Współczesna architektura już dawno odeszła od potrzeb. Tak naprawdę wznoszenie nowych budynków generuje zyski na rynku płynnego pieniądza – o kontrowersyjnej przebudowie krakowskiego biurowca na ekskluzywny hotel piszą historycy architektury
Przez okna w ścianach budynku możemy oglądać niebo. Nie, nie ze środka – z zewnątrz. Z solidnego budynku z lat 50. zostały same zewnętrzne ściany, cały środek został wypruty; elewacje są przytrzymywane przez wewnętrzne ściągi, żeby mury nie złożyły się jak domek z kart.
Czym był ten budynek w przeszłości? Czy można było przedłużyć mu życie? I czemu smuci mnie/nas ten widok?
Historia krakowskiego Miastoprojektu sięga lat powojennych. Biuro projektowe powstało dla realizacji wielkoskalowych projektów Polski Ludowej, w tym planu sześcioletniego. Jak wspominał w rozmowie z nami Stanisław Juchnowicz, urbanista zaangażowany w prace biura niemal od początku, kartony z rysunkami prosto z desek kreślarskich jechały na budowy w Nowej Hucie i według nich wznoszono kolejne osiedla i domy. Państwowe przedsiębiorstwo przez dekady swojej historii opracowało szereg kompleksowych projektów w wielu skalach, w tym tej najambitniejszej: planów miast.
Siedziba biura ulokowana w pobliżu Błoń, zaprojektowana przez Józefa Gołąba, prezentowała uproszczoną wersję socrealizmu. W pierwotnej wersji budynek zdobiła attyka nawiązująca do historycznych realizacji Krakowa i socrealistycznych w Hucie. Budowę biurowca rozpoczęto w 1949 roku, tym samym roku, co budowę nowego miasta. Trwała sześć lat. Znaczna kubatura budynku (ponad trzy tysiące metrów powierzchni użytkowej) została jednak dopasowana wysokością do skali okolicznych willi Półwsia Zwierzynieckiego. Horyzontalną bryłę obramiono niższymi symetrycznymi ryzalitami, a centralnie ulokowane schody prowadziły do umieszczonego w osi portalu wejściowego. Rytmy okien i dekoracji godziły monumentalizm i wyrafinowanie. Całości kompozycji dopełniał elegancki szyld nad wejściowym portykiem.
W biurach Miastoprojektu przez prawie pół wielu powstawały dokumentacje kolejnych faz rozwoju Nowej Huty i osiedli Krakowa, opracowane w szczytowym okresie nawet przez 600 osób. Projektanci uczestniczyli też w wielu przedsięwzięciach międzynarodowych, opracowano tu m.in. masterplany dla Bagdadu i Tunisu.
Biurowiec tworzył dobrą miejską tkankę. Wrósł w miejsce i nie powodował dysonansów. W toku transformacji Miastoprojekt zamieniono na prywatną spółkę, a wraz z tym – jak mówią poinformowani – jej socjalistyczny dorobek projektowy wylądował na śmietniku. Trwał jednak budynek i funkcjonował jako miejsce pracy z dobrym oświetleniem, rozplanowaniem i skalą, przewietrzanymi salami i otwieranymi oknami. Podejrzewamy, że właśnie monumentalną i elegancką architekturą Miastoprojektu inspirowali się twórcy sąsiedniego stadionu Cracovii, Estudio Lamela, który podobnie stara się szanować tkankę miasta i okolicy, co z uwagi na jego funkcję, nie jest łatwe.
I tutaj dochodzimy do smutku.
Wiele napisano już o autokolonizacji Krakowa przez lansowanie idei budowy hotelu prestiżowej marki z imieniem znanego aktora. Publicyści przypomnieli epokę transformacji, gdy różni mniejsi lub więksi gwiazdorzy proponowali desantowe projekty dla nowo śniącego kapitalistyczny sen kraju. Elity kulturalne powiązane z biznesem mówiły o inwestycji o łyku świeżego powietrza, co raczej nie zostało dobrze przyjęte przez krakowian.
