0:00
Prawa autorskie: Marta Dudzinska / Agencja Wyborcza.plMarta Dudzinska / Ag...
17 lipca 2022

Leją beton, a potem wodę, czyli jak polskie miasta „walczą” z upałami

Nadeszło typowo polskie lato. Temperatura do 25 stopni, trochę deszczu. Wzmagane przez zmiany klimatyczne fale morderczych upałów jak do tej pory nie dają się nam we znaki. Ale kiedy nad Polską zawiśnie „kopuła ciepła”, w polskich miastach i miasteczkach pojawią się kurtyny wodne

Wydrukuj

To ulubiona broń polskich samorządowców w walce z upałem.

„Kurtyny wodne działają od poniedziałku, ale to nie żadna nowość w Kutnie. Przypomnę, że urządzenia były już zamontowane w ubiegłym roku w okresie letnim. (…) To powszechnie stosowane metody schładzania podczas cieplejszych dni. Widzimy, że szczególnie najmłodsi mają wielką frajdę z przebywania w pobliżu kurtyn z czego bardzo się cieszymy” – cytuje słowa Kamila Klimaszewskiego z biura prasowego Urzędu Miasta Kutno lokalny portal Panorama Kutna.

Kutnowskie kurtyny stanęły na Placu Wolności, o którym głośno było wiosną zeszłego roku po „rewitalizacji”. Jak pisze branżowy portal „Architektura i Biznes”, „kosztująca 34 mln złotych inwestycja jest częścią przebudowy, nazywanej przez władze miasta »rewitalizacją« Placu Wolności, Rynku Zduńskiego i przylegających ulic. Patrząc jednak na gotową realizację, bardziej odpowiednim określeniem wydaje się jednak »dewastacja«”.

„Na jednym z największych placów w mieście powstał naziemny (!) parking na 132 samochody. Główną płytę placu zlokalizowano na dachu wielkiego obiektu. Pokryta kamieniem i betonem wielka patelnia na wysokości okien pierwszych pięter okolicznych kamieniczek uzupełniona została o dwa pawilony – gastronomiczny i wystawienniczy. Projekt założenia to dzieło Roberta Charkiewicza, architekta z Warszawy” – dodaje „AiB”.

W tym roku liderem „rewitalizacji” jest Leżajsk, gdzie za 10 mln złotych – w dużej mierze z funduszy UE - zielony do niedawna rynek lokalne władze zmieniły w wyłożoną płytami patelnię. Czy w czasie najbliższych upałów również w Leżajsku pojawią się kurtyny wodne?

W Kutnie, Leżajsku i wielu innych polskich miastach i miasteczkach jak w soczewce skupia się absurd polityki miejskich inwestycji w polskich miastach w czasach coraz cieplejszych miesięcy letnich i coraz rzadszych, a jednocześnie coraz częściej nawalnych opadów. „Rewitalizacje” polegające na wyrugowaniu większej części bądź całości zieleni z głównych placów miejskich i zastąpieniu jej betonowymi lub kamiennymi płytami mają podnieść prestiż miasta przez zaoferowanie mieszkańcom „tętniących życiem” przestrzeni.

Problem w tym, że gdy temperatura dochodzi i przekracza 30°C, o „tętniącym życiu” na betonowych wygonach – gdzie powierzchnia nagrzewa się do ok. 50°C – nie może być mowy. Co więc robią lokalne władze? Ustawiają kurtyny wodne, by rozwiązać problem, który same sprokurowały, szkodząc przy tym środowisku przez zubażanie rezerw wody, kluczowego zasobu ludzkości, uważa dr Sebastian Szklarek, hydrolog i autor bloga popularnonaukowego „Świat wody”.

„Większość polskich miast czerpie wodę z ujęć wód podziemnych. Zła gospodarka wodna to taka, gdzie pozbywamy się wody i jej nie retencjonujemy, w efekcie czego coraz trudniej jest odtworzyć jej zasoby. Im cieplej robi się na skutek zmian klimatycznych, tym więcej tej wody wykorzystujemy, w istocie marnotrawiąc ją stawiając kurtyny wodne, podlewając trawniki, czy schładzając ulice” – mówi Szklarek.

„Nadmierny pobór i zużycie wody głównie wodociągowej, a więc pobieranej z podziemnych warstw wodonośnych, zubaża jej dostępne zasoby. Wody podziemne – w odróżnieniu od powierzchniowych – są zasobem nieodnawialnym, a przynajmniej nieodnawialnym szybko, bo tworzą się przez lata, a nawet, w zależności od tego, o jak głębokich warstwach wodonośnych mówimy, przez stulecia i tysiąclecia” – dodaje hydrolog.

Kluczem do gromadzenia zasobów wody – zarówno w warstwach powierzchniowych, jak i głębinowych – jest retencja.

Betonowanie miejskich placów utrudnia ją, ponieważ z rozgrzanych płaskich powierzchni większość wody po prostu wyparuje, by ostatecznie spaść w postaci deszczu, ale praktycznie nigdy nie dzieje się to nad miejscem parowania.

Reszta wody spłynie do rzek, z których zasili wody powierzchniowe i – dopiero po długim czasie – warstwę wód podziemnych. „W pierwszej kolejności zasilany jest płytki poziom o zwierciadle swobodnym [w którym woda przemieszcza się swobodnie – red.] z którego korzystają rośliny, i z którego zasilane są wody powierzchniowe. Dopiero część tego wsiąka głębiej. Im więcej pada i - co ważniejsze - jeśli retencjonujemy ten opad tam, gdzie on spada, tym większa i lepsza szansa na odnawianie się głębszych zasobów wody” – mówi ekspert.

To wymagałoby jednak odwrócenia priorytetów władz miejskich tak, by definicje atrakcyjnej przestrzeni miejskiej, rewitalizacji i adaptacji do zmian klimatu skutkowały tworzeniem terenów zielonych, a nie „betonozą”.

Jak się zdaje, Unia Europejska, która – chcąc nie chcąc – sfinansowała niejedną „rewitalizację”, zamierza wymusić na polskich samorządowcach zmianę podejścia.

„Od tej perspektywy finansowej fundusze unijne nie będą wspierać nieprzyjaznych klimatowi rewitalizacji polskich miast i miasteczek – napisała w odpowiedzi na pytanie OKO Press Dyrekcja Generalna KE, która odpowiada za politykę UE dotyczącą regionów i miast . Odpowiednie zapisy zostały przyjęte w zawartej w końcu czerwca tzw. Umowie Partnerstwa między Polską a Unią, dotyczącej wykorzystania funduszy unijnych w latach 2021-2027.

Udostępnij:

Wojciech Kość

W OKO.press pisze głównie o kryzysie klimatycznym i ochronie środowiska. Publikuje także relacje z Polski w mediach anglojęzycznych: Politico Europe, IntelliNews, czy Notes from Poland.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne