0:00
Prawa autorskie: Agnieszka Sadowska / Agencja GazetaAgnieszka Sadowska /...
23 maja 2020

Media publiczne trzeba radykalnie i demokratycznie zmienić, nie wolno ich likwidować

"Problem z mediami publicznym nie zaczął się wraz z powołaniem Jacka Kurskiego w 2016 roku i nie skończy się z jego odejściem. Nie wystarczy po kolejnych wyborach zmienić zarząd i otrzepać ręce" - Beata Chmiel opowiada OKO.press o tym, jak odbudować media publiczne.

Wydrukuj

„W pewien szczególny sposób obecny upadek moralny i programowy służy odzyskaniu przez obywateli mediów publicznych w ich konstytucyjnym kształcie” - mówi OKO.press Beata Chmiel, aktywistka i menadżerka kultury, która od ponad 10 lat współtworzy obywatelskie projekty odbudowy mediów publicznych.

Tamte projekty - na które dziś powołują się politycy opozycji - są jednak jej zdaniem niewystarczające. O mediach publicznych trzeba teraz myśleć inaczej:

„Kiedy współobywatele przestają mówić tym samym językiem, staje się to niebezpieczne dla państwa i grozi rozpadem społeczeństwa.

Media publiczne muszą więc być wspólnym miejscem rozmowy o rzeczach ważnych i zacząć odpowiadać na istotne potrzeby obywateli. Do tego jest potrzebny zupełnie inny model mediów, które będą integrować – a nie dzielić”.

Beata Chmiel proponuje, by media publiczne funkcjonowały jak platforma, do której wykupywalibyśmy subskrypcję. Dzięki temu każdy mógłby samodzielnie programować własne media z zasobów publicznych.

„Nawet BBC, o której od lat mówią politycy jako o swoim wyobrażeniu mediów, ale do którego nigdy nawet się nie zbliżają, też powoli zmienia się w platformę i co więcej: otwiera się na treści tworzone przez użytkowników”.

Całą rozmowę publikujemy poniżej.

Trójka bez dziennikarzy i Listy Przebojów

Debata o mediach publicznych wybuchła na nowo po tym, jak dyrekcja radiowej Trójki ocenzurowała wydanie Listy Przebojów z 15 maja 2020. W proteście z radia odeszło kilkanaście osób - dziennikarzy i współpracowników. W tym Marek Niedźwiecki, Piotr Kaczkowski, Agnieszka Szydłowska, Piotr Metz, a nawet prof. Katarzyna Kłosińska, która od 16 lat prowadziła audycję o poprawności językowej.

W piątek nie odbyło się 1999. notowanie Listy Przebojów. Nikt z pracowników Trójki nie zgodził się go poprowadzić. O godzinie 19:10 wybrzmiała instrumentalna wersja piosenki „The Look of Love” ABC, która od lat otwierała kolejne wydania Listy. Później puszczano trójkowe przeboje - bez głosu prowadzącego. Na stronie internetowej Trójki zamieszczono jednak wyniki głosowania: wygrała piosenka Kazika „Twój ból jest lepszy niż mój".

W tym czasie pod siedzibą Trójki trwał protest słuchaczy, który relacjonowaliśmy na żywo tutaj.

Politycy opozycji rzucili się mediom publicznym na ratunek ze swoimi pomysłami. Rafał Trzaskowski chce zlikwidować TVP Info, a Władysław Kosiniak-Kamysz i Robert Biedroń - Radę Mediów Narodowych, która dziś nominuje dyrektorów państwowych anten. Szef ludowców proponuje też, by media publiczne oddać w ręce organizacji pozarządowych, zaś Szymon Hołownia, by stworzyć fundusz misji publicznej, zamiast abonamentu. Biedroń przekonuje, że wystarczy wprowadzić w życie projekty obywatelskie z 2009 roku i będzie dobrze.

W międzyczasie do zarządu Telewizji Polskiej wrócił Jacek Kurski - ma też wrócić na fotel prezesa.

Chmiel: Media, które nie będą dzielić

Agata Szczęśniak, OKO.press: Uda się uratować media publiczne?

Beata Chmiel: W tej formie? Na pewno nie. Prawdę powiedziawszy, już ich nie ma.

To co trzeba zmienić?

Wszystko. Problem z mediami publicznym nie zaczął się wraz z powołaniem Jacka Kurskiego w 2016 roku i nie skończy się z jego odejściem. Nie wystarczy po kolejnych wyborach zmienić zarząd i otrzepać ręce.

Media publiczne w Polsce już dawno temu stały się mediami politycznymi, a skala obecnej deprawacji jest też wynikiem zmian sposobu finansowania: do pewnego czasu były utrzymywane przede wszystkim z abonamentu, potem zaczęły przeważać wpływy reklamowe i wtedy uległy presji rynku. Od kilku lat są dopompowywane pieniędzmi politycznymi z budżetu państwa i w tym modelu zamieniły się w aparat propagandy zbudowany dla celów wyborczych. Politycy – ale to samo dotyczy reklamodawców i twórców tzw. low contentu, którzy ulegają populistycznym zamętom – uważają, że wyborców i odbiorców łatwo zbyć tanim gustem i tanim kosztem i według tego kształtują media publiczne.

Musimy to zmienić, musimy zmienić wszystko: organizację, finansowanie, programowanie, a nawet nasze wyobrażenie misji publicznej.

Czym ona jest?

Celem misji publicznej jest tworzenie wspólnego języka i spoistości społecznej – to takie modne ostatnio i często przywoływane pojęcie, co zresztą nie dziwi, gdy się wkoło rozejrzymy. W Polsce nie ma już chyba nawet ostatniej wspólnej nici między dwoma plemionami, które grupują się wokół swoich wartości, swoich języków i swoich mediów. Kiedy współobywatele przestają mówić tym samym językiem, staje się to niebezpieczne dla państwa i grozi rozpadem społeczeństwa.

Media publiczne muszą więc być wspólnym miejscem rozmowy o rzeczach ważnych i zacząć odpowiadać na istotne potrzeby obywateli. Do tego jest potrzebny zupełnie inny model mediów, które będą integrować – a nie dzielić. Ludzie muszą mieć poczucie, że sami je tworzą, a co za tym idzie kreują wspólny język i nie może to być język narzucany przez co cztery lata innego wrogiego polityka czy podporządkowany interesom partyjnym aparat propagandy.

Niezwykle istotną rolę tym bardziej powinna pełnić w mediach publicznych kultura – kultura, nie rozrywka, choć dla niej też powinno być miejsce. Przypomnę, że mijają pokolenia, a my wszyscy wciąż rozpoznajemy się w cytatach z Kabaretu Starszych Panów, filmów Barei czy Koterskiego. Być może to jest ta ostatnia nić.

Z punktu widzenia bezpieczeństwa państwa musi też istnieć wspólny system komunikacji i informacji, co ważne jest nie tylko w przypadku klęski żywiołowej, którą właśnie przeżywamy. Media komercyjne nie zastąpią w tym mediów publicznych. Mówimy o tym już od ponad 10 lat i proponujemy stworzenie systemu, który umożliwiałby skuteczną realizację misji publicznej.

Liczą się ludzie i treści, a nie 4K

My, czyli kto?

My, czyli obywatele. W roku 2009 po Kongresie Kultury w Krakowie ukonstytuował się Komitet Obywatelski Mediów Publicznych i zwołali Obywatele Kultury. Rok później zorganizowaliśmy w Sejmie wysłuchanie nowego obywatelskiego projektu ustawy medialnej. Wtedy chodziło przede wszystkim o przywrócenie kontroli społecznej i szacunku dla widza. Sejm wrzucił projekt do zamrażarki.

Potem był rok 2011 i podpisany przez premiera Donalda Tuska Pakt dla Kultury, w którym rząd zobowiązywał się do przedstawienia wypracowanego w debacie publicznej nowoczesnego projektu ustawy. Nie przedstawił go mimo wielokrotnych interpelacji Obywateli Kultury.

W roku 2016, kiedy wraz z kilkudziesięcioma organizacjami i ruchami społecznymi podpisywaliśmy Obywatelski Pakt na rzecz Mediów Publicznych, było wiadomo, że przedstawiony w nim projekt reformy nie ma szans na realizację, ale też że przedstawione w nim założenia są niewystarczające i trzeba w otwartej debacie zacząć rozmawiać o zasadniczych dylematach mediów publicznych w Polsce. Nawet te dylematy sformułowaliśmy…

Projekty z tamtych lat są jeszcze aktualne?

Dziś te propozycje są niewystarczające. W projektach obywatelskich są rozwiązania, które 10 lat temu były rewolucyjne, a dziś są jedynie nowoczesne, jak zmiana sposobu finansowania produkcji audiowizualnej poprzez stworzenie funduszu misji publicznej, zasady udostępniania zasobów (w tym zasobów archiwalnych polskiego radia i telewizji) czy organizację newsroomu.

W ciągu tych 10 lat nastąpił jednak taki zwrot technologiczny, że potrzebujemy nowego otwarcia. Polskie media publiczne są anachroniczne i wszyscy to dziś widzą. W pewien szczególny sposób obecny upadek moralny i programowy służy odzyskaniu przez obywateli mediów publicznych w ich konstytucyjnym kształcie.

Jacek Kurski, który właśnie wrócił do zarządu TVP, twierdzi, że unowocześnia TVP. „Różnica pomiędzy [Juliuszem] Braunem [prezesem w latach 2011-2015] a mną jest taka, jak między SD i 4K” - mówił w lipcu 2018.

Wielkość jest ważna w nielicznych okolicznościach. Współczesne media elektroniczne są strumieniem, nie ekranem, a wielki czy mniejszy ekran są jest kompletnie bez znaczenia, jeśli ludzie są pozbawieni wpływu. Ważny jest sposób docierania i kto ma wpływ na treści – i w to trzeba inwestować.

Media publiczne jak Netflix?

Na czym polega sprawczość widzów?

Zacznijmy od początku. Abonament jest dość anachroniczną i w dodatku w Polsce kompletnie skompromitowaną formułą finansowania mediów publicznych. Trzeba zamienić abonament czy pobieraną przez państwo opłatę audiowizualną, o którą sami kiedyś wnioskowaliśmy, na coś, co już jest – sprawdzone i skuteczne, a my już przyzwyczailiśmy się kupować subskrypcje, płacimy za rozmaite serwisy z muzyką, filmami i serialami, książkami i audiobookami, prenumerujemy gazety i serwisy informacyjne, co jeszcze parę lat temu wydawało się niemożliwe. Pandemia tylko ten proces przyspieszyła.

Jeżeli zamienimy telewizję i radio w publiczną platformę, za niewielką opłatę my-widzowie będziemy mogli samodzielnie programować własne media publiczne z zasobów publicznych. To brzmi trochę fantastycznie, ale nie utopijnie. Opisujemy ten bynajmniej nie księżycowy model z Michałem Głowackim.

W tej chwili polskie media publiczne to jest struktura hierarchiczna: zawsze jest jakiś prezes, a nawet kilku prezesów, są prezesi rozgłośni regionalnych, są zarządy, rady nadzorcze, dyrektorzy i doradcy – i są oczywiście partie polityczne, które mają wpływ na obsadzenie zarządów, rad nadzorczych i prezesów, dyrektorów i doradców. Skutki widzimy na żywo przy okazji ocenzurowania Trójkowej listy przebojów.

Trzeba natychmiast przestać myśleć o mediach publicznych jako o radiu i telewizji w podziale na anteny i kanały. To nie dystrybuowanie ma być wspólne dla mediów publicznych, ale właśnie wytwarzanie informacji i programów. Trzeba położyć nacisk na treści.

Jakie treści?

Kiedy spłaszczysz strukturę organizacyjną, media publiczne pozostaną dysponentem zasobów i funduszy na realizację misji publicznej tworzonej także przez producentów niepublicznych zgodnie z interesem wspólnym (by nie rzecz narodowym): niezależnych programów informacyjnych, które powinny spełniać najwyższe standardy dziennikarskie, programów edukacyjnych i kulturalnych, twórczości audiowizualnej.

Częścią misji mediów publicznych musi być też stworzenie newsroomu, do zasobów którego będą mogą sięgnąć wszyscy: media regionalne i ogólnopolskie, drukowane i internetowe, prywatne i obywatelskie.

Zapisaliśmy to już w Pakcie na rzecz Mediów Publicznych: musi nastąpić zwrot w kierunku finansowania misji publicznej realizowanej nie przez spółkę czy inną instytucję kontrolowaną przez polityków. Nawet BBC, o której od lat mówią politycy jako o swoim wyobrażeniu mediów, ale do którego nigdy nawet się nie zbliżają, też powoli zmienia się w platformę i co więcej: otwiera się na treści tworzone przez użytkowników.

Najpierw wyobraźnia i konsultacje, potem ustawa

Jak kontrolować, czy na tej platformie będą treści misyjne?

Są sprawdzone mechanizmy, przede wszystkim rozwiązaniem dla mediów publicznych jest faktyczna kolegialność. Politycy łatwo nie dadzą się wykluczyć, ale trzeba zagwarantować, że nie będą jedynymi, którzy wyznaczają cele i zadania, oceniają i rozliczają. Swój udział powinni mieć w nich zapewniony wszyscy zainteresowani: samorządy, organizacje pozarządowe, instytucje kultury, organizacje edukacyjne i naukowe, uniwersytety i inni interesariusze łącznie z widzami.

Jak to wszystko zrobić? W trzech krokach.

Trzeba zebrać interesariuszy, przygotować założenia do ustawy i ocenę skutków regulacji, przeprowadzić publiczne konsultacje i napisać nową ustawę, to raz. Potem trzeba ją uchwalić, to dwa i wdrożyć równocześnie rozwiązując istniejącą strukturę administracyjną obecnych mediów publicznych, to trzy.

Ale najpierw ją trzeba sobie wyobrazić i zmienić sposób myślenia z pierwszej połowy XX wieku na drugą dekadę XXI wieku.

A może jednak najpierw trzeba wygrać wybory?

Nie ma innej możliwości. Ale nie czekajmy na to i nie budujmy kolejnej wieży Babel na Woronicza. Musimy się raz jeszcze wszyscy razem w tym celu zebrać, bo nie wolno likwidować mediów publicznych, trzeba je tylko radykalnie i demokratycznie zmienić: muszą stać się miejscem rozmowy o rzeczach ważnych i odpowiadać żywotnym interesom obywateli.

Beata Chmiel - menedżerka kultury i aktywistka społeczna. Jedna z inicjatorek i liderek ruchu Obywatele Kultury, sygnatariuszka Paktu dla Kultury. Współinicjatorka Obywatelskiego Paktu na rzecz Mediów Publicznych i kampanii przeciwko mowie nienawiści Wybieram bez Hejtu. Współzałożycielka nieformalnej inicjatywy na rzecz wyrównania szans zawodowych i wdrażania równości płci w branży audiowizualnej Kobiety Filmu.

Udostępnij:

Agata Szczęśniak

Dziennikarka, socjolożka. W OKO.press od 2016. Pisze o polityce polskiej i zagranicznej, mediach, prawach kobiet. Wcześniej wicenaczelna „Krytyki Politycznej”. Pracowała też w „Gazecie Wyborczej”. Współtworzyła satyryczny feministyczny program „Przy kawie o sprawie”. Prowadzi audycję „Jest temat” w radiu TOK FM.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne