatnego i przejściu na zieloną energię znacznie wcześniej, niż wszyscy jeszcze niedawno się spodziewali. Tak mu po prostu wyszło z kalkulacji zysków i strat.

Ale nawet tam, gdzie kopalniami zarządzają Spółki Skarbu Państwa – jak w Bełchatowie – wszystko skończy się znacznie wcześniej, niż obiecują rządowe dokumenty. Mówią nam o tym sami górnicy, operujący na koparkach wielonaczyniowych. Pytanie: co wtedy z regionem, który dziś jest w całości zależny od jednego, wielkiego zakładu? Jeśli nie chcemy, żeby w Bełchatowie czy Turowie powtórzył się scenariusz z kopalni Makoszowy,

musimy zacząć pracować nad tworzeniem nowych, godnych miejsc pracy w niezagrożonych zamknięciem branżach już teraz. Wspólnie.

Andrzej Chwiluk: Zwłaszcza że tak jak mówiłem – planów było z naszej strony wiele, i wszystkie były proekologiczne. Chcieliśmy, na przykład, na dawnych terenach kopalni założyć farmy fotowoltaiczne.

Ale przekonały mnie – oprócz tego, że w końcu ktoś zobaczył w nas ludzi – propozycje Zielonych. Miałem okazję być nawet na ich Kongresie...

I co was tam przekonało? Konkretne propozycje czy wciąż ludzie?

Andrzej Chwiluk: I to, i to. Bo podmiotem propozycji Zielonych – ale i, jak sądzę, w ogóle ruchów ekologicznych w Polsce – jest właśnie człowiek. Chodzi tam o zieloną, sprawiedliwą transformację, a nie o bezmyślne odejście od węgla. I ja, który prowadziłem największe demonstracje w obronie górnictwa, stwierdziłem, że to jest możliwe, że to są plany, które my możemy zaakceptować.

Jerzy Hubka: Spółdzielnie energetyczne, biomagazyny, z których mieszkańcy danego regionu mieliby korzyść, zysk, oszczędności. Do mnie to serio przemawia. Albo to, co sami proponowaliśmy, czyli elektrownie szczytowo-pompowe z wykorzystaniem szybu kopalnianego. Pomysły są, dialog jest, tylko że poza naszą bańką nikt nas nie słucha.

Dlaczego? Szczerze? Bo uznano mnie i Andrzeja za oszołomów! Bo mówimy, jak rzeczywiście jest bez owijania w bawełnę i bez manipulowania emocjami górników. Powiem brutalnie, nawet w naszym górniczym środowisku jest ogromna rywalizacja. Jeśli kopalnia nie ma zaplecza politycznego lub – co wyjątkowo ważne – zaplecza danej centrali związkowej, jest na z góry przegranej pozycji. Nie liczy się w tym momencie wynik ekonomiczny, lecz powiązania.

Nasza kopalnia nie miała zaplecza politycznego i niestety nie miała zaplecza centrali. Pragnę przypomnieć, że kopalnia Makoszowy jako jedna z nielicznych, a być może jedyna - tego nie wiem – nigdy nie była kopalnią metanową, a więc była bezpieczna i z bardzo dobrym jakościowo węglem. Gdy nasza kopalnia uzyskała korzystny audyt i list intencyjny z PGE, wszystkie centrale związkowe postawiły warunek, że najpierw Kompania Węglowa ma wejść do PGE, a nie my. I dlatego wieszano na nas psy, odebrano nam kontrakty zbytu węgla, odebrano zwały wydobytego i przetworzonego już węgla, odsądzano nas od czci i wiary.

Byliśmy całkowicie osamotnieni w naszej walce i brutalnie skazani na niebyt.
Górnik zamyślony siedzi przy stole podczas Barbórki.
Ostatnia Barbórka w zlikwidowanej kopalni Makoszowy, 10.12.2022 Zabrze. Fot. Grzegorz Celejewski / Agencja Wyborcza.pl

Górnicy kartą przetargową

A co z innymi kopalniami? Czy tylko wy rozmawiacie z ekologami i gościcie aktywistów?

Jerzy Hubka: Na pewno nie jesteśmy jedyni. Wyróżniamy się tym, że spotkaliśmy się z Gretą Thunberg, że zorganizowaliśmy tę Barbórkę... Ale ku przestrodze! Brać górnicza wie, że czas kopalń się już powoli kończy, że musimy poszukiwać czegoś nowego. Ważne jest dlatego rzetelne uświadamianie i bezwzględna ochrona górników. Ale jest to grupa, która przez wiele lat była po prostu manipulowana. Dlaczego? Bo ciągle powtarzano jej, że jest najważniejsza w kraju. Do czasu.

Gwoli sprawiedliwości trzeba wspomnieć, że to my, górnicy, ciężką pracą odbudowywaliśmy Polskę po drugiej wojnie światowej. Generowaliśmy przez lata ogromny majątek. Wszystko zmieniło się dopiero wraz z „planem Balcerowicza” i „kotwicami”, które ten plan proponował: zamrożono wtedy ceny węgla, przez co górnictwo popadło w ogromne długi! Majątek górniczy przekazano wtedy miastom, samorządom. Górnicy poczuli się wtedy po prostu pokrzywdzeni, wręcz oszukani. Nikt się nad nimi nie pochylił. To wpłynęło na to, jak zaczęli postrzegać wszelkie pomysły „z zewnątrz”. Dlatego są nieufni!

Górnicy byli i ciągle są „kartą przetargową” różnych opcji politycznych.

Andrzej Chwiluk: Związki zawodowe są uzależnione od polityki i świata wielkiego biznesu. Nie ma kogoś, kto by nas teraz zjednoczył w rozmowach z ekologami, bo wszyscy są skupieni na swoich prywatnych interesach.

Ja dzisiaj chętnie usiądę do rozmowy z każdym, kto będzie chciał ze mną rozmawiać. Z każdym, kto widzi górnika jako człowieka z jego żywotnymi potrzebami, który mimo różnych manipulacji rozumie potrzebę zmian, który wbrew stereotypom również od zarania dbał i dba o środowisko – na co jest wiele przykładów w naszym regionie. Rękę do nas wyciągnęli już ekolodzy. Wierzę, że koledzy z innych kopalni również mają takie podejście.

Przeczytaj także:

24 marca 2023

Górnicy protestują, spółki wydobywcze nie chcą płacić. Dyrektywa metanowa pogrąży górnictwo?

Wyjść z defensywy

Mateusz Piotrowski: Współpracuję z ruchem związkowym dłużej niż z ruchem ekologicznym. Zależy mi na tym, by polscy pracownicy mieli silną pozycję. By nasz kraj nie konkurował tanią siłą roboczą, tylko innowacjami. A do tego potrzebne są silne i skuteczne organizacje pracownicze. Problem w tym, że w Polsce, kraju, w którym do związku zawodowego „Solidarność” należało 10 milionów ludzi, dziś uzwiązkowienie to raptem 9-12 proc. Branża węglowo-energetyczna jest jednym z ostatnich bastionów uzwiązkowienia, ale związkowcy są coraz starsi.

Ludzie, którym zależy na przyszłości polskiego ruchu związkowego, powinni zadać sobie pytanie: co będzie za 10, 15 lat?

Kto będzie należał do związków zawodowych, kiedy branża węglowa nieuchronnie się zamknie? Badania od dobrej dekady konsekwentnie pokazują, że w młodszym i najmłodszym pokoleniu związki zawodowe cieszą się większą sympatią niż w starszym. Można na tym budować, ale trzeba mieć pomysł na zagwarantowanie wysokich standardów pracy w nowych branżach – także tych „zielonych”.

Jednym z narzędzi mogą być np. ponadzakładowe, branżowe układy zbiorowe pracy, działające z powodzeniem w wielu krajach Zachodu. Związki zawodowe mogą je teraz wynegocjować, doprowadzając na przykład do przyjęcia „Karty Wiatrakowca” dla pracowników branży wiatrowej. To pewnie ostatni moment, kiedy związki mają jeszcze w miarę silną pozycję negocjacyjną. Ale to okno możliwości może się zamknąć, jeśli związki nie włączą się w proces sprawiedliwej transformacji i nie wyjdą z defensywy zamiast skupiać się na obronie swoich ostatnich bastionów.

Cieszę się, że jest w Polsce coraz więcej związkowców gotowych do zawalczenia o przyszłość i rozwój ruchu pracowniczego.

A czemu zakończyliście działalność kopalni właśnie poprzez Barbórkę?

Andrzej Chwiluk: Bo to pożegnanie świata, który może zniknąć, jeżeli nie poddamy go sprawiedliwej transformacji. Barbórki, orkiestr górniczych budzących wszystkich o czwartej rano, górniczych mundurów, spotkań w tychże mundurach z dziećmi w przedszkolach i szkołach. To wszystko zabija się obecnie przez bezduszne, ekonomiczne podejście, bo nie ma na to pieniędzy, a zwłaszcza dobrej woli. Sprawiedliwa transformacja, oparta na podmiotowym traktowaniu górników, może się temu przeciwstawić.

Ale najważniejszym naszym przesłaniem było oddanie hołdu wszystkim pokoleniom górników, a zarazem krzyk i wstrząśnięcie opinii społecznej, by nigdy więcej nie doszło do takiej sytuacji, jaka spotkała kopalnię Makoszowy.

Udostępnij:

Krzysztof Katkowski

publicysta, student prawa i socjologii w ramach MISH UW. Publikuje m.in. w „Krytyce Politycznej”. Współzałożyciel Otwartego Uniwersytetu im. Karola Modzelewskiego.

Przeczytaj także:

01 czerwca 2023

Lex Tusk. Siedem kłamstw PiS w obronie bezprawia, co jedno, to bardziej karkołomne

01 czerwca 2023

Neo-sędziowie biorą legalną Izbę Karną SN. Mają już prezesa i dwóch przewodniczących wydziałów

01 czerwca 2023

23 legalnych sędziów TK: Lex Tusk jest inspirowany bezprawiem państw totalitarnych

01 czerwca 2023

Jak presja szkolna rujnuje zdrowie psychiczne dzieci i młodzieży. Opowieść psychiatry

01 czerwca 2023

Lotos wyprzedany tanio i na złych warunkach, ale w imię celów strategicznych. Było warto?

Komentarze