Do ustawy o Sądzie Najwyższym wkradł się błąd: w jednym miejscu mówi o pięciu kandydatach na Pierwszego Prezesa SN, w innym o trzech. Prezydencki rzecznik nie wyklucza, że z tego powodu Andrzej Duda może ustawę zawetować, skierować do Sejmu lub Trybunału Konstytucyjnego

W trakcie prac nad ustawą o Sądzie Najwyższym (22 lipca) senatorowie zorientowali się, że podaje ona dwie różne liczby kandydatów na Pierwszego Prezesa SN, których Zgromadzenie Ogólne Sędziów SN przedstawia Prezydentowi. W artykule 12 mowa jest o „wyłanianiu” i „przedstawianiu” pięciu kandydatów, a w artykule 18 – o „kompetencji do dokonywania wyboru” tylko trzech.

  • Zobacz wykluczające się przepisy

    art. 12

    par. 2. Zgromadzenie Ogólne Sędziów Sądu Najwyższego przedstawia Prezydentowi Rzeczypospolitej Polskiej pięciu kandydatów na Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego, spośród sędziów Sądu Najwyższego w stanie czynnym.

    par. 8. Jeżeli dwóch lub więcej kandydatów na Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego uzyskało równą liczbę głosów w wyniku czego nie jest możliwe wyłonienie pięciu kandydatów przeprowadza się ponowne głosowanie z udziałem tylko tych kandydatów. Przepis § 6 stosuje się.

    Art. 18.

    par. 1. Do kompetencji Zgromadzenia Ogólnego Sędziów Sądu Najwyższego należy:

    1) dokonywanie wyboru trzech kandydatów na stanowisko Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego oraz przedstawianie ich Prezydentowi Rzeczypospolitej Polskiej;

Pomyłka jest konsekwencją pośpiechu posłów PiS, którzy zmienili liczbę kandydatów jedną z poprawek zgłoszonych 19 lipca. Posłowie opozycji zobaczyli je dopiero na kwadrans przed posiedzeniem komisji.

Choć senatorowie opozycji zwrócili uwagę na błąd, senatorowie PiS zdecydowali się uchwalić ustawę bez jego usuwania. Wiceminister sprawiedliwości Marcin Warchoł wyjaśniał wtedy, że „nie ma tutaj niezgodności”. Tłumaczył, że ważniejszy jest art. 12., ponieważ jest to norma, która określa bardzo szczegółowo sposób wyboru sędziów i to ona ma pierwszeństwo. Gdyby chcieli ustawę zmienić, musieliby zgłosić poprawkę, a wtedy ustawa wróciłaby do Sejmu. Tymczasem kolejne posiedzenie jest zaplanowane dopiero na wrzesień.

Niespójności ustawy o SN nie zbagatelizował jednak prezydent Andrzej Duda. Krzysztof Łapiński, rzecznik prasowy głowy państwa, na konferencji prasowej ogłosił dzisiaj (22 lipca), że prezydent „zauważył tę kwestię sprzeczności w dwóch artykułach, które w różny sposób opisują procedurę wyboru Pierwszego Prezesa SN, no i wprost stwierdził, że zostały tu naruszone zasady prawidłowej legislacji”.


Prezydent stwierdził, że dwa sprzeczne ze sobą artykuły są naruszeniem zasad prawidłowej legislacji. To nie jest literówka.

Krzysztof Łapiński, konferencja - 22/07/2017

Fot. Adam Stepien / Agencja Gazeta


Prawda. Sprzeczność w ustawie narusza art. 2 Konstytucji.


Prezydent ma rację. Artykuły 12 i 18 ustawy o SN nie mogą obowiązywać jednocześnie. Jeśli Zgromadzenie Ogólne Sędziów SN ma kompetencję do wyboru trzech kandydatów, to nie może wybrać pięciu. Pozostawienie obu przepisów w ustawie sprawiłoby, że stosujący to prawo sędziowie musieliby wybierać między dwoma rozwiązaniami zupełnie arbitralnie. Jeśli przedstawiliby prezydentowi trzech kandydatów, ten mógłby się domagać przedstawienia pięciu i obie strony miałyby do tego równe podstawy prawne.

Zgodnie z orzecznictwem Trybunału Konstytucyjnego współistnienie w ustawie zapisów sprzecznych lub dających się dowolnie interpretować narusza zasadę ochrony zaufania do państwa (wywodzoną z art. 2 Konstytucji).

Krzysztof Łapiński pytany o konsekwencje, powiedział, że „prawdopodobne są wszystkie opcje zawarte w art. 122 Konstytucji”. Czyli:

  • podpisanie ustawy w ciągu 21 dni;
  • przekazanie Sejmowi do ponownego rozpatrzenia (wtedy jednak Sejm musi ją uchwalić większością ⅗ głosów – PiS takiej nie ma);
  • przekazanie Trybunałowi Konstytucyjnemu wniosku o stwierdzenie zgodności ustawy z Konstytucją. Jeśli TK uzna, że jest zgodna, Prezydent musi ją podpisać;
  • jeśli uzna, że jest niezgodna, Prezydent może jej nie podpisać w całości
  • lub podpisać z wyłączeniem niekonstytucyjnych przepisów, o ile TK nie orzeknie, że są nierozerwalnie związane z całą ustawą.

Gdyby prezydent zamierzał po prostu podpisać ustawę, prawdopodobnie nie wypowiadałby się o jej niespójności w sposób tak zdecydowany. Wygląda na to, że szykuje się do weta lub wniosku do TK.

Po prezydenckim wecie dla uzyskania większości 3/5 PiS musiałby szukać poparcia dla ustawy o SN u Kukiza i jego rozłamowców, co nie byłoby proste (tutaj sprawdziliśmy czyich głosów by potrzebował).

I weto, i wniosek do TK opóźniłyby podpisanie ustawy o Sądzie Najwyższym, a w konsekwencji mogłyby pozwolić mu na rozpatrzenie sprawy umocowania prezes Trybunału Konstytucyjnego Julii Przyłębskiej zaplanowanej na 12 września.

Jeśli prezydent nie chce podpisać nielogicznej ustawy, a przy tym nie dopuścić do rozstrzygnięcia tej spraw przez obecny skład SN, musi pospieszyć się z decyzją. Następnie bardzo pospieszyć się będą musieli – prezes TK ze zwołaniem rozprawy lub marszałkowie Sejmu i Senatu ze zwołaniem specjalnego posiedzenia parlamentu. Albo jedni i drudzy, jeśli TK uzna ustawę za niekonstytucyjną.


Abonament na wolność słowa


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym