0:00
06 czerwca 2020

Cały świat zazdrości Nowej Zelandii premierki. Jacinda Ardern pozbyła się z kraju koronawirusa

Jak to zrobili w Nowej Zelandii? Mieli zdecydowaną i silną liderkę na czele rządu, no i leżą na wyspach na końcu świata. W ten sposób 5-milionowy kraj pozbył się koronawirusa, a Jacinda Ardern po raz kolejny pokazała, że jest przywódczynią na dzisiejsze czasy

Wydrukuj

Jacinda Ardern i rząd Nowej Zelandii zdobywają uznanie na całym świecie za walkę z koronawirusem. W zagranicznych mediach Nową Zelandię okrzyknięto pierwszym krajem, który poradził sobie z pandemią. Ardern zaprezentowała się jako polityczka skuteczna i konsekwentna, i to nie po raz pierwszy.

Najnowsze sondaże wskazują, że poparcie dla rządzącej Partii Pracy wzrosło do 55 proc, dla opozycyjnej Partii Narodowej spadło zaś do 29 proc. – to najniższy wynik od dekady. Jacindy Ardern cieszy się aprobatą aż 65 proc. obywateli, podczas gdy popularność lidera opozycji Simona Bridgesa spadła do 7 proc.

78 proc. Nowozelandczyków uważa, że kraj zmierza we właściwym kierunku – to najwyższy wynik od 1991 roku. Podczas gdy kolejne kraje wypowiadały „wojnę” koronawirusowi, nowozelandzka premierka postawiła na język ciepły i inkluzywny, by wzbudzić w obywatelach poczucie solidarności. Jej głównym przekazem było: „Be kind. We are in this together” (Bądź miły. Jesteśmy w tym razem). Nową Zelandię nazywa „naszym pięciomilionowym zespołem”.

Jacinda Ardern ma sposób na koronawirusa

W 5-milionowym państwie odnotowano nieco ponad 1,5 tys. przypadków zakażeń i około 22 zgonów. Od 19 maja nie wykryto żadnego nowego zakażenia. Jeśli nie pojawi się kolejny, w drugim tygodniu czerwca eksperci będą mogli ogłosić, że Nowa Zelandia opanowała epidemię – jako pierwszy kraj, w którym było więcej niż 100 stwierdzonych przypadków i pierwszy kraj OECD.

Aktywne przypadki SARS-CoV-2 w Nowej Zelandii

Na nowozelandzki sukces składa się kilka czynników:

  • Granice zostały zamknięte stosunkowo wcześnie, bo już 19 marca. To pozwoliło ograniczyć liczbę zakażeń przywożonych zza granicy. „Mamy obecnie 102 przypadków, ale Włochy też kiedyś były na tym poziomie” – mówiła wówczas Jacinda Ardern,
  • Lockdown był szybki i bez półśrodków. 21 marca Nowa Zelandia wprowadziła czteropoziomowy system alarmowy (tzw. alert plan). Najwyższy oznaczał całkowitą blokadę na poziomie krajowym, a najniższy będzie obowiązywał, gdy epidemia zostanie opanowana, ale ludzie powinni nadal być ostrożni.
  • Nowa Zelandia sprawnie poradziła sobie z diagnostyką i wywiadem epidemiologicznym. W tej chwili tamtejsze laboratoria mogą w ciągu doby wykonywać do 8 tys. testów. Osoby, które były w bliskim kontakcie z kimś zakażonym, są o tym informowane w ciągu 48 godzin. Dzięki temu można szybko zacząć dobrowolną kwarantannę, a następnie poddać się testom.

Sprawę ułatwiło także odległe położenie geograficzne Nowej Zelandii – i fakt, że leży ona na wyspach, sytuacja ekonomiczna (to zamożny kraj, który stać na gospodarczy przestój i pomoc finansową) oraz wysoki poziom służby zdrowia.

Nowa Zelandia jednak ostrożnie i stopniowo podchodzi do odmrażania gospodarki i życia społecznego. Premierka zdecydowała się na deklarację, że epidemia wygasa, dopiero po ponad miesiącu sporadycznych przypadków zakażeń. 1 czerwca ogłosiła, że Nowa Zelandia jest na dobrej drodze do całkowitego wyeliminowania koronawirusa i do zniesienia obostrzeń przed planowanym terminem.

