W trakcie konferencji Fundacji "Nie lękajcie się" w Sejmie Irena Kołodziej, matka molestowanego przez księdza chłopca, oskarżyła ks. Piotra Kuca o zatajenie przed sądem wiedzy o molestowaniu innych ministrantów i nakłanianie jej do fałszywych zeznań. OKO.press powiedziała: "Przeczytał mi ich nazwiska. Jedno zapamiętałam"

Irena Kołodziej i jej syn Dariusz wystąpili na konferencji zorganizowanej w Sejmie 18 marca 2019 przez Fundację “Nie lękajcie się”. Fundacja zaproszona przez posłankę Teraz Joannę Scheuring-Wielgus odpowiedziała na oświadczenia dziewięciu kurii, które zarzuciły Fundacji podanie o nich nieprawdziwych informacji w raporcie na temat naruszeń prawa przez biskupów chroniących księży wykorzystujących seksualnie małoletnich.

Jedną z historii przytoczonych w raporcie była sprawa byłego wikarego z Jemielnicy ks. Mariusza K., który w 2012 roku obnażał się przed ministrantem i zmusił go do masturbacji. Matka zgłosiła sprawę opolskiemu biskupowi Andrzejowi Czai w tym samym roku. Ruszył wtedy proces kanoniczny, który doprowadził do zawieszenia ks. Mariusza w posłudze duszpasterskiej i ostatecznie do wydalenia go z kapłaństwa w 2015 roku. Kuria zawiadomiła jednak o sprawie prokuraturę dopiero w 2018, zmuszona nowelizacją kodeksu karnego, który nakazuje zgłaszanie takich przestępstw pod groźbą więzienia.

Według reportażu “Wyborczej”, na który powołuje się raport, rzecznik kurii ks. Joachim Kobienia oświadczył wtedy, że „wolą rodziny było”, by wcześniej nie powiadamiać prokuratury. Tymczasem Irena Kołodziej twierdzi, że to biskup Czaja namówił ją na zachowanie sprawy w tajemnicy.

W konsekwencji o przestępstwie ks. Mariusza nie dowiedział się nawet jego bezpośredni przełożony, proboszcz parafii w Jemielnicy. Po przenosinach ks. Mariusza do klasztoru “z powodów zdrowotnych” codziennie zachęcał wiernych do modlitwy za jego zdrowie.

Bp Czaja: nie mów mężowi

Podczas konferencji 18 marca Irena Kołodziej opowiadała o jej spotkaniu z biskupem w 2012 roku, na które pojechała wspólnie z przyjaciółką tuż po tym, gdy jej syn powiedział jej o wykorzystywaniu przez księdza.

“Były rozmowy, że możemy iść na prokuraturę, na policję, ale od razu powiedziano mi, że tam by dziecko przeżywało katusze. Że musiałby non stop mówić o tym. Cały czas wracać do tego, przeżywać to cały czas na nowo. I najlepsze dla dziecka jest, żeby nie mówić o tym. Zapytał mnie także, czy powiedziałam to swojemu mężowi. Ja mówię, że jeszcze nie powiedziałam, bo nie miałam kiedy. To powiedział mi, że nie mam tego mówić, bo wiadomo, jacy są mężczyźni. Zaraz by to rozpowiedzieli i rozpętałoby się piekło i tak dalej. Dlatego nie mówiłam nic” – relacjonowała łamiącym się głosem.

Według “Wyborczej” taki przebieg rozmowy potwierdziła przyjaciółka Ireny Kołodziej.

W rozmowie z OKO.press Irena Kołodziej zapytana, czy jej zdaniem celem bp. Czai było chronienie sprawcy, odpowiada:

“Z początku wierzyłam biskupowi, ale teraz myślę, że mieli jakiś cel w tym, żeby tak postąpić. Szczególnie boli mnie, że kazali mi nie mówić nic nawet mężowi. Wierzę, że biskup chciał bronić mojego syna przed szykanami, bo też ma serce, ale myślę, że zależało mu także na uniknięciu rozgłosu”.

Terapeutka doradza milczenie

Po pierwszym spotkaniu kuria poleciła matce Darka pomoc zaufanej psychoterapeutki, dr Joanny Dzierżanowskiej-Peszko. Oboje byli u niej na pojedynczych wizytach, ale na kolejne nie poszli. Jemu miała powiedzieć, żeby przemyślał, czy nie jest winny temu, co się stało. Jej, że lepiej nie namawiać syna na rozmowę i o wszystkim zapomnieć. Psychoterapeutka w rozmowie z “Wyborczą” zapewniła, że na pewno takich rad nie dawała. “Bywa, że pacjenci słyszą to, co chcą usłyszeć” – odpowiedziała na pytania reporterki.

Oficjał diecezji: ofiar jest więcej, ale o tym sza

Podczas konferencji w Sejmie Irena Kołodziej o jeszcze poważniejsze tuszowanie sprawy oskarżyła księdza Piotra Kuca, oficjała sądu diecezji opolskiej, czyli urzędnika sprawującego władzę sędziowską w imieniu biskupa.

Ks. Kuc miał jej wyjawić, że ksiądz Mariusz miał inne ofiary oprócz Darka. W rozmowie z OKO.press przywołała szczegóły tamtej rozmowy:

“To było jeszcze w 2012 roku. Rozmawialiśmy na luźno, nie w sądzie. Tylko on i ja. Zapytałam go, czy byli jeszcze inni chłopcy. Potwierdził. Razem z Darkiem było to czterech lub pięciu ministrantów. Przeczytał mi nawet ich nazwiska. Teraz dokładnie nie pamiętam liczby, ale jedno z nich zapamiętałam” – mówi OKO.press.

Na konferencji w Sejmie przywołała też nakaz ks. Kuca, by milczała o tych nazwiskach nawet przed świeckim sądem.

“Gdy zapytałam, czy on, gdy zeznawał, powiedział o tych pozostałych ministrantach, odpowiedział, że nie. Że oświadczył, że znana jest mu tylko sprawa Darka i kazał mi powiedzieć tak samo. Że jeżeli będą mnie w sądzie pytać, czy na policji, czy obojętnie gdzie, mam powiedzieć, że jest mi tylko znana sprawa mojego syna” – mówiła przed kamerami.

Ks. Kuc mógł popełnić 3 przestępstwa

Irena Kołodziej nie posłuchała ks. Kuca. Gdy w sądzie w Strzelcach Opolskich zeznawała jako świadek w sprawie ks. Mariusza, powiedziała, że od oficjała sądu diecezjalnego wie o molestowaniu innych ministrantów. “Zaskoczyło mnie, że nikt na to nie zareagował. Zero odzewu” – wspomina w rozmowie z OKO.press.

Zaskakujące, że sędzia prowadzący sprawę nie zwrócił uwagi na te słowa. Jeśli wierzyć słowom Ireny Kołodziej, prokuratura powinna zbadać możliwość popełnienia co najmniej czterech przestępstw:

  1. Przestępstw seksualnych, jakie ks. Mariusz mógł popełnić wobec trzech lub czterech kolejnych ministrantów (przestępstw ściganych m.in. z art. 200 kodeksu karnego, za którego naruszenie grozi od 2 do 12 lat więzienia);
  2. Składania fałszywych zeznań (art. 233 par. 1 kk) przez ks. Piotra Kuca, za co grozi od 6 miesięcy do 8 lat więzienia;
  3. Nakłaniania przez ks. Kuca do składania fałszywych zeznań przez Irenę Kołodziej (art. 18 par. 2 w związku z art 233 par 1 kk), za co grozi taka sama kara;
  4. Niezawiadomienia przez ks. Kuca o dokonaniu przestępstwa, za które, gdy chodzi o zgwałcenie (art. 197 kk), seksualne wykorzystanie bezradności (art. 198) lub molestowanie małoletniego (art. 200) grozi do trzech lat więzienia (art. 240 kk).

Kuria: matka chciała dyskrecji

W oświadczeniu kurii opolskiej z 21 lutego, będącym odpowiedzią na raport Fundacji “Nie lękajcie się”, rzecznik, ks. Joachim Kobienia, zapewnił, że w tej sprawie “wyraźną wolą najbliższych było zachowanie daleko idącej dyskrecji”. Według “Wyborczej” w dokumentach kościelnych nie ma śladu po namowach biskupa na przemilczanie sprawy przed prokuraturą i ojcem Dariusza.

Zaprzeczył temu także sam bp Czaja w rozmowie z “Więzią”: “Podczas pierwszej rozmowy w roku 2012 wprost mówiłem matce pokrzywdzonego chłopca i jej przyjaciółce, że mają prawo iść z tą sprawą na policję i dokonać zgłoszenia. Matka jednak stanowczo twierdziła, że zależy jej bardzo na dyskrecji. Dlatego szanując jej wolę, nie mówiłem o sprawie nawet proboszczowi”.

Rzecznik kurii opolskiej zapytany o zatajenie przez ks. Kuca wiedzy o innych ministrantach molestowanych przez ks. Mariusza, odpowiedział: “Takiej wiedzy nie ma w materiałach procesowych procesu kanonicznego, a ks. Kuc też jest zobowiązany przysięgą prawdomówności. Na pewno do nas nie zgłosił się nikt inny. Nie możemy zawiadomić prokuratury, bo nie wiemy, w czyjej sprawie” – powiedział OKO.press ks. Joachim Kobienia.


Dziennikarz, filozof. Związany z OKO.press od 2016 roku. Wcześniej pisał dla "Gazety Wyborczej". Był nominowany do nagród dziennikarskich. Boksuje.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym