Podczas posiedzenia Komisji LIBE w Europarlamencie Marek Jurek podzielił się kilkoma myślami na temat małżeństwa. Jego słowa miały promować projekt Konwencji o Prawach Rodziny, który sporządził razem z Ordo Iuris. OKO.press "dla dobra narodu i całej Europy" szczegółowo omawia absurdy wywodu europosła

Podczas posiedzenia Komisji Wolności Obywatelskich, Sprawiedliwości i Spraw Wewnętrznych (LIBE) Parlamentu Europejskiego 20 listopada 2018 odbyło się wysłuchanie w sprawie praworządności w Polsce.

Spór wokół sądów powszechnych oraz Sądu Najwyższego zdominował wystąpienia europosłów, jednak pojawiały się również pytania o to, jak rząd PiS kluczy w sprawie aborcji, czy jak Prokurator Generalny legitymizuje dyskryminację osób LGBT+.

Kwestia praw osób nieheteroseksualnych, praw kobiet i różnic w standardach przestrzegania tych praw w poszczególnych krajach wspólnoty była zresztą tematem wiodącym. Część z europosłów wskazywało na to, że ustawodawstwo niektórych krajów wspólnoty pozostawia wiele do życzenia, jeśli chodzi o kwestie równouprawnienia.

Europoseł PiS Marek Jurek poczuł się wywołany do tablicy i wystąpił z wywodem mającym bronić konserwatywnego ustawodawstwa Polski i innych krajów regionu. Zaczął od zwrócenia uwagi, że „równouprawnienie nie jest kwestią sporną, ale sporny jest jego wymiar społeczny”. O co chodzi?

„W tej dyskusji słyszymy, że nie chodzi o komfort osób, nie o wymiar indywidualny, ale tak naprawdę o równość w skali społecznej między etyką monogamicznego małżeństwa i rodziny z jednej strony, a kontestacją tej etyki z drugiej” – zaczął swoje rozważania. A następnie dokonał wykładni rozumienia małżeństwa.

„Monogamiczne małżeństwo to nie jest wspólnota dominacji, ale komplementarności. To jest wspólnota osób zdolnych przekazać życie i odpowiedzialnych za przekazanie życia. Na tym polega jego wartość społeczna. Wiele z naszych państw tej etyce jest ciągle wiernych i traktują ją jako źródło norm społecznych, oświetlające prawo. Polska, Węgry, Słowacja mają te zasady wpisane do konstytucji”.

Marek Jurek zakończył wywód słowami: „Etyce monogamicznej rodziny jesteśmy wierni nie przeciwko komuś, ale dla dobra wspólnego naszych narodów i całej Europy. Szczególnie od KE chcielibyśmy oczekiwać szacunku dla naszego prawa”.


"Monogamiczne małżeństwo to wspólnota osób zdolnych przekazać życie i odpowiedzialnych za przekazanie życia (...) Polska ma te zasady wpisane do konstytucji"

Marek Jurek, Parlament Europejski - 20/11/2018

Fot . Wojciech Nekanda Trepka / Agencja Gazeta


Polska konstytucja ani polskie prawo nie wartościują w ten sposób małżeństw


Problem z wypowiedzią Marka Jurka zaczyna się już na etapie używanej przez niego terminologii. Określenie monogamiczne małżeństwo w dosłownym rozumieniu powinno być użyte jako przeciwieństwo poliandrii lub poligamii. Nie tego dotyczyła jednak debata.

Monogamiczne w języku Marka Jurka jest z jednej strony przeciwieństwem małżeństwa jednopłciowego, nieheteroseksualnego. Z drugiej zaś – podkreśleniem, że w takim małżeństwie mąż i żona spełniają swoje role płciowe i żyją według określonych zasad.

Co mówi polska Konstytucja?

Biorąc słowa Marka Jurka na poważnie musimy szukać zatem w polskiej Konstytucji normy, której brzmienie zbliżone byłoby do jego słów:

„Monogamiczne małżeństwo to wspólnota osób zdolnych przekazać życie i odpowiedzialnych za przekazanie życia”.

