W dniu głosowania wotum nieufności dla ministra Szyszki tysiące leśników pojawiły się pod Sejmem. "Może 20 proc. uczestników manifestacji poparcia dla ministra przyjechało z własnej woli. Reszta nie chciała tam być" - mówi OKO.press jeden z "popierających". - "Wraz z ministrem Szyszką nastały ciężkie czasy nie tylko dla drzew, ale i dla leśników"

„Popieramy ministra prof. Jana Szyszkę”, „Nasz minister, nasze lasy” – takie hasła wznosili leśnicy 23 marca 2017 roku podczas manifestacji przed Sejmem. Tego dnia głosowano wotum nieufności dla ministra środowiska zgłoszony przez opozycję.

OKO.press zapytało Lasy Państwowe kto zorganizował wyjazd i kto płacił. W przysłanej odpowiedzi Lasy napisały, że organizatorem była „jedna z organizacji związkowych działających w LP”, uczestnictwo było dobrowolne, koszty – wynajem autokarów – poniósł związek. „Chętni do udziału musieli wziąć urlop” – poinformowała OKO.press Anna Malinowska, rzecznik prasowa LP.

„To był po prostu spęd. Mówiliśmy o tym właśnie w taki sposób, bo leśników tam spędzono” – mówi OKO.press jeden z uczestników demonstracji. Prosi, by nie podawać jego personaliów i miejsca w strukturze LP. Jego zdaniem, najwyżej co piąty uczestnik manifestacji przyjechał pod Sejm z własnej woli. Reszta nie chciała tam być.

„Trzymali się na uboczu i przebierali nogami, nie mogąc doczekać się chwili, w której w końcu wsiądą do autobusów i stamtąd uciekną. Poza tym zmuszono ich, by wzięli na ten dzień urlopy” – dodaje.

Wraz z ministrem Szyszką nastały ciężkie czasy nie tylko dla drzew, ale i leśników – twierdzi rozmówca OKO.press.



Ochotnicy z przymusu

Według informacji leśnika, organizowanie „spędów” staje się w Lasach Państwowych normą. Wszystkie tego rodzaju wyjazdy są przymusowe. Dyrekcja Generalna LP wskazuje Dyrekcje Regionalne, z których mają przyjechać leśnicy. Często też angażuje się w to Krajowa Sekcja Pracowników Leśnictwa NSZZ „Solidarność”.  Związek wystosowuje „zaproszenia”. Jadą nawet ci, dla których taka praktyka jest nieakceptowalna. Ale jadą, ponieważ boją się konsekwencji, które może pociągnąć za sobą odmowa. Czyli utraty dobrze płatnej pracy.

Frekwencja to nie problem

Najbliższa okazja to wyjazd na konferencję „Jeszcze Polska nie zginęła – wieś”, która odbędzie się 13 maja 2017 roku w Toruniu u o. Rydzyka. Event organizują: Ministerstwo Środowiska, Instytut im. Jana Pawła II „Pamięć i Tożsamość” oraz Wyższa Szkoła Kultury Społecznej i Medialnej o. Tadeusza Rydzyka. Dużą część kosztów organizacji tej konferencji pokrywają Lasy Państwowe, które – jak ujawniło OKO.press – przeznaczyły na ten cel 120 tys. zł.

Wkład Państwowego Gospodarstwa Leśnego Lasy Państwowe nie ogranicza się tylko do wyłożenia pieniędzy z funduszu leśnego. Zapewnia również „dostarczenie” części słuchaczy. Konferencja bowiem jest zaplanowana w sali widowiskowo-sportowej Arena w Toruniu, w której zmieści się osiem tysięcy uczestników. Nie może więc świecić pustkami, gdy przemówią o. Rydzyk, minister Jan Szyszko czy dyrektor generalny Lasów Państwowych Konrad Tomaszewski. Tym bardziej, że za wynajem sali zapłacą Lasy Państwowe.

Decyzja dyrektora Tomaszewskiego nr 113 w sprawie finansowania, organizacji i uczestnictwa w konferencji, którą ujawniło OKO.press, sprawia wrażenie, że udział jest dobrowolny.

„Tymczasem  w ślad za decyzją do nadleśnictw w Polsce poszły „tajne mejle”, ile osób z danego nadleśnictwa ma się stawić w Toruniu” – mówi leśnik.

„I teraz nadleśniczowie muszą dokonać cudu, by „na ochotnika” zorganizować 12-15 osób na wyjazd” – dodaje.

Zdaniem innego informatora OKO.press, również pracownika LP, każde nadleśnictwo ma wydelegować minimum 16-osobową reprezentację na konferencję w Toruniu.

Nadleśnictw w Polsce jest obecnie 431. Jeśli z każdego przyjedzie przynajmniej 12 leśników, to uda się „zdobyć” aż 5172 słuchaczy. Czyli prawie 65 proc. zakładanego uczestnictwa.

Z kolei Anna Malinowska, rzeczniczka LP, twierdzi, że Dyrekcja Generalna LP wysłała do nadzorowanych jednostek jedynie treść decyzji nr 113 dyrektora generalnego LP („tak samo jak wysyła każdą decyzję lub zarządzenie podpisywane przez dyrektora generalnego LP”). „O udziale albo nie w konferencji pracowników w ramach delegacji będą decydować kierownicy jednostek organizacyjnych LP” – napisała w odpowiedzi dla OKO.press rzeczniczka. Leśnicy mają więc jechać na event jako reprezentanci swoich  jednostek i w ramach zawodowych obowiązków.



Tajemnicza umowa

W przypadku konferencji „Jeszcze Polska nie zginęła – wieś” część leśników oburza nie tylko sprawa „dobrowolnego” uczestnictwa. Wśród nich krąży również informacja, że Ministerstwo Środowiska i Lasy Państwowe zamierzają zlecić uczelni o. Rydzyka działania związane z promocją lasu. A przecież leśnictwo jest wykładane na wielu uczelniach o wieloletnich tradycjach m.in.: w Warszawie, Olsztynie, Poznaniu i Krakowie. „To te uczelnie powinny się tym zajmować” – mówi leśnik.

Jednak Lasy odcinają się od tych pogłosek. „LP nie zawarły umowy z WSKSiM w sprawie promocji LP i leśnictwa. Obecnie nie ma takich planów” – poinformowała OKO.press Malinowska.

Atmosfera zrobiła się straszna

„Od chwili nastania min. Szyszki i mianowania przez niego Konrada Tomaszewskiego dyrektorem generalnym Lasów Państwowych, atmosfera robiła się straszna” – mówi nasz informator.

Rozmowy o „lex Szyszko”, polowaniu ministra na bażanty w OHZ Grodno, czy o wycinkach w Puszczy Białowieskiej, prowadzi się tylko w zaufanym gronie. Wielu leśników drażni dewocyjność ministra Szyszki, która przenika całe LP. Organizacja mszy przy okazji różnych uroczystości leśnych staje się standardem.

„Ferment i niezadowolenie narastają, choć o żadnym buncie nie może być mowy” – dodaje nasz rozmówca. Dlaczego? Bo każdy boi się stracić pracę. A Lasy Państwowe są hojnym pracodawcą. Średnie wynagrodzenie wynosi 7,7 tys. zł. plus rozmaite dodatki.



Wrobieni w sadzenie

Według naszego informatora, w leśników uderzyły również konsekwencje wspomnianego „lex Szyszko”, czyli zmiany w ustawie o ochronie przyrody, która pozwoliła na niemal nieograniczoną wycinkę drzew i krzewów na terenach prywatnych. Aby pokazać społeczeństwu, że ministrowi Szyszce los drzew nie jest obojętny – i by odwrócić jego uwagę od konsekwencji wadliwego prawa – w nadleśnictwach zorganizowano akcję „1000 drzew na minutę„.

W jej ramach w całej Polsce Lasy Państwowe wraz z innymi podmiotami sadziły na potęgę drzewa i krzewy. „Leśnicy ponoszą w ten sposób również koszty wizerunkowe, bo Polacy widzą w nich zwolenników polityki ministra Szyszki i rzeczników jego błędów” – mówi nasz informator.


Dziennikarz i publicysta. W OKO.press pisze o ochronie przyrody, łowiectwie, prawach zwierząt, smogu i klimacie oraz dokonaniach komisji smoleńskiej. Stały współpracownik miesięcznika „Dzikie Życie”.


Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press