Nie tylko to jednak budzi nasz sprzeciw. Uważamy, że wyrzucanie na śmietnik dobrego budynku, którego funkcja się nie zestarzała, i który mógłby dalej służyć, to marnacja. Zbrodnia środowiskowa w kontekście katastrofy klimatycznej i danych na temat tego, jak szkodliwe jest nadmierne budowanie. Przypomnijmy: przemysł budowlany i eksploatacja budynków odpowiada za 40 procent globalnych emisji i to pomimo popraw parametrów efektywności energetycznej. Po prostu, choć teoretycznie lepiej, budujemy coraz więcej.
Budynek przy ulicy Kraszewskiego mógł dalej działać, tym bardziej że przeszedł stosunkowo niedawno remont elewacji. Podczas prac wymieniono okna na plastikowe, ale we wnętrzu zachowały się oryginalne detale, klatka schodowa, lastryko.
Zrealizowany ostatnio w Kopenhadze budynek pofabryczny z lat 60. Thoravej 29 zaprojektowany przez Pihlmann architects odbywa triumfalny pochód przez media architektoniczne i designerskie z powodu ponownego wykorzystania tkanki oryginalnej fabryki w 95 procentach. W 95! Re-use, czyli ponowny użytek w architekturze nie jest modne z powodu kreacji marek, czy ikon, ale z powodów etycznych. Nie możemy ignorować stanu świata i kontynuować business (w tym wypadku architektoniczny) as usual.
Widoczne w skali miasta coraz wyższe dźwigi nie sygnalizują budowlanej aktywności mającej zaspokajać potrzeby mieszkanek i mieszkańców Krakowa. Wznoszą kolejne kubatury generujące zyski, są oznaką postępującej finansjalizacji nieruchomości, która niszczy miasta. W naszym mieście prawie co 7 mieszkanie stoi puste, jest skarbonką – według danych GUS mamy ponad 70 tysięcy pustostanów. Certyfikaty ekologiczności, zielone ściany, pnącza, czy instalacje „ekologiczne” mają zamydlić oczy, zatrzeć fakt zużycia kolejnych zasobów dla wygenerowania, często toksycznych dla większości z nas aktywów.
Osobnym tematem jest wskazywany już przez media i aktywistów fakt patroszenia budynku, który powinien być prawnie chroniony (przez plan miejscowy i wpis do gminnej ewidencji zabytków), znikającej na naszych oczach sąsiedniej międzywojennej willi, która miała zostać po cichu usunięta z ewidencji (na zdjęciu poniżej). Oburzenie budzi też rozbudowa budynku w stronę ogrodu bardzo generyczną architekturą nowego hotelu (o czym świadczą wizualizacje i fotografie makiety). Całość nowego założenia z Miastoprojektem ma być ogromna: ponad 17 tysięcy metrów kwadratowych (przypomnijmy: pierwotny budynek miał prawie pięć razy mniej). Tego nie da się łatwo schować – choć inwestor pokazuje wirtualne pnącza na elewacjach.
Współczesna architektura już dawno odeszła od potrzeb. Deweloperzy i ich poplecznicy przekonują, że nowe inwestycje służą rozwojowi, przywołując argumenty o europejskiej, a nawet globalnej metropolii. A tak naprawdę wznoszenie nowych budynków generuje zyski na rynku płynnego pieniądza. Architektura stała się narzędziem kapitału, jak dość szczerze przyznał architekt z głośnej pracowni OMA, Reinier de Graaf. Wyciska wartość z działki przez powstałą kubaturę. Wszyscy w Polsce śledzący media, już chyba słyszeli o patodeweloperce i wyciskaniu PUM-ów z działek (PUM – powierzchnia użytkowa mieszkalna). Kiedyś najwyższa stopa zwrotu z inwestycji pochodziła z galerii handlowych; dzisiaj powszechnie, także w Krakowie, burzonych pod mieszkaniówkę, potem na globalnym rynku i jego lokalnych wcieleniach królowały biurowce (w Stanach Zjednoczonych po pandemii i rozpowszechnieniu zdalnej pracy trwa przecena nieruchomości biurowych), od dekady przeważa mieszkaniówka.
Ponieważ główna wytyczna dla projektantów jest zdeterminowana przez rubryki w Excelu inwestorów, masowo powstają budynki wysokie, gęste, z nieprzewietrzanymi mieszkaniami, o dziwnych, mało funkcjonalnych rzutach, z ciemnymi klatkami schodowymi. Pod zabudowę deweloperską zagarniane są tereny zielone, poprzemysłowe, albo burzone nawet stosunkowo nowe inwestycje biurowe. Wycina się drzewa, niszczy glebę.
Choć budowanie tradycyjnie zabiera sporo czasu, to również ta dyscyplina uległa chorobliwej prędkości współczesności. Współcześnie budujemy najczęściej, lejąc wysokoemisyjny beton, połączony z produktami pochodnymi z ropy, montując instalacje, których konieczność wymiany jest zaprogramowana gdzieś w Chinach. Szklane elewacje, wciąż modne, sprawiają, że budynki biurowe – w przeciwieństwie do Miastoprojektu – nie są w stanie funkcjonować bez systemów HVAC: ogrzewania, wentylacji i klimatyzacji, co de facto oznacza ciągłe zużycie energii. Maciej Miłobędzki z JEMS Architekci porównał takie biurowce do pacjentów na OIOM-ie, podłączonych na stałe do aparatury, w przeciwieństwie do zdrowych, starszych budynków, o grubych ścianach zewnętrznych i większej inercji cieplnej.
Szklane pudełka siłą rzeczy wymuszają stosowanie instalacji, które często mają zakodowane – jak i inne produkty w późnym kapitalizmie – ograniczone funkcjonowanie. Skraca to trwałość budynków, dając pretekst do ich burzenia lub ciągłych remontów, by interes się kręcił. W ten sposób tzw. inwestorzy produkują masę budowlanego śmiecia, po to, by kolejny raz osiągać z działki wartość. Ponad trzydzieści procent odpadów w Unii Europejskiej stanowią właśnie te generowane przez budownictwo (gruz, styropian, plastik czy metal), a nie stygmatyzowane plastikowe słomki, czy reklamówki.
Poprzez wzrost wartości nieruchomości i prestiżu z centrów globalnych metropolii wypierani są dotychczasowi mieszkańcy. Oddają pole turystom, często dlatego, że funkcje mieszkalna i rozrywkowa są nie do pogodzenia. W Krakowie ze Starym Miastem, Kazimierzem i Podgórzem tego tłumaczyć nie trzeba. Widzimy, jak w centrum naszego miasta rośnie liczba hoteli, mieszkań na wynajem, luksusowych apartamentów, czy mieszkań inwestycyjnych. Równocześnie, jak pokazują statystyki publikowane przez władze gminy, turystyka odpowiada za jedynie około ośmiu procent gospodarki miasta.
Dlaczego inwestycja Roberta de Niro, a raczej firmy, która zakupiła od niego franczyzę, budzi tak powszechny sprzeciw i gniew?
Podejrzewamy, że właśnie dlatego, że mieszkanki i mieszkańcy czują, że miasto im się wymyka – lub precyzyjniej: jest zagarniane, gdy służy globalnemu pieniądzowi. Wiedzą doskonale, że charakter kameralnej dzielnicy, której ogromną wartością są Błonia, wciąż pełne biegaczy, psiarzy i rolkarzy, zostanie bezpowrotnie zmieniony przez skalę budowanej inwestycji i generowany ruch turystów.
Storytelling inwestora jest taki, że miasto dostaje w zamian wartość jakoby kulturalną, sale konferencyjne, kino i wielki schron. Pytanie tylko, na jakich zasadach miałyby one być dostępne wspólnie i powszechnie? W jaki sposób schron dla wybranych rezydentów hotelu ma być wnoszoną w życie miasta wartością?
Równocześnie widzimy, jak trudno miastu zadbać o najprostsze nawet potrzeby użytkowniczek przestrzeni naszego, hmm, grodu. Przy wspaniałym socmodernistycznym Kinie Kijów, które służy jako miejsce festiwali filmowych i rozpościerania czerwonych dywanów od dekad straszą niewyremontowane schody do hotelu Cracovia, obite dla niepoznaki plandeką, z szeregiem bud zagradzających przejście na tyły budynku. Mijamy je często i za każdym razem odczuwamy wstyd. Podobnie żenadę budzi traktowanie mieszkanek i mieszkańców przy remontach ulic, podczas których miejscy urzędnicy nie egzekwują od wykonawców elementarnego komfortu i bezpieczeństwa przemieszczania się pieszych. Przykładami mogą służyć niedawne inwestycje w okolicy: przebudowa ulic Kościuszki czy Zwierzynieckiej, czy nieco dalsza przebudowa ul. Królowej Jadwigi.
Nie chodzi nam jednak o to, by wylewać żale i narzekać. W wypadku historycznego Miastoprojektu mleko się w znacznym stopniu rozlało. Nie jest jednak za późno dla dzielnicy, choć już mocno zmienionej. Czas też na rozmowę z mieszkankami i mieszkańcami o skali inwestycji i jej profilu. Trzeba również zapytać o praktykę patroszenia historycznych budynków w całym Krakowie. O to, co dzieje się w monumentalnym banku PKO Szyszko-Bohusza (ostatnio widzieliśmy w środku dźwig), co wydarzy się w budynku Poczty Głównej, czy Teatrze Bagatela (firma od Miastoprojektu wygrała konkurs na przebudowę) i wielu innych publicznych gmachach, które tracą swoje funkcje. Na dawnym Dworcu Głównym nie działa już nawet zegar.
Nie postulujemy oczywiście, by zatrzymywać za wszelką cenę stan istniejący, by powstawały kolejne ruiny, czy pustostany. Sugerujemy, by systemowo porozmawiać o wartościach, które mają historyczne budynki i poszukać dla nich służących nam wspólnie funkcji. Z uszanowaniem oryginalnej tkanki – jak wspominaliśmy – często „zdrowszej” niż współczesna fast architecture i mogącej jeszcze służyć przez lata. Wiemy, adaptacje są droższe niż wyburzenie i zbudowanie na nowo (oprócz elewacji), ale to tylko dlatego, że nie liczymy kosztów burzenia i środowiskowych utylizacji gruzów, wyłączając je z budżetów. Miejmy nadzieję, że to się zmieni również w rzeczywistości prawnej – od 2027 roku w Unii Europejskiej obowiązkowe ma być obliczanie śladu węglowego budynków w całym cyklu ich życia.
Ponad dekadę temu zainicjowaliśmy stronę internetową Krakowski Szlak Modernizmu, chcieliśmy wypełnić lukę i opowiedzieć o wyjątkowej, ale także zwykłej architekturze Krakowa powstałej w XX wieku. To z niej w większości składa się nasze miasto. Od samego początku jedna z tras szlaku wiedzie przez Półwsie Zwierzynieckie, gdzie stoi Miastoprojekt. Zależy nam na pokazywaniu architektonicznego dziedzictwa naszego miasta w skali kraju, czy Europy (portalem zachwycają się badacze z Niemiec, czy Węgier), ale w pierwszej kolejności powinno ono służyć wzmacnianiu poczucia dumy wśród mieszkańców.
Popatrzmy na skalę i charakter dzielnic mieszkalnych, witalnych dla życia w mieście. Funkcję mieszkaniową do centrów wprowadzają ponownie wielkie europejskie metropolie, kreując polityki i zachęty, robi to m.in. Paryż, miasto szczególnie zagrożone turystyfikacją. Ona właśnie buduje zdrowe miasto. Czy Kraków powinien pozwalać na to, by pełne życia miejsca i dzielnice zmieniać w potiomkinowską wioskę dla turystów, którzy któregoś dnia wybiorą inną destynację?
Czas świadomie zatrzymać ten proces, odwracanie go jest dużo trudniejsze. Rezydencjonalne dzielnice miasta powinny być chronione przed zmianą charakteru. W wyludnione kwartały śródmiejskie należy wprowadzać wzorem innych miast tanie mieszkania dla mieszkańców o różnym statusie materialnym. Miasto może też odzyskiwać zasób mieszkaniowy z pustostanów przez ich opodatkowanie.
Istniejące budynki należy zachowywać, wykorzystywać ich materiały, unikać wyburzeń. Trzeba też przełożyć wajchę i zacząć powszechniej używać materiałów i elementów budynków z odzysku.
Należy zdefiniować wartości konserwatorskie, bazując na pogłębionych badaniach, zachowywać budynki z różnego czasu, szukając dla nich aktywnie, nowych, miastotwórczych funkcji. Nie oddawajmy naszego – użyjmy tego słowa – dziedzictwa, zatroszczmy się o nie, porozmawiajmy o wartościach, o tym, czym dzisiaj powinna być architektura. Zauważmy i doceńmy to, co mamy – zanim ktoś spróbuje to obrandować i się na tym skapitalizować.
Wreszcie: zadbajmy o przestrzenie zwykłe, ważne dla wszystkich, a nie tylko reprezentację. Chodniki, przejścia, także dla osób z ograniczoną mobilnością. Inwestujmy – to apel do władz miasta – w dobrze zaprojektowaną (a nie zlecaną najtańszą z przetargu) architekturę wspólnoty: przedszkola, szkoły, czy domy opieki.
Miasto Kraków może pokazać, co potrafi i docenić, co posiada.
Redaktorka naczelna kwartalnika „Autoportret. Pismo o dobrej przestrzeni” wydawanego przez Małopolski Instytut Kultury w Krakowie. Założycielka i prezeska Fundacji Instytut Architektury. Kuratorka i współkuratorka wielu wystaw architektonicznych, m.in.: Figury niemożliwe - Pawilon Polski na XIV Biennale Architektury w Wenecji, Wreszcie we własnym domu. Dom polski w transformacji, Festiwal Warszawa w Budowie, Muzeum Sztuki Nowoczesnej. Inicjatorka i redaktorka wydań publikacji z kanonu teorii i praktyki architektonicznej, m. in.: Peter Zumthor, Myślenie architekturą (Kraków: Karakter 2008), Juhani Pallasmaa Oczy skóry (Kraków: Instytut Architektura 2012) oraz Juhani Pallasmaa Myśląca dłoń (Kraków: Instytut Architektury, 2016), a także redaktorka: Teksty modernizmu. Antologia polskiej teorii i krytyki architektonicznej 1918-1981 (Kraków: Instytut Architektury 2018). W 2019 roku opublikowała książkę Jesteśmy wreszcie we własnym domu (Kraków: Instytut Architektury, 2019) poświęconą przemianom mieszkaniowym w Polsce w okresie transformacji.
Redaktorka naczelna kwartalnika „Autoportret. Pismo o dobrej przestrzeni” wydawanego przez Małopolski Instytut Kultury w Krakowie. Założycielka i prezeska Fundacji Instytut Architektury. Kuratorka i współkuratorka wielu wystaw architektonicznych, m.in.: Figury niemożliwe - Pawilon Polski na XIV Biennale Architektury w Wenecji, Wreszcie we własnym domu. Dom polski w transformacji, Festiwal Warszawa w Budowie, Muzeum Sztuki Nowoczesnej. Inicjatorka i redaktorka wydań publikacji z kanonu teorii i praktyki architektonicznej, m. in.: Peter Zumthor, Myślenie architekturą (Kraków: Karakter 2008), Juhani Pallasmaa Oczy skóry (Kraków: Instytut Architektura 2012) oraz Juhani Pallasmaa Myśląca dłoń (Kraków: Instytut Architektury, 2016), a także redaktorka: Teksty modernizmu. Antologia polskiej teorii i krytyki architektonicznej 1918-1981 (Kraków: Instytut Architektury 2018). W 2019 roku opublikowała książkę Jesteśmy wreszcie we własnym domu (Kraków: Instytut Architektury, 2019) poświęconą przemianom mieszkaniowym w Polsce w okresie transformacji.
Architekt i historyk sztuki, doktor nauk humanistycznych, adiunkt w Katedrze Historii Gospodarczej i Społecznej / UNESCO Chair for Heritage and Urban Studies Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie, kierownik Ośrodka Edukacyjnego – Akademia Dziedzictwa w Międzynarodowym Centrum Kultury, członek zarządu Fundacji Instytut Architektury, zajmuje się historią architektury, studiami miejskimi, zarządzaniem dziedzictwem kulturowym.
Architekt i historyk sztuki, doktor nauk humanistycznych, adiunkt w Katedrze Historii Gospodarczej i Społecznej / UNESCO Chair for Heritage and Urban Studies Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie, kierownik Ośrodka Edukacyjnego – Akademia Dziedzictwa w Międzynarodowym Centrum Kultury, członek zarządu Fundacji Instytut Architektury, zajmuje się historią architektury, studiami miejskimi, zarządzaniem dziedzictwem kulturowym.
Komentarze