Takiego ani podobnie wartościującego zapisu w polskiej Konstytucji oczywiście nie ma. W artykule 18 Konstytucja stanowi bowiem:

Małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny, rodzina, macierzyństwo i rodzicielstwo znajdują się pod ochroną i opieką Rzeczypospolitej Polskiej. 

Art. 18 jest wymieniany często jako norma wykluczająca uznawanie w świetle prawa innych rodzajów związków poza heteroseksualnym małżeństwem. Zdaniem wielu prawników nie odpowiada to rzeczywistości.

W 2012 roku podczas debaty na Uniwersytecie Warszawskim doktor Kamil Zaradkiewicz, obecnie sędzia Sądu Najwyższego z nadania PiS-owskiej KRS, wyraził następujący pogląd:

„Kluczowe znaczenie ma wyraz jako, który

moim zdaniem wcale nie definiuje małżeństwa w ten sposób, że jest ono wyłącznie związkiem kobiety i mężczyzny.

Wskazany przepis wzmiankuje małżeństwo w konkretnej postaci »heteroseksualnej«, po to, by nadać mu szczególną rangę, która wynika z otoczenia go ochroną Rzeczypospolitej. Zatem należy uznać, że małżeństwo stanowiące związek kobiety i mężczyzny podlega ochronie i opiece RP, a w konsekwencji instytucja ta wymaga określonych regulacji prawnych, w szczególności w ramach przepisów prawa cywilnego.

Moim zdaniem z takiego ujęcia art. 18 Konstytucji wynika, że są być może w świetle tego przepisu dopuszczalne również inne niż małżeństwo instytucje, co do których nie istnieje konieczność zapewnienia im takiej samej jak małżeństwu opieki Rzeczypospolitej”.

Zaradkiewicz zmienił swoje poglądy gdy kandydował z poparciem Zbigniewa Ziobro do Sądu Najwyższego. Nie zmienia to faktu, że podobny pogląd jest popularny wśród konstytucjonalistów. Opowiadają się za nim m.in. prof. Ewa Łętowska, prof. Mirosław Wyrzykowski, prof. Jan Woleński, dr Ryszard Piotrowski.

Co mówią inne przepisy?

Jeśli więc w Konstytucji nie mamy podobnego zapisu, który przypominałby definicję Marka Jurka, może znajduje się ona w innych przepisach?

Szczególnie frapujący jest nacisk, jaki europoseł położył na płodność. W żadnych przepisach dotyczących małżeństwa w polskim prawie nie doszukamy się bezpośredniego związku ze „zdolnością do przekazania życia”.

Prawo nie definiuje wprost powodów zawarcia małżeństwa ani jego celu. Na podstawie norm zawartych w Kodeksie rodzinnym i opiekuńczym możemy wyprowadzić definicję małżeństwa jako sformalizowany, trwały związek kobiety i mężczyzny, który z jednej strony jest więzią emocjonalną i osobistą, z drugiej zaś – stosunkiem prawnym o charakterze majątkowym.

Dzieci, owszem, są elementem małżeństwa, elementem powstałej w ten sposób rodziny, ale posiadanie potomstwa nie jest warunkiem, ani tym bardziej oficjalnym celem zawarcia małżeństwa.

Definicja przytaczana przez Marka Jurka nie ma oparcia w polskiej konstytucji ani prawie cywilnym, ale za to jest jak najbardziej poprawna z punktu widzenia Katechizmu Kościoła Katolickiego. Stanowi on bowiem:

  • KKK 1601: Przymierze małżeńskie, przez które mężczyzna i kobieta tworzą ze sobą wspólnotę całego życia, skierowaną ze swej natury na dobro małżonków oraz do zrodzenia i wychowania potomstwa, zostało między ochrzczonymi podniesione przez Chrystusa Pana do godności sakramentu.

Płodność i posiadanie potomstwa rzeczywiście jest kluczowe z punktu widzenia doktryny katolickiej. Na gruncie prawa kanonicznego, jak wskazują eksperci, zatajenie bezpłodności przez jednego z małżonków może być przyczyną unieważnienia małżeństwa.

Prawo cywilne możliwości takiej nie przewiduje.

Bezdzietne małżeństwa, nieślubne dzieci

Definicja Marka Jurka nie tylko nie ma oparcia w prawie, ale jest też niezwykle wąska i wykluczająca. Skoro wartość społeczna monogamicznego małżeństwa to zdolność do przekazania życia, europoseł tym samym musi uznawać małżeństwa bezdzietne za pozbawione takiej wartości.

Zdaniem Marka Jurka polskie prawo bazuje właśnie na tej wartości, zatem: dlaczego ustawodawca miałby uznawać za małżeństwo osoby bezdzietne z wyboru lub bezpłodne? Dlaczego pozwalamy wstępować w związek osobom, które nie spełnią, według uznania Marka Jurka, jego podstawowej funkcji?

Problem z wartością społeczną monogamicznego małżeństwa tylko się pogłębi, gdy zauważymy, że wartość ta nie jest wcale ekskluzywna dla monogamicznych małżeństw. Według roczników statystycznych GUS-u jeszcze w 1980 roku zaledwie 4,8 proc. urodzeń było urodzeniami pozamałżeńskimi, w roku 2016 odsetek ten skoczył do 25 proc. Tak, to prawda – zdolność przekazywania życia istnieje poza małżeństwem.

Czy konserwatywne kraje mają wyższy przyrost naturalny?

Marek Jurek kończy swoją myśl: Etyce monogamicznej rodziny jesteśmy wierni nie przeciwko komuś, ale dla dobra wspólnego naszych narodów i całej Europy.

Trudno powiedzieć, co konkretnie ma na myśli. Może to być duchowe dobro narodów i Europy – tu nie jesteśmy w stanie jednoznacznie stwierdzić, jakie zasługi ma Polska. Biorąc pod uwagę całą wypowiedź europosła, chodziło mu najprawdopodobniej o demografię.

W jego wizji konserwatywne, religijne społeczeństwa promują „naturalne model rodziny”, czyli małżeństwa kobiet i mężczyzn, w których płodzi się, a następnie wychowuje w wierze dzieci. W idealnej wersji nie stosuje się również antykoncepcji innej niż kalendarzyk małżeński.

Marek Jurek jako przykład konserwatywnych krajów, które etykę monogamiczną zapisaną mają w konstytucji, wskazał Polskę, Węgry i Słowację. Przyrost naturalny (według danych Banku Światowego z 2017 roku) tych krajów wygląda następująco:

  • Polska – 0 proc.
  • Węgry – -0,3 proc.
  • Słowacja – 0,3 proc.

Przyrost naturalny trzech wybranych krajów UE, w których małżeństwa jednopłciowe są legalne wygląda następująco:

  • Szwecja – 1,4 proc.
  • Holandia – 0,6 proc.
  • Francja – 0,4 proc.

Jak widać nie ma korelacji między promocją heteroseksualnych małżeństw monogamicznych, a wyższym przyrostem naturalnym. Bez znaczenia jest też odsetek urodzeń pozamałżeńskich (w Szwecji to ponad 55 proc. wszystkich urodzeń).

W rozgryzieniu problemu dzietności nie pomoże nam też statystyka rozwodowa. Według Eurostatu statystycznie najwięcej rodzin wielodzietnych spotkać można w Finlandii (co dziesiątka matka ma czworo lub więcej dzieci), gdzie odsetek rozwodów jest również jednym z najwyższych w Europie.

Nie można oczywiście negować tego, że przekonania religijne i etyczne wpływają na styl życia i dzietność rodzin. Przykładem tego z pewnością jest sam Marek Jurek, który żyjąc w monogamicznym małżeństwie, ma czworo dzieci. Jeśli jednak spojrzymy na społeczeństwa, a nie pojedyncze przypadki, to zależności występują raczej między dzietnością krajów, a rozwinięciem ich systemów zabezpieczenia społecznego.

Czy dobro narodu to powód, dla którego ludzie biorą śluby?

Przyjrzyjmy się raz jeszcze ostatniemu zdaniu wypowiedzi Marka Jurka. Etyce monogamicznych rodzin jesteśmy wierni dla dobra wspólnego naszych narodów i całej Europy.

Spośród wielu możliwych rodzajów związków (poliamoria, konkubinat, związki przygodne), niektórzy ludzie wybierają właśnie sakramentalny lub świecki (ale w Polsce – różnopłciowy) ślub. Ze względu na brak adekwatnych badań, OKO.press proponuje wykonać eksperyment myślowy i zastanowić się, jak wyglądałyby przeciętne odpowiedzi na następująco sformułowane pytanie:

Dlaczego zdecydowali się państwo wziąć ślub?

a. ze względu na łączące nas uczucie;

b. ze względu na bezpieczeństwo finansowe;

c. ze względu na potrzebę ustatkowania się;

d. ze względu na chęć posiadania „ślubnych” dzieci;

e. ze względu na dobro wspólne naszych narodów i całej Europy.

Ponieważ nie do końca wiadomo, co konkretnie miał na myśli europoseł, w podobny sposób można by było pytać o to, dlaczego ktoś „wybiera heteroseksualność”? Ponieważ podobają się mu/jej osoby przeciwnej płci, czy dla dobra wspólnego naszych narodów i całej Europy?

OKO.press oczywiście uznaje możliwość, że sam europoseł Marek Jurek zdecydował się zawrzeć monogamiczne małżeństwo ze względu na dobro wspólne naszych narodów i całej Europy.

Promocja projektu konserwatywnej konwencji 

Swoje wystąpienie na posiedzeniu Komisji LIBE Marek Jurek promował na Twitterze, chwaląc się, że jako jedyny poseł wystąpił przeciwko zmasowanym atakom na „homofobiczne” państwa Europy Środkowej.

„Gdyby liderzy PiS byli na tej komisji – przekonaliby się jak bardzo potrzebna jest Międzynarodowa Konwencja Praw Rodziny” – dodał europoseł.

Chodzi oczywiście o dokument, który Marek Jurek przygotował wiosną 2018 razem z Ordo Iuris, a następnie szumnie nazwał Konwencją (choć nazwa taka wymaga, by przystąpiły do niej przynajmniej cztery państwa, a na razie wynik ten wynosi zero).

Dokument według autorów miałby w przyszłości zastąpić Konwencję Rady Europy tzw. Stambulską o przeciwdziałaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej. Jak twierdzi dr Tymoteusz Zych z Ordo Iuris, to „ideologiczny dokument, który pod pretekstem zwalczania przemocy, w rzeczywistości służy osłabieniu rodziny”.

W dokumencie Marka Jurka znaleźć możemy więc takie pomysły jak

  • całkowita ochrona życia od poczęcia (czytaj: całkowity zakaz aborcji),
  • zakaz małżeństw jednopłciowych – zarówno w kraju, jak i zakaz uznawania skutków prawnych małżeństw zawartych zagranicą,
  • definiowanie płci jedynie jako zespół cech biologicznych, które „obiektywnie odróżniają kobiety od mężczyzn”,
  • zakaz dochodzenia rekompensat w związku z urodzeniem się dziecka (wrongful birth, wrongful life, wrongful conception).

„Konwencja” Jurka i Ordo Iuris dotyczy również przemocy, ale na jej gruncie najbezpieczniejszym środowiskiem dla osób, które przemocy chcą uniknąć, jest rodzina, gdzie każdy pełni swoje „naturalne role”.

Na razie katoliccy lobbyści zdążyli prezentować swój dokument podczas konferencji OBWE w Warszawie oraz w Parlamencie Europejskim. Odbyło się również spotkanie z ministrem spraw zagranicznych Jackiem Czaputowiczem, który miał w lipcu 2018 przekazać swoje uwagi do dalszych prac.


Absolwentka Prawa i Filozofii Uniwersytetu Warszawskiego. Publikowała m.in. w Dwutygodniku, Res Publice Nowej i Magazynie Kulturalnym. Pisze o polityce i mediach. Prowadzi relacje LIVE w mediach społecznościowych.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym