Dlaczego się o nas zapomina? Że nas nie widać? Pacjent ma kontakt z ratownikiem, lekarzem czy pielęgniarką. Tego, kto bada próbki, już nie widzi. A za tamtymi zamkniętymi drzwiami jesteśmy my. Diagności i technicy medyczni żądają normalnych płac

W środę, 14 listopada 2018, przed budynkiem Ministerstwa Zdrowia odbyła się manifestacja pracowników laboratoriów. Wsparli w ten sposób przedstawicieli związków zawodowych, którzy rozmawiali tego dnia z ministrem zdrowia.

”37 lat pracy, 3113 brutto”, „Nie ma medyka bez analityka” – napisali na transparentach. W październiku rozpoczęli protest „Jesień w laboratorium”. Wysyłali maile i listy do ministerstwa, masowo brali też zwolnienia lekarskie.

„Przyniosło to pozytywne skutki, po kilku dniach dostaliśmy informacje i zaproszenie na rozmowę” – mówiła Ewa Ochrymczuk, przewodnicząca Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pracowników Diagnostyki Medycznej. „Chcemy wysłuchać co minister ma nam do zaproponowania”.

Diagnosta – zarabia mało, płaci dużo

„Diagności po studiach na Uniwersytecie Medycznym robią specjalizację, za którą płacą z własnej kieszeni – od 6 tys. do 30 tys. w zależności od rodzaju specjalizacji i ośrodka prowadzącego specjalizację, ponieważ uczelnie są autonomiczne i same ustalają opłaty za prowadzenie specjalizacji.

Po 5 latach studiów diagności zarabiają średnio 2200 – 2300 zł brutto, a po uzyskaniu specjalizacji (minimum 5 lat) – ok. 3100 brutto” – szacuje Alina Niewiadomska, sekretarz Krajowej Rady Diagnostów Laboratoryjnych.

„Nic dziwnego, że połowa absolwentów nie podejmuje pracy w zawodzie, a punkty progowe przyjęć na kierunek co roku są niższe. Wszystko zależy od pracodawcy – są szpitale, w których jest lepiej, ale w innych zdarza się, że kierownik laboratorium ze specjalizacją zarabia 2 600 zł brutto”.

Diagności zobowiązani są do ciągłego kształcenia. Zgodnie z ministerialnym rozporządzeniem w ciągu 5 lat muszą zdobyć 100 punktów edukacyjnych za udział w kursach i szkoleniach. Pracodawca może je finansować, ale nie musi. Wielu diagnostów za obowiązkowe kształcenie płaci więc z własnej kieszeni. Udział w szkoleniach nie zwalnia ich z pracy, więc muszą poświęcać swoje urlopy wypoczynkowe albo starać się o bezpłatne wolne.

Mamy wykształcenie jak lekarze

W rozmowach z ministrem uczestniczył też Ogólnopolski Związek Zawodowy Pracowników Diagnostyki Medycznej i Fizjoterapii oraz Ogólnopolski Związek Zawodowy Techników Medycznych Elektrokardiologii. Wszyscy czują się oszukani.

„Po 5-letnich studiach wyższych wynagrodzenie fizjoterapeutów jest upokarzające i kształtuje się na poziomie 1600-1800 zł netto” – informuje Krajowy Ogólnopolski Związek Zawodowy Pracowników Fizjoterapii.

„Nie zgadzamy się na dzielenie zawodów medycznych. Diagności laboratoryjni mają wykształcenie medyczne i kwalifikacje zawodowe, podobne jak lekarze, pielęgniarki, położne, ratownicy medyczni i fizjoterapeuci […] czujemy się dyskryminowani” – napisała Krajowa Rada Diagnostyków Laboratoryjnych. „Wyróżnianie finansowe tylko wybranych grup wpływa niekorzystnie na ich współpracę”.

Pielęgniarka 4 tys., technik analityk 2,5 tys.

„Rozchwianie siatki płac w zawodach medycznych prowadzi do tego, że pensje osób na tym samym stanowisku drastycznie się różnią. Dla przykładu w Punktach Pobrań pielęgniarka za tę samą pracę dostanie 4 000 zł, a obok technik analityki medycznej 2 500 zł.

Podobnie z diagnostami i lekarzami-diagnostami na tych samych stanowiskach pracy w laboratorium medycznym. „To rodzi konflikty, atmosfera robi się napięta” – mówi Niewiadomska.

„Próbują skłócić nasze środowisko” – przyznają fizjoterapeuci. „Jako grupa zawodowa obserwujemy, że jedyną drogą do rozmów i uzyskania podwyżek płacowych jest protest i strajk, ponieważ tylko te grupy zawodowe osiągają realne podniesienie płac, które usilnie protestują”.

Ministerstwo odmawia, by nie dzielić środowiska

Co dały rozmowy z ministrem? Na stronie Krajowej Rady Diagnostyków Laboratoryjnych czytamy, że minister zadeklarował, że „w przeciągu tygodnia – dwóch spotka się z organami założycielskimi szpitali i będzie rozmawiał o tym, dlaczego nas tak źle traktują i dlaczego nie dają nam podwyżek”.

„Minister obiecał nam wstępnie bezpłatne kształcenie specjalizacyjne i zagwarantowanie urlop szkoleniowego” – mówi OKO.press Iwona Kozłowska, przewodnicząca Krajowego Związku Zawodowego Pracowników Medycznych Laboratoriów Diagnostycznych.

A co z podwyżkami celowanymi, czyli takimi, które określonym grupom zawodowym może przyznać ministerstwo? Chętnie, ale jeszcze nie teraz. Dlaczego? Żeby nie dzielić środowiska.

Bo takich środków nie można przeznaczyć dla grupy zawodowej, która nie jest uregulowana ustawą. Diagności są co prawda przewidziani w ustawie, ale technicy już nie, a ministerstwo „nie chce tworzyć podziałów” dając jednym podwyżki, a innym nie.

Diagności na podwyżki muszą więc poczekać aż zawód technika zostanie objęty ustawą. Kiedy? Trudno powiedzieć.

Prace nad nowelizacją ustawy o zawodach medycznych trwają od 15 lat.

„Pan minister zapowiedział, że do końca listopada ustawa będzie przedstawiona do konsultacji. Teraz pozostaje nam czekać” – mówi Kozłowska.

Zabawa w kotka i myszkę?

Dr Tomasz Dybek, Przewodniczący Zarządu Krajowego Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pracowników Fizjoterapii i wiceprzewodniczący Rady Branży OPZZ ,,Usługi Publiczne” jest sceptyczny: „Interesujące jest to, jaki był klucz doboru związków uczestniczących w spotkaniu. Z informacji, które do mnie dotarły wynika, że na spotkaniu nie padły żadne konkrety, można więc przypuszczać, że jest to kolejny etap »zabawy w kotka i myszkę« z zawodami, które nie zostały objęte żadnymi porozumieniami”.

Środowisko pracowników medycznych jest bardzo rozdrobnione, trudno o wspólny głos, kiedy Ministerstwo negocjuje z poszczególnymi grupami, albo z niektórymi związkami tak, a z innymi nie.

W porozumieniu podpisanym z ministrem zdrowia związki zawodowe pielęgniarek musiały zadeklarować, że nie będą organizować protestów na szczeblu krajowym. Lokalnie już tak. W każdym szpitalu o płace muszą więc walczyć oddzielnie.

Kiedy coś się w sytuacji pracowników medycznych zmieni?

„A jak się ma zmienić, jeśli nie przeznaczy się więcej pieniędzy na ochronę zdrowia? Pokazywaliśmy ministerstwu wyliczenia – w ciągu 3 lat nakłady muszą wzrosnąć do min 6,5 procent PKB, to absolutne minimum” – mówi Dybek.

Według danych OECD Polska jest jednym z krajów OECD, które przeznacza najmniej środków na służbę zdrowia.

 

Źródło: OECD (https://stats.oecd.org/index.aspx?DataSetCode=HEALTH_STAT#)

Jesteśmy też poniżej normy OECD, jeśli chodzi o procent populacji objęty ubezpieczeniem zdrowotnym (91 proc.). To mniej niż w Meksyku (92,3 proc.). Gorzej jest tylko w Grecji (86 proc.) i w Stanach Zjednoczonych (90 proc.).

„Dopóki ministerstwo czy pacjenci nie odczują braku kadry, nie ma szans na zmianę”. A na braki kadry nie będziemy musieli długo czekać.

Polska już teraz jest wśród państw OECD, które mają najmniejszą liczbę lekarzy (2,4) i pielęgniarek (5,2) na 1000 mieszkańców.

Diagności po skończonych studiach nie podejmują pracy w zawodzie, bo zarobki są zbyt małe. „Otrzymaliśmy dane z jednej z uczelni medycznych w Polsce, gdzie w tym roku 33 osoby ukończyły analitykę medyczną, zaś tylko troje z nich podjęło pracę w zawodzie”, mówi Elżbieta Puacz.

Co na to ministerstwo zdrowia? „Rozważa dopuszczenie do zawodu diagnosty laboratoryjnego osób bez wykształcenia medycznego tzw. przyrodników np. biologów, biotechnologów czy też osoby, które ukończyły mikrobiologię w szkole rybołówstwa i transportu wodnego”.

Na złe konsekwencje braków kadrowych zwraca też uwagę NIK. Z raportu wynika, że w 29 proc. kontrolowanych podmiotów „osoby pełniące funkcje kierownika medycznego laboratorium diagnostycznego nie posiadały wymaganych kwalifikacji. Braki kadrowe powodowały, iż osoba posiadająca wymagane kwalifikacje pełniła funkcję kierownika w kilku laboratoriach (od 2 do 8)”.

Co  tego wynika dla Polek i Polaków?

  • zła jakość wykonywanych badań,
  • brak kontroli specjalistów,
  • mniejsza dostępność badań laboratoryjnych,
  • mniejsza wykrywalność chorób we wczesnym stadium.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym