Prawa autorskie: Maciek Jazwiecki / Agencja GazetaMaciek Jazwiecki / A...
04 grudnia 2020

Mikołajkowy prezent od prezydenta dla pracowników handlu: niezapowiedziana harówka 6 grudnia

Andrzej Duda dwa dni zwlekał z podpisem pod ustawą, która daje dodatkową niedzielę handlową 6 grudnia. Sklepy mają teraz dwa dni na znalezienie obsady, a pracownicy są wściekli. "Rząd i prezydent nas zwyczajnie oszukali" - mówi OKO.press związkowczyni z "Solidarności"

Jeśli ktoś jest pracownikiem lub pracowniczką handlu, istnieje duża szansa, że dziś dowiedział się, że za dwa dni musi przyjść do pracy. 6 grudnia zamiast prezentu od świętego Mikołaja w bucie pracownicy sklepów znajdą kilka godzin dodatkowej harówki. A wszystko dlatego, że prezydent Duda do ostatniej chwili zwlekał z podpisaniem ustawy covidowej. Jej częścią jest ustanowienie niedzieli 6 grudnia dodatkową niedzielą handlową. Zgodnie z prawem, które weszło w życie w 2018 roku, liczba niedziel handlowych jest sukcesywnie zmniejszana. W 2020 było ich tylko siedem, w tym dwie w grudniu: 13 i 20.

Oficjalnie uzasadnieniem dla dodatkowej niedzieli handlowej jest zwiększenie czasu, gdy sklepy są otwarte, a przez to rozładowanie przedświątecznych tłumów w sklepach. Co jest uzasadnieniem zwlekania z podpisaniem ustawy? Trudno powiedzieć.

Patolegislacja

Ustawa wpłynęła do Sejmu 25 listopada. Tydzień później przyjął ją Senat. Jedna z poprawek - przygotowana przez Lewicę i zgłoszona przez wicemarszałek Gabrielę Morawską-Stanecką - zakładała 250 proc. wynagrodzenia wynagrodzenia dla pracowników handlu pracujących 6 grudnia. Senat większością głosów senatorów PO i PiS przyjął jednak ustawę bez poprawek.

Na podpis prezydenta ustawa czekała dwa dni. To i tak nienajgorszy wynik, biorąc pod uwagę ostatnie dokonania. Poselski projekt ustawy antykryzysowej, zwany potocznie „tarczą 6.0”, trafił w ręce posłów 26 października. Znajdują się w niej zapisy, które pozwolą przyznać pomoc branżom dotkniętym przez pandemię i rządowe zakazy. Kilka dni wcześniej rząd zamknął z dnia na dzień restauracje. Knajpy stoją, pomocy nie ma, ustawa otrzymuje kolejne poprawki, pieniądze nie są wypłacane, a kolejne podmioty gospodarcze padają, bo nie mają finansowych zasobów, żeby przetrwać.

Tak wygląda antykryzysowa legislacja od marca. Rząd działa zbyt szybko, a następnie uchwala setki poprawek, przez co ustawy wyglądają np. tak: „po art. 15zzz dodaje się art. 15zzz1 w brzmieniu”.

Albo zwleka z pomocą tak jak w tym przypadku - już prawie 1,5 miesiąca. W tym kontekście dwa dni opóźnienia z podpisem może się wydawać niewinnym bałaganem w morzu nieścisłości, opóźnień i niechlujstwa. Ale również takie dwa dni mają swoje konsekwencje. Jedną z nich jest zirytowanie pracowników.

"Solidarność": liczyliśmy, że prezydent nas oszczędzi

„Mieliśmy nadzieję, że pan prezydent podpiszę tę ustawę 7 grudnia, czyli po niedzieli” – mówi OKO.press Ewa Chełminiak z NSZZ „Solidarność” przy H&M Polska. „Pracownicy sklepów są przemęczeni. Ze względu na COVID załogi są w okrojonym składzie, osoby, które są na miejscu, pracują za kilka osób. Myślę, że niektórym oczy otworzą się dopiero wtedy, gdy sklepy zamkną się z powodu braku obsługi”.

Ewa Chełminiak dodaje, że wkład pracowników handlu w czasach pandemii jest niedoceniany. A handel traktowany niesprawiedliwie i niezrozumiale.

„Uważamy, że pracownicy sklepów to cisi bohaterowie dzisiejszych czasów. Słusznie mówi się o bohaterstwie pracowników ochrony zdrowia, ale o bohaterstwie szarych pracowników handlu, którzy wyboru nie mają (bo decydują pracodawcy), się nie mówi. W sklepie pracownicy są dużo bardziej narażeni na zakażenie niż inni pracownicy. Rząd zamknął hotele, chociaż tam możliwości zachowania dystansu, zmierzenia temperatury są dużo większe. A my pracujemy i często nie możemy nawet zwrócić klientowi uwagi, żeby założył maseczkę. Wiosną sama byłam świadkiem awantury z tego powodu”.

OPZZ: Porzućmy złudzenia

O tym, że rząd pomija głos pracowników sektora handlu, przekonani są też w Ogólnopolskim Porozumieniu Związków Zawodowych:

„Ta decyzja całkowicie pomija głos pracowników sektora handlu. Na trzy dni przed terminem dowiadują się, że w niedzielę 6 grudnia mają przyjść do pracy i mają to zrobić bez żadnej rekompensaty finansowej” – komentuje dla OKO.press Piotr Ostrowski, wiceprzewodniczący OPZZ – „Propozycję dodatkowego wynagrodzenia za ten dzień zgłaszali senatorowie Lewicy. Takie rozwiązanie byłoby uczciwe. Porzućmy zatem już wszelkie złudzenia. Ta decyzja Zjednoczonej Prawicy, przy poparciu Koalicji Obywatelskiej, o czym powinno się pamiętać, jednoznacznie pokazuje, że nie tylko rząd Mateusza Morawieckiego, ale też prezydent Duda, stoją po stronie biznesu, a nie pracowników”.

"Rząd i prezydent nas oszukali"

Niedziela handlowa 6 grudnia spowodowała też małe tarcie wewnątrz PiS. Wbrew swojej partii, poprawkę znoszącą ten przepis zgłosił w Senacie Jan Maria Jackowski z PiS. Poprawka upadła. Jackowski swoją poprawkę zgłosił między innymi pod wpływem krytyki przepisu przez „Solidarność”. Czy w tym przepisie chodziło tylko o bezpieczeństwo epidemiczne? Maria Chełminiak z „Solidarności” uważa, że nie:

„Na decyzję rządu i prezydenta z pewnością wpływ miało lobby właścicieli powierzchni handlowych. Bo to ta grupa najsilniej walczy z zakazem handlu w niedzielę od samego początku. Wbrew temu, co się mówi, to nie im odbierana jest wolność, ale nam odbiera się prawo do odpoczynku. Rząd i prezydent nas zwyczajnie oszukali”.

Niedziela handlowa 6 grudnia: niezgodnie z kodeksem

Sklepy muszą teraz znaleźć pracowników na niedzielę w ciągu dwóch dni. W Polsce w handlu pracuje około 2 milionów osób. Setki tysięcy z nich będą musiały zgłosić się do pracy w niedzielę. Czy możliwe jest namówienie ich do przyjęcia dodatkowej zmiany bez naruszania przepisów?

Maria Chełminiak: „Według kodeksu pracy, grafik w pracy musi być ogłoszony co najmniej na siedem dni przed rozpoczęciem nowego miesiąca pracy. W trakcie miesiąca można dokonać zmiany, ale na siedem dni wcześniej. Nie wiem, czy sieci handlowe zmieściły się w tym czasie, planując tę niedzielę z wyprzedzeniem. Moim zdaniem nie. Ale co z tego, że kontrola przyjdzie po świętach, jak ludzie i tak będą przymuszeni przyjść do pracy?”.

Chełminiak zwraca uwagę na jeszcze jeden problem. Niedziela handlowa czy nie, sprzedaż internetowa trwa siedem dni w tygodniu. A ludzie zawsze zamawiają w grudniu więcej, a przez pandemię z pewnością jeszcze więcej niż zwykle.

„Obsługi klientów w sklepach internetowych nie prowadzą elfy. W magazynach wysyłkowych większość pracownic to kobiety. Mają wolny dzień np. we wtorek czy czwartek, ale w niedzielę trzeba pracować. Praca odbywa się na trzy zmiany. Wielu z nich dojeżdża do pracy ponad godzinę. Te kobiety w okresie świątecznym spędzają poza domem 11-12 godzin”.

Udostępnij:

Jakub Szymczak

Dziennikarz OKO.press. Autor książki "Ja łebków nie dawałem. Procesy przed Żydowskim Sądem Społecznym" (Czarne, 2022). W OKO.press pisze o gospodarce i polityce społecznej.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne