0:00
21 maja 2020

Kurski - bumerang Kaczyńskiego. Wbrew Dudzie wraca do zarządu TVP

Rada Mediów Narodowych ma zagłosować korespondencyjnie za przywróceniem Jacka Kurskiego do zarządu TVP. Dwa miesiące jego postojowego kosztowało nas 2 miliardy złotych. I potwierdza, że w PiS nikt nie liczy się ze sprzeciwem Dudy

Wydrukuj

Krzysztof Czabański, szef Rady Mediów Narodowych, ogłosił dziś, że rozpoczyna się głosowanie korespondencyjne nad przywróceniem do zarządu TVP Jacka Kurskiego.

Decyzję podejmą członkowie RMN, czyli Krzysztof Czabański (były poseł PiS), Joanna Lichocka (posłanka PiS), Elżbieta Kruk (europosłanka PiS), Juliusz Braun (z rekomendacji PO) oraz Grzegorz Podżorny (z rekomendacji Kukiz'15).

Rada ma zagłosować także nad powiększeniem zarządu TVP do czterech osób, tak, by znalazło się miejsce dla byłego prezesa bez potrzeby zwalniania pozostałych członków. Obecnie w zarządzie zasiadają: p.o. prezesa Maciej Łopiński (b. minister w Kancelarii Dudy), Marzena Paczuska (zawieszona) oraz Mateusz Matyszkowicz.

2 miliardy za postojowe Kurskiego

Chwilowa przerwa w piastowaniu przez Jacka Kurskiego stanowiska prezesa zarządu TVP była skutkiem awantury wokół przekazania z budżetu 2 miliardów na działalność mediów publicznych w ramach rekompensaty za straty abonamentowe.

W lutym Senat, pracując nad ustawą, przegłosował poprawkę o przekazaniu tej kwoty na onkologię. Sejm poprawkę odrzucił, ale narracja o tym, że PiS woli propagandę niż ratowanie chorych na raka bardzo przebiła się medialnie.

Oliwy do ognia dolała posłanka Joanna Lichocka, która zaraz po głosowaniu pokazywała posłom opozycji środkowy palec, gest powszechnie znany jako „pierd*l się".

Sytuacja stała się na tyle napięta, że zaczęto poważnie zastanawiać się, czy Andrzej Duda nie postanowi zawetować kontrowersyjnej ustawy w trosce o swoją kampanię wyborczą. Ostatecznie postanowił jednak wykorzystać okazję do pozbycia się z mediów publicznych Jacka Kurskiego, z którym jest skonfliktowany.

Propozycja brzmiała: nie będzie weta w zamian za dymisję Kurskiego. Odwołanie prezesa TVP miał co prawda obiecać prezydentowi prezes PiS Jarosław Kaczyński, tyle że dopiero po wyborach. Duda nie chciał czekać. Bał się prawdopodobnie, że zostanie oszukany: ustawy nie zawetuje, a Kurski – wbrew obietnicy – zostanie.

Prawie miesiąc trwały politycznie przepychanki w tej sprawie.

Telewizja Kurskiego w tym czasie gorąco zagrzewała Andrzeja Dudę do podpisu ustawy. Codziennie zachwalano bogatą ofertę kulturalną i informacyjną stacji i ubolewano, że złe siły opozycyjne hejtują jej pracowników.

Andrzej Duda miał czas do północy 6 marca. Rada Mediów Narodowych w ostatniej chwili niewiele po godzinie 21:00 zagłosowała tego dnia za odwołaniem Kurskiego. Prezydent o złożeniu podpisu poinformował kwadrans przed 23:.00.

Podczas konferencji wystąpił razem z premierem Mateuszem Morawieckim, szefem Rady Mediów Narodowych Krzysztofem Czabańskim i szefem Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji Witoldem Kołodziejskim.

Niespotykanie krótka żałoba

W kolejnych dniach po dymisji Kurskiego byłego szefa TVP brali w obronę prawicowi komentatorzy. Posunięcie prezydenta określano jako błąd, nieudolne i niepotrzebne pozowanie na niezależnego polityka.

„Stanowisko stracił Jacek Kurski, który przecież doprowadził do tego, że TVP zyskuje widzów, stała się nowoczesną stacją, dynamiczną. Patrząc z perspektywy zewnętrznej nie widać tu podstaw” – mówił Jacek Karnowski (wpolityce.pl). Piotr Semka („do Rzeczy”) doszukiwał się tutaj politycznej kalkulacji: „Andrzej Duda uznał, że Jacek Kurski odstrasza wyborców centrum” – komentował.

Jednoznacznie oceniano, że brak Kurskiego w TVP zaszkodzi kampanii prezydenta.

Żałoba nie trwała długo, bo już po kilku dniach Kurski wrócił jako doradca zarządu z pensją mniejszą zaledwie o tysiąc złotych. A Marzenę Paczuską, członka Zarządu TVP z inspiracji Andrzeja Dudy, zawieszono.

Były już dwa wcześniejsze podejścia

Jacek Kurski na stanowisko prezesa TVP został powołany przy pomocy „małej ustawy medialnej” w styczniu 2016 roku.

W lipcu ukonstytuowała się wymyślona przez PiS Rada Mediów Narodowych, ciało mające zastąpić konstytucyjny organ, czyli Krajową Radę Radiofonii i Telewizji. RMN odwołała Kurskiego już na swoim pierwszym posiedzeniu w sierpniu 2016. Powodem miał być konflikt z Krzysztofem Czabańskim. Ale Kurski pozostał p.o. prezesa, a w październiku wygrał konkurs i oficjalnie wrócił na stanowisko.

W marcu 2019, gdy Andrzej Duda dostał do podpisania ustawę o rekompensatach dla TVP i PR na kwotę 1,2 miliarda złotych, jako warunek również przedstawił zdymisjonowanie szefa TVP. Kaczyński się nie zgodził, a prezydenta pocieszono wprowadzaniem do zarządu ludzi z jego rekomendacji – Marzeny Paczuskiej i Piotra Pałki. Już po tygodniu Pałka został zawieszony, a Paczuskiej ograniczono kompetencje.

Kurski zadowolony z siebie

Jacek Kurski twardo stoi na stanowisku, że Prawo i Sprawiedliwość zawdzięcza swoje stabilne poparcie właśnie niezmordowanej pracy TVP. I w tej ocenie prawdopodobnie niewiele się myli.

Choć wszyscy wiedzą, jakimi metodami posługują się media publiczne, Jacek Kurski chętnie i często wypowiada się w ich obronie. W lutym w Senacie przekonywał, że dzięki TVP rynek mediów jest pluralistyczny, a ludzie mogą wreszcie dowiedzieć się, jaka jest prawda.

Podobnie wysokie mniemanie o jakości treści prezentowanych w TVP ma również o oglądalności mediów publicznych.

Kurski bardzo lubi również wykorzystywać Telewizję Publiczną do autopromocji, która często przybiera karykaturalne formy. Jesienią żartowano, że oglądając TVP można było odnieść wrażenie, że to prezes TVP zwyciężył w konkursie Eurowizja Junior.

Duda dostanie rykoszetem?

Przywrócenie na stanowisko prezesa TVP Jacka Kurskiego to spektakularna porażka prezydenta Andrzeja Dudy. Gdy na początku marca ogłaszał na wspomnianej wyżej konferencji prasowej dymisję Kurskiego, sympatyzujący z obozem władzy publicyści rozpływali się w pochwałach: pisano, że prezydent pokazał swoją podmiotowość w układzie władzy. Ta opowieść nie wytrzymała próby czasu.

Najpierw Kurski został doradcą zarządu TVP, czyli stracił stanowisko, ale zachował wpływy. W czasie kryzysu wyborczego media pisały, że jest jednym z głównych doradców prezesa Prawa i Sprawiedliwości Jarosława Kaczyńskiego - to właśnie Kurski miał namawiać lidera PiS do zerwania porozumienia z Jarosławem Gowinem i przeprowadzenia wyborów korespondencyjnych 23 maja.

Powrót na stanowisko szefa TVP przypieczętuje come-back Kurskiego do politycznej pierwszej ligi.

Na nowym-starym stanowisku Jacek Kurski ma zapewne pomóc Dudzie w walce o reelekcję, ale paradoksalnie może osłabić prezydenta. Jest bowiem chodzącym dowodem na to, że znaczenie Dudy w obozie władzy jest niewielkie.

Udostępnij:

Dominika Sitnicka

Absolwentka Prawa i Filozofii Uniwersytetu Warszawskiego. Publikowała m.in. w Dwutygodniku, Res Publice Nowej i Magazynie Kulturalnym. Pisze o praworządności, polityce i mediach.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne