„Narodowy Dzień Pamięci Polaków ratujących Żydów pod okupacją niemiecką” był obchodzony po raz drugi z wielką pompą. Nastąpiło też ich cudowne rozmnożenie: mówiono o "milionach" i "setkach tysięcy" bohaterów. W rzeczywistości było ich niewielu i byli samotni

„Narodowy Dzień Pamięci Polaków ratujących Żydów pod okupacją niemiecką” został ustanowiony w zeszłym roku z inicjatywy prezydenta Andrzeja Dudy. To święto państwowe obchodzone jest w rocznicę zamordowania w 1944 r. przez Niemców małżeństwa Ulmów w Markowej, ich ośmiorga dzieci oraz ukrywanych przez rodzinę Żydów. Święto stanowi kluczowy element polityki historycznej PiS, który — w bardzo trudnej i często bolesnej historii relacji polsko-żydowskich w czasie wojny — mówi przede wszystkim o bohaterstwie nielicznych Polaków ratujących Żydów, przemilczając lub umniejszając przypadki, w których inni Polacy pomagali Niemcom w Zagładzie.

W obchodach brali udział najważniejsi dostojnicy  państwowi, z prezydentem i premierem na czele.

  •  Już w czwartek 21 marca w „Przystanku historia”, placówce edukacyjnej IPN przy ul. Marszałkowskiej w Warszawie, prezes IPN Jarosław Szarek otworzył wystawę poświęconą Polakom ratującym Żydów na Kresach;
  • 24 marca premier Morawiecki na czele delegacji państwowej upamiętnił w Sadownem rodzinę Leona i Marianny Lubkiewiczów, którzy wraz z synem Stefanem zostali zamordowani zimną 1943 r. za pomaganie Żydom;
  • w specjalnym liście do uczestników uroczystości prezydent Andrzej Duda nazwał Lubkiewiczów „bohaterami naszego narodu i całej ludzkości”;
  • w Warszawie obchody rozpoczęły się mszą w Katedrze Polowej Wojska Polskiego, potem na Pl. Piłsudskiego odbył się Apel Pamięci i złożono wieńce na płycie Grobu Nieznanego Żołnierza; przemawiali m.in. prezes IPN dr Jarosław Szarek oraz minister Szef Urzędu ds. Kombatantów Jan Józef Kasprzyk; 
  •  w Warszawie odsłonięto tablicę w hołdzie matce Matyldzie Getter, zakonnicy, która ratowała żydowskie dzieci;

  •  w Markowej odbyła się uroczystość na terenie muzeum im. Rodziny Ulmów; listy do uczestników skierowali m.in. prezydent i marszałek Sejmu Marek Kuchciński.

Premier i prezydent oraz inni dostojnicy państwowi wychwalali przy tym bohaterstwo Polaków ratujących Żydów i podkreślali, że w Polsce — w odróżnieniu od krajów zachodnich — za ukrywanie Żydów i pomaganie im groziła kara śmierci.

Wszystko to jest prawdą: zarówno Ulmów, jak i Lubkiewiczów zamordowano za pomaganie Żydom; w istocie, według zarządzeń władz niemieckich Polakom ukrywającym Żydów groziła kara śmierci (nawet jeśli często w praktyce nie była egzekwowana).

Rozmnażanie bohaterów

Na czym więc polegał problem? Na proporcjach — w tym na podawanych przez polityków liczbach — oraz na konsekwentnym przemilczaniu faktów, bardzo częstych i doskonale udokumentowanych, współudziału Polaków w niemieckich zbrodniach.

Morawiecki w Sadowej mówił: 

„My, Polacy, dzisiaj, na pamięci państwa Lubkiewiczów, na pamięci milionów Polaków, którzy walczyli, cierpieli i ratowali w czasie okrutnej niemieckiej nocy swoich żydowskich sąsiadów, na pamięci wielkiej historii Polski, na tym fundamencie, budujemy wielkie jasne domy, budujemy wielką jasną Polskę”.

Podobnie wypowiedział się na Pl. Piłsudskiego w Warszawie minister Jan Józef Kasprzyk, który wychwalał bohaterstwo rodziny Ulmów — i dodał, że „podobnych rodzin było w okupowanej Polsce wiele, setki tysięcy”. Powiedzmy od razu, że te liczby są niemal na pewno nieprawdziwe, a w każdym razie nie podpisują się pod nimi nawet historycy związani z instytucjami przejętymi przez PiS. 

W wywiadzie dla PAP dr hab. Grzegorz Berendt — wicedyrektor Muzeum II Wojny Światowej u boku aktualnej, narzuconej przez władze dyrekcji — szacuje liczbę Polaków pomagających Żydom na kilkadziesiąt tysięcy. Dr Berendt szacuje także liczbę zamordowanych za pomaganie Żydom Polaków na 700-1000 osób i dodaje (czego politycy dzisiaj nie powiedzieli), że duża część Polaków przyłapanych na pomaganiu Żydów nie była mordowana na miejscu, ale trafiała do więzienia lub do obozu koncentracyjnego — co naturalnie również było nieludzką karą.

Historycy nie pracujący w instytucjach bezpośrednio kontrolowanych przez władze są znacznie bardziej bezpośredni.  

Jak mówiła w wywiadzie dla OKO.press prof. Barbara Engelking, dyrektor Centrum Badań nad Zagładą w PAN:

  •  Sprawiedliwi „bali się, że doniesie na nich sąsiad czy dozorca. Bali się innych Polaków;
  •  „działali w absolutnej izolacji społecznej”;
  • bardzo często pomagali za pieniądze (to skomplikowana moralnie sprawa, ponieważ pomoc bezinteresowna była bardzo trudna — a wyżywienie osoby ukrywanej kosztowało);
  • „Inny mit to na przykład taki, że jednemu uratowanemu Żydowi pomagało kilku, a nawet kilkunastu Polaków. To jest nieprawda. Według badań Zuzanny Schnepf, które opublikowaliśmy w 2011 roku w tomie ”Zarys krajobrazu”, na terenach wiejskich proporcje były mniej więcej wyrównane: średnio 10 sprawiedliwych ratowało 12 Żydów. Ten temat wymaga dalszych badań, miejmy nadzieję, że ktoś je podejmie”.
  • Polskie państwo podziemne zaczęło działać późno. Pomoc „Była, ale powstała późno, w grudniu 1942 roku, kiedy większość Żydów polskich była już zamordowana. Cały czas borykała się też z problemami finansowymi. Finansowana zresztą była – o czym się w Polsce dziś nie pamięta – nie tylko przez rząd RP w Londynie, ale w znacznej mierze przez światowe organizacje żydowskie”.

„Oszczerstwa” zawodowych historyków

W dniu święta politycy nie odnosili się przy tym właściwie w ogóle do prac historyków Zagłady — w tym (ale nie tylko) opublikowanych przez Centrum Badań nad Zagładą Żydów przy Instytucie Filozofii i Socjologii PAN w Warszawie. Pokazują one zupełnie inny obraz tamtych czasów. Być może ślad takiego nawiązania można znaleźć w wypowiedzi Morawieckiego w Sadowej. Mówił:

„Takie piekło zgotowali Niemcy na tej ziemi. Mieszkańcy tego powiatu, powiatu węgrowskiego (…) zdali egzamin z człowieczeństwa, wbrew różnym oszczerstwom, które się pojawiają, liczne źródła przemawiają za wielką pozytywną rolą Polaków w czasie II wojny światowej, w czasie nocy niemieckiej okupacji”. 

Kiedy Morawiecki mówił o „oszczerstwach”, mógł mieć na myśli prace historyka prof. Jana Grabowskiego z Uniwersytetu w Ottawie — który zajmował się właśnie powiatem węgrowskim. W wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” prof. Grabowski opisywał taką sytuację (właśnie pod Sadownem):

„Młoda Żydówka, uciekając przed Polakami, dotarła aż do tartaku pod Sadownem. Tam padła, nieprzytomna. Rano wokół niej zgromadził się tłum. Młody Polak, robotnik, usiłował ściągnąć z niej skórzane buty. Przemoczone przywarły do skóry. Poleciał po siekierę, by odrąbać jej nogi z butami poniżej kolan.”

Prof. Grabowski opisywał, że pozostałych w Węgrowie po likwidacji getta Żydów wydawali polscy sąsiedzi — wcześniej rabując ukrywających się z pieniędzy.

Polacy pomagający Żydów są więc bohaterami, ale mówienie wyłącznie o nich — a to robili 24 marca politycy PiS — jest zwyczajnie nieuczciwe.

Prof. Grabowski dodawał w cytowanym wywiadzie:

„Uważam, że wykorzystuje się Sprawiedliwych w cyniczny i niegodziwy sposób. Mają zasłonić właśnie to, z czym Polacy nie potrafią sobie poradzić – problem nierozliczonych zbrodni na Żydach.”

Według szacunków grupy historyków, którzy bardzo starannie przebadali losy Żydów w 9 powiatach okupowanej Polski — które zostały opublikowane w książce „Dalej jest noc. Losy Żydów w wybranych powiatach okupowanej Polski” — podczas likwidacji gett uciekło z nich średnio ok. 10 proc. mieszkańców (ok. 250 tys). Przeżyło zaś ok. 1,8 proc. przedwojennej populacji Żydów na tych obszarach (ok. 50 tys). Duża część z nich zginęła przy współudziale Polaków, a niekiedy z ich ręki. 

„Na podstawie szczegółowej analizy tego, w jakich okolicznościach ginęli, sformułowałem hipotezę badawczą, że większość – choć nie jestem na tym etapie badań w stanie powiedzieć, czy było to 60, czy 90 proc. – straciła życie z rąk Polaków albo przy ich współudziale” — mówił prof. Grabowski. 

Wyniki badań historyków mogą być niemiłe dla polityków PiS i wielu ich wyborców. One jednak nie dadzą się ani przemilczeć, ani wymazać z bibliotek. 

Historyk i socjolog, profesor na Uniwersytecie SWPS, publicysta. Autor dwóch książek reporterskich o Afryce i kilku książek o historii. "Szkalował" Polskę m.in. w „the Guardian”, „Le Monde”, „El Pais”, „Suddeutsche Zeitung”. Ostatnio wydał książkę o polskiej samoocenie – „No dno po prostu jest Polska. Dlaczego Polacy tak bardzo nie lubią swojego kraju i innych Polaków” (WAB 2017). W OKO.press pisze o polityce i historii.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym