0:00
0:00

0:00

W Pradze od 23 października trwa akcja wsparcia dla Strajku Kobiet w Polsce. Pod budynkiem polskiej ambasady w czeskiej stolicy stoją znicze, które symbolizują żałobę po śmierci praw człowieka w Polsce, oraz plakaty po polsku, czesku i angielsku wspierające uliczne protesty w naszym kraju.

Znicze i plakaty pod ambasadą RP w Pradze
Znicze i plakaty pod ambasadą RP w Pradze
Znicze i plakaty pod ambasadą RP w Pradze
Znicze i plakaty pod ambasadą RP w Pradze

Znicze i plakaty są w ciągu dnia regularnie sprzątane, ale ciągle przybywają nowe. Pod ambasadę w Pradze przychodzą nie tylko Polki i Polacy, ale także Czesi i mieszkający w mieście obcokrajowcy.

„Ze względu na obostrzenia wynikające z walki czeskiego rządu z pandemią koronawirusa, nie mamy możliwości zorganizowania w Pradze demonstracji solidaryzującej z kobietami w Polsce. W Czechach nie wolno na ulicę wychodzić w grupach większych niż dwuosobowe. Być może wkrótce czeka nas zupełny lockdown” – mówi OKO.press Anna Urbanek.

Anna jest studentką Uniwersytetu Warszawskiego, aktywistką, która obecnie mieszka w Pradze, gdzie przebywa na stypendium Erasmus na Uniwersytecie Karola.

„Wieczorem w poniedziałek pod polską ambasadą płonęło około 30 zniczy i było 15 plakatów. Są usuwane kilka razy dziennie. Szkoda, bo moim zdaniem mogłyby tam zostać dłużej" – tłumaczy.

Przeczytaj także:

Ciocia Czesia pomoże Polkom

Polki mieszkające w Pradze postanowiły się nie ograniczać do symbolicznego wsparcia dla Strajku Kobiet. Postawiły na konkretne działania. I tak powstała Ciocia Czesia.

„Urodziła się w niedzielę. Nasz pomysł jest zainspirowany Ciocią Basią, która od lat działa w Berlinie i Ciocią Wienią, która w tym roku powstała w Wiedniu. To kolektywy, które pomagają osobom z krajów, w których przerywanie ciąży nie jest dozwolone, czyli m.in. Polkom, w legalnej aborcji. Jesteśmy w kontakcie z tamtymi działaczkami, radzimy się, jak skutecznie pomagać" – tłumaczy Anna Urbanek.

Studentka przypomina, że kolektyw Ciocia Czesia działa zgodnie z prawem. Aborcja w Czechach jest legalna do 12. tygodnia ciąży, później można ją przeprowadzić po spełnieniu określonych przesłanek medycznych.

„Dlatego postanowiłyśmy w grupie Polek mieszkających w Pradze pomagać w przeprowadzaniu legalnej aborcji. Ten pomysł pojawił się z niemocy, ze wściekłości, że i tak bardzo restrykcyjne prawo do aborcji w Polsce jest ograniczane. Teraz powodów do szukania możliwości przeprowadzenia aborcji za granicą będzie jeszcze więcej".

„Decyzja Trybunału Konstytucyjnego po prostu utrudni dostęp do aborcji, ale jeśli ludzie będą chcieli ją przeprowadzić, zrobią to. A my jesteśmy w Czechach. Dzieli nas jedna granica, a prawo tutaj jest zupełnie różne” – tłumaczy.

Kolektyw zrobił wstępne rozeznanie na temat ceny zabiegu w Czechach. – „To równowartość ok. 800 zł. W czeskim prawie istnieje niejasność, czy aborcję mogą przeprowadzić osoby, które nie mają pobytu stałego w Czechach. Dlatego rozmawiamy z czeskimi prawnikami, działaczami społecznymi, wystosowaliśmy zapytanie do czterech czeskich klinik, czy będzie przyjmować Polki. Czekamy na ich decyzję” – mówi Anna Urbanek.

Z pomocą przyszli politycy partii Piratów, którzy zaapelowali do czeskiego rządu, by ten nie stwarzał problemów Polkom w dokonywaniu aborcji w czeskich placówkach medycznych. Przedstawicielki Cioci Czesi spotykają się z politykiem Piratów. Z tego ugrupowania wywodzi się także prezydent Pragi Zdeněk Hřib.

Ciocia Czesia przypomina, że problem niechcianej ciąży dotyka osoby o różnym statusie ekonomicznym. Dlatego aktywistki uruchomiły zbiórkę na rzecz osób, których nie stać na aborcję. Chcą zebrać 10 000 zł, w ciągu dwóch dni zgromadziły już jedną trzecią tej sumy na platformie zrzutka.pl.

„Członkinie naszego kolektywu będą też pomagać w kontakcie ze szpitalami. Osoby, które będą potrzebowały wsparcia w dotarciu do Czech, poruszaniu się po mieście lub w kwestiach noclegów, mogą liczyć na pomoc naszych wolontariuszek i wolontariuszy. Będziemy zapewniać również potrzebne tłumaczenia na polski i z polskiego. Gwarantujemy, że każda osoba, która odezwie się do nas w sprawie aborcji, uzyska naszą pomoc” – deklaruje Anna Urbanek.

Słowacja też chce pomagać

Wsparcie dla Strajku Kobiet przychodzi także ze Słowacji. Tu akcja została uruchomiona w poniedziałek 26 października. Jej organizatorzy zachęcają do okazywania wsparcia pod budynkiem polskiej ambasady w Bratysławie i przed Instytutem Polskim. Podobnie jak w Pradze przyniesiono znicze i tablice wspierające polskie kobiety. Na budynku ambasady powieszono także wieszaki.

Wiele Polek mieszkających w Słowacji w geście solidarności z polskimi kobietami udostępniło w mediach społecznościowych informację, że są gotowe pomóc przy usunięciu na Słowacji niechcianej ciąży.

Taką deklarację opublikowała m.in. mieszkająca w Bratysławie pisarka i tłumaczka Weronika Gogola. „Deklaracja była symboliczna. Jeśli kiedykolwiek któraś z moich znajomych, czy też znajoma znajomej będzie potrzebować pomocy – zrobię to bez wahania” – mówi OKO.press Weronika Gogola.

Przypomina, że turystyka aborcyjna trwa tu od lat, a nawet Natalia Przybysz w swojej piosence śpiewała o podróży na Słowację. W Słowacji aborcja na życzenie jest legalna do 12. tygodnia ciąży.

„Mieszkam tutaj, sprawa jest więc dla mnie oczywista. Nie mogę i nie chcę godzić się na to, co zadecydował kato-pato Trybunał Konstytucyjny. W głowie mi się nie mieści poziom tego absurdu i budzi to mój ogromny wkurw. Polska jest tak strasznie głęboko zacofanym krajem – nie wszystkie Polki mogą wyemigrować, nie wszystkie chcą. Ale to chyba nie znaczy, że będą teraz nosić, donaszać płody bez mózgów. To jest po prostu średniowiecze" – mówi autorka książki „Po trochu”.

Weronika Gogola od dawna obserwuje wsparcie słowackich znajomych dla kobiet w Polsce. „Regularnie wysyłają tabletki antykoncepcyjne do Polski. Moi słowaccy znajomi zawsze zaczynają od słów: »bo wy jesteście tacy katoliccy«. W przeciwieństwie do tego, co myśli większość Polaków i pomijając czasy ks. Józefa Tisy [czyli marionetkowego faszystowskiego państwa uzależnionego od Hitlera - ŁG], w Słowacji wciąż jeszcze nie mamy do czynienia z dyktatem kleru. Co nie znaczy wcale, że sytuacja kiedyś się nie zmieni. Słowacja, jak wszystkie państwa w Europie, radykalizuje się” – mówi.

Jednocześnie tłumaczy, że edukacja seksualna w słowackich szkołach wygląda zupełnie inaczej niż w Polsce. „Mój mąż, rocznik 1988, uczył się w szkole, jak zakładać prezerwatywę".

Gogola obserwuje, że ze strony jej słowackich znajomych pojawia się współczucie dla polskich kobiet, wsparcie, ale też – to jej zdaniem nowość – zazdrość. - „Moje słowackie koleżanki też chciałyby nakurwiać i krzyczeć »wypierdalać«. Ostatnio projekt ustawy zaostrzającej prawo aborcyjne na Słowacji nie przeszedł jednym głosem ["za" głosowało 58 ze 117 obecnych posłów]. Choć i tak ta próba zaostrzenia prawa, nawet gdyby została przegłosowana, w najmniejszym sposób nie może się równać z tym, co doświadczają na co dzień kobiety w Polsce – przypomina.

;
Łukasz Grzesiczak

Dziennikarz, publicysta. Nakładem Wydawnictwa Poznańskiego ukazała się jego książka „Słowacja. Apacze, kosmos i haluszki”

Komentarze