Pacjent wybudza się po operacji i zaczyna wierzgać. Znieczulenie nie działa? Nie, ja już nie mogę z gorąca! Pani H. co pół godziny zmienia zamrożone butelki w szafce z lekami (niewiele to daje), pędzi, żeby zdążyć otrzeć pot z czoła chirurga, zanim skapnie do otwartego brzucha pacjenta. A sama ledwo stoi, bo w sali jest 30 stopni

„Budynek jest z innej epoki, ma z 30 lat, kto to wtedy myślał o globalnym ociepleniu?” – pyta w rozmowie z OKO.press pani H., instrumentariuszka na oddziale operacyjnym jednego ze szpitali w województwie łódzkim. Woli nie ujawniać którego, nie chce mieć problemów. „Ale takich szpitali jak mój jest masa, koleżanki mówią: u nas tak samo, praca jak w hucie”.

Czerwiec 2019 był najgorętszym czerwcem w historii pomiarów: w Polsce, w Europie i na świecie. W stacji Radzyń w Lubuskiem 26 czerwca o godzinie 15:20 zanotowano 38,2 stopnie, co jest nowym rekordem temperatury w Polsce w czerwcu.

Jak z upałami radzi sobie polska ochrona zdrowia? W skrócie: nie radzi sobie, a największy problem jest w starszych budynkach szpitalnych.

Chirurg jak z jeziora

H. jako instrumentariuszka pracuje od 40 lat. „Kiedyś nie było ani takich upałów, ani takiej ilości zadań. Teraz pracowników połowa, a roboty tyle, co kiedyś albo i więcej”. Co musi robić?

Na przykład czuwać, żeby pot z czoła chirurga nie lał się pacjentowi do operowanego brzucha. „Trzeba zręczności, żeby nadążyć z wycieraniem i nie przeszkadzać w operacji. Jedni pocą się mniej, ale są i tacy lekarze, co się z nich leje jak na kreskówkach” – mówi H. jakby żartowała.

Ale to nie są żarty. W sali jest czasem ponad 30 stopni, nad pacjentem i operującymi potężne lampy. Chirurg co jakiś czas robi przerwę. Rozbiera się do bielizny, zmienia fartuch, czapkę, maskę, rękawiczki.  „A za chwilę tak to samo, jakby z jeziora wyszedł”.

Pani H. regularnie podaje operującemu wodę. Pod maskę ochronną zamiast rurki wtyka cewnik, zwykle używany do odprowadzania moczu.

„My same też ledwo zipiemy, chodzimy w tych upałach ubrane jak na narty. Grube fartuchy operacyjne, a czasem te radiologiczne – ołowiowe, ciężkie. Człowiek się czuje jak w saunie. Czasem ktoś zasłabnie”.

„Żeby ratować sytuację przynieśli nam niedawno dwa klimatyzatory – takie zwykłe, chociaż to niedozwolone, bo w salach operacyjnych powinny być takie ze specjalnymi filtrami medycznymi. Ale co zrobić?”

Ta prowizorka jest dodatkowo niebezpieczna. Rura od wentylatora przez otwarte drzwi wychodzi na korytarz i tam zionie gorącym powietrzem. A na korytarzu stoi szafka z narzędziami, klejami i lekami.

Leki za ciepłe ⚕

Termometr w szafce pokazuje 32 stopnie. Maksymalna temperatura przechowywania leków: 25. Szefowa mówi: nie wiem, może dołóż jeszcze jedną butelkę?

Chodzi o butelki na kroplówkę, którymi pani H. próbuje ratować sytuację. Wyjmuje cztery butelki z zamrażarki i podmienia w szafce te, które zdążyły się już rozmrozić. Trzymają z pół godziny, lodówka nie nadąża z zamrażaniem.

„Ile to daje? Nie wiem” – przyznaje H. „Ostatnio dwa kleje do protez wyrzuciliśmy, żaden nie chciał wiązać” – mówi.

„Powiedzieli nam, żeby chociaż wrzucać klej na 5 minut przed operacją do zamrażarki. Ale nie wiemy, jak tak przechowywany klej będzie później trzymał. A leki? Skąd mam wiedzieć, ja nie jestem od tego, żeby to sprawdzać. Trzeba podać, to idę i biorę”.

