PiS, partia odmieniająca pojęcie „polityki historycznej” przez wszystkie przypadki, w imię resentymentów swojego lidera niszczy pamięć o jednym z największych dokonań Polaków. O pokojowej rewolucji, która zapoczątkowała upadek komunizmu w Europie

„Wiadomości” konsekwentnie ukrywają udział dzisiejszych polityków PiS w negocjacjach sprzed 30 lat. A Lech Kaczyński był aktywnym uczestnikiem wszystkich obrad w Magdalence – pisze historyk Piotr Osęka, specjalista od dziejów PRL, autor książek i artykułów o Marcu 1968, analityk propagandy komunistycznej.

O obradach Okrągłego Stołu pisał w OKO.press Adam Leszczyński w tekście „Starcie dwóch potężnych sił? Podstęp władzy? Spisek w Magdalence? Stół pijacki?„.


Muszę przyznać, że materiał „Wiadomości” TVP z 6 lutego 2019 poświęcony 30. rocznicy Okrągłego Stołu zaskoczył mnie. Spodziewałem się, że rządowa telewizja – w ślad za kierownictwem PiS – będzie ostro krytykować tamte negocjacje. Jednak zagęszczenie manipulacji i jawnych fałszów w krótkim felietonie pt. „Dyskusja o Okrągłym Stole” wprawiło mnie w osłupienie. Przede wszystkim, żadnej dyskusji nie było.

Autor materiału, nieoceniony w takich sprawach Jan Korab, dołożył starań, żeby ani jeden składnik czarnej legendy Okrągłego Stołu nie został pominięty.

Kaczyńskiego w Magdalence nie pokażą

A więc po kolei. Już w 30. sekundzie pada zdanie, że „okrągłostołowe obrady były medialnym przedstawieniem”, a „prawdziwe ustalenia zapadały w Magdalence”. Krótko mówiąc: negocjacje to fałsz i mistyfikacja, nie ma czego świętować.

„Wiadomości” znieważają w ten sposób ponad dwustu solidarnościowych działaczy i ekspertów, biorących udział w pertraktacjach.

Ciekawe, jaką opinię mieliby na ten temat sami uczestnicy owego „medialnego przedstawienia”, np. Jarosław Kaczyński, Mariusz Kamiński, Jarosław Sellin, Krystyna Pawłowicz?

„Wiadomości” konsekwentnie ukrywają udział dzisiejszych polityków PiS w negocjacjach sprzed 30 lat.

Licznie prezentowane ujęcia filmowe z „potajemnych rozmów z komunistycznym generałem Czesławem Kiszczakiem” zostały dobrane tak, by na żadnym nie mignął nawet Lech Kaczyński. A był on aktywnym uczestnikiem wszystkich obrad w Magdalence.

„Komuniści na mocy porozumień zgodzili się na utworzenie urzędu prezydenta” – słyszymy głos z offu. Tymczasem było na odwrót: to strona komunistyczna zgłosiła ten postulat, a opozycja na niego przystała. Kilkanaście sekund później historyk Filip Musiał oświadcza: „Podczas obrad przede wszystkim opozycja wywalczyła możliwość w pełni wolnych wyborów do Senatu”. Znów błąd na poziomie podręcznikowej faktografii. Jak powszechnie wiadomo, była to inicjatywa Aleksandra Kwaśniewskiego, przedstawiona w chwili, gdy „Solidarność” gotowa była zerwać negocjacje.

Można powiedzieć, że telewizja nie odpowiada za słowa ekspertów, ale tak właśnie mści się strategia zapraszania historyków „słusznych” w miejsce kompetentnych.

Znamienne, że żadna z badaczek ani badaczy, mających w dorobku książki na temat transformacji, nie pojawiła się w programie.

Trudno jednak dzisiaj znaleźć naukowca z dorobkiem, który nie bałby się swoją twarzą firmować manipulacji TVP. A tych nie brakowało.

Z czego zdawał sobie sprawę Lech Kaczyński

„Postanowiono przemilczeć temat zbrodni stanu wojennego” – oświadcza lektor. Widzimy urywek nagrania z Magdalenki i Geremka mówiącego „Traktujemy tę sprawę w taki sposób, ażeby nie była ona konfliktem politycznych…”. Wypowiedź jest ucięta w połowie, tak żeby widzowie nie poznali drugiej części zdania: „…między stronami, chodzi o ludzkie sprawy”.

W istocie kwestia odwrócenia skutków stanu wojennego była podczas negocjacji jedną z częściej przywoływanych, poczynając od inauguracyjnego przemówienia Wałęsy.

Również Geremek przedstawiał to jasno: „Sprawa jest dla nas niezwykle ważna. Krzywd narosło wiele”.

Opozycja domagała się (w dużej mierze skutecznie) uchylenia szczególnie restrykcyjnych przepisów prawnych, przywrócenia do pracy i wypłacenia odszkodowań ludziom po 1981 niesłusznie zwalnianym i skazywanym.

Trzeba pamiętać, że w tamtym okolicznościach był to program maksimum. Autorzy stanu wojennego siedzieli wszak po drugiej stronie stołu. Decydując się na rozmowy z władzą, trudno było domagać się od niej, by dobrowolnie poszła do więzienia. Po stronie „Solidarności” świadomość tych ograniczeń była powszechna, co w trakcie negocjacji najlepiej ujął Lech Kaczyński: „My sobie zdajemy sprawę z tego, że ze strony rządowo-koalicyjnej istnieją obawy, aby rozwiązania przyjęte na naszym stole [nie] przekreślały – powiedzmy sobie – decyzji o wprowadzeniu stanu wojennego”.

„Gruba kreska” dotyczyła gospodarki

Kolejny fałsz w felietonie Koraba to sposób potraktowania rządu Tadeusza Mazowieckiego. Oczywiście w tym miejscu pada nieśmiertelne kłamstwo, że nowy premier zapowiedział „grubą kreskę, czyli nierozliczanie komunizmu”. W rzeczywistości sformułowanie to brzmiało inaczej i dotyczyło kwestii reform gospodarczych. „Rząd, który utworzę, nie ponosi odpowiedzialności za hipotekę, którą dziedziczy. Ma jednak ona wpływ na okoliczności, w których przychodzi nam działać. Przeszłość odkreślamy grubą linią. Odpowiadać będziemy jedynie za to, co uczyniliśmy, by wydobyć Polskę z obecnego stanu załamania” – mówił Mazowiecki

Dziennikarze TVP nie zawracają sobie jednak głowy takimi szczegółami. „Rząd Tadeusza Mazowieckiego nie był rządem niekomunistycznym” – demaskuje Robert Derewenda, historyk z KUL, który w całym swoim dorobku ma tylko jedną książkę i to poświęconą historii ruchu oazowego.

Dalej widzowie dowiadują się, że „niedokończona rewolucja” spowodowała uwłaszczenie nomenklatury i – cokolwiek miałoby to znaczyć – „zahamowała przemiany demokratyczne w Polsce”. Całkowita przebudowa ustroju, jak dokonała się w Polsce za rządów Mazowieckiego – w tym gospodarcze reformy Balcerowicza – została pominięta wzgardliwym milczeniem.

„Plan szybkiej demokratyzacji Polski nie powiódł się, bo część opozycjonistów zgodziła się na współpracę z komunistami” – oświadcza lektor. A na ekranie widzimy w tej chwili Michnika i Wałęsę wznoszących toast oraz Frasyniuka rozmawiającego z Bujakiem. Zaraz później Jarosław Kaczyński – jedyny działacz opozycji występujący w programie – tłumaczy, że „Rzeczpospolita wyglądała tak, jak wyglądała, bo ten kompromis został potraktowany jako podstawa nowego porządku publicznego”. Lektor przypomina, że koniec komunizmu w Polsce nastąpił dopiero w 1991 („najpóźniej ze wszystkich państw satelickich Związku Sowieckiego”) wraz z utworzeniem rządu Jana Olszewskiego. Raz jeszcze dowiadujemy, że Okrągły Stół oraz transformacja roku 1989 to po prostu humbug i oszustwo.

Oto telewizja publiczna powtarza starą śpiewkę Jarosława Kaczyńskiego, który nie może wybaczyć polskiej historii, że tak długo trzymała go na bocznym torze.

W ten sposób PiS, partia odmieniająca pojęcie „polityki historycznej” przez wszystkie przypadki, w imię resentymentów swojego lidera niszczy pamięć o jednym z największych dokonań Polaków. Pokojowej rewolucji, która zapoczątkowała upadek komunizmu w Europie.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym