0:00
Prawa autorskie: Roman Bosiacki / Agencja GazetaRoman Bosiacki / Age...
29 marca 2020

MEN brnie w absurd egzaminów w terminie. A może należy je po prostu odwołać?

Ministerstwo Edukacji Narodowej powtarza, że nie ma podstaw, by przekładać terminy egzaminów, gdyż "zawieszenie zajęć w szkołach ma potrwać do 10 kwietnia". Już dziś wiadomo, że to fikcja. Przesunięcie terminów egzaminów to z kolei przedłużająca się udręka uczniów. Może więc lepiej egzaminy w tym roku po prostu odwołać? Sprawdzamy alternatywy

Wydrukuj

Zgodnie z kalendarzem szkolnym na rok 2019/2020 egzaminy dla uczniów klas ósmych szkoły podstawowej powinny rozpocząć się już 21 kwietnia, a matury 4 maja. W związku z przejściem w eksperymentalny tryb pracy zdalnej o ich przesunięcie lub odwołanie apelują m.in. samorządowcy, eksperci edukacyjni i Związek Nauczycielstwa Polskiego.

Prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski w piśmie do Ministra Edukacji zwracał uwagę, że ogranizacja egzaminów - zebranie międzyszkolnych komisji, zgromadzenie młodzieży w budynkach - w warunkach stanu epidemii w Polsce stwarzałoby poważne zagrożenie dalszego rozprzestrzeniania koronawirusa.

"Środki ostrożności w przypadku dużych skupisk byłyby trudne do zachowania, a co więcej, ta nadzwyczajna sytuacja dodatkowo wzmogłaby stres egzaminacyjny uczniów, co mogłoby skutkować gorszymi wynikami egzaminów"

pisał Rafał Trzaskowski.

W odpowiedzi Ministerstwo Edukacji Narodowej powtórzyło, że nie ma podstaw, by przekładać terminy egzaminów, gdyż "zawieszenie zajęć w szkołach ma potrwać do 10 kwietnia". To linia, której od trzech tygodni twardo trzyma się Minister Edukacji Dariusz Piontkowski, pozostawiając młodzież oraz jej rodziców w niepewności.

Centralna Komisja Egzaminacyjna na polecenie MEN zorganizuje próbne egzaminy online, które mają pomóc uczniom w przygotowaniach. Jednak dyrektor CKE dr Marcin Smolik 18 marca w wywiadzie dla "Gazety Wyborczej" stanowczo zaprzeczył, że zdalne testy mogłyby zastąpić faktyczne egzaminy. Co rzeczywiście można zrobić?

Oceny mogą zastąpić egzaminy, wystarczy zaufać nauczycielom

Są dwa najbardziej prawdopodobne scenariusze. Pierwszy, wzorem Wielkiej Brytanii zakłada, że nauczanie online potrwa do końca roku szkolnego, a testy zastąpią oceny wystawiane przez nauczycieli.

Jaka jest wada? Zarzuty uznaniowości i niesprawiedliwości. Standaryzowane testy, które są głównym narzędziem selekcji w polskim systemie edukacji, mają niwelować "ludzki" błąd w ocenianiu. Alicja Pacewicz, ekspertka edukacyjna Fundacji Szkoła z Klasą i Centrum Edukacji Obywatelskiej, uważa, że przeprowadzenie egzaminów w tej sytuacji byłoby znacznie bardziej niesprawiedliwe.

„Samo przejście w fikcyjny tryb pracy zdalnej nasila różnice między szkołami i uczniami. Jedni mają dostęp do technologii, inni nie. Część nauczycieli jest biegła w nauczaniu online, ale większość dopiero się tego uczy.

Nie mówiąc nawet o stresie, który towarzyszy zawierusze w szkołach. Wszystkie te czynniki są niezawinione, a wpływają na przygotowanie uczniów do egzaminu”.

Może warto więc zaufać osądowi pedagogów i nie narażać uczniów na niepotrzebny stres? "W Finlandii w ogóle nie ma egzaminów po szkole podstawowej. Gdy jedną z tamtejszych dyrektorek zapytano, jak można po prostu wierzyć w oceny nauczycieli, odpowiedziała:

»Nie rozumiem pytania. Czy może być bardziej obiektywna ocena, niż taka, którą wystawia człowiek, który pracuje z dzieckiem kilka lat?«"

— opowiada Alicja Pacewicz.

Jak mogłoby takie ocenianie wyglądać?

„Można albo standardowo polegać na ocenie rocznej, albo zrobić miks, biorąc pod uwagę oceny z klasy siódmej lub z pierwszego semestru klasy ósmej. Ważne, żeby uczniowie mieli jeszcze jakąś możliwość poprawy, choćby zdalnie. Albo wprowadzić dodatkowo uczniowskie portfolio, w którym ósmoklasiści mogą pokazać, czego się nauczyli, co ich szczególnie zainteresowało, jakie są ich pasje i osiągnięcia. Można by nawet wyjść poza system, który znamy i zaproponować rozmowy rekrutacyjne w szkołach średnich" — tłumaczy ekspertka.

Przesunięcie egzaminów? Przepis na udręczenie

Drugi scenariusz zakłada przesunięcie terminów egzaminów i wydłużenie roku szkolnego. Ale to przepis na kolejne tygodnie niepewności. Powrót uczniów do szkół jest ściśle związany z rozwojem zagrożenia epidemicznego w Polsce. Dziś to wróżenie z fusów. A jeśli lekcje będą trwały do końca lipca, to jak przeprowadzić rekrutację?

Problemy administracyjne i proceduralne to jedno. Ważne są też społeczne konsekwencje wydłużenia roku szkolnego. Już dziś słyszymy relacje rodziców, którzy wcielają się w asystentów edukacyjnych swoich dzieci. A nauczyciele, którzy w większości dopiero uczą się edukacji online, pracują po kilkanaście godzin dziennie. Za kilka tygodni wszyscy będą marzyć o przerwie, a nie powrocie do szkolnych sal i przygotowaniach do stresujących egzaminów.

Alicja Pacewicz uważa, że każdy scenariusz zakładający przeprowadzenie egzaminów, musi się wiązać ze świadomością, że ich wyniki będą niemiarodajne i krzywdzące dla wielu dzieci, zwłaszcza tych z uboższych rodzin.

"To gra niewarta świeczki. Stworzymy kolejną fikcję. Teraz słyszymy, że wszystkie szkoły już uczą zdalnie. A potem usłyszymy, że mimo trudności przeprowadziliśmy te egzaminy".

Polska szkoła goła i do zmiany

„Obecna sytuacja obnaża mankamenty polskiej szkoły: nieprzygotowanie do nauczania online, skupienie na siekierze egzaminacyjnej, której podporządkowana jest cała edukacja, fiksacja na ocenianiu zamiast uczeniu się, oderwanie podstawy programowej od rzeczywistości” — wymienia ekspertka.

Co dobrego może z niej wyjść?

Alicja Pacewicz: „Już rekrutacja podwójnego rocznika do szkół średnich wymusiła na tych szkołach, które były dotąd niżej w różnych rankingach, przygotowanie ciekawej oferty edukacyjnej: profilowane klasy nastawione na pasje, a nie olimpiady. W efekcie niektóre szkoły środka przeżyły oblężenie.

I to jest bardzo dobre, bo nikt nie traci na miksowaniu uczniów z lepszymi i gorszymi wynikami edukacyjnymi, które zależą przecież też od pozycji społeczno-ekonomicznej.

Oczywiście martwię się o rodziców, którzy mieli nadzieję, że ich dziecko świetnie wypadnie na egzaminach i dostanie się do najlepszej szkoły w mieście, ale warto pomyśleć inaczej. Może o tym, w jakiej szkole mojemu dziecku będzie dobrze?

Epidemia to okazja do poważnej debaty o tym, jak poprawić system rekrutacji do szkół średnich, a przede wszystkim - jak zmodyfikować sposób oceniania i sprawdzania wiedzy oraz umiejętności uczniów, by służył prawdziwemu rozwojowi, a nie zaciętej walce o stopnie i punkty.

Warto przy okazji się zastanowić, jak radykalnie odchudzić przeładowaną podstawę programową, oderwaną od realiów współczesnego świata. Tymczasem - przynajmniej na razie - takiej rozmowy nie ma. Nauczyciele żywo dyskutują ze sobą w mediach społecznościowych, ale to nie wystarczy".

Udostępnij:

Anton Ambroziak

Dziennikarz i reporter. W OKO.press od 2017 roku. Wcześniej pracował w kulturze i współtworzył trzeci sektor. Za pracę dziennikarską uhonorowany nagrodami: Amnesty International „Pióro Nadziei” (2018), Kampanii Przeciw Homofobii “Korony Równości” (2019). Najchętniej pisze o usługach publicznych i prawach człowieka. Entuzjasta data journalism i human stories

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne