Prawa autorskie: AFPAFP
26 października 2022

Kult jednostki i zamknięcie na świat. Zaczyna się "stalinowski" etap w polityce Chin

"Xi Jinping pokazał, że może teraz podjąć każdą decyzję. I nikt nie będzie mógł zaprotestować. A nawet w jakikolwiek sposób wyrazić sprzeciwu, choćby grymasem lub gestem" - o zmianie sposobu sprawowania władzy bez zmiany władzy opowiada w "Powiększeniu" Marcin Przychodniak

Powiększenie” to podcast Agaty Kowalskiej, dziennikarki OKO.press. Dwa razy w tygodniu autorka zadaje doskonale przygotowane, precyzyjne pytania politykom, ekspertkom, a czasem uczestnikom wydarzeń. Postanowiliśmy publikować także zapis tekstowy podcastów, żeby podkreślić ich wartość, bo informują, objaśniają i skłaniają do myślenia. Liczymy także na to, że osoby, które wolą czytać niż słuchać, zachęcimy do zmiany tego nastawienia i sięgną po podcasty Kowalskiej. Czyta się je dobrze, ale słucha jeszcze lepiej.

"To była teatralna scena pełna gestów i póz: wyjście samego Hu Jintao, słowa, które miał powiedzieć do Xi Jinpinga, klepnięcie w ramię premiera Li Keqianga, który udawał, że go tam w ogóle nie ma. Ten pokaz miał po raz kolejny uzmysłowić partii, że nikt nie może być pewny, że będzie bezpieczny" - tak o wydarzeniach z XX Zjazdu Komunistycznej Partii Chin opowiadał w "Powiększeniu" Marcin Przychodniak, analityk PISM. "Xi Jinping w ten sposób symbolicznie pokazał nowym członkom komitetu centralnego, jak daleko sięga jego władza".

Zdaniem Przychodniaka zjazd partii oznacza umocnienie pozycji dotychczasowego przewodniczącego ChRL i sekretarza generalnego partii, ale zarazem gospodarczą i polityczną zmianę w Pekinie. "Znajomy z Ośrodka Studiów Wschodnich ukuł porównanie do czasów Rosji sowieckiej. Czasy do momentu objęcia władzy przez Xi Jinpinga, tamto otwarcie Chin na świat i niespodziewany rozwój gospodarczy, to etap, który porównywany może być do leninowskiej polityki NEP, czyli rozluźnienia gospodarczego. I ten etap się chyba właśnie skończył. W tej chwili mamy etap, który można do pewnego stopnia przyrównać do czasów stalinowskich".

Co ta zmiana oznacza dla świata zachodniego? Co dla Putina i zaatakowanej przez niego Ukrainy? O tym Agata Kowalska rozmawia z Marcinem Przychodniakiem, analitykiem w programie Azja i Pacyfik Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych. Przeczytaj albo posłuchaj podcastu!

Posłuchaj także:

Agata Kowalska: Sala była ogromna. Siwy, starszy pan siedział w pierwszym rzędzie. Nawet nie tylko w pierwszym rzędzie, a obok najważniejszej osoby w państwie. Trwał właśnie zjazd partii. I to nie byle jakiej partii. Wszystkie kamery nakierowano na ten pierwszy rząd. I wszystkie złapały ten sam obraz, gdy starszy pan, choć próbował się sprzeciwiać, był wyprowadzany z tego posiedzenia. Co się wydarzyło w sobotę na XX zjeździe Komunistycznej Partii Chin? Dlaczego do wyjścia zmuszono Hu Jintao, przewodniczącego CHRL w latach 2003-2013? I dlaczego świat mógł tę scenę obejrzeć? Czy było to przedstawienie wyreżyserowane przez obecnego przewodniczącego państwa Xi Jinpinga? I po co ten spektakl, skoro Xi od 10 lat dzierży władzę?

Wielu twierdzi, że dopiero teraz Xi Jinping objął władzę w sposób absolutny. Ale jeśli tak, to co to oznacza dla obywateli Chin? Co dla udręczanych przez to państwo mniejszości, co dla świat zachodniego i co dla wojny w Ukrainie? Czy Chiny stały się jeszcze groźniejsze? Sprawdzimy to dzisiaj w Powiększeniu. A pomoże nam w tym Marcin Przychodniak, analityk ds. Chin w programie „Azja i Pacyfik” Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych. Dzień dobry.

Marcin Przychodniak: Dzień dobry.

Ten starszy siwy pan, o którym mówiłam na wstępie to Hu Jintao, który rządził Chinami przez dziesięć lat. I to było dekadę temu. Ten drugi, najważniejszy na sali, to Xi Jinping, który rządził Chinami po Hu — też przez dziesięć lat. Z grubsza licząc, powinien rządzić do przedwczoraj. Dlaczego my dzisiaj nie rozmawiamy o nowym przywódcy Chin?

Nie rozmawiamy o nowym przywódcy z bardzo wielu powodów. Myślę, że najważniejszy to taki, że tego przywódcy po prostu nie ma. Teoretycznie, gdyby wszystko układało się tak jak poprzednio, gdy Xi Jinping zostawał sekretarzem generalnym KPCh, to w 2017 roku powinniśmy poznać jego następcę, osobę, która wczoraj zajęłaby miejsce Xi Jinpinga. Nie poznaliśmy nikogo takiego.

Inny powód, bardziej złożony jest taki, że Xi Jinping objął władzę w dość szczególnych okolicznościach. Było to związane właśnie z jego poprzednikiem, Hu Jintao i z oceną jego dziesięciolatki, z oceną tego, jak Chiny, a konkretniej, jak Komunistyczna Partia Chin wyglądała po dziesięciu latach rządów Hu. Warto pamiętać, że tam sprawy wewnątrzpartyjne są równie istotne, jeśli nie czasem istotniejsze, niż ogólnochińskie. Zatem Xi obejmował władzę w atmosferze rozluźnienia dyscypliny w partii, rywalizacji grup, środowisk, interesów biznesowo-polityczno-wojskowych, które rozkładały partię od środka.

Xi Jinping doszedł więc do władzy z mandatem umocnienia partii, zdyscyplinowania urzędników partyjnych, nadania tej partii nowego impetu. Oczywiście wszystko po to, żeby móc zrealizować polityczne cele w ChRL, ale najpierw partia musiała się, brzydko mówiąc, zebrać do kupy, znaleźć i ukarać winnych, scentralizować władzę. Główną cechą tych dziesięciu lat, które zakończyły się wczoraj [23 października 2022 – przyp. red.] była centralizacja władzy przez Xi Jinpinga i niemalże kult jednostki Xi jako sekretarza partii, ale też jako przywódcy ChRL.

Czyli jego misja wykracza poza te dziesięć lat? Zdecydowanie, tak.

A pokusiłby się pan o ocenę - bo i takie pojawiły się komentarze – czy to będzie kolejny po Mao Tse-Tungu sekretarz generalny rządzący dożywotnio?

Trochę tu wchodzimy w sferę spekulacji. Bo tak, jak jeden ze słuchaczy zauważył na Twitterze, ciężko jest nam dokładnie powiedzieć, co tam się dzieje.

Tak, przytoczmy ten głos. Pan Grzegorz, stały słuchacz „Powiększenia” napisał: „Skąd my w ogóle możemy wiedzieć, co się dzieje w ścisłym kierownictwie ChRL? Czy to nie jest wróżenie z fusów na poziomie zachodnich sowietologów?”. Panie Grzegorzu, mogę tylko powiedzieć, że równie dobrze moglibyśmy w ogóle nie rozmawiać, tylko czekać na rozwój wydarzeń. A ja jednak wierzę w rozmowę.

Pytam o te dziesięć lat, które być może zmieni się w dożywocie, nie dlatego, że my tu i teraz przewidzimy, jak będzie, tylko dlatego, że dożywotnia władza kojarzona jest z władzą absolutną. I zastanawiam się, czy Chiny zmierzają w tym kierunku? Ale może zawieśmy to pytanie i na chwilę wróćmy do sceny wyprowadzenia Hu Jintao z posiedzenia partii. Co myśmy tak naprawdę zobaczyli? I dlaczego pozwolono nam to obejrzeć?

Jedna rzecz dotycząca tej sceny jest pewna, co do reszty możemy spekulować. Ta pewna rzecz to reakcja Xi Jinpinga i siedzącego obok niego premiera Li Keqianga – po prostu to widzieliśmy. Ich reakcje zdradzają motywy czy kulisy wyprowadzenia Hu Jintao. To była decyzja Xi, to zresztą było widać, że on tę decyzję podjął; tę władczość Xi i pewną wyniosłość wobec swojego poprzednika. A pamiętajmy, że Xi Jinping był przez długi czas wiceprzewodniczącym ChRL, podwładnym Hu Jintao, współpracował z Hu i to na zasadzie podległości.