Głosy o konieczności poluzowania restrykcji słychać było już pod koniec kwietnia, ale Ardern twardo trzymała się polityki powolnego znoszenia ich krok po kroku.

Nie możemy pozwolić, by nasza ciężka praca nad powstrzymaniem pandemii poszła na marne” – mówiła, dodając: „Nie powinniśmy być impulsywni i zbyt gwałtowni. Musimy zakończyć to, co zaczęliśmy”.

W przyszłym tygodniu Nowa Zelandia ma przejść do 1. poziomu alarmowego (prepare – przygotuj się) – odwołane zostaną ograniczenia dotyczące zgromadzeń i zachowywania dystansu fizycznego. Pozostaną jednak skrupulatne kontrole graniczne, cudzoziemcy nie będą mogą wjechać na teren kraju, a i obywateli nadal będzie czekać dwutygodniowa kwarantanna po przyjeździe.

Jacindzie Ardern wtóruje generalny dyrektor ds. zdrowia publicznego Ashley Bloomfield, jeden z najlepszych nowozelandzkich ekspertów od chorób zakaźnych. Jego zdaniem życie w Nowej Zelandii może powrócić na normalne tory dopiero w okresie Bożego Narodzenia, i to z wyłączeniem turystyki międzynarodowej.

Sytuacja jest jednak dynamiczna. Ardern uczestniczyła 5 maja w posiedzeniu australijskich ministrów dotyczącym otworzenia ruchu granicznego pomiędzy tymi dwoma krajami. Doszło do porozumienia, które zakłada ponowne na otwarcie połączeń lotniczych w najbliższym czasie. Ardern i australijski premier Scott Morrison zaznaczyli jednak, że prawdopodobnie dopiero w połowie czerwca zostanie zniesiona 14-dniowa kwarantanna.

Cztery poziomy ograniczeń przeciw wirusowi

Plan walki z pandemią jest podzielony na 4 poziomy alarmowe i na bieżąco aktualizowany. Pomimo spadku nowych przypadków już pod koniec kwietnia, od 27 kwietnia do 12 maja nadal obowiązywał poziom 3. (restrict – ograniczaj).

Obywatele w miarę możliwości mieli zostać w domu i pracować zdalnie. Firmy musiały zagwarantować bezpieczeństwo pracownikom i bezkontaktową obsługę. Czyli – fabryki wróciły do pracy, ale już np. siłownie czy zakłady fryzjerskie nie. Szkoły zostały otwarte, ale zalecano naukę zdalną. Imprezy masowe były odwołane, a miejsca publiczne zamknięte.

Nowozelandczycy musieli ograniczyć kontakty do najbliższej rodziny. Mogli pojechać na wycieczkę, ćwiczyć w parkach, na plażach, ale tylko w swojej okolicy. Popływać w morzu, ale już nie łódką. Ardern stanowczo podkreślała, że nie jest to czas na naukę surfowania czy zawody w skokach do wody.

Obecnie obowiązuje poziom 2. (reduce – zmniejszaj). Trzeba zachowywać 2-metrowy dystans w miejscach publicznych (np. w sklepach), można już spotykać się ze znajomymi w grupach do 10 osób, w pogrzebach i tangihanga (rytuał pogrzebowy Maorysów) może wziąć udział do 100 osób (za zgodą Ministerstwa Zdrowia). Ta reguła została złamana, gdy tysiące osób zebrało się na ulicach miast, by protestować przeciwko brutalności policji i upamiętnić George’a Floyda.

Biblioteki, baseny czy muzea mogą zostać otwarte, jeżeli przestrzega się dystansu oraz zaleceń higienicznych. To samo dotyczy rekreacji. W kinach, na koncertach, w kasynach obowiązuje limit do 100 osób z zachowaniem przynajmniej jednego metra odległości. To samo dotyczy branży hotelarsko-gastronomicznej. Wznowiono też loty krajowe.

Rząd stara się, by przekaz dotyczący koronawirusa był przejrzysty i dostępny dla wszystkich – wystarczy spojrzeć na stronę covid19.govt.nz. Informacje można znaleźć też w innych językach m.in. hiszpańskim, arabskim, wietnamskim, perskim czy kiribati.

Premierka podczas regularnych briefingów prasowych wyczerpująco informuje obywateli o aktualnej sytuacji. A koło niej zawsze stoi tłumaczka języka migowego.

Jacinda Ardern - premierka na trudne czasy

To kolejny po zamachu w Christchurch test z bycia liderką, który szefowa nowozelandzkiego rządu zdaje na wysokim poziomie. Gdy 15 marca 2019 biały radykał zabił 51 ludzi w dwóch meczetach, walczyła o to, by utrzymać kraj w jedności i nie doprowadzić do eskalacji przemocy. Państwo pokryło koszt pogrzebu ofiar i zaoferowało pomoc finansową rodzinom, a Ardern sprawnie doprowadziła do uchwalenia restrykcyjnego prawa dotyczącego posiadania broni.

Jacinda Ardern podkreślała wtedy, że całe państwo jest zjednoczone w żałobie. Jej zdjęcie w hidżabie, przytulającej członkinie i członków społeczności muzułmańskiej w Christchurch obiegło cały świat. „Tak wygląda nowoczesne przywództwo” – pisały największe media komentując, że Ardern potrafi połączyć empatię z profesjonalizmem.

Zdjęcie udostępniła na Twitterze m.in. Bernice King, córka Martina Lutera Kinga. „Nie używa słów zemsty, zemsty ani nienawiści wobec zła tego, co się wydarzyło. Używa słów miłości i współczucia dla cierpiących” – napisał dziennikarz ABC News, Matthew Dowd.

Ardern i jej gabinet są jednak również krytykowani.

"Jedną z pierwszą decyzji tego rządu było cofnięcie reformy podatkowej poprzedniego, która zmieniała progi dochodowe, co miałoby pozwolić zaoszczędzić każdemu podatnikowi co najmniej kilkaset dolarów rocznie i głównie ulżyłoby najmniej zarabiającym. Kolejną decyzją było podwyższenie podatku na paliwo, znów uderzające w najbiedniejszych, którzy nie mają wyboru i muszą codziennie dojeżdżać samochodem do pracy, gdyż przynajmniej w Auckland nie ma dobrego transportu publicznego" – mówi Mateusz, Polak, który mieszka w Nowej Zelandii od 3 lat.

Gospodarka cierpi mimo rządowej pomocy

Krytyka dotyczy też obecnej polityki. "Z przejrzystością komunikatów w trakcie pandemii jest różnie. Szczególnie, gdy jakieś obostrzenia wchodzą w życie albo są znoszone, na początku nie zawsze wiadomo, co można robić, a czego nie" – mówi Mateusz. "Niektóre firmy narzekały też na ogromne straty z powodu zamrożenia gospodarki".

Przedłużające się restrykcje są atakowane przez opozycyjną Partię Narodową pod wodzą Simona Bridgesa, który cofnął swoje początkowe poparcie dla blokady.

„Biznesmeni czują się jak kozły ofiarne w obecnej sytuacji” – mówił. Ekonomiści prognozują, że bezrobocie może wzrosnąć do 8 proc., najgorsze scenariusze mówią o potrojeniu tej liczby. Krajowy indeks warunków dla biznesu spadł do poziomu najniższego od 1988 roku.

A przecież rząd Ardern zrobił bardzo dużo, żeby utrzymać na powierzchni zamrożoną gospodarkę. Kilkudziesięciomilionowy zastrzyk gotówki zasilił sektor zdrowotny, lotniczy i medialny. Rząd opracował pakiet stymulacyjny, który pozwala na utrzymanie wypłat dla pracowników i ułatwia udzielanie pożyczek małym firmom. Pomoc finansowa dla małych i średnich przedsiębiorstw liczona jest w miliardach.

Jednak 28 kwietnia właściciele drobnych przedsiębiorstw pojawili się na spotkaniu Komitetu ds. Reakcji Epidemiologicznej nie kryjąc frustracji i domagali się większej pomocy od państwa. Na jednym ze spotkań komitetu Simon Bridges podzielił się też wyrażonymi w listach obawami ludzi, którzy boją się, że będą musieli zamknąć swoje firmy.

Dwie trzecie spośród 217 członków Stowarzyszenia Restauratorów wypełniło ankietę, z której wynika, że potrzebują ulgi w czynszach i subwencji biznesowych, by przetrwać. 25 respondentów stwierdziło, że na stałe zamkną działalność. Najnowsze dane Ministerstwa Skarbu pokazują, że liczba osób korzystających z zasiłków dla poszukujących pracy osiągnęła na początku maja 184 tys. To stanowi około 6 proc. populacji w wieku produkcyjnym.

Niezadowolenie wyrażali szczególnie mocno producenci z branży mięsnej i rzeźnicy. Nie zostali oni w marcu wpisani na listę „essential businesses”, których funkcjonowanie jest nieodzowne i musieli zawiesić działalność. Zamiast trafić do klientów, zapasy mięsa w chłodniach miały być oddane lub wyrzucone. Na początku kwietnia Ardern zapowiedziała jednak, że piekarnie i sklepy mięsne mogą w miarę możliwości sprzedawać produkty na wynos.

Premierka myśli też, jak pomóc pracownikom sektora turystyki. Rząd zaproponował wprowadzenie czterodniowego tygodnia pracy, aby umożliwić ludziom podróżowanie po kraju i tym samym podreperowanie sytuacji finansowej hotelarzy czy wypoczynkowych kurortów. Ardern zachęca pracodawców, aby stali się bardziej elastyczni, jeżeli chodzi o czas pracy. Twierdzi, że może to zwiększyć wydajność pracowników oraz poprawić równowagę między pracą a życiem prywatnym.

Rasowa przywódczyni czy znawczyni politycznego marketingu?

Ardern zbudowała swoją pozycję oferując alternatywną wizję robienia polityki. W czasie pełnienia urzędu zaszła w ciążę i urodziła pierwsze dziecko, przeprowadziła reformę warunków pracy dla rodziców, w tym zwiększenie zasiłków dla dzieci i przedłużenie płatnego urlopu rodzicielskiego. Jej rząd uchwalił ustawę o zerowej emisji dwutlenku węgla (Nowa Zelandia ma osiągnąć neutralność węglową do 2050 roku) i wprowadził 10 dni płatnego urlopu dla osób uciekających przed przemocą domową.

"Do pozytywnych decyzji Ardern należy z pewnością wydłużenie urlopu macierzyńskiego, wprowadzenie nowej polityki migracyjnej dla studentów, zakaz wyciągania od lokatorów „letting fees" czyli dodatkowych opłat za wynajem, wprowadzenie darmowego pierwszego roku studiów czy próby rozpoczęcia choć częściowej reformy transportu publicznego w Auckland" – wymienia Mateusz.

Nowozelandzki dziennikarz Colin James uważa, że w swojej karierze politycznej Jacinda zawsze się wyróżniała. "Już kiedy była posłanką uważałem, że ma cechy, które pomogą jej zdobyć polityczny szczyt. Zawsze mówiła mi, że tego nie chce. Jednak gdy dość niespodziewanie została liderką Partii Pracy, od pierwszego dnia zachowywała się jak rasowa przywódczyni" – wspomina.

Po zamachu w Christchurch Ardern stała się ikoną na arenie międzynarodowej. Na jej temat powstały dziesiątki artykułów, zachwytom nie było końca.

Nowozelandczycy są z niej zadowoleni, ale – jak mówił mi Collin James – do Jacindomanii jeszcze daleko. Mieszkańcy traktują ją jako nowoczesną, kompetentną polityczkę.

W Nowej Zelandii to nie jest jednak wielka zmiana, gdyż taka jest większość polityków na wyspie (nawet tych konserwatywnych). Czasem słychać jednak głosy, że więcej w tym dobrego marketingu politycznego, którego wynikiem są laurki w prasie niż faktycznych osiągnięć. Bez wątpienia Jacinda Ardern to dobra polityczka. Ważne, żeby zaznaczyć, że nie jest – jak to bywa gdzie indziej – obiektem bezkrytycznego kultu lub wrogości. „Potrzebujemy więcej” – zdają się mówić mieszkańcy Nowej Zelandii.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne