Prezydent Wrocławia zakazał Narodowego Marszu Niepodległości, który miał przejść ulicami miasta 11 listopada. Policja powołała się na to, że organizator Marszu ma na koncie 7 zgromadzeń, w których uczestnikami "w przeważającej mierze były osoby identyfikujące się ze środowiskami skrajnie prawicowymi". A zatem niebezpieczeństwo złamania prawa jest realne

Organizatorami Marszu 11 listopada są wrocławskie środowiska nacjonalistyczne. Współorganizował go i promował między innymi Jacek Międlar. Na Twitterze zapowiedział już, że narodowcy od decyzji się odwołają i przemaszerują mimo zakazu: „żaden lewak i żyd nam tego nie zabroni” – napisał.

Prezydent Dutkiewicz decyzję podjął 6 listopada po konsultacji z Policją i w porozumieniu z prezydentem elektem Jackiem Sutrykiem.

„Ze względu na zagrożenie zdrowia i życia ludzi”

W uzasadnieniu miasto powołuje się na korespondencję z Komendantem Miejskim Policji. 29 października urzędnicy wrocławskiego ratusza zwrócili się do Komendanta z prośbą o informacje dotyczące poprzednich zgromadzeń organizowanych przez tę samą osobę. Miasto poprosiło o:

  • opis zagrożeń na tych zgromadzeniach;
  • informację, czy w ich trakcie dochodziło do naruszenia prawa;
  • analizę zagrożeń, które mogą nastąpić podczas planowanego zgromadzenia.

5 listopada policja odpowiedziała na zapytanie. Napisała, że:

„W okresie od 2014 do 2018 roku, na terenie Wrocławia odbyło się 7 zgromadzeń organizowanych przez Pana [nazwisko zamazane].

Uczestnikami tych zgromadzeń, w przeważającej mierze były osoby identyfikujące się ze środowiskami skrajnie prawicowymi, utożsamiające się z organizacjami takimi, jak: Młodzież Wszechpolska, ONR, Ruch Wolności oraz pseudokibice WKS Śląsk Wrocław„.

Policja opisała również zgromadzenie z 4 sierpnia 2018 roku, gdzie:

„pojawiła się grupa osób o odmiennych poglądach, co doprowadziło do agresywnych zachowań uczestników zgromadzenia wobec tych osób. W związku z eskalacją agresywnych zachowań polegających na przepychaniu, szarpaniu, wyrywaniu megafonów przez uczestników zgromadzenia wobec osób niebiorących w nim udziału, organizator został poproszony przez przedstawiciela organu gminy o zaprzestanie tego rodzaju zachowań, ze względu na zagrożenie zdrowia i życia ludzi”.

„Organ gminy po przeanalizowaniu całokształtu okoliczności i dowodów zgromadzonych w sprawie stwierdza, iż może dojść do naruszenia przepisów art. 4 ust. 2 ustawy z dnia 24 lipca 2015 r. Prawo o zgromadzeniach, art. 256 i 257 ustawy z dnia 6 czerwca 1997 r. Kodeks karny oraz art. 52 par. 1 ustawy z dnia 20 maja 1971 r. Kodeksu wykroczeń

poprzez odbycie planowanego zgromadzenia, którego przebieg wyczerpywałby ustawowe znamiona przestępstw i wykroczeń w w/w przepisach tj. znieważanie osób, nawoływanie do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych, wyznaniowych oraz udział w zgromadzeniu osób posiadających przy sobie wyroby pirotechniczne lub inne niebezpieczne materiały i narzędzia”.

Pełna treść uzasadnienia

Miasto w decyzji nie cytuje pełnej odpowiedzi policji. Szeroko omawia jej treść, zwracając uwagę przede wszystkim na przebieg demonstracji narodowych we Wrocławiu w ostatnich czterech latach. Nie wiemy, czy miasto i policja dysponują dowodami, że podczas wrocławskiego marszu 11 listopada ma dojść do złamania prawa.

Biuro RPO: „będziemy to badać”

„Rzecznik Praw Obywatelskich na pewno będzie tę decyzję prezydenta Wrocławia analizował pod kątem tego, czy przesłanki z ustawy o zgromadzeniach zostały zastosowane w sposób prawidłowy – mówi OKO.press Anna Błaszczak-Banasiak z biura RPO. –  Z wyroku dotyczącego Marszu Równości w Lublinie wynika niezbicie, że jeżeli zastosowano przesłankę dotyczącą bezpieczeństwa publicznego, to musi ona bezpośrednio dotyczyć organizatorów i to zagrożenie musi być realne, a nie prewencyjne. Nie może być tak, że prezydent założył, że do jakichś zamieszek czy nieporozumień może dojść, tylko musi mieć dowody, a co najmniej bardzo twarde przesłanki, że to zagrożenie jest realne. Na pewno będziemy to badać”.

Przypomnijmy: w październiku prezydent Lublina Krzysztof Żuk w ostatnim tygodniu przed zgromadzeniem zakazał organizacji pierwszego lubelskiego Marszu Równości. Uzasadniał to tym, że jest spore ryzyko zagrożenia ze strony nacjonalistów, którzy organizowali kontrmanifestację. Prezydent Żuk uznał więc, że ma prawo rozwiązać pokojowe zgromadzenie ze względu na jego agresywnych przeciwników.

Sąd nie zgodził się z jego argumentacją. Marsz się odbył, kontrmanifestanci legalnie demonstrowali tylko do godziny rozpoczęcia Marszu Równości. Agresywni chuligani, którzy atakowali Marsz naruszyli prawo i policja musiała wobec nich interweniować, ochraniając Marsz.

We Wrocławiu sytuacja jest inna.

Zagrożenie, na jakie powołuje się miasto, nie pochodzi od kontrmanifestantów.

Prezydent Wrocławia uznał, że istnieje zagrożenie ze strony narodowców, że ich marsz nie będzie pokojowy. 30 października 2018 wrocławski sąd uznał, że zeszłoroczny marsz środowisk narodowych na 11 listopada nie był pokojowy, a próba jego zablokowania przez działaczy Obywateli RP i Ogólnopolskiego Strajku Kobiet nie była szkodliwa społecznie.

Nacjonaliści zamierzają się odwołać. O tym, czy Dutkiewicz użył wystarczająco silnych argumentów do zakazania zgromadzenia, zdecyduje sąd.

11 listopada w Warszawie ma się odbyć Marsz Niepodległości. Prezydent Hanna Gronkiewicz-Waltz zapowiedziała 5 listopada: „Chcę uprzedzić lojalnie, że jeżeli tylko będzie jakiś element nienawiści (…), jeżeli tylko będzie jakaś raca, w takim zakresie jak w zeszłym roku, to bez wahania rozwiążę tę manifestację. I sama podpiszę, nie pani Gawor. Zostaję specjalnie na 11.11, siedzę w Centrum Bezpieczeństwa i wezmę to na swoją odpowiedzialność, bo nie będą mi urzędnika potem poniewierać”.

Absolwent historii na UJ, arabistyki na UAM i Polskiej Szkoły Reportażu. Publikował m.in. w Res Publice Nowej, magazynie Kontakt, miesięczniku Znak i Tygodniku Powszechnym. W OKO.press pisze o polityce.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym