Zamiast spieszyć się z nowelizacją ustawy o wycince drzew, PiS się ociąga, a w końcu przygotowuje bubel prawny. Bo PiS pisze na kolanie, niczego nie konsultuje i ma wszelką krytykę w głębokim poważaniu. Szyszko swoje wie, PiS swoje wie, tylko poseł sprawozdawca Skurkiewicz nie wie, więc bije się w piersi

Wtorkowe (7 marca 2017) posiedzenie komisji środowiska miało wreszcie posunąć do przodu nowelizację ustawy z 16 grudnia 2016 zezwalającej bez ograniczeń wycinać drzewa i krzewy na własnej działce, także deweloperom (jako właścicielom działek) i w celach handlowych. Nieoczekiwanie PiS-owski poseł sprawozdawca Wojciech Skurkiewicz wygłosił na początek obrad tekst, który OKO.press cytuje dosłownie:

„Ja mam taką gorącą prośbę, dlatego, że ta ustawa wymaga takiego swoistego doprecyzowania, przynajmniej w jednym zakresie dotyczącym tego, gdzie proponujemy w tej ustawie, że osoba fizyczna będzie musiała zgłosić chęć czy wolę wycięcia drzewa czy zakrzewienia na swojej działce, ale

zabrakło zapisu – i bije się tutaj mocno w piersi – że zabrakło zapisu, co w sytuacji, gdy ta osoba nie dokona zgłoszenia, że ma zamiar wyciąć drzewo, dokona wycięcia, a tego nie dokona.

Tego zabrakło w zgłoszonej ustawie i bardzo proszę o dosłownie, kilka godzin – nie, ale moja prośba jest taka, żebyśmy w czwartek jeszcze raz pochylili się nad tą ustawą”.

Oznacza to, że nowelizacja fatalnego prawa opóźni się jeszcze bardziej, bo poseł zauważył, że nowelizacja nakazuje zgłoszenie wycinki, ale bez żadnej sankcji.

Nowelizacja się opóźnia

Wydawało się, że wycinkę zatrzyma szybko interwencja prezesa Kaczyńskiego 20 lutego, który zasugerował w swoim stylu, że „widać w tym [ustawie] prawie lobbing”. Kilka dni później zapowiadał nowelizację, „która jest w tej chwili opracowywana przez legislatorów”.

Krótka nowelizacja – półtorej strony maszynopisu – pojawiła się w Sejmie dopiero 3 marca. Została gruntownie skrytykowana, m.in. przez OKO.press, które wymieniło siedem powodów, dla których proponowana nowelizacja nowelizacji nie zatrzyma wielkiej wycinki (na zdjęciu pomnik Złotej piły, jaki przed Sejmem postawiła Szyszce partia Razem).



Nowelizacja nie zmienia podstawowego założenia ustawy, że właściciel na swoim terenie może z drzewami zrobić, co chce. To zaskakująco liberalne, czy wręcz libertariańskie podejście partii, która stawia zwykle na państwową kontrolę (np. niemal zablokowała obrót ziemią, pozostawiając swobodę kupna i sprzedaży wyłącznie Kościołowi). Podejście do zieleni jako dobra wspólnego lokalnej społeczności czy zasobu narodowego zostało zakwestionowane.

Nowelizacja wprowadza wprawdzie kary za wycinkę na cele handlowe i obowiązek zgłaszania każdej wycinki, ale zapisy te tracą skuteczność, bo nie zostały obwarowane żadnymi sankcjami.

Właściciel wycina, nie zgłasza (bo nic za to nie grozi), sprzedaje działkę i po krzyku.

Czemu PiS od razu nie poprawiło tego oczywistego bubla prawnego? Dlaczego poseł Skurkiewicz tego od razu nie zauważył, tylko kompromitował się na komisji?



Dlaczego Skurkiewicz?

Nowelizacja PiS była krytykowana już na etapie przecieków, a zarzut braku sankcji powtarzał się w wielu analizach. Może brak reakcji posła wiąże się z jego nieprzygotowaniem do roli, w jakiej został obsadzony.

Poseł Skurkiewicz (47 lat) skończył dziennikarstwo i nauki polityczne, 10 lat pracował jako dziennikarz w Katolickim Radiu Radomskim AVE, czego nie widać w sposobie wypowiadania się. Wiedzę o lasach nabył w latach 2006-2007, gdy był rzecznikiem prasowym Dyrekcji Generalnej Lasów Państwowych. Imponujący życiorys wprowadził go na dwie kadencje do Senatu, gdzie m.in. specjalizował się w rolnictwie i kulturze, był też przewodniczącym Komisji Obrony Narodowej.

Bicie się w piersi dobrze świadczy o szczerości posła, ale nie zmienia faktu, że jego niekompetencja lub bezmyślność odsuwa choćby częściowe ograniczenie powszechnej wycinki.

Dlaczego PiS?

Ważniejszy od posła Skurkiewicza jest typowy dla PiS mechanizm tworzenia prawa, czyli uchwalanie ustaw na skróty, za pośrednictwem posłów z łapanki. Tutaj można zobaczyć listę 30 nieszczęśników i nieszczęśniczek, którzy podpisali jako swoją ustawę projekt przygotowany przez ministerstwo Szyszki (o czym informował on w liście do premier, prezesa i ministra Morawieckiego; poniżej końcówka tego listu).

Taki tryb sprawia, że ustawa nie jest poddana konsultacjom, nie wypowiedzieli się zatem fachowcy od ochrony przyrody, samorządów, finansów, którzy natychmiast zobaczyliby, że brakuje zapisu o sankcjach i wskazali także na inne usterki zarówno ustawy, jak nowelizacji.

Napisana na kolanie ustawa, pozbawiła władze gminne i de facto państwowe jakiejkolwiek kontroli nad działaniem właściciela działki i jednym ruchem zlikwidowała poprzednie przepisy, które – zwłaszcza po wyroku Trybunału Konstytucyjnego z 2014  roku, stwierdzającym, że kary za nielegalną wycinkę są „nieproporcjonalne w stosunku do wagi naruszonego dobra” – stwarzała równowagę między interesem prywatnym a publicznym.

Na tej samej komisji sejmowej Platforma Obywatelska a także grupa organizacji społecznych na czele z Kongresem Ruchów Miejskich proponowały rozwiązania ustawowe, które zatrzymałyby masową wycinkę, dając jednak właścicielom więcej swobody niż mieli poprzednio. Jest jednak oczywiste, że ani poseł Skurkiewicz, ani minister Szyszko, ani prezes Kaczyński z takich sugestii nie skorzystają. Bo PiS nie korzysta z sugestii, wszystko robi po swojemu. Z efektem jak wyżej.


 

 

 

 

 

Naczelny OKO.press. Redaktor podziemnego „Tygodnika Mazowsze” (1982–1989), przy Okrągłym Stole sekretarz Bronisława Geremka. Współzakładał „Wyborczą”, jej wicenaczelny (1995–2010). Współtworzył akcje: „Rodzić po ludzku”, „Szkoła z klasą”, „Polska biega”. Autor książek "Psychologiczna analiza rewolucji społecznej", "Zakazane miłości. Seksualność i inne tabu" (z Martą Konarzewską); "Pociąg osobowy".


Twoje OKO

Specjalne teksty. Niepublikowane taśmy. Poufne wiadomości. Za darmo. Na zawsze.

Załóż konto. Otwórz OKO!