Mamy w UE najmniej lekarzy na 1000 mieszkańców, niski poziom pracy przepracowanych lekarzy (brak czasu i konsultacji z pacjentem). Rosną kolejki (na operację biodra - już 444 dni). W efekcie na SOR, na którym pracuje dwóch lekarzy, trafiają bezradni chorzy, nawet 300-350 na dobę. To dlatego ludzie umierają na SOR. I będą umierać

Media obiegają informacje o pacjentach umierających na szpitalnych oddziałach ratunkowych. Ale to nie SOR jest problemem, tylko niedomagająca i niedofinansowana ochrona zdrowia. Brakuje lekarzy rodzinnych, kolejki do specjalistów są długie, a na SOR spada obowiązek przyjmowania wszystkich. Obsada i finansowanie są niezmiennie niskie.

Pan Krzysztof trafił do szpitala w Sosnowcu ze skierowaniem w trybie pilnym od lekarza rodzinnego. Ze spuchniętej nogi sączył się płyn. Ze skierowania wynikało, że przyczyną są naczynia krwionośne. Wszystko wskazywało na groźny dla życia zator. Po 9 godzinach czekania na przyjęcie do lekarza zmarł.

22 marca 2019 gazeta „Dziennik Zachodni” informowała o nagraniu, na którym widać cierpiącą z bólu młodą kobietę, która bezskutecznie czeka na pomoc w SOR szpitala w Dąbrowie Górniczej. Interweniować zaczęli w końcu inni pacjenci. Kobieta zemdlała, ratownik medyczny nie udzielił jej pomocy i odszedł.

Inna młoda kobieta w ciąży nadal walczy o życie po tym, jak z podejrzeniem udaru trafiła na SOR w Szpitalu Powiatowym w Zawierciu, gdzie nie udzielono jej natychmiastowej pomocy.

W odpowiedzi na medialne doniesienia, zainterweniował RPO, prosząc szpitale i prokuratury rejonowe o wyjaśnienie przyczyn tragedii. Już dzisiaj możemy jednak wskazać jedną z głównych przyczyn – chory system opieki zdrowotnej, który przeciąża źle obsadzone szpitalne oddziały ratunkowe.

Wszyscy na SOR

SOR nie od dziś owiany jest złą sławą. O tym, że to trauma dla lekarza i pacjenta pisaliśmy już przy okazji historii Oli, która na SOR w bólach przesiedziała 12 godzin.

„Kryzys na SOR jest bardzo złożony” – mówi OKO.press ratownik medyczny ze szpitala w Starogardzie Gdańskim.

Główny problem wynika jego zdaniem z tego, że na SOR trafiają dziś wszyscy, a nie – tak jak przewidziano (ustalając finansowanie i obsadę), wyłącznie pacjenci w stanie zagrożenia życia.

„Czasem przyjdzie kobieta z bolesną miesiączką, innym razem pacjent z bólem zęba lub przewlekłą chorobą. Nie chodzi o to, że ich zdrowie i samopoczucie nie jest ważne, tylko że powinni znaleźć pomoc w ramach systemu podstawowej opieki zdrowotnej, a nie na SOR. Bo nagle trafia pacjent po udarze, wypadku albo z podejrzeniem zawału i nie ma się kto nim zająć”.

„Pacjenci czekają kilka godzin i mają wrażenie, że są ignorowani, nikt nie pracuje” – mówi N., studentka medycyny z Łodzi, która na SOR miała praktyki. „Nie dziwię im się”.

„Problem w tym, że nie widzą zwykle, że w międzyczasie przyjechały dwie, trzy karetki z pilną akcją ratowania życia. Że próbki krwi ktoś musi jeszcze przebadać (a to trwa długo), a lekarz musi to wszystko przeanalizować. Musi jeszcze biegać między oddziałem a SOR”.

A na szpitalne oddziały ratunkowe co roku trafia więcej pacjentów. Widać to na przykładzie Specjalistycznego Szpitala Miejskiego w Toruniu. Jak informował „Gazetę Wyborczą” zastępca dyrektora Andrzej Przybysz: „W pierwszym kwartale 2015 roku udzielono tu 2881 porad osobom, które nie zostały hospitalizowane. W analogicznym okresie ubiegłego roku takich porad było już 2960. W pierwszym kwartale 2017 liczba ta wzrosła do 3300”.

Szpitalne Oddziały Ratunkowe nie dają sobie rady. Z czego wynika problem? Według ratownika ze Stargardu Gdańskiego przyczyn jest kilka:

  • brakuje kampanii informującej pacjentów o tym, z czym mogą się udać na SOR, a z czym do przychodni czy świątecznej opieki zdrowotnej;
  • brakuje kadr i dofinansowania przeciążonych SOR-ów;
  • zawodzi podstawowa opieka zdrowotna.

Przepracowani lekarze, długie kolejki

Jak wynika z danych OECD opublikowanych w raporcie „Health at a Glance 2018”, Polska jest jednym z krajów OECD o najniższym współczynniku aktywnych zawodowo lekarzy na 1000 mieszkańców: 2,4. Gorzej pod tym względem jest tylko w Turcji.

Aktywni zawodowo lekarze na 1000 mieszkańców (2000 i 2016). Źródło: OECD

Jesteśmy przy tym obok Grecji krajem, w którym najbardziej brakuje lekarzy pierwszego kontaktu. To tylko 9 proc wszystkich lekarzy. Co ciekawe, liczba konsultacji lekarskich na osobę w Polsce utrzymuje się na dość wysokim unijnym poziomie – to średnio 7,5 konsultacji w ciągu roku.

Efekt? Około 3100 konsultacji na lekarza rocznie. Prawie 1000 więcej niż wynosi średnia w państwach UE. Bardziej zapracowani są tylko lekarze w Słowacji i na Węgrzech.

Liczba konsultacji na lekarza (2016). Dane: OECD

Skrajnie niska dostępność lekarzy przekłada się na skrajnie długi czas oczekiwania na operacje. Według danych z 2016 Polska bije rekordy w długości oczekiwania na operację biodra (444 dni) czy operację katarakty (484 dni).

Z raportu wynika też, że tylko 60 procent polskich pacjentów ocena, że lekarz rodzinny podczas wizyty poświęcił im dostatecznie dużo czasu. Tylko 48 procent uważa, że lekarz włączył ich w podejmowanie decyzji o przebiegu leczenia. To najgorsze wyniki w europejskim rankingu. Wyłania się z nich obraz taśmowego podejścia do pacjentów.

Wykresy badają odczucia pacjentów w kontakcie z lekarzem rodzinnym: 6.6. Lekarz poświęcił pacjentowi wystarczająco czasu podczas konsultacji. 6.7. Lekarz włącza pacjenta w podejmowaniu decyzji o przebiegu leczenia. Dane: OECD.

„Pacjent, który ma problem ze zdrowiem, a na konsultację lekarską czy wizytę u specjalisty musi zbyt długo czekać, wybiera SOR” – mówi ratownik medyczny ze Starogardu Gdańskiego. Problem polega na tym, że finansowanie i obsada łatającego system opieki zdrowotnej SOR pozostaje na takim poziomie, jakby trafiać tam mieli tylko najpilniejsi pacjenci.

Tylko nie SOR!

„Wszystko zależy od szpitala, w tych większych na SOR trafia czasem 300 – 350 osób na dobę. I oczekuje się, że dwóch lekarzy dyżurnych i pięć pielęgniarek wszystkimi się zajmie” – mówi ratownik.

Na problem braku personelu zwracał też uwagę lekarz-rezydent Bartek Fiałek, szef Regionu Kujawsko-Pomorskiego OZZL. „Sytuacja jest tragiczna” – mówił OKO.press

„Podczas dyżuru medycznego w SOR reanimacjami na wstępie zajmuję się ja. Na jednym z takich dyżurów u dwóch pacjentów doszło do nagłego zatrzymania krążenia. Całe szczęście miałem w pobliżu drugiego lekarza. Ale gdyby go nie było? Musiałbym wybrać, kogo reanimuję”.

„Nie jest to często wina organizacji szpitala, tylko NFZ, który przeznacza na szpitalne oddziały ratunkowe bardzo mało pieniędzy, mimo że łatają problemy całej opieki zdrowotnej. I tak wyciągamy z tego, ile możemy” – tłumaczy ratownik.

A można niewiele. SOR pozostaje jednym z najtrudniejszych miejsc pracy. W odpowiedzi na tragiczne wydarzenia w Sosnowcu powstał podręcznik „Jak przeżyć na SOR”. Lekarze mają już swój: „Jak nie dać się zmusić do pracy w SOR”.

„Powstaje z myślą o osobach, które nie chcą, boją się, nie powinny, ale z różnych względów w SOR pracować muszą” – pisze na facebooku Fiałek, który sam pracuje na SOR, ale zaprotestował, kiedy w jego szpitalu braki kadrowe próbowano łatać, zobowiązując lekarzy do niemożliwej pracy w dwóch miejscach naraz: na oddziałach i na SOR.

Karetka jak taksówka

„Kolejnym rujnującym sytuację na SOR zjawiskiem jest bezkrytyczne przyjmowanie zgłoszeń przez dyspozytorów” – mówi ratownik ze Stargardu Gdańskiego. Sam pracował kiedyś jako dyspozytor i wspomina, że wiele problemów udawało się rozwiązać, udzielając informacji przez telefon, a powiatowy dyspozytor dbał o to, żeby zawsze mieć karetkę na pilne wezwanie.

Wszystko się zmieniło, kiedy dyspozytornie scentralizowano. Teraz jedna centrala odpowiada czasem za całe województwo i obsługuje kilkadziesiąt zespołów ratownictwa medycznego.

Jak informuje OKO.press ratownik, w województwie pomorskim dyspozytorom za skargi pacjentów obcina się premię. Żeby nie było skarg, przyjmuje się wszystkie zgłoszenia  „Mam wrażenie, że dyspozytornia zaczyna traktować zespoły ratunkowe jak środek transportu. Potem jedziemy karetką do pacjenta z gorączką, a kiedy nagle jest zgłoszenie o zawale, nikogo nie ma na miejscu, żeby zareagować, bo karetka jest zajęta, a często w dodatku w innym powiecie”.

Na cały powiat starogardzki są 4 zespoły ratownictwa medycznego. „To wszystko – na 250 tys., a w sezonie wakacyjnym, nawet pół miliona osób”.

Z powodu braku dostępnych karetek do akcji ratunkowych zaczęło angażować Straż Pożarną. „Nawet nie chcę myśleć, co się stanie, kiedy wybuchnie pożar, a Straż Pożarna będzie wtedy w trakcie akcji ratowania życia”.

Skąd pomysł na centralizowanie dyspozytorni? „Może z oszczędności” – zastanawia się ratownik.

Rząd na zdrowiu oszczędza jak może.

Polska jest jednym z państw Unii Europejskiej, które wydaje na zdrowie najmniej, zarówno w proc. PKB, jak i per capita.

W 2016 roku przeznaczyliśmy na ten cel 4,4 proc. PKB, podczas gdy Węgrzy 5,2 proc., Czesi 6,0 proc., Francuzi 8,7 proc., a Niemcy 9,5 proc. W tym samym roku Polska wydała na ochronę zdrowia 731 euro na jednego mieszkańca. Spośród państw należących do UE gorzej było tylko w Rumunii (432 euro) i Bułgarii (556 euro). Słowacy wydali 1061, Czesi 1193, a Francuzi 3847 euro.

W lipcu 2018, pod naciskiem kilkumiesięcznych protestów lekarzy -rezydentów rząd zgodził się na przyśpieszenie przewidzianego wzrostu wydatków publicznych na zdrowie do poziomu min. 6 proc. PKB w roku 2024. W podpisanej nowelizacji ustawy znalazł się jednak zapis, który pozwolił Ministerstwu uniknąć przekazania dodatkowych pieniędzy na ochronę zdrowia.

O triku pisaliśmy tutaj:

Rząd oszczędza w ten sposób 7,2 mld zł na zdrowiu pacjentów oraz lekarzy i pielęgniarek, którzy pracują ponad siły, żeby załatać braki kadrowe.

„Funkcjonowanie placówki opiera się na założeniu, że nikt nie zachodzi w ciążę, nie choruje, nie bierze urlopu” – mówiła OKO.press Alicja Miszkiewicz szefowa związku zawodowego pielęgniarek i położnych w Instytucie Centrum Zdrowia Matki Polki, w którym dyrektor zgłosił pielęgniarki na prokuraturę za branie L4.

Mobbing jest niestety często sposobem dyrektorów na radzenie sobie z brakami kadrowymi, co tylko przyśpiesza zbliżającą się katastrofę.

„Kto będzie pracował, kiedy odejdziemy na emerytury? Nie dziwcie się potem, że pacjenci umierają na SOR-ach”.

 

Absolwentka MISH na UAM, ukończyła latynoamerykanistykę w ramach programu Master Internacional en Estudios Latinoamericanos. 3 lata mieszkała w Ameryce Łacińskiej. Polka z urodzenia, Brazylijka z powołania. W OKO.press pisze o zdrowiu, migrantach i pograniczach więziennictwa (ośrodek w Gostyninie).


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym