0:000:00

0:00

Prawa autorskie: Fot. Alessandro Serranò / AFP)Fot. Alessandro Serr...

“Problemem naszego kraju jest to, że nie wyciągamy lekcji z historii” – mówi prof. Valeria Ferraris ekspertka ds. migracji z Uniwersytetu w Turynie

W ciągu tygodnia kilka tysięcy osób dotarło na Lampedusę. To jednak nie pierwszy raz, gdy na niewielką włoską wyspę dopływają pontony z północnej Afryki. Tak naprawdę, szlak migracyjny prowadzący przez Lampedusę do kontynentalnej Europy, działa od lat.

Pierwszy skrawek Europy

Lampedusa jest położona w strategicznym miejscu – niecałe 200 km od wybrzeża Tunezji i ok. 300 km od Libii. Jest tym samym pierwszym terenem należącym do Unii Europejskiej, do którego można dotrzeć przez morze, pokonując tzw. środkowośródziemnomorską trasę migracyjną. Każdego roku, od ponad dekady, dziesiątki tysięcy ludzi decydują się przepłynąć tę drogę. Wielu jest zawracanych tam, skąd wypłynęli, a setki giną na morzu.

Zdarzają się momenty, gdy w ciągu kilku dni do miejsc takich jak Lampedusa, Teneryfa czy Malta dotrze naraz więcej ludzi, niż są w stanie udźwignąć niewielkie wyspy. Tak było i tym razem – na Lampedusę, liczącą ok. 6 tys. mieszkańców, tylko w ciągu jednej doby (12 września 2023) dopłynęło drugie tyle osób. Z czasem liczba ta urosła do ok. 15 tysięcy.

Największa część z nich to obywatele Gwinei, Senegalu, Wybrzeża Kości Słoniowej czy Burkina Faso. Są też uciekający przed wojną domową Sudańczycy czy Erytrejczycy, których kraj nazywany jest “Koreą Północną Afryki”. Większość wypłynęła z Tunezji, część z Libii.

Dlaczego tak wiele osób pojawiło się u wybrzeży Lampedusy w jednym momencie? Zdaniem ekspertów, powodem były warunki pogodowe – sztorm na Morzu Śródziemnym miał na kilka dni wstrzymać działania przemytników w tunezyjskim mieście portowym Safakis. Gdy pogoda się poprawiła, plażę opuściło “100 małych, żelaznych łodzi, na których znajdowało się od 30 do 40 osób” – podaje Associated Press.

Wyspa potrzebuje wsparcia

W związku z tą sytuacją, rada miasta Lampedusa ogłosiła stan wyjątkowy na terenie wyspy. “(...) rząd musi interweniować, wprowadzając rozwiązania strukturalne. To mały obszar, który nie jest w stanie poradzić sobie z taką liczbą osób proszących o pomoc” – powiedział burmistrz Filippo Mannino. Dodał, że mieszkańcy wyspy w ostatnich latach okazywali solidarność i gościnność, ale dziś są już zmęczeni.

Do tego brakuje odpowiedniej infrastruktury i logistyki

Stałą praktyką jest transfer tych osób na pobliską Sycylię, gdzie mają zostać rozpatrzone ich wnioski o azyl. Tak dzieje się i tym razem, jednak zanim osoby zostaną przetransportowane, trafiają do centrum recepcyjnego, czyli tzw. hotspotu.

Budynek jest przeznaczony jedynie dla niecałych 400 osób. Tylko w lipcu przebywały w nim ponad 3 tys. ludzi

Gdy trzy lata temu odwiedziliśmy Lampedusę, centrum było w rozbudowie. Nadal jednak nie ma wystarczającej liczby miejsc, by przyjąć wszystkich docierających na wyspę.

Przeczytaj także:

W połowie września 82 organizacje pozarządowe wystosowały apel, w którym nawołują do solidarności pomimo kryzysu i patrzenia na “indywidualne osoby, a nie liczby”.

“Hotspot, centrum ratunkowe, w którym osoby dopiero co przybyłe są trzymane z dala od miejscowej ludności i wstępnie identyfikowane przed przeniesieniem na stały ląd, z 389 miejscami, nie ma żadnej możliwości godnego przyjęcia osób docierających codziennie na wyspę” – czytamy w apelu, podpisanym m.in. przez Sea Watch – organizację ratującą ludzi na Morzu Śródziemnym.

“W międzyczasie, w obliczu niepowodzenia włoskich władz w zapewnieniu godnego przyjęcia, lokalna społeczność przejęła inicjatywę. Wielu mieszkańców zmobilizowało się do zorganizowania dystrybucji żywności dla tych, którzy schronili się w mieście” – piszą dalej NGO-sy.

Odpowiedzią ze strony rządu centralnego jest zwiększenie maksymalnego czasu pobytu w hotspocie do 18 miesięcy i obietnica budowy nowych ośrodków na terenie Włoch. Rząd Meloni zdecydował też sięgnąć po pomoc Unii Europejskiej.

10 punktów von der Leyen

W niedzielę, 17 września, szefowa Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen, przyleciała na Lampedusę na zaproszenie premierki Włoch, Giorgii Meloni, reprezentującej skrajnie prawicową partię Bracia Włosi. Meloni chciała, by prezeska KE na własne oczy zobaczyła, z czym mierzy się wyspa.

W trakcie pobytu von der Leyen zapowiedziała realizację 10-punktowego planu dla Lampedusy, przygotowanego przez Brukselę

Obiecała między innymi

  • wsparcie w relokacji przybyłych osób do innych państw UE na zasadzie “dobrowolnej solidarności”
  • oraz przyspieszenie powrotu do krajów pochodzenia.

Rozwiązanie skrytykował premier Mateusz Morawiecki, który w kolejnym spocie wyborczym nazwał je “kolejnym fatalnym planem dla Europy”, zarzucając szefowej KE ryzykowanie bezpieczeństwa Europejczyków. 19 września rząd PiS przyjął uchwałę przeciwko planowi dla Lampedusy.

View post on Twitter
Trudno uzasadnić opór partii rządzącej, ponieważ plan w rzeczywistości ma tylko umocnić tzw. twierdzę Europa.

W dalszej części dokumentu Ursula von der Leyen zapowiedziała bowiem intensyfikację “ochrony granic” na Morzu Śródziemnym przez Frontex (Europejska Agencja Straży Granicznej i Przybrzeżnej) i przekazanie sprzętu oraz przeszkolenie tunezyjskiej straży przybrzeżnej i innych organów ścigania.

I wreszcie punkt dziesiąty planu, który wydaje się najistotniejszy: natychmiastowe wdrożenie paktu UE-Tunezja.

O co w nim chodzi?

Pakt UE-Tunezja

Najpierw przyjrzymy się liczbom:

Te liczby wydają się duże,

ale to i tak o wiele mniej niż w 2016 roku, gdy na kontynent przybyło niemal 390 tys. ludzi, a zginęło lub zaginęło ponad 5 tys.

Faktem jest jednak, że od kilku lat liczba osób docierających do Włoch znów rośnie – podobnie jak w Hiszpanii i Grecji.

W tym roku najwięcej osób migrujących, które dotarły do Włoch, wypłynęło z Tunezji (w lipcu było to 86 proc. spośród 23,6 tys. ludzi)

To właśnie ta trasa stała się najpopularniejsza dla obywateli państw afrykańskich, chcących dostać się do Europy.

W efekcie 16 lipca Unia Europejska podpisała pakt z Tunezją, w ramach którego zobowiązała się do przekazania miliona euro w zamian za powstrzymanie łodzi i pontonów przed dotarciem na europejskie wody terytorialne. Całkowite wsparcie dla Tunezji w ramach paktu wynosi niemal miliard euro.

Dokument, razem z szefową KE, podpisali Giorgia Meloni oraz premier Holandii Mark Rutte

Obydwoje od miesięcy zabiegali o porozumienie z państwami afrykańskimi w sprawie zatrzymania migracji do Europy.

