Procedura wyboru członków Krajowej Rady Sądownictwa jest wielokrotnie, politycznie zabezpieczona i uszczelniona. Czyni więc ten wybór wyborem czysto politycznym. Pisze dla OKO.press Maria Ejchart-Dubois, prawniczka związana z Helsińską Fundacją Praw Człowieka i członkini rady Archiwum Osiatyńskiego

Jesteśmy bezradnymi świadkami przemyślanego demontażu kolejnego konstytucyjnego organu państwa. Po Trybunale Konstytucyjnym, przyszedł czas na

Krajową Radę Sądownictwa, czyli organ, który powołany został po to, by strzec niezależności sądów i tym samym być jednym z gwarantów skutecznego przestrzegania naszych praw obywatelskich.

Wraz z wejściem w życie nowelizacji, KRS przestaje pełnić swoją funkcję w kształcie i wymiarze, który określa Konstytucja. To kolejny krok w kierunku przywrócenia jednolitości władzy w państwie, od której udało nam się odejść w 1989 roku, polegającej na faktycznej dominacji władzy ustawodawczej nad władzą sądowniczą.

Nowe prawo dotyczące KRS zostało uchwalone przez Parlament i podpisane przez Prezydenta z pogwałceniem podstawowych reguł stanowienia prawa, bez konsultacji, wbrew opiniom organizacji i obywateli, standardom międzynarodowym i stworzyło instytucję polityczną, naruszając podstawową zasadę ustrojową zawartą w Konstytucji RP, jaką jest trójpodział władz.

Krajowa Rada Sądownictwa. Taką była przez 27 lat

Wraz z upadkiem ustroju w 1989 roku zmianie uległa koncepcja działania wymiaru sprawiedliwości. W doktrynie socjalistycznej, w której sądownictwo miało chronić ustrój państwa, nowy wymiar sprawiedliwości miał służyć obywatelom i w swojej funkcji orzeczniczej, być gwarantem obywatelskich praw i wolności. Sądownictwo stało się więc realnie apolityczne, po to – by chronić nas przed naruszeniami prawa ze strony władzy.

Aby wywiązać się z takiego zadania sądownictwo musi być niezależne od polityki i polityków i od nich odrębne, czyli samorządne. Zgodnie z ustaleniami Okrągłego Stołu strażnikiem tych zadań została Krajowa Rady Sądownictwa. Ukonstytuowała się ona w 1990 roku, a potem jej strażnicza rola podniesiona została do rangi konstytucyjnej.

Jedną z gwarancji niezależności i jej wyznacznikiem jest sposób wybierania sędziów. Oddając im w ręce rozstrzyganie naszych spraw, słusznie oczekujemy, że będą mocni i bezstronni, czyli wolni od wpływów zarówno ze strony państwa jak i osób zainteresowanych sporem, który rozstrzygają. I właśnie tę kompetencję w odniesieniu do sędziów powierzono Radzie, która jest jedynym organem, który rozpatruje i ocenia kandydatów na sędziów, decyduje o ich awansach.

Żeby wybierać mądrych i niezawisłych sędziów Rada musi korzystać z tych samych przymiotów.

W takim kształcie KRS funkcjonowała przez 27 lat.

Nowa KRS z pogwałceniem Konstytucji

Zmiana, zapowiadana jako reforma wymiaru sprawiedliwości, w rzeczywistości w sposób nieuprawniony podporządkowuje władzę sądowniczą większości rządzącej. Co więcej ustawodawca czyni to wbrew regułom, zmieniając konstytucyjne zasady systemowe przy pomocy zwykłej ustawy.

To więcej niż brutalność, to gwałt na prawie.

Ustawa z dnia 8 grudnia 2017 roku o zmianie ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa przerywa bowiem konstytucyjnie określoną kadencję członków Rady. Przestaną oni pełnić swoją funkcję w dniu rozpoczęcia kadencji nowo wybranych członków.

To oczywiste pogwałcenie Konstytucji i niebezpieczny precedens, oznaczający, że w istocie kadencję każdego organu w państwie można przerwać.

Kluczem natomiast do podporządkowania Rady politycznej większości jest sposób, w jaki zwolnione przez dotychczasowych członków Rady miejsca mają być zapełnione. Uchwalona ustawa zmienia więc tryb powoływania 15 sędziów – członków KRS. Tylko tyle i aż tyle.

Dotychczas wyboru tego dokonywały samorządy sędziowskie, czyli sędziowie, wybierając swoich reprezentantów. Wraz z pozostałymi członkami Rady – czyli prezesami Sądu Najwyższego i Naczelnego Sądu Administracyjnego i przedstawicielami pozostałych władz, Rada stanowiła organ zrównoważony.

Teraz sędziowskich członków Rady będzie wybierać Sejm, czyli politycy. Wyboru dokonają spośród kandydatów zgłoszonych przez 2000 obywateli albo 25 sędziów. Po weryfikacji przez marszałka Sejmu kluby poselskie wskażą tych, z których listę ustali komisja sejmowa (Komisja Sprawiedliwości i Praw Człowieka). Na końcu posłowie będą głosować na tę listę en bloc, a nie na konkretnego człowieka.

Jest to wielokrotnie, politycznie zabezpieczona i uszczelniona procedura wyboru członków KRS, która czyni ten wybór wyborem czysto politycznym. A w konsekwencji i samą Radę.

Tak skonstruowany wybór członków do KRS determinuje kształt, w jakim Rada będzie funkcjonowała. Jak bowiem organ zależny od władzy ustawodawczej ma efektywnie bronić niezależności sądownictwa przed tą właśnie władzą?

Ta z pozoru niewielka zmiana poniesie za sobą ogromne konsekwencje. Taka koncepcja stwarza naturalną obawę wybrania ludzi o podobnych poglądach co władza.

Będę od władzy uzależnieni, bo ona będzie decydowała czy w przyszłości zachowają swoje funkcje.

Czy możemy założyć, że Rada będzie niezależna w swoich wyborach i nominowaniu kandydatów na sędziów? Pierwsza próba przed nami, z dużym prawdopodobieństwem możemy przewidzieć, że Rada rozpocznie swoje urzędowanie od obsadzenia czekających od miesięcy kilkuset wolnych etatów sędziowskich, na które konkursów nie rozpisywał minister Zbigniew Ziobro.

Cała nadzieja w sędziach

Wobec bezprawnego rozwiązania KRS, naturalnym jest, że sędziowie stanęli przed dylematem, czy organ ten ratować, nie oddając pola walki, czy legitymizować naruszenie prawa.

Logicznym wydaje się bojkot, do którego wzywały środowiska sędziowskie i organizacje obywatelskie, który stałby się demonstracją niezgody na łamanie zasad.

Udział w nowym KRS jest niczym innym, jak zgodą na udział w organie powołanym wbrew regułom społecznym i prawnym, jest więc zgodą na łamanie Konstytucji.

Znaleźli się jednak – choć nieliczni – chętni do obsadzenia nowej Rady. Centrum Informacyjne Sejmu poinformowało, że jest ich 18 (aktywnych sędziów w Polsce jest ok. 10 tys). Oficjalna lista zostanie ogłoszona przez marszałka Sejmu po sprawdzeniu poprawności zgłoszeń i uzyskaniu informacji o kandydatach od prezesów sądów.

Jednak z informacji prasowych wiemy już dziś, że są wśród nich nowo powołani przez ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobrę prezesi sądów, m.in. prezes Sądu Okręgowego w Krakowie Dagmara Pawełczyk-Woicka i sędziowie na co dzień pracujący w Ministerstwie Sprawiedliwości. Wśród kandydatów jest również sędzia WSA w Gliwicach Teresa Kurcyusz-Furmanik popierana przez kluby „Gazety Polskiej”.

Nie został zgłoszony żaden z sędziów Sądu Najwyższego.

Niezależnie od oceny ich decyzji udział w nowej Radzie oznacza upolitycznienie funkcji sędziego – konstytucyjnie apolitycznego. Prowadzi też do tego, czego udawało nam się unikać przez 27 lat, oceniając merytoryczną pracę sędziów, czyli do zgody na podział na sędziów „naszych” i „nie naszych”, usankcjonowanie podziału na Onych i Nas w środowisku sędziowskim.

Nie sposób dziś przewidzieć skutków i celu wędrówki, w której wbrew własnej woli uczestniczymy. Sędziowie, wykazując się odwagą i nie godząc się na legitymizowanie łamania zasad gry zapewne tego marszu nie powstrzymają, ale zachowując się przyzwoicie, pozwolą uzmysłowić obywatelom, że zasady prawne zostały przez władze naruszone.

Konsekwencje odczują sami obywatele, którzy w sporze z władzą zostaną pozbawieni tarczy ochronnej.

* Maria Ejchart-Dubois – prawniczka związana z Helsińską Fundacją Praw Człowieka, prezeska Stowarzyszenia im. Profesora Zbigniewa Hołdy, członkini Rady Społecznej przy Rzeczniku Praw Obywatelskich oraz Komisji Ekspertów Krajowego Mechanizmu Prewencji, członkini rady programowej Archiwum Osiatyńskiego


Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press