„Anestezjolodzy opowiadali, że w innym szpitalu odmówiono znieczulenia, bo od tego upału leki, środki znieczulające się warzyły. U nas też chcieli odmówić operowania pacjentów w takich warunkach, ale wie pani co? Tyle się o tym mówiło, a z dnia na dzień wszyscy ucichli i pracują. Zapłacili im więcej?”.

Pacjent. Rany się nie goją

W upale cały proces leczenia i gojenia ran przebiega gorzej, nie mówiąc o samej operacji.

„U nas to wygląda tak: pacjent leży uśpiony na materacu obszytym ceratą i przykryty flizelinowym prześcieradłem – tak musi być, bo przecież krew się leje, musi się taka powierzchnia łatwo czyścić. Pacjent przez tych kilka godzin operacji leży w dodatku pod niewchłaniającym wody obłożeniem operacyjnym, zupełnie jak w folii, a wszystko pod światłem lamp” – mówi H.

„Kiedyś przy wybudzaniu pacjent nam się strasznie rzucał. Anestezjolodzy się dziwią: leki przeciwbólowe nie działają? Jak już mógł mówić, to nam wytłumaczył: to nie z bólu, nie mogłem znieść tego gorąca”.

Szpitale radzą sobie, jak mogą

Z powodu upałów coraz więcej pacjentów mają Szpitalne Oddziały Ratunkowe. „Karetki wyjeżdżają z centrali pogotowia do takich pacjentów dziesiątki razy dziennie. Mamy z powodu upałów od kilku do kilkunastu pacjentów dziennie więcej” – mówił dr Henryk Wacławek, kierownik działu internistycznego SOR w Szpitalu Czerniakowskim w Warszawie.

Kłopot w tym, że na SOR duchota jest czasem gorsza niż na dworze: klimatyzacji nie ma, bo za droga, pożera dużo energii, a w starych budynkach trudno ją zainstalować, wiatraki są niezgodne z przepisami, a przeciąg niewskazany.

Szpitale radzą sobie, jak mogą. W niektórych jest trochę lepiej – klimatyzacja jest np. w salach operacyjnych, ale na salach chorych już nie. „Na sali chorych jest nawet 36 stopni. Nie da się wytrzymać” – skarżyła się pacjentka jednego ze szpitali w Lublinie.

„Mamy stare obiekty szpitalne, część pochodzi z końca XIX wieku. Nie mamy klimatyzacji centralnej, więc radzimy sobie, jak możemy. Jesteśmy po termomodernizacji wszystkich budynków i dzięki temu jest choć trochę lepiej. Staramy się wstawiać klimatyzatory, ale pomieszczeń mamy bardzo dużo, a możliwości finansowe są żadne” – mówiła szefowa szpitala w Kłodzku.

Na sali chorych kłodzkiego szpitala klimatyzator w końcu się pojawił. Kupiła go rodzina jednego z pacjentów.

A będzie jeszcze cieplej

Na kilka dni najbliższych dni prognozy nie zapowiadają upałów, chorzy, pielęgniarki i lekarze trochę odetchną zimniejszym powietrzem. Ale gorąc wróci, bo mamy kryzys klimatyczny – fale upałów będą coraz dłuższe.

Czy polski system opieki zdrowotnej jest na to wszystko przygotowany?

„Patrząc całościowo, obecnie polska ochrona zdrowia nie jest przygotowana na wyzwania zdrowotne związane ze zmianą klimatu” – mówiła w rozmowie z OKO.press Weronika Michalak z HEAL Polska, organizacji analizującej wpływ środowiska na zdrowie publiczne.

„Podstawowym problemem jest to, że nie ma w Polsce jednolitego planu działania, takiej road-mapy, która pozwoliłaby nam odpowiedzieć sobie na pytania, które z obecnych i czekających nas wyzwań są najważniejsze”.

Jeśli taki plan powstanie, to do wydatków na utrzymanie systemu opieki zdrowotnej muszą dojść koszty instalowania klimatyzacji w starszych oddziałach szpitalnych. W innym wypadku będą nadawać się one do użytku tylko sezonowo – czyli w ogóle.


Absolwentka MISH na UAM, ukończyła latynoamerykanistykę w ramach programu Master Internacional en Estudios Latinoamericanos. 3 lata mieszkała w Ameryce Łacińskiej. Polka z urodzenia, Brazylijka z powołania. W OKO.press pisze o zdrowiu, migrantach i pograniczach więziennictwa (ośrodek w Gostyninie).


Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press