0:000:00

0:00

Prawa autorskie: Maciek Jazwiecki / Agencja GazetaMaciek Jazwiecki / A...

Do północy 11 listopada 2020 Polacy mogli głosować za postawieniem w ich gminach masztów z narodowymi flagami fundowanych przez rząd. Rankiem tego dnia OKO.press ujawniło, że źródłem finansowania projektu “Pod biało-czerwoną” jest Fundusz Przeciwdziałania COVID-19. To z niego opłacany jest m.in. sprzęt i wyposażenie dla szpitali oraz wsparcie dla pracodawców i pracowników, którzy stracili dochody przez epidemię koronawirusa.

Przeczytaj także:

Jak obliczyliśmy, wieczorem 10 listopada liczbę głosów uprawniających do otrzymania rządowego masztu zebrało 1 181 gmin, czyli prawie połowa ze wszystkich 2 477 gmin w Polsce. Przewidziany koszt jednego masztu to maksymalnie 5 tys. zł. Na dzień przed zakończeniem głosowania projekt obciążał więc Fundusz Przeciwdziałania COVID-19 kwotą 5 905 000 .

11 listopada w ciągu dnia ustalenia OKO.press obiegły niemal wszystkie ogólnopolskie media. W sieci pełno było komentarzy wyśmiewających absurd tego projektu albo oburzonych marnotrawieniem pieniędzy na ratowanie życia. Choć informacja musiała dotrzeć polityków PiS, w tym do firmujących “Pod biało-czerwoną” Mateusza Morawieckiego i Adama Andruszkiewicza, jeszcze tego samego dnia na stronie projektu pojawiła się informacja, że mieszkańcy gmin, którzy chcą mieć u siebie maszt z flagą, mogą głosować jeszcze do 31 grudnia.

Oznacza to, że rząd pomimo powszechnego oburzenia zamierza przeznaczyć z funduszu na walkę z COVID-19 kolejne miliony złotych.

Aby gmina dostała od rządu maszt z flagą, jej mieszkańcy muszą zebrać odpowiednią liczbę głosów. Dla gmin do 20 tys. mieszkańców wystarczy 100 głosów, dla gmin do 100 tys. mieszkańców – 500, a dla większych – tysiąc.

Gdy piszemy ten tekst, na maszt zasłużyły już sobie 1 362 gminy. Daje to 6 810 000 zł, o prawie 900 tys. zł więcej niż dwa dni temu. Przy takim tempie do końca roku znalazłoby się dość głosów, by antycovidowy maszt znalazł się w każdej gminie w Polsce.

Fundusz Przeciwdziałania COVID-19 straci wtedy 12 385 000 zł.

Rząd postanowił

Premier ogłosił program “Pod biało-czerwoną” już 25 sierpnia, ale dopiero 30 października pojawiła się podstawa prawna dla jego finansowania. Jak ustaliło OKO.press, rada ministrów zawarła ją w uchwale dotyczącej wsparcia dla inwestycji samorządowych z Funduszu Przeciwdziałania COVID-19.

Obok regulacji o finansowaniu inwestycji w byłych PGR-ach pojawia się tam zapis, że środki Funduszu Przeciwdziałania COVID-19 przeznacza się na wsparcie „gmin zakwalifikowanych do udziału w projekcie »Pod Biało-Czerwoną«, zorganizowanym przez Kancelarię Prezesa Rady Ministrów oraz Ministerstwo Cyfryzacji, które wynosi do 5000 zł dla każdej zakwalifikowanej gminy”.

Fundusz Przeciwdziałania COVID-19 jest finansowany m.in. z budżetu państwa, w tym ze środków europejskich i ze sprzedaży państwowych obligacji. Operuje nim Bank Gospodarstwa Krajowego, ale decyzje o jego przeznaczeniu podejmuje premier.

W tym roku Fundusz planuje wydać 112,5 mld zł. Do października rozdysponował 66,6 mld zł – w znacznej części na wsparcie dla pracodawców i pracowników, którzy stracili dochody przez epidemię koronawirusa, m.in. dofinansowanie wynagrodzeń, przestojowe, pożyczki dla mikroprzedsiębiorców.

Z Funduszu płyną także środki na zadania realizowane przez Ministerstwo Zdrowia – sprzęt i środki ochrony dla szpitali, wyposażenie laboratoriów, zakup testów na koronawirusa.

Morawiecki złamał prawo

Uchwała Rady Ministrów, pozwalająca na sfinansowanie flag z masztem, została wydana na podstawie specustawy z 31 marca 2020 o szczególnych rozwiązaniach związanych z przeciwdziałaniem COVID-19. Masztowy program z walką z COVID-19 nie ma żadnego związku, a jego autorzy nawet nie próbują tego ukrywać.

Jak czytamy na stronie rządowej, „celem projektu jest godne upamiętnienie zwycięstwa wojsk Rzeczypospolitej nad armią bolszewicką w Bitwie Warszawskiej 1920 roku”. Chodzi w nim także o „uhonorowanie Poległych”, „zjednoczenie kraju i jego mieszkańców” oraz „zachęcenie ich do refleksji nad samym patriotyzmem i przyszłością Polski”.

„Tę uchwałę podjęto bez podstawy prawnej, wbrew artykułowi 7 konstytucji, mówiącemu, że organy władzy publicznej działają na podstawie i w granicach prawa” - stwierdził w rozmowie z OKO.press konstytucjonalista prof. Ryszard Piotrowski.

Za naruszenie konstytucji Mateusz Morawiecki może odpowiadać przed Trybunałem Stanu. Premier może też ponieść odpowiedzialność karną za przekroczenie uprawnień.

Decyzja o przedłużeniu programu pokazuje, że premier nie przewiduje takiej ewentualności.

Udostępnij:

Daniel Flis

Dziennikarz OKO.press. Absolwent filozofii UW i Polskiej Szkoły Reportażu. Wcześniej pisał dla "Gazety Wyborczej". Był nominowany do nagród dziennikarskich.

Przeczytaj także:

Komentarze