Afera związana z lotami marszałka Kuchcińskiego do rodzinnego Rzeszowa (i z powrotem) nabiera tempa. Mimo prób bagatelizowania przez PiS, w końcu interweniował sam Kaczyński. Bo tak jak zarobki w NBP i nagrody dla rządu Szydło, ta sprawa uderza w najczulszy punkt PiS – partii, która szła do wyborów z hasłami „pokora, praca, umiar"

„Zazwyczaj [marszałek Kuchciński] nie podróżuje sam, tylko z innymi pasażerami, kilkoma – pięcioma, sześcioma, dwoma, trzema — które łączy jedna rzecz: wszyscy mają nazwisko Kuchciński” – mówił 25 lipca podczas konferencji prasowej w Sejmie poseł PO Sławomir Nitras.

Z dokumentów, które dostał od anonimowych urzędników, wynikało, że marszałek Sejmu Marek Kuchciński latał rządowym Gulfstreamem G550 do rodzinnego Rzeszowa i z powrotem zabierając ze sobą żonę i dzieci.

Z dokumentów wynika, że loty miały status HEAD, co oznacza lot specjalny, przysługujący tylko czterem osobom w państwie: prezydentowi RP, marszałkom Sejmu i Senatu oraz premierowi. Taki przelot jest uzasadniany jedynie „misją oficjalną”.

Jak pisała „Wyborcza” loty Kuchcińskiego musiały mieć status HEAD, w przeciwnym razie marszałek nie dostałby rządowego samolotu. Musiałby lecieć do Rzeszowa samolotem rejsowym LOT. Dla parlamentarzystów (ale już nie dla ich rodzin) są one darmowe.

Status HEAD oznacza m.in., że:

  • w pogotowiu oczekuje samolot zastępczy razem z załogą;
  • oba samoloty przed rozpoczęciem akcji muszą przejść próbne przeloty, z których powstają protokoły;
  • w trakcie postoju – czyli wtedy, kiedy Kuchciński był w Rzeszowie – samolot był zaplombowany i stał pod strażą Służby Ochrony Państwa;
  • na czas takiego przelotu oczyszczany jest korytarz powietrzny.

Przez kolejne dni politycy PiS konsekwentnie bagatelizowali aferę i powtarzali, że „sprawa jest zamknięta”. Ale tym razem ta metoda okazała się nieskuteczna. W ciągu kilku dni wyszło na jaw, że Kancelaria Sejmu okłamała dziennikarzy, a – jak wynika z najnowszych doniesień „Rzeczpospolitej” – marszałek Kuchciński mógł dopuścić się przestępstwa (choć Kancelaria zdementowała te doniesienia).

Prześledźmy aferę z Kuchcińskim dzień po dniu.

Dzień pierwszy. Nic się nie stało.

O sprawie pierwsze donosi 25 lipca w czwartek Radio ZET. Wymienia sześć lotów od stycznia do lipca tego roku (trzy loty z Warszawy do Rzeszowa, dwa powroty z Rzeszowa do Warszawy i jeden lot na trasie Warszawa-Kraków). Kuchcińskiemu na pokładzie towarzyszyli członkowie rodziny, w różnym składzie — albo córka, albo synowie, albo żona.

Już w kwietniu tego roku dziennikarze „Gazety Wyborczej” pytali Kancelarię Sejmu o to, czy marszałkowi towarzyszą w lotach członkowie jego rodziny. Kancelaria – a dokładnie Centrum Informacyjne Sejmu – odpowiedziało wtedy, że „w podróżach samolotami rządowymi nie towarzyszyli Marszałkowi Sejmu członkowie jego rodziny”.

Kancelaria Sejmu kłamała.

Po ujawnieniu sprawy przez Radio ZET kancelaria zmienia zdanie. Wyjaśnia, że częste loty do Rzeszowa wynikają z napiętego kalendarza marszałka. Według CIS wymienione sześć lotów miało charakter służbowy, a „obecność dodatkowych osób na pokładzie nie wpływa w żadnej mierze na koszt przelotu”.

Kilka godzin później podczas konferencji prasowej w Sejmie poseł PO Sławomir Nitras mówi, że według jego wiedzy takie loty odbywały się „prawie każdego tygodnia”.

Dziennikarze i opozycja pytają marszałka:

  • ile od początku kadencji było takich lotów;
  • ile razy towarzyszyli mu członkowie rodziny oraz inni politycy PiS i ich rodziny (Nitras wskazuje, że w dokumentach pojawia się także Zdzisław Krasnodębski, eurodeputowany PiS, oraz kobieta o tym samym nazwisku, prawdopodobnie żona europosła);
  • czy Kuchciński zapłacił za loty członków rodziny.

Poseł Nitras domaga się zwrotu pieniędzy przez Kuchcińskiego i jego dymisji.

Dzień drugi. Coś trzeba zrobić

Rano PiS jeszcze lekceważy aferę. W piątek 26 lipca w porannym programie TVN24 wicemarszałek Sejmu Ryszard Terlecki tylko podgrzewa atmosferę.

„Nie przesadzajmy, nie wariujmy. Samolot i tak leci z Warszawy, więc czy zabiera posła, czy dziennikarza, czy syna, to nie dzieje się nic nadzwyczajnego” – przekonuje Terlecki.

Nie widzi też potrzeby, żeby Kuchciński zwracał pieniądze za podróże rodziny.

Politycy opozycji chcą odwołania marszałka. „Wiemy, że jest koniec kadencji, ale chcemy symbolicznie pokazać, że nie ma zgody w normalnym państwie na tego typu oligarchiczne zachowania. To już jest patologia” — mówi na konferencji w Sejmie Sławomir Neumann.

Włącza się komitet polityczny PiS

Po południu PiS zmienia narrację. Jak informują RFM FM oraz Wirtualna Polska, sprawa jest omawiana w piątek na prezydium komitetu politycznego na Nowogrodzkiej. Władze partii uznają, że ujawnienie afery z lotami może mocno uderzyć w PiS.

Po pierwsze marszałek Sejmu to druga osoba w państwie, po drugie – PiS szedł do władzy z hasłem „umiar i pokora”. To poprzednicy, przede wszystkim politycy PO, mieli się kojarzyć z rozpasaniem władzy i traktowaniem kraju jak folwarku.

Poza tym media od razu zaczęły przypominać, że w ciągu dwóch lat sprawowania urzędu premiera, Beata Szydło 77 razy latała do domu wojskowymi CASA-mi.

Dlatego też PiS postanawia – Kuchciński zapłaci za przeloty rodziny. Taką decyzję miał wymóc sam prezes Kaczyński.

„[Marszałek] chce być świętszy od papieża, pokazuje, że jeśli jest kontrowersja, choć ma do tego pełne prawo, choć nie ma mowy o jakimkolwiek złamaniu prawa czy nadużyciu uprawnień, to jeżeli jest takie poczucie społeczne, że to jest brak skromności, to marszałek to naprawia i przekaże te drobne środki na cele społeczne” – tłumaczy w Polsat News poseł Marcin Horała z PiS.

Dzień trzeci i czwarty. „Sprawa jest zamknięta”

„Wszystkie podróże, które realizuję, mają charakter wizyt służbowych. Transport, w tym także połączenia lotnicze, jest związany z zadaniami służbowymi, wykonywanymi przeze mnie nie tylko w Warszawie, ale także na terenie kraju oraz poza jego granicami” – pisze w sobotę Marek Kuchciński w oświadczeniu przekazanym PAP.

„Osoby towarzyszące mi w podróży nie mają możliwości opłacenia swojego lotu — ich obecność na pokładzie nie wpływa na koszt transportu. Aby rozwiać wątpliwości dotyczące »korzyści finansowych« mojej rodziny, dokonam wpłaty na cele charytatywne” – przekonuje marszałek.

Politycy PiS zaczynają w mediach powtarzać przekaz, że „sprawa jest zamknięta, bo pieniądze zostaną przeznaczone na cele charytatywne”. Kancelaria Sejmu w dalszym ciągu nie odpowiada, czy lotów z udziałem członków rodziny marszałka było więcej.

Dzień piąty. Jednak 23 loty

„Mam nie najgorsze źródła informacji. Te moje źródła mówią, że takich lotów z członkami rodziny na pokładzie mogło być ponad sto” – mówi w poniedziałek rano na antenie TOK FM Sławomir Nitras. Niedługo potem do tych słów odnosi się Kancelaria Sejmu.

Informuje, że od początku kadencji marszałek Kuchciński 23 razy korzystał z lotów o statusie HEAD i zabierał na pokład członków rodziny.

Szef CIS Andrzej Grzegrzółka informuje także, że Kuchciński przekazał 15 tys. złotych na Caritas i Fundację Budzik.

Stąd taka kwota? Wyliczono ją na podstawie umowy między Kancelarią Sejmu a PLL LOT, gdzie kwota na przelot jednej osoby jest określona na niecałe 600 złotych (na nic zdały się uwagi dziennikarzy, że jeden lot Gulfstreamem to kilkadziesiąt tysięcy do stu tysięcy złotych oraz że podczas lotów na pokładzie nie znajdowała się tylko jedna nadprogramowa osoba. Ile dokładnie? Tego CIS nie zdradza).

Pieniądze zostały przelane, sprawa zamknięta – próbowali przekonać politycy obozu władzy. Pytani przez media o Kuchcińskiego kontratakowali tym, że były premier Donald Tusk i były marszałek Senatu Bogdan Borusewicz też bardzo często latali w swoje rodzinne strony do Gdańska (latali, ale Tusk nie zabierał na pokład rodziny, a Borusewicz latał rejsowym samolotem, do czego ma prawo każdy parlamentarzysta).

Co ciekawe, Kuchciński mimo lotów i służbowego samochodu z szoferem, który należy się marszałkowi Sejmu, pobrał w 2018 roku 6 tysięcy złotych tzw. kilometrówek (czyli zwrotu za służbowe podróże prywatnym autem).

Dzień szósty. Czy leci z nami marszałek?

Sytuacja staje się poważna, dlatego interweniuje sam prezes Kaczyński (identyczny scenariusz jak przy poprzednich poważnych aferach – nagrodach dla członków rządu premier Beaty Szydło i zarobkach w NBP).

We wtorek, 29 lipca, rano w rozmowie z PAP Kaczyński mówi: „Zwróciłem się do ministra obrony narodowej, szefa KPRM, a poproszę także prezydenta, by stworzyć przepisy regulujące loty służbowe, chcemy, żeby w sytuacjach nieformalnych, gdy rodzina korzysta z przelotu, płacono cenę biletu rejsowego”.

Na reakcję nie trzeba długo czekać. Kilka godzin później o nowelizacji zarządzenia dotyczącego takich podróży poinformował szef Kancelarii Prezesa Rady Ministrów Michał Dworczyk. „Odpłatność, o której mowa, będzie stanowiła średnią wartość kosztu biletu lotniczego na danej trasie” – mówi.

Szybko reaguje także szef MON Mariusz Błaszczak. „Poleciłem przygotowanie zmian w instrukcji HEAD, które uregulują ewentualne podróże rodzin osób transportowanych wojskowymi statkami powietrznymi. Nowe przepisy zostaną przyjęte niezwłocznie” – pisze na twitterze.

Dzieci latały same?

Czy to koniec afery z Kuchcińskim w roli głównej? Prawdopodobnie nie. „Rzeczpospolita”, powołując się na informacje od osób obsługujących loty Kuchcińskiego, twierdzi, że na rzeszowskim lotnisku wysiadały czasem same dzieci marszałka.

„Jeśli to prawda, nie mówimy już o aferze wizerunkowej, ale o przestępstwie, za które grozi nawet osiem lat więzienia” – czytamy w „Rzeczpospolitej”.

Na tę sensacyjną wiadomość szybko zareagowało Centrum Informacyjne Sejmu. Jego szef Andrzej Grzegrzółka zaprzeczył, jakoby członkowie rodziny marszałka odbywali podróże o statusie HEAD bez marszałka.

„Nie było tego typu lotów – to typowy fejk. Będziemy domagać się sprostowania” – napisał Grzegrzółka na twitterze. Warto pamiętać, że Kancelaria Sejmu jeszcze w kwietniu twierdziła, że żadnych lotów z rodziną marszałka nie było.

Opozycja zapowiedziała, że na najbliższym posiedzeniu Sejmu będzie się domagać szczegółowych danych dotyczących wszystkich specjalnych przelotów Kuchcińskiego.

Absolwent Studiów Wschodnich na Uniwersytecie Warszawskim. Wcześniej pisał m.in. dla „Gazety Wyborczej” i „Newsweeka”. W 2018 r. nominowany do nagrody Grand Press w kategorii „News” za cykl tekstów o Funduszu Sprawiedliwości.


Komentarze

Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press