Stołeczna prokuratura sprawdza, czy zostało „skorumpowanych” 38 krakowskich sędziów, którzy żądają sprostowania wywiadu premiera Morawieckiego w „Gazecie Polskiej” i wytoczyli tej gazecie sprawę sądową. Bo ktoś wpłacił za nich 600 zł opłaty za pozew. „Wpłacił mój mąż” - reaguje na ten absurd sędzia Edyta Barańska, jedna z 38 osób podpisanych pod pozwem

Jak ustaliło OKO.press, grupę 38 krakowskich sędziów sprawdza Prokuratura Rejonowa Warszawa-Wola. Wśród nich są m.in. znani z obrony wolnych sądów członkowie stowarzyszenia sędziów Themis: Waldemar Żurek (były rzecznik niezależnej KRS), Beata Morawiec (była prezes krakowskiego sądu odwołana przez Zbigniewa Ziobrę), czy sędzia Dariusz Mazur.

15 zł na osobę

Powodem sprawdzania jest donos o rzekomym skorumpowaniu krakowskich sędziów kwotą 600 zł. Wychodzi ok. 15 zł korzyści majątkowej na osobę. Skorumpować miała ich osoba, która opłaciła koszt złożenia ich pozwu przeciwko redaktorowi naczelnemu „Gazety Polskiej” Tomaszowi Sakiewiczowi. Sędziowie zażądali w pozwie sprostowanie słów Mateusza Morawieckiego o przestępczym układzie w krakowskim sądzie, które padły w wywiadzie udzielonym tej gazecie.

Prokuratura do zawiadomienia podeszła poważnie. Z informacji OKO.press wynika, że zażądała dokumentów z akt sądowych procesu przeciwko Sakiewiczowi. Nie zapadła jeszcze decyzja o śledztwie, trwa postępowanie sprawdzające, czy są podstawy do wszczęcia lub odmowy. Decyzja powinna zapaść w 30 dni.

Doniosło stowarzyszenie mieszkańców?

OKO.press zwróciło się z pytaniem o tę sprawę do szefowej Prokuratury Rejonowej Warszawa-Wola Małgorzaty Skrzypczak, ale odmówiła rozmowy, odsyłając do rzecznika prasowego. A rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie Łukasz Łapczyński napisał w odpowiedzi, że zawiadomienie złożyło „jedno ze stowarzyszeń mieszkańców”.

Zaś z „treści pisemnego zawiadomienia wynika, iż dotyczy ono podejrzenia popełniania przestępstwa korupcji”.

To mój mąż przelał kwotę

Zapytaliśmy o „korupcję” sędzię Edytę Barańską z Sądu Okręgowego w Krakowie, która jest w grupie 38 sędziów pozywających szefa „Gazety Polskiej”. Barańska mówi, że opłatę za pozew przelał na rachunek sądu jej mąż.

„Mam z nim wspólność majątkową. Mąż często opłaca nasze rachunki” – mówi sędzia Barańska. Dodaje, że to tak jakby ona sama zapłaciła za pozew.

Zdaniem prawników, z którymi rozmawiało OKO.press, sprawa ta jest absurdalna i prokuratura jak najszybciej powinna odmówić śledztwa. Może jednak wywołać zainteresowanie kierownictwa prokuratury na czele ze Zbigniewem Ziobrą. Bo dotyczy sędziów, którzy bronią sądów przed obecną władzą oraz tę władzę krytykują.

Ponadto sędziowie pozwali premiera Mateusza Morawieckiego. Nie można więc wykluczyć, że prokuratura będzie dokładnie wszystko sprawdzać zanim wyda jakąkolwiek decyzję.

Kto ma zapłacić?

Skąd wziął się donos na sędziów? O sprawie opłaty od pozwu było głośno. Prawnicy dyskutowali o tym nawet na Twitterze z prezes Sądu Okręgowego w Warszawie.

Raban wokół opłaty za pozew zrobił redaktor naczelny „Gazety Polskiej” Tomasz Sakiewicz. Na procesie o sprostowanie zarzucił sądowi, że zwolnił ich z wpisu. Faktycznie, sąd pierwotnie uznał, że od tego typu sprawy – sprostowania, wpis się nie należy.

Ale sędziowie niezależnie od tego opłatę 600 zł uiścili. Gdy zrobił się wokół tego szum, sędzia prowadząca proces, wydając wyrok zdecydowała, że skoro opłata jest już wpłacona, to sąd obciąży nią sędziów.

Sprawę pozwu o sprostowanie słów premiera Morawieckiego OKO.press opisało w tekście

W styczniu 2019 roku Sąd Okręgowy w Warszawie oddalił pozew. Sąd uznał, że Morawiecki mówiąc o patologiach nie mówił o sędziach z Sądu Okręgowego w Krakowie, tylko odnosił się do krakowskiego sądu apelacyjnego.

Sędzia uznała też, że wywiad był autoryzowany, a wypowiedzi premiera były dozwoloną opinią, której nie można sprostować. W tym wyroku sędzia zdecydowała się też przyjąć 600 zł opłaty za pozew, choć wcześniej zwolniła z niej sędziów. OKO.press pisało o tym wyroku.

Apelacja uwzględniona

Sędziowie złożyli apelację i Sąd Apelacyjny w Warszawie w marcu tego roku uchylił wyrok i przekazał sprawę do ponownego rozpoznania. Sąd apelacyjny uznał m.in., że nie ma przeszkód, by móc żądać sprostowania do autoryzowanego wywiadu. Wyrok ten opisaliśmy w tekście:

Sprawa powinna teraz wrócić jak najszybciej do Sądu Okręgowego, by ten mógł wydać nowy wyrok. Akta sprawy nadal są jednak w Sądzie Apelacyjnym. Z tych akt prokuratura dostała dokumenty dotyczące opłaty w wysokości 600 zł i decyzję sędzi o zwolnieniu krakowskich sędziów z wpisu.


Absolwent Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego. Od 2000 r. dziennikarz „Gazety Stołecznej” w „Gazecie Wyborczej”. Od 2006 r. dziennikarz m.in. „Rzeczpospolitej”, „Polska The Times” i „Gazety Wyborczej”. Pisze o prawie, sądach i prokuraturze.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym