Palenie książek było ulubionym zajęciem totalitarnych reżimów i dyktatur. Palili je hitlerowcy, Serbowie Miloszewicia, Irakijczycy za Saddama i Chińczycy za Mao. Palił je od wielu stuleci także Kościół, chociaż z nieco innych powodów niż hitlerowcy. O co chodzi tym, którzy palą książki?

Ksiądz Jan Kucharski biorący udział w spaleniu książek o Harrym Potterze 31 marca 2019 roku w Gdańsku ma więc bardzo długą listę poprzedników. Książki palono od starożytności.

Do najbardziej aktywnych i wytrwałych niszczycieli książek należał Kościół, zwłaszcza w pierwszych wiekach, kiedy starał się wymazać intelektualne dziedzictwo antyku. Historyk dr Dirk Rohmann z Uniwersytetu w Shieffield wydał o tym książkę – „Christianity, Book-Burning and Censorship in Late Antiquity” (De Gruyter 2016).

Rohmann opisuje kampanię wymierzoną w teksty, które Kościół uznawał za szerzące pogaństwo oraz służące praktykom magicznym. Książki palono (a nie np. topiono) z powodów praktycznych i symbolicznych. Ogień je niszczył skutecznie, a chrześcijanie wierzyli w jego oczyszczającą moc.

Historyk sprzeciwia się porównywaniu palenia książek przez Kościół w późnej starożytności z totalitarnymi seansami nienawiści wobec „zgniłej literatury” urządzanymi przez nazistów w 1933 roku. Idea cenzury była znana, stosowana i zazwyczaj akceptowana w starożytności.

Wolność słowa nie była prawem (jak w XX w.); była to znana ówczesnym ludziom koncepcja, ale traktowana raczej jako przywilej dla możnych i wpływowych. Istniały jednak również podobieństwa: chodziło o symboliczne oczyszczenie świata ze „złych” treści.

Książki niszczyły chrześcijańskie władze późnego imperium rzymskiego, ale niszczyli je również gorliwi duchowni — mnisi, asceci i inni „święci ludzie”. Niekiedy niszczyli je także pogańscy właściciele w momencie przejścia na chrześcijaństwo.

Magia i czary, ale nie tylko

Co było zakazane i zasługiwało na spalenie? Książki zajmujące się magią, astrologią, szerzące herezje oraz zawierające filozoficzną krytykę chrześcijaństwa (a więc starożytni ojcowie myśleli podobnie jak nasz ks. Kucharski).

Chociaż cesarz Dioklecjan (rządził w latach 284-305) rozkazał spalić książki chrześcijańskie, poganie nie byli nawet w małej części tak skuteczni, jak Kościół w prześladowaniu niepożądanych poglądów.

W ramach represji za nieudany spisek na życie cesarza Walensa (Flavius Iulius Valens rządził 364-378) władze rzymskie z błogosławieństwem Kościoła prowadziły kampanię przeciwko książkom traktującym o magii, ale także o prawie, i sztukom wyzwolonym.

W całej wschodniej części imperium zamożni właściciele palili wówczas sami swoje biblioteki – ze strachu. Kiedy chrześcijański tłum zniszczył wielką świątynię boga Serapisa w Aleksandrii w 391 r., prawdopodobnie spalono ok. 70 tys. rękopisów.

Lokalni sędziowie i urzędnicy działali jako „policja religijna” (według słów historyka), mogąc stosować tortury i grozić śmiercią w celu wydobycia informacji o ukryciu zakazanych książek. W praktyce, pisze Rohmann, opierano się głównie na donosicielstwie – niekiedy władzom donosili kopiści, którym zlecano przepisywanie nieprawomyślnych z punktu widzenia Kościoła (ale i chrześcijańskiej władzy) książek.

Św. Augustyn ostrzegał przed poezją

Za magię uważano przy tym także teksty dotyczące filozofii naturalnej czy matematyki, w tym książki naukowe, których treść nie zgadzała się z Pismem Świętym.

Św. Augustyn (354-430), niesłychanie wpływowy teolog, Ojciec i Doktor Kościoła, wywodził materialistyczną filozofię z „Babilonu” i uważał, że literatura sprzeciwiająca się doktrynie Kościoła nie powinna mieć miejsca w idealnym społeczeństwie chrześcijańskim. Był słuchany bardzo uważnie.

Zalecał pozostawianie tylko tych starożytnych materiałów, które były zgodne z punktem widzenia Kościoła. Uważał m.in. że nie należy czytać poezji czy dramatów obrażających moralność seksualną chrześcijan i twierdził, że powstały one z inspiracji przewrotnych pogańskich demonów.

Kampania ta była niesłychanie skuteczna: tylko nieliczne teksty starożytne – wg dr. Rohmanna ok. 1 proc. – przetrwały do naszych czasów.

W XX wieku: wielkie palenie książek przed Operą

Książki na masową skalę niszczono w XX w. – przede wszystkim, jak pisze Rebecca Knuth, autorka książki „Książkobójstwo” („Libricide. The regime-sponsored destruction of books and libraries in the twentieth century”, Praeger 2003) w trakcie umacniania się reżimów totalitarnych.

Biblioteki były podejrzane, ponieważ stanowiły potencjalne źródło nieprawomyślnych idei – a obywatel miał myśleć dokładnie to, co kazało mu państwo. Takimi motywami kierowali się Sowieci i Chińczycy za rządów Mao Tse-tunga.

Niszczono książki także po to, aby pozbawić narody podbite tożsamości – taki był powód zniszczenia bibliotek w Kuwejcie po najechaniu go przez armię iracką w 1990 roku.

Jednym z pierwszych przykładów „książkobójstwa” było zniszczenie przez niemieckich żołnierzy biblioteki uniwersyteckiej w belgijskim mieście Lowanium, zajętym na początku I wojny światowej.

W ciągu sześciu dni rabunków i podpaleń niemieccy żołnierze zniszczyli dużą część średniowiecznego miasta, w tym bibliotekę uniwersytecką zawierającą 230 tys. tomów, włącznie z kolekcją ok. 750 manuskryptów średniowiecznych i ponad tysiąca inkunabułów (książek wydrukowanych przed 1501 r.). Po wojnie odbudowano bibliotekę, ale w czasie II wojny światowej Niemcy zniszczyli ją ponownie.

25 tys. książek na stosie

Najbardziej ponury spektakl niszczenia książek w XX w. był dziełem nazistów – przejętego przez hitlerowców Związku Studentów Niemieckich. 10 maja 1933 roku studenci spalili ponad 25 tys. tomów „nie-niemieckiej literatury” przed gmachem Opery w Berlinie.

Były to m.in. powieści autorów żydowskich lub o lewicowych czy pacyfistycznych poglądach (takich jak Henryk Mann czy Erich Kästner). Palono je w czasie wielkiego spektaklu z muzyką, przemówieniami wyklinającymi „moralną zgniliznę”. Ogień miał oczyścić z niej duszę niemiecką i niemiecką rodzinę.
Naziści niszczyli biblioteki i archiwa w Warszawie po Powstaniu Warszawskim, ale podobną politykę stosowali także w innych krajach – w 1943 roku w odwecie za zabicie niemieckiego żołnierza metodycznie oblali bibliotekę towarzystwa naukowego w Neapolu benzyną i wrzucili do środka granaty, żeby się zapaliła. Ze szczególną zajadłością niszczyli biblioteki żydowskie, m.in. w Lublinie w 1941 roku.

Jak widać, porównania działalności ks. Kucharskiego do aktów palenia książek przez nazistów są przesadzone – nie tylko ze względu na skalę i groteskowy wygląd przedsięwzięcia.

Pewne idee były jednak podobne: i tu, i tam chodziło o symboliczne oczyszczenie z nieprawomyślnych treści. Naziści mieli władzę, katoliccy wielbiciele palenia nieprawomyślnej literatury szczęśliwie jej nie mają.


Pilnujemy rozdziału Państwa od Kościoła.
Daj na tacę OKO.press.

Historyk i socjolog, profesor na Uniwersytecie SWPS, publicysta. Autor dwóch książek reporterskich o Afryce i kilku książek o historii. "Szkalował" Polskę m.in. w „the Guardian”, „Le Monde”, „El Pais”, „Suddeutsche Zeitung”. Ostatnio wydał książkę o polskiej samoocenie – „No dno po prostu jest Polska. Dlaczego Polacy tak bardzo nie lubią swojego kraju i innych Polaków” (WAB 2017). W OKO.press pisze o polityce i historii.


Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press