Natomiast premier Li Keqiang, który siedział na lewo od Xi Jinpinga nie zareagował w ogóle na to, co się stało. Udawał, że się nic nie dzieje.

Tak, to było coś niebywałego. Dla tych z państwa, którzy nie widzieli tych klipów — nie tylko Li Keqiang, cały pierwszy rząd patrzył prosto, nie mrugając oczami, nie zmieniając wyrazu twarzy i na pewno nie oglądając się za siebie.

Prawie cały pierwszy rząd. Dopowiem jeszcze tylko, że Li Keqiang był protegowanym Hu Jintao, członkiem środowiska politycznego tej wpływowej przecież osoby. Teraz ani drgnął. Te dwie reakcje pokazują, że wyjście Hu Jintao z sali nie było związane z jakąś potrzebą zdrowotną [tak brzmi oficjalny komunikat chińskiej propagandy – przyp. red.].

View post on Twitter

Ale w takim razie, po co było to upokorzenie? Czy to był jakiś rytuał?

To był symbol. To miał być symbol głównie wobec nowo wybranego komitetu centralnego, który siedział na tej sali. To się odbyło już po głosowaniu, zjazd wybrał nowy komitet centralny, trwało zakończenie zjazdu.

Xi Jinping w ten sposób symbolicznie pokazał tym nowym członkom KC, jak daleko sięga jego władza.

Nie wszczynając postępowania antykorupcyjnego wobec Hu Jintao, nie używając instrumentów, których wcześniej używał wobec wysokiej rangi urzędników, pokazał, że może teraz podjąć każdą decyzję, a władze partyjne go w tym wesprą. I nikt nie będzie mógł zaprotestować. Nawet nie tyle protestować, ale w jakikolwiek sposób wyrazić sprzeciw, choćby grymasem, gestem.

Nikt nawet nie mrugnął.

Tak. Nikt nie wstał, nie uścisnął ręki, nie pomógł wyjść Hu Jintao. Ci ludzie, którzy go odprowadzili, to byli niższej rangi urzędnicy z biura jednego z nowych członków stałego komitetu.

Czy to wyprowadzenie Hu Jintao to ma być wyłącznie symbol, czy też Xi Jinping chce jeszcze w inny sposób tego polityka wymazać lub ukarać? Pojawiły się komentarze, że Hu trafi do więzienia, a nawet, że jego życie może być zagrożone.

Nie, ta jedna scena wystarczyła. Tu wchodzimy też w pewne spekulacje, bo analizując niemalże klatka po klatce tę scenę wyprowadzenia, mówi się, że przed Hu Jintao leżała w teczce kartka. I na niej miała być lista nowo wybranych członków komitetu centralnego i być może ta lista była inna, niż ta, o której on myślał, czy się spodziewał. To było głosowanie, ale to jest takie głosowanie w warunkach komunistycznej partii Chin, w której

mało kto głosuje przeciw temu, co wcześniej zaproponują władze. Praktycznie nikt już tak nie robi.

Głosuje się bez skreśleń.

Tak. Ten skład był wcześniej uzgadniany na naprawdę wysokim szczeblu partyjnym w wąskim gronie i być może Hu Jintao myślał, że to będą inni ludzie. A tu zniknęli z władz partyjnych, nawet z takiego szerszego gremium, jakim jest komitet centralny, zostali wycięci naprawdę wysoko postawieni urzędnicy, jak premier Li Keqiang czy wicepremier Hu Chunhua. O tym drugim jeszcze przed zjazdem mówiło się, że może zostać członkiem najważniejszych władz partyjnych, czyli stałego komitetu. Ich tam w ogóle nie ma.

Być może zatem wyprowadzono Hu Jintao, bo chciano uniknąć jakiejś jego zdecydowanej reakcji w momencie, gdy zobaczyłby ostateczną listę nazwisk. Więc to teatralna sytuacja pełna gestów i póz: wyjście samego Hu Jintao, słowa które miał powiedzieć do Xi Jinpinga wychodząc, zdania, których nie znamy, klepnięcie w ramię premiera Li Keqianga, który udawał, że go tam nie ma.

Ten pokaz miał po raz kolejny uzmysłowić partii, że nikt nie może być pewny, że będzie bezpieczny.

Ale nie sądzę, żeby Hu Jintao coś groziło. Zresztą oficjalne tłumaczenie chińskiej agencji Xinhua mówi o tym, że on się po prostu źle poczuł i wyszedł do osobnego pomieszczenia odpocząć. To oczywiście zostawmy na boku.

Oczywiście. To też ciekawe, że analizujemy politykę chińską, przetasowania we władzach przyglądając się nie tylko temu, kto gdzie siedział albo kogo nie było na sali, ale wręcz pozycji ciała, kierunkowi wzroku, czy gestom, jak klepnięcie w plecy. To specyfika krajów niedemokratycznych, nietransparentnych, że musimy śledzić mimikę polityków albo układ ich ciała, żeby zrozumieć, co właściwie się dzieje wewnątrz partii, co jest równoznaczne z „wewnątrz państwa”. Wszelkie podobieństwo do wydarzeń polskich jest zupełnie przypadkowe.

No, oprócz tych klepnięć są też nieco twardsze dowody na przyczyny tego zachowania i na relacje między Xi Jinpingiem a Hu Jintao. Jeśli spojrzymy do raportu, który Xi wygłosił na rozpoczęcie zjazdu, w którym ocenił pracę KC z ostatnich pięciu lat i zaprezentował plany na następne pięć, to tam był bardzo duży fragment o tym, jak źle się działo w partii za Hu Jintao. On tam nie był wymieniony z imienia i nazwiska, ale to było oczywiste, kogo ten passus dotyczy i o co tam chodzi — to pierwsza rzecz. A druga, to są oczywiście personalne zmiany, w których ludzie ze środowiska Hu Jintao, jego protegowani zostali w zasadzie wycięci z najważniejszych organów partyjnych. Nie tylko ze stałego komitetu, czyli tego siedmioosobowego najważniejszego grona, ale też niżej z biura politycznego czy komitetu centralnego. To są kolejne elementy, które wyjaśniają całą tę sytuację z wyprowadzeniem Hu Jintao.

Jednocześnie ta scena zostało tak dobrana czasowo, żeby zagraniczni dziennikarze znaleźli się już na swoim miejscu. Ceremonia się zaczynała, oni zdążyli wejść i w tym momencie to się dokonało. Można to było zorganizować inaczej. Więc to też jest jakiś element, który mógłby potwierdzać, że to było działanie na pokaz. Pamiętajmy też, że sami Chińczycy tej sceny w oficjalnych mediach czy w internecie chińskim nie widzieli.

Co to oznacza w praktyce dla Chin? Na ile pana zdaniem sposób sprawowania władzy, podejmowania decyzji, a zarazem prowadzonej polityki stanie się bardziej radykalny, zamknięty? A zarazem dla nas, tu na zachodzie groźny i jeszcze trudniejszy w układaniu jakichkolwiek relacji?

Znajomy z Ośrodka Studiów Wschodnich ukuł porównanie do czasów Rosji sowieckiej. Czasy do momentu objęcia władzy przez Xi Jinpinga, tamto otwarcie Chin na świat i niespodziewany rozwój gospodarczy, to etap, który porównywany może być do leninowskiej polityki NEP, rozluźnienia gospodarczego, liberalizacji. I ten etap się chyba właśnie skończył. Ten koniec zaczął się wraz z przyjściem Xi Jinpinga do władzy, a

w tej chwili mamy etap, który można do pewnego stopnia przyrównać do czasów stalinowskich.

Chiny rezygnują z tych wszystkich elementów, które stanowiły argument za ich otwarciem na współpracę międzynarodową, głównie gospodarczą, cały ten boom, inwestycje itd. Teraz w czasie zjazdu do statutu partii dodano hasło tzw. podwójnej cyrkulacji, co brzmi bardzo mądrze, ale oznacza, iż

Chińczycy próbują dokonać odłączenia od światowej gospodarki na tyle, na ile to jest możliwe.

Odczytują obecną sytuację międzynarodową, ale też swoją wewnętrzną jako pełną wielu zagrożeń. To jest ten marksistowski motyw walki z wrogiem wewnętrznym, bo w partii też nie dzieje się najlepiej, a trzeba tych urzędników jakoś mobilizować i dyscyplinować. W państwie też nie dzieje się najlepiej, bo gospodarka ma się dość kiepsko, są problemy społeczne, kwestie związane ze skutkami pandemii itd. Za granicą sytuacja też nie jest taka, jak Chińczycy by sobie życzyli, zwłaszcza ostatnie pół roku, przynajmniej od lutego.

A to ciekawe, bo z wielu komentarzy wynika coś przeciwnego. Że oto Chiny poczuły się mocne, że mogą uniezależnić się od krajów zachodnich, być samowystarczalne i to w sensie mocarstwowym, wręcz imperialnym, narzucającym innym różnego rodzaju zobowiązania. A Pana słowa brzmią tak, jakby Chiny były w kryzysie i szły drogą ku zatraceniu.

Nie wiem, czy ku zatraceniu, ale Chiny z całą pewnością znajdują się w kryzysie i partia jest tego świadoma. Nawet można by się pokusić o opinię, że Xi Jinping to wprost powiedział, wyszczególniając wiele różnych problemów, mówiąc, że teraz nadchodzą bardzo trudne czasy dla partii, dla Chin. Te pięć lat będzie dużo trudniejsze – on tak powiedział – niż poprzednie pięć lat. Więc myślę, że ta świadomość tych problemów, o których trochę już wspomniałem, jest wysoka. Ale rzeczywiście odpowiedzią na to jest to, co pani powiedziała, że realną odpowiedzią jest to zamknięcie. Może „zamknięcie” to nie jest do końca trafne słowo, ale pewne ograniczenie zależności w sensie gospodarczym, technologicznym, które pozwoli Chinom na ochronę swojego potencjału przed amerykańskimi sankcjami. To ta lekcja jest dla Chińczyków ważna.

Problem Komunistycznej Partii Chin, w który ona zresztą sama się wpakowała, jest taki, że zła sytuacja gospodarcza wymagałaby od nich decyzji o wzmocnieniu klasy średniej, redystrybucji dochodu. Tak, żeby ci Chińczycy – powiedzmy kilkaset milionów z nich, nie wiadomo dokładnie, ile ta klasa średnia liczy, mamy różne szacunki — by oni mogli więcej wydawać i w związku z tym dać gospodarce nowy impuls. Ale z punktu widzenia partii jest to bardzo niebezpieczne. Bo

zaspokojone aspiracje materialne klasy średniej mogą spowodować, że pojawią się następne aspiracje. A to już dla KPCh jest bardzo duże ryzyko.

I dlatego władze partyjne szukają zastępczego rozwiązania, innego wyjścia z tej pułapki. Podbijając przy tym oczywiście nacjonalistyczny bębenek, wzmacniając retorykę o prymacie chińskich rozwiązań i rosnącej pozycji międzynarodowej. Głównym celem, który wskazał Xi Jinping, jest osiągnięcie przez Chiny statusu państwa rozwiniętego do 2049 roku i odnowienie Chin przez ich modernizację.

Dosyć podobny plan słyszeliśmy w tym roku z ust Władimira Putina, który nagle postanowił – w obliczu sankcji, w związku z wojną w Ukrainie – że Rosja będzie samowystarczalna i jednocześnie potężna. I to się oczywiście kompletnie nie udaje. Czy Chiny są w lepszej sytuacji? Czy one będą w stanie uniezależnić się na przykład od dostaw technologicznych ze Stanów Zjednoczonych?

Chiny są w lepszej sytuacji gospodarczej, bo tu potencjał gospodarczy jest nieporównywalny z Rosją, ale to nie znaczy, że te plany im się powiodą. Tyle że z innych powodów. Hamulcowym jest system polityczny.

Postęp technologiczny wymaga swobody myśli, kreatywności, oddolnego działania, ograniczenia nadzoru centrali.

To jest w obecnej sytuacji niemożliwe.

Oni próbują znaleźć inne rozwiązanie. Nie wiem, czy to im się uda, ale to jest zarazem ryzyko. Bo w pewnym momencie liczba możliwych scenariuszy dla władz chińskich się skurczy. A ta partia, jak wiemy, nie jest zainteresowana działaniem, które mogłoby prowadzić do tego, żeby tę władzę oddała. Musi znaleźć jakieś inne rozwiązanie, które tę legitymację społeczną zwiększy, które udowodni, że te wszystkie hasła były prawdziwe.

I to są wtedy rozwiązania mroczne. Może na razie nie straszmy.

Nie straszmy.

Zastanówmy się nad jeszcze jedną sprawą. Czy Władimir Putin świętuje? Co dla Moskwy oznacza to umocnienie Xi Jinpinga i ten sygnał, który płynie z Pekinu? Czy Putin może liczyć teraz na falę chińskiego wsparcia w wojnie z Ukrainą – w wojnie, którą nazywa przecież wojną z Zachodem? A może odwrotnie, Pekin teraz już całkiem będzie ignorował potrzeby Federacji Rosyjskiej?

Myślę, że tu Władimir Putin może być spokojny. To nie jest tylko moje przekonanie, to widać też po tym, co powiedział na zjeździe partii Xi Jinping. On tam nie odnosił się oczywiście wprost do inwazji rosyjskiej na Ukrainę, czy do relacji z Rosją, ale w tym przemówieniu te elementy dotyczące wrogów zewnętrznych, którzy czyhają na interesy chińskie, były mocno wybite. Podkreślił też znaczenie bezpieczeństwa jako takiego, i to po raz pierwszy naprawdę tak mocno, tego nie było w przemówieniu z 2017 roku [wtedy Xi Jinping obejmował po raz drugi stanowisko sekretarza generalnego KPCh – przyp. red.].

Chodzi o rozbudowę chińskich sił zbrojnych, wzmacnianie roli Chin w światowym zarządzaniu, jej pozycji na arenie międzynarodowej, w domyśle zatem o przebudowę ładu międzynarodowego po myśli Chińczyków. A tutaj jedynym i optymalnym partnerem od zawsze jest Rosja. W tym kontekście więc raczej nic się w relacjach chińsko-rosyjskich nie zmieni. To nie jest związek wynikający z wielkiej miłości, natomiast oba państwa mają wspólne interesy. Patrząc z chińskiej perspektywy, tym nadrzędnym celem jest rywalizacja ze Stanami Zjednoczonymi, więc współpraca z FR jest zarazem próbą przebudowy ładu międzynarodowego.

To, co się dzieje w Ukrainie, rosyjskie problemy, ukraińska kontrofensywa, problemy rosyjskiej gospodarki wynikające z sankcji, to wszystko sprawia, że Chiny przeformułowują swoją retorykę. Widzieliśmy to podczas szczytu w Samarkandzie, kiedy Xi Jinping dał Putinowi do zrozumienia, by w swojej polityce brał pod uwagę interesy chińskie, np. w kontekście użycia broni jądrowej w Ukrainie. Oczywiście to nie zostało powiedziane wprost. Ale to nie zmienia faktu, że główne cele pozostają niezmienne, a dla Władimira Putina Xi Jinping nadal pozostanie dobrym partnerem. Oczywiście to będzie oznaczało daleko idące uzależnienie się Rosji od ChRL, zresztą już to obserwujemy.

I tu Chińczycy działają w sposób ostrożny, bo też nie chcą przesadzić. Zresztą oni mają też duży problem z adaptacją do nowej sytuacji. Pamiętajmy, że Komunistyczna Partia Chin to nie jest jakaś supernowoczesna korporacja, która ma procedury szybkiego podejmowania decyzji, która daje poszczególnym urzędnikom wyższego szczebla niezależność w podejmowaniu decyzji. Zwłaszcza teraz za Xi Jinpinga i zwłaszcza po tym, co się wydarzyło na zjeździe, jeszcze trudniej będzie o tego typu działanie. Dynamika sytuacji międzynarodowej, która od lutego niesamowicie przyspieszyła, Chińczykom sprawia problemy. Oni do pewnego stopnia próbują lawirować, czasem mówią jedno, czasem mówią drugie, ale główne cele się nie zmieniają.

Rosja – dopóki jest w stanie szachować Zachód, dopóki na Kremlu jest reżim, który swój główny cel postrzega w rywalizacji z Zachodem –taka Rosja jest dla Chińczyków istotnym partnerem. I to się raczej nie zmieni, bo cele chińskie się nie zmieniają, widać to było również na tym zjeździe partii.

Dziękuję za rozmowę.

Udostępnij:

Agata Kowalska

Autorka podcastów „Powiększenie”. W OKO.press od 2021 roku. Wcześniej przez 14 lat dziennikarka Radia TOK FM. Wielbicielka mikrofonu, czyli spotkań z ludźmi, sporów i dyskusji. W 2016 roku za swoją pracę uhonorowana nagrodą Amnesty International „Pióro Nadziei”.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne