Kancelaria Sejmu odmawia pokazania „Oku” dowodów, że Jacek Kurski zgłosił udział w konkursie na prezesa TVP w regulaminowym czasie. Jeśli się spóźnił, nie powinien w nim brać udziału. Jeśli zdążył - po co to ukrywać? OKO.press składa w tej sprawie skargę do sądu. PO zapowiedziała złożenie zawiadomienia do prokuratury, ale zapomniała

Regulamin konkursu na prezesa TVP jest bezlitosny: „Zgłoszenia będą przyjmowane w terminie do dnia 15 września 2016 r. do godziny 16:00”. Dokumenty składające się na zgłoszenie (m.in. życiorys, list motywacyjny, kopie dyplomów) można było przesłać pocztą lub dostarczyć osobiście do biura Wydziału Podawczego Kancelarii Sejmu RP.

„Gazeta Wyborcza” opublikowała relację świadka, który na piśmie zaświadczył, że Kurski 15 września 2016 przyjechał do biura podawczego Sejmu na kilka minut przed godz. 16, a komplet dokumentów złożył dopiero ok. godz. 16:20. Według niego oprócz pracowników Wydziału Podawczego sytuację obserwowali dwaj wartownicy i Krzysztof Skowroński, który także wziął udział w konkursie na prezesa TVP.

Członkowie Rady Mediów Narodowych, organizatora konkursu, po publikacji „Wyborczej” zapewniali, że nic o spóźnieniu nie wiedzą. Dopuścili Kurskiego do kolejnych etapów przesłuchań. W finale 7 października przesłuchali go wraz z trojgiem innych kandydatów. 12 października ogłoszą wyniki konkursu, choć publicznie nie przedstawiono dowodów, że Kurski złożył zgłoszenie w regulaminowym czasie.



Kancelaria Sejmu unika odpowiedzi

22 września, dzień po publikacji „Wyborczej”, OKO.press poprosiło Radę Mediów Narodowych w trybie dostępu do informacji publicznej o przesłanie skanu dokumentów, na których zapisano datę dostarczenia dokumentów przez Jacka Kurskiego oraz nagrania z monitoringu w Wydziale Podawczym Sejmu. Sekretariat Rady następnego dnia przekierował nasz wniosek do Biura Komunikacji Społecznej Sejmu.

Według ustawy instytucje publiczne mają obowiązek odpowiedzieć na wniosek o udzielenie informacji w ciągu 14 dni.  Za nieudzielenie ich grozi odpowiedzialność karna – od grzywny do roku pozbawienia wolności. W razie braku odpowiedzi pytający może wnieść skargę do Sądu Administracyjnego. Odpowiedź na nasz wniosek dostaliśmy dopiero dzisiaj (11 października), czyli cztery dni po terminie i dopiero po tym, jak zapowiedzieliśmy złożenie skargi. Była to jednak odpowiedź niepełna.

wniosek2

Kancelaria Sejmu zapewniła nas, że Jacek Kurski „pojawił się na Wydziale Podawczym” około godz. 15.55, a rejestracja jego oferty nastąpiła trzy minuty później.

Nie mamy podstaw do podważenia prawdziwości tej informacji, ale nie jest to pełna odpowiedź na nasz wniosek. Prosiliśmy o udostępnienie informacji w formie skanu dokumentów, a nie po prostu maila z jego omówieniem. Zgodnie z art. 14 ustawy o dostępie do informacji publicznej mamy do tego prawo. Przypomnieliśmy o tym w mailu do Biura Komunikacji Społecznej, ale jak dotąd nie otrzymaliśmy odpowiedzi.

Kancelaria Sejmu odmówiła nam także udostępnienia nagrania z monitoringu z biura Wydziału Podawczego, uzasadniając, że ustawa o dostępie do informacji publicznej do tego nie zobowiązuje.

OKO.press złoży jutro (12 października) skargę do Sądu Administracyjnego na „bezczynność Kancelarii Sejmu”, w której odwołamy się od obu decyzji.

Korzystamy ze wsparcia ekspertów Sieci Obywatelskiej Watchdog Polska, która od lat prowadzi działania na rzecz jawności życia publicznego i uczestniczyła w kilkuset sprawach sądowych o udostępnienie danych.



Platforma pogroziła i zaspała

W sprawie domniemanego spóźnienia Jacka Kurskiego interweniowała także Platforma Obywatelska. 22 września 2016 zwołała konferencję, na której poseł PO Krzysztof Brejza wezwał Zbigniewa Ziobrę, ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego do wszczęcia czynności wyjaśniających przez prokuraturę, które miałyby wyjaśnić, czy doszło do popełnienia przestępstwa.

– Dajemy panu prokuratorowi generalnemu trzy dni. Jeżeli pan prokuratur generalny nie podejmie tak poważnej sprawy, złożymy jako PO wniosek do prokuratury, konsekwentnie domagając się wyjaśnienia tej skandalicznej sprawy – mówił wówczas poseł.

Brejza wezwał też marszałka Sejmu Marka Kuchcińskiego (PiS) do zabezpieczenia nagrań z monitoringu w biurze Wydziału Podawczego Sejmu, a Krzysztofa Czabańskiego, przewodniczącego RMN i posła PiS, by je przeanalizował na specjalnym posiedzeniu Rady. Wysłał też do nich oficjalne pisma. Oba pozostały bez odpowiedzi.

Zapytaliśmy posła Brejzę, czy PO faktycznie taki wniosek złożyła: okazało się, że nie. Nie potrafił też odpowiedzieć, czy prokuratura wszczęła postępowanie z własnej inicjatywy. Zapytaliśmy o to rzecznika prokuratury okręgowej w Warszawie, ale nie dostaliśmy jeszcze odpowiedzi.

Krzysztof Brejza zapewnił jednak, że z pomocą prawników przygotowuje wniosek do prokuratury i złoży go w środę.

Abonament na wolność słowa

Dziennikarz, filozof. Od 2016 roku związany z OKO.press. Wcześniej pisał dla "Gazety Wyborczej". Za jeden z reportaży był nominowany do kilku nagród dziennikarskich. W OKO.press pisze o prawie.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym