0:00
0:00

0:00

„Pojadę na obdukcję, mam ślady po kajdankach, mam uszkodzoną, obitą lewą nogę" - opowiada OKO.press poseł Lewicy Maciej Kopiec, który w sobotę 24 października wieczorem został zatrzymany podczas protestu w Katowicach.

Jak relacjonuje, policjanci powalili go na ziemię, nie reagowali, gdy mówił, że jest posłem. Zaciągnęli go do radiowozu i dopiero tam wylegitymowali.

Śląska policja

">przedstawia inną wersję wydarzeń: „Policjanci w #Katowice interweniowali wobec Posła Macieja Kopca, który zaatakował mundurowych, kopał w tarcze, odmówił podania swoich danych, mężczyzna dopiero w radiowozie, w trakcie doprowadzenia do KMP, wylegitymował się, po spisaniu jego danych policjanci zakończyli czynności".

View post on Twitter

W rozmowie z OKO.press poseł Kopiec twierdzi, że policja kłamie: „Nie używałem żadnych obraźliwych słów. Policjanci kłamią, że używałem agresji. Jedyne, co mówiłem, to: „Jestem posłem”, „Nie stawiam oporu”, „Nie powiem nic bez adwokata”, „Nie macie prawa mnie zatrzymać”.

Poturbowany został też europoseł Wiosny Łukasz Kohut. Jego policja nie zatrzymała.

Publikujemy relację posła Kopca i wicemarszałkini Senatu Gabrieli Morawskiej-Staneckiej, która próbowała interweniować, gdy był w radiowozie.

W piątek i sobotę w kilkudziesięciu miejscowościach w Polsce odbywają się protesty w związku z decyzją Trybunału Konstytucyjnego, który uznał, że aborcja z powodu ciężkich uszkodzeń płodu jest niezgodna z Konstytucją.

Przeczytaj także:

„Powalili mnie na ziemię”

Opowiada poseł Lewicy Maciej Kopiec:

„Spacerując w proteście, zauważyłem, że grupa funkcjonariuszy otoczyła kotłem obywateli, na pewno widziałem jedną osobę, wobec której wykonywali czynności. Próbowałem się tam dostać. Pytałem o powód podjęcia czynności, zaczęli mnie odpychać. Policjant w cywilu chwycił mnie za kaptur, próbowałem się wyrwać, chciałem się dostać do tych ludzi.

Policjanci mnie odepchnęli, powalili mnie na ziemię, założyli mi kajdanki, podarli koszulę, zniszczyli okulary. Kilkanaście razy krzyczałem, że jestem posłem. Ludzie z mojego biura też krzyczeli, że zatrzymują posła.

„Chuj nie poseł” - usłyszałem.

Nie wierzę w to, że nie wiedzieli, że jestem posłem. Stałem obok Łukasza Kohuta, europosła, nasi ludzie się legitymowali, wiele osób krzyczało, że jestem posłem.

[Na tej relacji słychać, jak ludzie krzyczą: „Puśćcie go!"]

Poprowadzili mnie skutego do radiowozu, który stał pod archikatedrą katowicką, jakieś 30 kroków dalej. Tych radiowozów jest tu mnóstwo, policja stoi opancerzona, jakby była jakaś wojna.

Poinformowałem, że legitymacja poselska jest w mojej lewej kieszeni. Wyciągnęli ją. Powiedziałem, że nie mają prawa mnie zatrzymywać. Odpowiedzieli, że mają prawo. Domagałem się, żeby się wylegitymowali, nie zrobili tego. Było tam sześcioro policjantów, w tym jedna funkcjonariuszka - w cywilu oraz w mundurach, bez identyfikatorów imiennych.

Zabrali mi komórkę i dokumenty, potem oddali.

Nie używałem żadnych obraźliwych słów. Policjanci kłamią, że używałem agresji. Jedyne, co mówiłem, to: „Jestem posłem”, „Nie stawiam oporu”, „Nie powiem nic bez adwokata”, „Nie macie prawa mnie zatrzymać”.

W radiowozie były różne zaczepki: „A z jakiej partii jesteś?”, „Jesteś pizdą”.

Nie miałem pojęcia, gdzie mnie wiozą. Widziałem, że Gabriela Morawska-Stanecka przykłada legitymację do szyby. Widziałem też przez okno społecznego adwokata, który był z nami. Biegł za tym wozem.

Najpierw pojechaliśmy pod urząd wojewódzki, rozpoznałem przez szybę. Usłyszałem, że się naradzają, mówili, że jest za dużo ludzi.

Pojechaliśmy w drugie miejsce, to była komenda wojewódzka. Wjechaliśmy tam i wyrzucili mnie na parkingu wewnętrznym, za szlabanem. Otworzyli drzwi i powiedzieli: „Jesteś wolny, wypierdalaj!”. Znów poprosiłem o wylegitymowanie się, kazali mi wyjść.

Pojadę na obdukcję, mam ślady po kajdankach, mam uszkodzoną, obitą lewą nogę. Po konsultacji prawniczej zdecydujemy, jakie podejmiemy kroki wobec policji.

Teraz jestem cały czas na proteście”.

„Przyłożyłam moją legitymację do szyby. I nic”

Opowiada Gabriela Morawska-Stanecka, wicemarszałkini Senatu:

„Widziałam moment, kiedy policja zamknęła Maćka Kopca w radiowozie.

Wcześniej policjanci przyciskali w kotle jakąś osobę. Widzieli to europosłowie Łukasz Kohut i poseł Maciej Kopiec. Krzyknęli, że są posłami i interweniują.

Maciek został rzucony na glebę, skuty kajdankami, wciągnięty do radiowozu. Wołał: „Jestem posłem”. Nie widziałam tego momentu. Byli przy tym jego asystenci i mi relacjonowali. Podobno policjanci wulgarnie odpowiadali, że „poseł nie poseł” i tu słowo uważane za obelżywe.

Usłyszałam okrzyki Maćka, widziałam, że go wciągają do radiowozu. Podeszłam tam, zaczęłam machać legitymacją. Podeszłam do tego samochodu od tyłu. Pukałam, pukałam nikt nie reagował.

Potem podeszłam od strony kierowcy. Widziałam kierowcę. Pukałam. Przyłożyłam moją legitymację do szyby. I nic.

Kierowca włączył koguta, nie zważając na nas, odjechał.

[video width="1080" height="1920" mp4="https://oko.press/images/2020/10/VID_20201024_193656_Trim.mp4"][/video]

Nie wiem, ilu policjantów było w radiowozie, widziałam dwóch, ale szyby są zasłonięte i jest krata.

Poseł Wiesław Szczepański, który jest przewodniczącym sejmowej Komisji Administracji i Spraw Wewnętrznych, zadzwonił do komendanta głównego policji. Ponoć komendant główny zadzwonił do komendanta wojewódzkiego. Próbowaliśmy się dowiedzieć, gdzie jest poseł Kopiec, gdzie go zawieźli. Ja pytałam policjantów na miejscu.

Mówiłam, że jestem wicemarszałkinią Senatu, pokazywałam legitymację. Nikt nie chciał powiedzieć, mówili, że nie wiedzą takich rzeczy. Mówiłam, że mają krótkofalówki i mogliby się dowiedzieć, ale nie chcieli.

[video width="368" height="656" mp4="https://oko.press/images/2020/10/video-1603566519.mp4"][/video]

W końcu zdecydowaliśmy, że jedziemy do komendy wojewódzkiej. Kiedy byliśmy w drodze, zadzwonił europoseł Robert Biedroń, że podobno Maćka wypuścili. Wyrzucili go z radiowozu pod budynkiem komendy na Lompy”.

Kilkanaście minut po godzinie 20:00 europoseł Łukasz Kohut napisał: „Poturbowani, poprzepychani przez @PolskaPolicja, ale idziemy dalej".

W odpowiedzi na zarzuty, że jest brutalna - warszawska policja w sobotę napisała: „Nasza reakcja i wykorzystane środki są proporcjonalne do agresywnych postaw zgromadzonych. Tam, gdzie polecenia policjantów są lekceważone, a grupy osób atakują funkcjonariuszy, wykorzystujemy zgodne z prawem środki przymusu, które mają zapewnić przywrócenie porządku".

;

Udostępnij:

Agata Szczęśniak

Redaktorka, publicystka. Współzałożycielka i wieloletnia wicenaczelna Krytyki Politycznej. Pracowała w „Gazecie Wyborczej”. Socjolożka, studiowała też filozofię i stosunki międzynarodowe. Uczy na Uniwersytecie SWPS. W radiu TOK FM prowadzi audycję „Jest temat!” W OKO.press pisze o mediach, polityce polskiej i zagranicznej oraz prawach kobiet.

Komentarze