Kryzys klimatyczny to nie tylko obrazki z obrywającymi się lodowcami i chudymi niedźwiedziami polarnymi dryfującymi na topniejącej krze. Globalne ocieplenie już teraz uderza w Polskę. Najbardziej to widać w województwie łódzkim. A władze na własne życzenie zacieśniają sobie linę na szyi

„Z moim ojcem i dziadkiem nie widzieliśmy takich suszy” – pisze na jednej z facebookowych grup Mateusz, rolnik z zachodniej części województwa łódzkiego.

„Zapraszam na wieś, gdzie między 19. a 22. nie ma szans się normalnie wykąpać, bo woda sączy się z kranu” – dodaje Anita.

„No niestety, byliśmy dziś nad rzeką i całą można przejść w poprzek, a wody po pas. Smutne to niestety” – pisze Wioleta.

„To jest nic. Zaczekajmy jak kopalnia w Złoczewie zbierze lejem depresyjnym wszystkie wody. Te gruntowe pójdą w dół…” – kwituje Oskar.

Kryzys klimatyczny dotyka Polskę i polskie rolnictwo. Jak się okazuje, regionem, który najprawdopodobniej najbardziej to odczuje jest centrum kraju, czyli województwo łódzkie.

Przed kilkoma tygodniami media informowały o tym, że w Skierniewicach mieszkańcy nie mają wody w kranach. Przez susze wody po prostu zabrakło. „Zmienia się klimat, jest coraz więcej anomalii pogodowych i powoli musimy zacząć się przyzwyczajać, że woda to dobro luksusowe” – mówił portalowi skierniewice.naszemiasto.pl Jacek Pełka, szef skierniewickiego Wod-Kanu.

„U nas nie ma jeszcze tej świadomości. Od całkiem niedawna uczymy się segregacji odpadów, będziemy musieli zrozumieć, że czeka nas również racjonalna gospodarka wodą. Od tego nie ma odwrotu. Nie zawsze będzie tak, że jak odkręcimy kran, to woda nam poleci”.

Po tym kryzysie kolejne gminy na mapie województwa apelują o oszczędzanie wody.

Woda na wagę złota 

Polska jest krajem, który ma bardzo małe zasoby wodne [Kaczkowski Z., Grabowska J.  Problems and challenges of fish stock management in freshwaters of Poland. Kaczkowski Z., Grabowska J. (2016)].

Na przeciętną Polkę, czy przeciętnego Polaka przypada 1600 metrów sześciennych wody. Średnia w Europie jest ponad dwa razy większa.

Na przeciętnego Europejczyka przypada aż 4600 metrów sześciennych wody. Nie sprzyja nam też położenie w klimacie przejściowym i nizinne ukształtowanie terenu. Ponadto 91 proc. obszaru kraju leży poniżej 300 metrów nad poziomem morza.

Na takich terenach deszcz pada po prostu rzadziej. Dla porównania – różnica między opadami w Łodzi a w Zakopanem jest kolosalna. W tej pierwszej wynosi około 600 milimetrów na rok, a w stolicy Tatr… ponad 1200.

Jakby tego było mało, Polska ma bardzo słabą zdolność do zatrzymywania wody. Średnia europejska retencjonowania wynosi 12-15 proc. odpływu, a Polska ma zaledwie 6 proc. Centrum kraju jest pozbawione naturalnych jezior, które oprócz tego, że zatrzymują około 30 proc. odpływu, to przez parowanie wody, łagodzą klimat.

Czy czeka nas scenariusz jak z „Mad Max”? 

Jeżeli kryzys klimatyczny będzie postępował, wody będziemy mieli coraz mniej. O tym alarmują klimatolodzy i ekolodzy. „Nasilą się zjawiska katastrofalne dla Polski. Będziemy mieli więcej gwałtownych powodzi i więcej długotrwałych susz” – ostrzega dr Zbigniew Kaczkowski z Wydziału Biologii i Ochrony Środowiska Uniwersytetu Łódzkiego.

„Wynika to z badań zmian klimatycznych dla regionu basenu Morza Bałtyckiego. Opady od kwietnia do września były zazwyczaj wyższe niż te od października do marca. Teraz jest to zaburzone. Prognozuje się, że w półroczu ciepłym opady deszczu zmniejszą się o 50 proc., a w półroczu chłodnym wzrosną o 70 proc.”.

Głównym sprawcą coraz częstszych i dłuższych suszy jest ocieplenie klimatu. Do 2000 roku średnia temperatura w Łódzkiem wynosiła 8 stopni  C, między 2001 a 2010 już 8,6 stopnia C, a w 2017 roku 8,8 stopnia C.

Władze udają, że nie widzą 

Radni województwa łódzkiego niedawno głosowali nad przyjęciem raportu o stanie regionu. Dokument ma 360 stron i próżno w nim szukać strategii walki z pustynnieniem czy suszami.

Zapytaliśmy o ten fakt władz urzędu marszałkowskiego. Odpowiedzi do dziś brak.

Naukowcy są rozczarowani polityką władz. „Oni nie poczuwają się do odpowiedzialności w skali pokoleniowej, liczy się tylko krótkoterminowy zysk polityczny” – kwituje dr Kaczkowski.

Raport napomyka jedynie o tym, że łódzkie ma najniższą lesistość w kraju i wypadałoby lasów nie wycinać ani nie przeznaczać gruntów zalesionych na inne cele niż leśne. Lasy ochładzają powietrze, a to stymuluje opady. Jednak mała lesistość to tylko jedna z części składowych pustynnienia województwa łódzkiego.

„Nizinny charakter, mała ilość lasów i akwenów, słaba retencja glebowa i relatywnie niewielka ilość naturalnych terenów podmokłych powodują pustynnienie naszego regionu”– dodaje Kaczkowski. – „Pozwolę sobie dodać przykład w skali lokalnej – dworzec Łódź Fabryczna. Stworzono wyspę z betonu, stali i szkła. Próżno szukać na niej jakiegokolwiek dostosowanego do zmian klimatycznych sposobu zagospodarowania wody deszczowej, nie mówiąc o jakiejś zieleni wokół inwestycji. A to dziwi patrząc na historie Łodzi! Miasto tworzyło dużo parków ze zbiornikami wodnymi”.

Mało wody? Wykopmy dziurę w ziemi, będziemy mieli jeszcze mniej 

Gleby utracą próchnicę na skutek opadania lustra wód gruntowych. Żeby tego było jeszcze mało, w Łódzkiem władze szykują kolejną odkrywkę węgla brunatnego. 14 maja tego roku Ministerstwo Energii wydało pozytywną opinię ws. wydania koncesji dla odkrywki Złoczew (powiat sieradzki).

Tamtejszy węgiel brunatny ma być alternatywą dla kończących się zasobów w odkrywce Bełchatów i Szczerców. Złoża zaopatrują bełchatowską elektrownię, która produkuje prąd dla 20 proc. Polski.

Pierwszy wjazd maszyn i pierwsze wydobycie PGE zaplanowało na 2030 rok. Jednak węgiel nie leży pod nieużytkami, które należą do skarbu państwa. Zrównać z ziemią trzeba będzie 33 wsie, a wysiedlonych zostanie blisko 3000 mieszkańców. Wokół odkrywki powstanie tak zwany lej depresyjny.

To tereny, na których zwierciadło wód podziemnych znacząco się obniży. Inwestor, czyli PGE, zakłada, że ta powierzchnia wyniesie 31 tysięcy hektarów. Innego zdania jest hydrogeolog, dr Sylwester Kraśnicki. Według niego lej może osiągnąć powierzchnię aż dziesięć razy większą.

Problem z wodą i suszą będą mieć rolnicy z gminy Galewice, Działoszyna czy Błaszek. Lustro wody obniży się również w samym Sieradzu i Zduńskiej Woli.

„Lej depresyjny to kolejne tysiące hektarów wysuszonych gruntów rolnych” – mówił dla OKO.Press Stanisław Skibiński, rolnik i założyciel stowarzyszenia „NIE dla odkrywki Złoczew”. – „To zagłada dla tutejszego rolnictwa. Ta odkrywka będzie jedną z największych w Europie. Lej pozbawi te tereny wody”.

Dokąd zmierzamy? 

Jak przekonują autorzy książki „Nauka o klimacie”, klimat Polski w kolejnych latach będzie dążył do dwóch pór roku. Chłodnej pory deszczowej (bez siarczystych mrozów i śniegu) i suchej, gorącej pory letniej (przypominającej lato w Europie Południowej).

Według rządowego planu adaptacji do zmian klimatycznych z 2013 roku, który został opracowany w Ministerstwie Środowiska, Polska straciła w pierwszej dekadzie XXI wieku przez globalne ocieplenie aż 54 miliardy złotych. W drugiej dekadzie te straty szacuje się na 86 miliardów, a w trzeciej dekadzie szacunki mówią o 120 miliardach.

Bez współpracy międzynarodowej kryzysu klimatycznego nie zatrzymamy. Pozostaje nam tylko łagodzić jego skutki działając lokalnie.

Co więc należy zrobić, oprócz zalesiania?

„Musimy zmienić nastawienie do zarządzania i wykorzystania wód i oczywiście edukacja!” – tłumaczy dr Kaczkowski. – „Dobrą robotę w zakresie małej robią stawy rybne. Szacuje się, że takie prywatne zbiorniki zatrzymują do 600 milionów metrów sześciennych wody.

Dla porównania, w latach 1997-2007 w ramach Programu Małej Retencji zapewniono retencjonowanie wody na poziomie zaledwie 142 mln m3.

Pod tym względem dobrą robotę wykonują też bobry, w szczególności, że zapewniają one tę retencję lokalną. Trzeba też wdrożyć jakiś system rekompensat dla tych, których dotkną negatywne skutki działalności bobrów”.

Czy realne są plany przekształcenia Elektrowni Bełchatów w elektrownię jądrową, co obiecywał niedawno Antoni Macierewicz? Wprawdzie jest wiceprezesem PiS, ale jego realny wpływ na władzę jest raczej znikomy. Gdyby takie plany były, ich realizacja wymagałaby wielkich inwestycji i co najmniej kilkunastu lat prac.

Elektrownia Bełchatów przestałaby wówczas być największym i najbardziej szkodliwym emitentem w całej Unii. Łączna roczna emisja dwutlenku węgla wyniosła ponad 37 milionów ton. Emituje również najwięcej tlenków azotu (34 mln kg) i tlenków siarki (75 mln kg) w UE. Jednak rząd planuje przekształcić Bełchatów w atom dopiero po wyczerpaniu zasobów węgla brunatnego.


Dziennikarka radiowa i prasowa. Publikowała w "Polska The Times", "Dzienniku Łódzkim" i prasie lokalnej. Aktywistka i społeczniczka. Organizatorka protestów w obronie praw kobiet i niezależności sądownictwa. Członkini partii Razem.


Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press