W umowie jest mowa o wzmocnieniu wymiany handlowej, a także wspieraniu “społeczeństwa obywatelskiego, promowania dialogu między ludźmi i zacieśniania wymiany kulturalnej, naukowej i technicznej”.

Dopiero w dalszej części dokumentu czytamy o tym, co dla UE zdaje się mieć największe znaczenie: “Obie strony mają również wspólne priorytety w zakresie zwalczania nielegalnej migracji w celu uniknięcia utraty życia ludzkiego i opracowania legalnych ścieżek migracji”.

“Trudno mieć zaufanie do partnera, jakim jest rząd Tunezji, że dotrzyma umowy. Nie wspominając już o tym, że nagminnie łamie prawa człowieka”

– komentuje dla OKO.press prof. Valeria Ferraris, ekspertka ds. migracji z Uniwersytetu w Turynie.

Nieludzkie traktowanie

Umowa zaalarmowała organizacje pozarządowe. Tunezją rządzi prezydent Kais Saied, który krok po kroku niszczy demokrację w kraju i realizuje swoje zapędy dyktatorskie.

“Od czasu przejęcia władzy w lipcu 2021 roku prezydent Saied i jego rząd dramatycznie osłabili poszanowanie praw człowieka w Tunezji” – mówiła Heba Morayef z Amnesty International.

„La Repubblica” dotarła do osób, które wypłynęły z portu w tunezyjskim Safakisie:

„Polowania na czarnych urządzają w centrum miasta. Łapią ich i odstawiają do Al-Kasrajn, w stronę granicy z Algierią, nieważne, czy ktoś ma dokumenty, czy nie. Mogą przyjść po ciebie nawet do twojego domu w nocy, gdy śpisz. Wyłamują drzwi i wyrzucają cię" – relacjonuje 20-letni mężczyzna.

W przytoczonym wcześniej apelu organizacji pozarządowych czytamy, że wielu cudzoziemców zostało w Tunezji wyrzuconych ze swoich domów i pracy. “Inni zostali deportowani na pustynię, gdzie część umarła z pragnienia”.

Podobne wnioski prezentuje Human Rights Watch, która zwraca uwagę, że tunezyjskie służby dopuszczają się “poważnych nadużyć wobec czarnoskórych afrykańskich migrantów, uchodźców i osób ubiegających się o azyl”.

Finansując służby graniczne, zdaniem HRW, Unia Europejska ponosi współodpowiedzialność za łamanie ich praw

To nie pierwszy raz, gdy Europa podpisuje pakt z państwami reżimowymi, żeby chronić swoją twierdzę. Łącznie miliardy euro w celu powstrzymania migracji dostały już Maroko, Libia i Turcja. W każdym z tych państw migranci i uchodźcy są poddawani nieludzkiemu traktowaniu.

Ebrima, Gambijczyk, wspominał OKO.press swoją drogę przez Libię:

“Wypłynęliśmy łodzią w 120 osób, aż zatrzymała nas libijska straż przybrzeżna. Aresztowali nas wszystkich, po czym trafiliśmy do więzienia. Za co nas aresztowali? Podobnie jak inni migranci próbujący dostać się z Libii do Europy, zostaliśmy przez nich po prostu porwani.

Służby dzwoniły do naszych rodzin i mówiły, że nas zabiją, jeśli nie przyślą pieniędzy. Rażono nas prądem.

Nie mogłem prosić mojej mamy o pieniądze – musi przecież opiekować się jeszcze moimi siostrami. W więzieniu zdarzało się, że przez dwa lub trzy dni dostawaliśmy tylko wodę”.

Włochy chcą dać przykład

Premierka Giorgia Meloni od początku swoich rządów kryminalizowała działania NGO-sów ratujących ludzi na morzu i postulowała wprowadzenie blokady morskiej.

To właśnie ostra, antyimigrancka retoryka i obietnica ograniczenia migracji do Włoch miała duży wpływ na zwycięstwo koalicji z jej partią na czele w 2022 roku.

Tymczasem liczba łodzi docierających do kraju się podwoiła.

Dziś Meloni zmienia narrację

Przekonuje, że konieczne są rozwiązania w porozumieniu z państwami afrykańskimi i w poszanowaniu praw człowieka. 20 września, na posiedzeniu ONZ, przedstawiła plan Matteiego dla Afryki – plan współpracy rozwojowej, który ma pomóc rozwiązać kwestię imigracji do Włoch.

“W ten sposób możemy wprowadzić alternatywę dla masowej migracji. Tą alternatywą jest możliwość szkolenia zawodowego w krajach pochodzenia oraz legalne i uzgodnione ścieżki migracji” – mówiła premierka Włoch.

“Tylko że do tej pory nikt nie widział treści tego planu” – stwierdza prof. Valeria Ferraris. Dodaje, że poza mówieniem o konieczności współpracy z państwami afrykańskimi i powstrzymaniem ich obywateli przed emigracją, nie padły żadne konkretne propozycje w ramach planu Mattei.

Zdaniem ekspertki, sytuacji, do jakiej doszło na Lampedusie, można byłoby uniknąć, gdyby Włochy kontynuowały działania ratunkowe na morzu, takie jak w czasie operacji Mare Nostrum. Była to akcja włoskiego rządu, dzięki której w 2013 roku uratowano ponad 100 tys. osób płynących do Europy.

“Burmistrz Lampedusy pytał, dlaczego rząd po prostu nie wyśle promu, który zabrałby ludzi z morza prosto na Sycylię. To rozwiązanie może nie jest idealne, ale z pewnością zmniejszyłoby presję na wyspę i pokazało, że istnieją sposoby na uniknięcie przeludnienia Lampedusy” – komentuje.

I dodaje: “Problemem naszego kraju jest to, że nie wyciągamy lekcji z historii”.

Solidarności ciągle brakuje

Plany von der Leyen i Meloni być może wcale by nie powstały, gdyby państwa członkowskie usilnie nie blokowały propozycji relokacji osób migrujących.

Relokacja pomogłaby krajom na zewnętrznych granicach UE, takim jak Włochy, poradzić sobie z dużą liczbą osób docierających przez Morze Śródziemne.

Temat ten powrócił przy okazji nowego projektu Paktu o migracji i azylu, zgodnie z którym kraje członkowskie miałyby trzy możliwości odciążania państw, do których dociera znaczna liczba ludzi w drodze:

  • Przyjęcie części z tych osób do siebie;
  • Bezpośredni wkład finansowy na rzecz zarządzania migracjami;
  • Alternatywne środki solidarnościowe (m.in. wsparcie personelu czy wyposażenie techniczne).

Od początku paktowi sprzeciwiały się Polska i Węgry, mówiąc o wymuszeniu relokacji na państwach członkowskich (tej kwestii dotyczy jedno z pytań w referendum 15 października). W lipcu prace nad projektem zostały wstrzymane – swoje weto zgłosiły również m.in. Niemcy i Holandia.

Gdyby kraje Unii Europejskiej wykazały się solidarnością i umiejętnością zarządzania migracjami, prawdopodobnie nie mielibyśmy do czynienia z kryzysami takimi jak ten na Lampedusie. Możemy spodziewać się, że do podobnych sytuacji będzie dochodzić w przyszłości nieraz – tak we Włoszech, jak i Grecji czy Hiszpanii, a kiedyś być może i w Polsce.

;

Udostępnij:

Anna Mikulska

Dziennikarka i badaczka. Zajmuje się tematami wokół praw człowieka, głównie migracjami i uchodźstwem. Publikowała reportaże m.in. z Lampedusy, irackiego Kurdystanu czy Hiszpanii. Przez rok monitorowała sytuację uchodźców z Ukrainy w Polsce w ramach projektu badawczego w Amnesty International. Laureatka w konkursie Festiwalu Wrażliwego. Współtworzy projekt reporterski „Historie o Człowieku".

Komentarze