0:00
05 lipca 2021

Krwawa zabawa elit. Myśliwi przywożą do Polski "pamiątki" po polowaniach na słonie i lwy

Zwierzęta żyjące od małego w stałym kontakcie z człowiekiem – są ufne. Nie spodziewają się, że na wybiegu ten sam człowiek, który kiedyś je karmił i głaskał, odda śmiertelny strzał. Zdarza się, że lwy są karmione narkotykami, żeby łatwiej było je zabić

Wydrukuj

W 2015 roku świat obiegła historia śmierci lwa Cecila z Zimbabwe. Na początku lipca amerykański dentysta i miłośnik polowań Walter Palmer razem z lokalnymi myśliwymi wywabił lwa z Parku Narodowego Hwange za pomocą padliny. Kiedy to się udało, Cecil został postrzelony z kuszy. Uciekł w panice, ale myśliwi nie dali za wygraną. Palmer miał śledzić go nawet dwie doby, żeby w końcu je postrzelić, zabić, a później oskórować i odciąć głowę. Cecil był nazywany symbolem Zimbabwe, brał też udział w projekcie badawczym naukowców z Uniwersytetu Oksfordzkiego. Miał na szyi obrożę z GPS, dzięki której udało się znaleźć jego ciało.

Takich historii jest jednak znacznie więcej – przekonuje organizacja Humane Society International (HSI). W szóstą rocznicę śmierci Cecila wydała raport "Polowania dla trofeów w liczbach. Rola Unii Europejskiej w światowych polowaniach na trofea”.

Europa jest drugim co do wielkości importerem takich trofeów na świecie. Polska do tego wyniku dokłada swoje trzy grosze i znalazła się na siódmym miejscu europejskich krajów, które najczęściej sprowadzają „pamiątki” po polowaniach.

Czym są trofea? Najczęściej to wypchana głowa zabitego zwierzęcia albo zwierzęca skóra. Jak pisze HSI w swoim raporcie, trofea „mogą przyjmować najróżniejsze inne absurdalne formy. Mogą to być na przykład genitalia, szpony, uszy, łapy, zęby lub kości”. Łowcy trofeów nie polują, by zjeść swoje ofiary. Jedzą je zresztą bardzo rzadko – jak podaje HSI, na kongresie Safari Club International (organizacja zrzeszająca myśliwych) hodowane w niewoli lwy oferowane są potencjalnym łowcom jak dania w restauracji.

Kilka tysięcy za zabicie

Zabijanie takich lwów kosztuje kilka tysięcy euro. Nie wymaga od polującego wielkiego wysiłku – nie musi jechać na safari i czaić się na zwierzę przez długie godziny. Żeby ułatwić uprawianie tego „sportu”, w Afryce Południowej powstały ośrodki hodowlane, w których żyje w sumie około 10-12 tys. lwów.

Zwierzęta są wychowywane wśród ludzi. Młode służą za atrakcję turystyczną, za opłatą można je głaskać, karmić i przytulać.

Zwierzęta – żyjące od małego w stałym kontakcie z człowiekiem – są ufne. Nie spodziewają się, że kiedy są wypuszczane na wybieg, ten sam człowiek, który kiedyś je karmił i głaskał, odda śmiertelny strzał.

Polowanie na lwy hodowane w niewoli jest o tyle łatwe, że zazwyczaj nie wymaga specjalnej licencji ani potwierdzenia doświadczenia w polowaniu. Zdarza się, że lwy są karmione narkotykami przed wypuszczeniem na wybieg, żeby łatwiej było je zabić.

Ta „rozrywka” jest krytykowana zarówno przez organizacje ekologiczne, jak i grupy zrzeszające myśliwych. W ubiegłym roku naukowcy badający lwy napisali list do minister leśnictwa, rybołówstwa i środowiska RPA Barbary Creecy. Podkreślają w nim, że takie polowania nie przynoszą żadnych pozytywnych skutków dla lokalnych społeczności, ani nie pomagają w ochronie gatunku. „Nie ma żadnych opublikowanych, recenzowanych przez specjalistów badań naukowych, które wskazywałyby na to, że polowanie na hodowane w niewoli lwy zapewnia bezpośrednie korzyści w zakresie ochrony dzikich lwów. [...] Lwy trzymane w niewoli nie są przystosowane do ponownego wypuszczenia [na wolność] ani do odtwarzania gatunku. Są one do tego szczególnie źle przystosowane ze względu na chów wsobny i problemy behawioralne” – czytamy w piśmie. W maju tego roku Barbara Creecy potwierdziła, że rząd planuje zakazanie hodowli lwów.

Na razie jednak myśliwi mogą polować na bezbronne zwierzęta na wybiegach.

Polska sprowadza trofea z lwów

Trofea z lwów zabitych w ten sposób trafiają również do Polski. „Chociaż badania opinii publicznej [przeprowadzone przez HSI w marcu 2021 - od aut.] wyraźnie wskazują na to, że 87 proc. Polek i Polaków sprzeciwia się polowaniom dla trofeów na chronione gatunki, a 82 proc. jest przeciwko polowaniom dla trofeów na wszystkie dzikie zwierzęta” - mówi Iga Głażewska, Dyrektorka polskiego biura Humane Society International/Europe. “Niestety, nasz kraj jest również drugim największym w UE importerem trofeów z lwów hodowanych w specjalnych zagrodach. Aż 96 proc. wszystkich importowanych do Polski lwów pochodzi z polowań na zamkniętych wybiegach” – dodaje.

Lwy trzymane w niewoli to tylko wierzchołek góry lodowej i tego, co sprawdzają do Polski miłośnicy egzotycznych polowań.

Pawiany, zebry i niedźwiedzie

Jak podliczyła organizacja HSI latach 2014-2018 Polska importowała 744 trofea myśliwskie pochodzące od 36 gatunków ssaków wymienionych na liście CITES.

CITES to konwencja o międzynarodowym handlu dzikimi zwierzętami i roślinami gatunków zagrożonych wyginięciem, którą Polska podpisała już w 1989 roku. Jest uważana za najważniejszy dokument regulujący handel dziką fauną i florą na świecie. To właśnie na bazie danych CITES opierali się eksperci HSI przy tworzeniu raportu.

Jak czytamy, liczba trofeów sprowadzanych do Polski stanowi 5 proc. wszystkich „pamiątek” importowanych do Unii Europejskiej. Jednocześnie nasz kraj jest głównym importerem trofeów z europejskiego niedźwiedzia brunatnego w UE (głównie z Rosji). Odpowiada za 13 proc. całkowitego importu tego gatunku.

Polska jest również jednym z 10 krajów UE, które sprowadziły najwięcej trofeów wilka szarego. Polscy miłośnicy egzotycznych polowań przywożą do kraju także trofea afrykańskich gatunków. Na liście, poza lwem, znalazły się pawian niedźwiedzi, zebra górska Hartmanna, karakal, gepard, kotawiec (ssak naczelny z podrodziny koczkodanów) oraz kob moczarowy.

To rzadkie zwierzę z rodziny wołowatych, zaliczane do antylop. Również często hodowane w niewoli. Jak szacuje HSI, aż 75 proc. kobów zabitych przez myśliwych to właśnie zwierzęta, które nie miały szans na życie na wolności. To niestety nie koniec: Polska jest siódmym największym importerem trofeów lamparta afrykańskiego w UE. Do naszego kraju sprowadzono 21 trofeów słonia afrykańskiego i 20 trofeów bliskiego zagrożenia nosorożca białego.

„99 proc. wszystkich produktów pochodzących od dzikich zwierząt importowanych do Polski zostało zakwalifikowanych jako trofea, przy czym 1 proc. stanowiły skóry” – czytamy w raporcie.

„W momencie, kiedy świat dotyka kryzys bioróżnorodności i stajemy się świadkami wielkiego wymierania gatunków, nie możemy pozwalać zamożnym elitom na zabijanie zwierząt dla przyjemności” – mówi Iga Głażewska z HSI. „Jedyną motywacją takich osób jest pozyskanie części ciała dzikich zwierząt do przygotowania trofeów, którymi później »ozdobią« swoje kolekcje. Dlatego tak ważne jest pilne wprowadzenie zakazu importu trofeów łowieckich tak w całej UE, jak i w Polsce. Apelujemy do polskich władz o zmianę prawa, która uniemożliwi import i eksport trofeów z wszystkich gatunków zwierząt zabijanych poza granicami UE, dla przyjemności i wzbogacenia listy gatunków »zaliczonych« przez myśliwego” – dodaje.

15 tysięcy „pamiątek”

Do Europy w latach 2014-2018 trafiło prawie 15 tysięcy trofeów 73 chronionych gatunków. Ponad połowa “pamiątek” przyjechała do Niemiec, Hiszpanii i Danii. Niemcy są tutaj zdecydowanym liderem, jeśli chodzi o sprowadzanie trofeów. W sumie, w ciągu czterech lat, importowano ich ponad 39 tysięcy. Zdecydowanie najpopularniejszą „pamiątką” były szczątki słoni afrykańskich. Niemcy są też drugim – po Polsce – krajem sprowadzającym najwięcej trofeów z niedźwiedzi brunatnych.

W ogólnoeuropejskim zestawieniu najpopularniejsze są trofea z zebr (sprowadzono ich aż 3119), pawianów niedźwiedzich (1751) oraz niedźwiedzi czarnych (1415). Trafiają do Europy z Namibii, RPA, Kanady, Rosji, Argentyny, Kirgizji i USA.

Jak podkreśla Iga Głażewska, polowania dla bogatych myśliwych z USA i Europy nie są dla afrykańskich krajów źródłem zatrudnienia. Jedynie około 3 proc. dochodów z polowań dla trofeów trafia do lokalnych społeczności. Znacznie więcej – zauważa Głażewska – jest warta ekoturystyka, czyli obserwowanie dzikich zwierząt z odległości.

„Wykorzystywanie argumentu o rzekomo pozytywnym wpływie polowań na stan poszczególnych gatunków zakrawa na kpinę, co potwierdza rozrywkowy charakter polowań dla trofeów i tysiące selfie wykonywanych przez myśliwych przy ich ofiarach. Rozrywka garstki myśliwych nie może być ważniejsza niż zachowanie bioróżnorodności” – dodaje.

Niektóre kraje europejskie już wprowadzają ograniczenia dotyczące sprowadzania trofeów. W 2015 roku Francja zakazała importu trofeów z lwów. Rok później zakaz importu trofeów z ponad 200 gatunków wprowadziła Holandia. Kolejne kraje przymierzają się do wprowadzenia podobnych przepisów.

Udostępnij:

Katarzyna Kojzar

Absolwentka Uniwersytetu Jagiellońskiego i Polskiej Szkoły Reportażu. W OKO.press zajmuje się przede wszystkim tematami dotyczącymi ochrony środowiska, praw zwierząt, zmiany klimatu i energetyki.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne