Po publikacji artykułu OKO.press o obietnicy minister Anny Zalewskiej z kwietnia 2017 roku, dotyczącej programu dofinansowania ciepłych posiłków w polskich szkołach, dostaliśmy maila od rzeczniczki MEN Anny Ostrowskiej z zapewnieniem, że w Ministerstwie Edukacji wciąż trwają prace nad stworzeniem takiego programu. Poznaliśmy też datę jego wprowadzenia

Zgodnie z deklaracją, którą w mailu do OKO.press złożył MEN, program ma ruszyć już w nadchodzącym roku szkolnym – 2018/2019.

„Podtrzymujemy nasze deklaracje. W XXI wieku jest rzeczą oczywistą, że uczeń oprócz nauki musi także mieć możliwość spożycia przynajmniej jednego ciepłego posiłku, niezbędnego do prawidłowego funkcjonowania. Tak jest w większości krajów świata. Zdrowe, systematyczne jedzenie jest jednym z najważniejszych czynników warunkujących prawidłowy rozwój psychofizyczny dzieci. Uczeń musi mieć w szkole miejsce i czas na zjedzenie pełnowartościowego posiłku. Dlatego jedna przerwa między lekcjami powinna być dłuższa – nawet do 40 minut. Takie rozwiązania muszą być wprowadzone w polskiej szkole.

Pracujemy nad gotowymi rozwiązaniami systemowymi dotyczącymi zapewnienia uczniom szkół podstawowych możliwości spożycia ciepłego posiłku w szkole.

Planujemy je rozpocząć od roku szkolnego 2018/2019″ – pisze Anna Ostrowska do OKO.press.

Co obiecała Anna Zalewska?

O sprawie pisaliśmy tutaj. 12 kwietnia 2017 minister Anna Zalewska ogłosiła, że Ministerstwo Edukacji Narodowej i Ministerstwo Rodziny pracują nad programem współfinansowania z budżetu państwa ciepłych posiłków w stołówkach szkolnych dla wszystkich uczniów.

Koszt tego rozwiązania spoczywałby na barkach państwa i rodziców. W jakich proporcjach? Nie wiadomo. Ze wstępnych wyliczeń MEN opartych na założeniu, że posiłek na jednego ucznia kosztuje 5-8 zł, wynikało, że program pochłonąłby miliard zł rocznie.

Z maila Rzeczniczki wynika jedna podstawowa zmiana założeń.

Nie będzie to program skierowany do wszystkich uczniów, lecz tylko do uczniów szkół podstawowych.

Jak wyliczyliśmy (operując przyjętym przez MEN szacunkami – między 5-8 zł na posiłek na ucznia) pełne dofinansowanie posiłków w szkołach podstawowych dla budżetu rocznie to koszt między 1 mld a 1,6 mld zł. Dla wszystkich uczniów byłoby to ponad 3 razy więcej – między 4,6 mld a 7,35 mld zł.

Zawężenie grupy odbiorców programu do dzieci i młodzieży uczących się w szkołach podstawowych może oznaczać, że większą część programu pokryją pieniądze budżetowe. MEN założył bowiem, że koszt programu wyniesie miliard zł rocznie.

W Europie pełne dofinansowanie posiłków od szkoły podstawowej do szkoły średniej wprowadziła tylko Finlandia.

  • Zobacz pełne wyliczenia

    Czy PiS mógłby dotować posiłki dla wszystkich uczniów bez finansowego udziału rodziców? Operując przyjętym przez MEN szacunkami (między 5-8 zł na posiłek na ucznia) w skali roku (zakładając 187 dni szkolnych przyjętych na rok 2017/2018) jedzenie dla jednego ucznia w roku szkolnym kosztowałoby między 935 a 1496 zł.

    Dla wszystkich uczniów, których w roku szkolnym 2017/2018 jest 4 915 tys., byłby to koszt między 4,6 mld a 7,35 mld zł.

    Oczywiście, z posiłków nie korzystałyby wszystkie dzieci. Im wyżej w szczeblach edukacji, tym mniejsza potrzeba. Najbardziej kluczowa byłaby szkoła podstawowa.

    W roku 2017/2018 dzieci w szkołach podstawowych (klasy I-VII) jest 714,2 tys. Ta liczba musi być też uzupełniona o młodzież, która wciąż uczy się w wygaszanych gimnazjach. Dopiero w roku szkolnym 2018/2019 szkoły podstawowe będą miały pełne 8 klas. W drugiej klasie gimnazjum odpowiadającej ósmej klasie szkoły podstawowej w roku szkolnym 2017/2018 uczy się 358,8 tys.

    W sumie ze szkołą podstawową jest to 1 mln 73 tys. uczniów. Koszt pełnego dofinansowania posiłków w szkołach podstawowych wyniósłby więc między 1 mld a 1,6 mld zł.

Więcej pieniędzy na urządzanie stołówek

Budżet rządowego programu powinien uwzględniać też koszty rozwoju miejsc przeznaczonych na szkolne stołówki. Badanie przeprowadzone w 2017 roku w prywatnym programie „Extra Szkolna Stołówka” pokazało, że aż 32 proc. pytanych rodziców nie uważa stołówki za komfortowe miejsce do zjedzenia posiłku. Najczęściej są one po prostu za małe.

Ten problem sygnalizował też raport NIK („Wdrażanie zasad zdrowego żywienia w szkołach publicznych”) z 2016 roku.

W jednej z kontrolowanych szkół podczas przerwy obiadowej w stołówce liczącej 90 miejsc wydawano posiłki dla 101 uczniów.

W tym samym badaniu 59 proc. rodziców przyznało też, że tzw. długa przerwa jest niewystarczająco długa, by dziecko zdążyło zjeść ciepły posiłek.

Brak czasu. Szkoły na dwie zmiany i bez stołówek

Nie chodzi tylko o ciepły posiłek, ale też wygospodarowanie w życiu szkoły czasu na jego zjedzenie. Minister Anna Zalewska w kwietniu 2017 mówiła, że „MEN już teraz sugeruje dyrektorom szkół dysponujących stołówkami wydłużanie przerwy w zajęciach do 40 minut, aby dzieci mogły spokojnie zjeść ciepły posiłek”.

Te luźne sugestie padały jeszcze przed testowym rokiem reformy edukacji. Dziś już wiemy, że 40 minutowa przerwa lub zorganizowanie stołówki w szkołach podstawowych jest znacznie mniej realnie niż jeszcze rok wcześniej. Dlaczego? Przyjęcie kolejnego rocznika – klas siódmych – do budynków spowodowało rewolucję w organizacji pracy, a także znacznie bardziej zapełniło szkoły.

Od września 2017 do Rzecznika Praw Dziecka i Rzecznika Praw Obywatelskich lawinowo spływają relacje rodziców skarżących się na:

  • dwuzmianowy tryb pracy szkół – od 7:30 nawet do 19.00;
  • skrócenie przerw między lekcjami, żeby zmieścić większą ilość zajęć;
  • organizowanie zajęć w salach przeznaczonych na stołówki;
  • przenoszenie stołówek na szkolne korytarze.

Przyszły rok będzie jeszcze trudniejszy, bo klas będzie osiem.

RPO: tylko 13 proc. uczniów jest objętych  programem

Już w 2016 roku Rzecznik Praw Obywatelskich Adam Bodnar sygnalizował potrzebę powszechnego dożywiania dzieci w szkołach. Z badania Group for Research in Applied Economics (GRAPE) dotyczącego dostępu do pomocy w formie dożywiania realizowanego przez gminy na podstawie wieloletniego programu „Pomoc państwa w zakresie dożywiania” na lata 2014-2020, na które powołuje się Rzecznik wynika, że

dziś programem dożywiania objętych jest jedynie 13 proc. uczniów między 6. a 18. rokiem życia.

Te same badania pokazały też, że zmiana definicji dożywiania z „pełnowartościowego obiadu” na „posiłek” powoduje obniżanie standardu wsparcia.

Rzecznik w piśmie do minister Elżbiety Rafalskiej zwracał uwagę, że dożywianie dzieci w szkołach traktowane jest jako doraźna pomoc socjalna, a nie element wspierania rozwoju dziecka. „Usytuowanie pomocy na dożywianie w systemie pomocy społecznej powoduje, że dostępność kierowanego do uczniów wsparcia w postaci posiłku w szkole jest limitowana niezależnie od potrzeb dzieci w tej mierze.

Możliwość uzyskania prawa do  bezpłatnego posiłku mają bowiem tylko te dzieci, których rodziny spełniają kryterium dochodowe określone w ustawie o pomocy społecznej.

Lepszym rozwiązaniem byłoby wprowadzenie programu dożywiania o charakterze powszechnym, dla wszystkich uczących się dzieci” – pisał Adam Bodnar.

Rafalska: większa ilość dzieci korzysta ze wsparcia

odpowiedzi na pismo Rzecznika, Ministerstwo Rodziny przedstawiło inne dane. Według resortu badanie powinno zostać przeprowadzone w ośrodkach pomocy społecznej, a nie wśród dyrektorów.

„Jak wynika ze »Sprawozdania z realizacji programu pomoc państwa w zakresie dożywiania za lata 2010 – 2013« średniorocznie z pomocy skorzystało 1 mln 048 tys. 316 dzieci do 7. roku życia oraz uczniów do czasu ukończenia szkoły ponadgimnazjalnej. W roku 2014 formami pomocy wynikającymi z programu objęto 939 tys. 030 dzieci” – czytamy w odpowiedzi.

Oznaczałoby to, że nie 13 proc – jak podaje Rzecznik – a około 20 proc. dzieci objętych jest programem „Pomoc państwa w zakresie dożywiania”. Skąd te dysproporcje?

Raport ekonomistów, na który powołuje się Rzecznik, pokazał właśnie, jak dzieci zagrożone niedożywieniem mogą wypadać z samorządowych systemów pomocy. Jeżeli rodzice nie zgłaszają potrzebującego dziecka do programu bezpłatnych obiadów, to w myśl obowiązujących przepisów – interweniować powinien dyrektor.

Żeby sprawdzić, czy dyrektorzy mają „otwarte oczy” na potrzeby uczniów, badacze wysłali 1,2 tys. listów do szkół od anonimowego rodzica, który pisał o „koleżance córki z tej samej szkoły, która w czasie wizyt u nas zawsze pyta, czy może dostać coś do jedzenia”.

Aż 56 proc. dyrektorów nie zareagowało na ten list. I właśnie na ten przykład powołał się RPO w liście do Ministerstwa.

Niezależnie od tego, czy funkcjonujący dziś program obejmuje 13 czy 20 proc. uczniów wciąż nie rozwiązuje on kluczowego problemu.

A jest nim nadal traktowanie dożywiania w szkole jako pomocy socjalnej, a nie skutecznego narzędzia edukacyjnego.


"Takie będą rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie"
OKO pisze o edukacji. Wesprzyj nas.

Dziennikarz i reporter. Laureat nagród: "Pióro Nadziei 2018" przyznawanej przez Amnesty International za dziennikarstwo zaangażowane i "Korony Równości 2019". Nominowany do nagrody "Zielony Prus" Stowarzyszenia Dziennikarzy RP za wyróżniający start w zawodzie. W OKO.press pisze o edukacji, prawach człowieka, społeczeństwie obywatelskim i polityce społecznej.


Twoje OKO

Specjalne teksty. Niepublikowane taśmy. Poufne wiadomości. Za darmo. Na zawsze.

Załóż konto. Otwórz OKO!