0:00
0:00

0:00

Wczesnym rankiem 17 marca aktywiści i aktywistki Greenpeace weszli na teren kopalni węgla brunatnego Turów, gdzie wspięli się na koparkę służącą do powiększenia terenu odkrywki węgla brunatnego. Wywiesili na niej transparent oznaczony logotypami PGE i Ministerstwa Aktywów Państwowych i hasłem „Kryzys klimatyczny? No i ch*j!”.

"Kryzys klimatyczny pogłębia się, a działanie PGE sprowadza się do wzruszania ramionami i mówienia 'no i ch*j'. To skandal, że największa spółka energetyczna w kraju nie ma planu prawdziwej transformacji, który obejmowałby odejście od węgla.

PGE dużo mówi o ekologii, ale wciąż planuje kolejne inwestycje węglowe, w tym przedłużenie działania elektrowni i kopalni węgla brunatnego Turów nawet do 2044 roku

– mówi cytowana w komunikacie prasowym organizacji Joanna Flisowska, koordynatorka zespołu klimat i energia w Greenpeace. Organizacja ostrzega, że brak planu odejścia od węgla regionu turoszowskiego i bełchatowskiego może grozić utratą środków unijnych z Funduszu Sprawiedliwej Transformacji.

Organizacja jednocześnie zachęca do wysłania apelu do ministra klimatu i do PGE o wstrzymanie dalszej ekspansji odkrywki Turów ze strony stopturow2030.pl.

Przeczytaj także:

Protest na wysokości

Aktywiści i aktywistki to 16 osób z Polski. Jak powiedziała OKO.press Katarzyna Guzek, rzeczniczka prasowa Greenpeace Polska, cztery osoby zdecydowały się zakończyć protest, policja zabrała je na komendę. Pozostałych 12 osób zdecydowało się kontynuować protest i spędzą noc na przygotowanym specjalnie na ten cel stanowisku.

Protestujący zachowują reżim sanitarny, mają również na twarzach maseczki. W relacji live stale podkreślają, że protest ma charakter pokojowy a jego celem jest zwrócenie uwagi na to, że PGE i sprawujące piecze nad spółką Ministerstwo Aktywów Państwowych z ministrem Jackiem Sasinem na czele ignorują sprawę kryzysu klimatycznego i potrzebę odejście od węgla do 2030 roku.

Koncern PGE jest największym emitentem gazów cieplarnianych w Polsce i trzecim w Unii Europejskiej.
Fot. Max Zieliński
Fot. Max Zieliński

Polska Strategia Klimatyczna "No i Chuj"

Hasło protestu „Kryzys klimatyczny? No i ch*j!” to nawiązanie do fikcyjnej Polskiej Strategii Klimatycznej "No i Chuj", którą w żartobliwym spocie zaprezentował Instytut Sztuki i Rozwoju w 2018 r., tuż przed szczytem klimatycznym COP24. Krótki film wykpiwał bezczynność polskich władz w obliczu katastrofy klimatycznej.

"W dużym skrócie nasza strategia zakłada, żeby jednocześnie, deklarując dużą troskę o kwestie klimatyczne, nie robić absolutnie nic, by zapobiec katastrofie klimatycznej" – mówił dr Karol Mikos, dyrektor Instytutu Sztuki i Rozwoju.

Po ponad dwóch latach Instytut Sztuki i Rozwoju przypomniał, że Polska Strategia Klimatyczna "No i Chuj" nadal zachowuje aktualność. I z tej okazji przyznał złote statuetki za jej realizację podczas "gali".

"Nagrodzono" ministra Jacka Sasina i PGE za realizację strategii w 2020 r.

Za "Turów" skarżą nas Czesi

Kopalnia odkrywkowa "Turów" to od lat narastający problem. Minister klimatu Michał Kurtyka pod koniec marca 2020 podpisał koncesję na wydobycie węgla w tym miejscu. Choć PGE starała się o pozwolenie na wydobycie węgla brunatnego z okolic Bogatyni (woj. dolnośląskie) aż do 2044 roku, to szef resortu przedłużył ją tylko do 2026 r. To jednak i tak wzbudziło sprzeciw Czechów i Niemców.

„Długo starałem się rozwiązać ten spór bez walki prawnej. Wynik jest dla nas ważny, czyli pomoc dziesiątkom tysięcy Czechów na granicy. Górnictwo ma negatywny wpływ na ich życie każdego dnia” – powiedział czeski minister spraw zagranicznych Tomáš Petříček o kopalni odkrywkowej Turów.

Czesi zdecydowali się na złożenie pozwu do Trybunału Sprawiedliwości UE, ubiegają się też o tzw. środki tymczasowe. Gdyby unijny sąd je przyznał, wydobycie w Turowie musiałoby zostać wstrzymane do czasu wydania wyroku.

Wydobycie węgla w Turowie jest uciążliwe dla całej transgranicznej okolicy. Przy granicach kopalni tworzy się tzw. lej depresyjny, a tym samym obniża się lustro wody gruntowej. Teren ten sięga za czeską granicę, powodując, że studnie w przygranicznych wioskach wysychają. Według informacji strony czeskiej, tylko w 2020 roku poziom wód gruntowych na tym terenie obniżył się o 8 metrów, czyli dwukrotnie bardziej niż, według zapowiedzi PGE, miało to nastąpić do 2044 roku.

Jak pisała w OKO.press Katarzyna Kojzar, niektóre szacunki mówią, że nawet 30 tysięcy osób może stracić dostęp do wody przez działalność i powiększanie odkrywki.

Poza tym, kopalnia hałasuje a nawiewane znad Turowa pyły pogarszają jakość powietrza. Osiadanie gruntów sprawia, że w niemieckiej Żytawie pękają ściany domów.

;

Udostępnij:

Robert Jurszo

Dziennikarz i publicysta. W OKO.press pisze o ochronie przyrody, łowiectwie, prawach zwierząt, smogu i klimacie oraz dokonaniach komisji smoleńskiej. Stały współpracownik miesięcznika „Dzikie Życie”.

Komentarze