Minister upiera się przy planach zmniejszenia Świętokrzyskiego Parku Narodowego. To otworzy zakonnikom furtkę do uzyskania zabudowań klasztornych. Minister Środowiska i dyrektor Parku twierdzą, że teren stracił wartość przyrodniczą. Niezależna inwentaryzacja wskazuje, że to nieprawda, ale dyrektor szybko wstrzymał zgodę na wykonanie badań

„Już w pierwszych dniach inwentaryzacji okazało się, że na terenie przeznaczonym do wyłączenia z granic parku znajdują się chronione siedliska przyrodnicze i stanowiska cennych, rzadkich i zagrożonych gatunków roślin i zwierząt” – pisze przyrodnik Łukasz Misiuna*.

Zupełnie co innego twierdzą minister środowiska Henryk Kowalczyk i dyrektor Świętokrzyskiego Parku Narodowego Jan Reklewski. Ten ostatni wstrzymał zgodę na wykonanie niezależnych badań. „Powstały podejrzenia, że (badania) prowadzone są pod z góry założoną tezę” – oświadczył.

O co chodzi? O kolejną odsłonę sporu o plany zmniejszenia Świętokrzyskiego Parku Narodowego.

5 hektarów poza park

Ministerstwo Środowiska przygotowało plan zmniejszenia Świętokrzyskiego Parku Narodowego. Na stronie ministerstwa 26 kwietnia 2019 pojawił się projekt rozporządzenia w tej sprawie. Z granic parku ma zostać wyłączonych około 5 ha terenu w szczytowej partii Łyśca, jednego z głównych szczytów w Górach Świętokrzyskich. Ten teren to trzy działki, na których znajduje się między innymi Klasztor Misjonarzy Oblatów Maryi Niepokalanej. Zarówno w ocenie ministra środowiska, jak i dyrektora Świętokrzyskiego Parku Narodowego obszar ten bezpowrotnie utracił wartości przyrodnicze. Z taką opinią nie zgadzają się przyrodnicy.

Od lat 90. oblaci starali się przejąć na własność całość zabudowań klasztornych wraz z ich otoczeniem. Należy dodać, że kasata zakonu Benedyktynów i sprzedaż dóbr klasztornych na Świętym Krzyżu na rzecz Królestwa Polskiego w XIX wieku zostały zatwierdzone decyzjami Stolicy Apostolskiej. Obecnie stanowią one zatem przejętą za obopólną zgodą własność Państwa Polskiego – z wyjątkiem części, którą oblaci przejęli w posiadanie decyzją sądu o zasiedzeniu.

Zmniejszenie obszaru parku narodowego może się odbyć tylko w drodze rozporządzenia ministra środowiska, a powodem zmniejszenia zgodnie z prawem może być wyłącznie bezpowrotna utrata wartości przyrodniczych, kulturowych i edukacyjnych.

Poprzednich pięciu dyrektorów ŚPN sprzeciwiało się koncepcji zmniejszenia parku. Utracili swoje funkcje.

Wyłączenie terenu z granic ŚPN jest próbą poradzenia sobie z wieloletnimi roszczeniami oblatów i narastającym konfliktem między dyrekcją parku a zakonnikami. Jednak taka ścieżka świadczy o abdykacji Państwa ze swojej roli i bezsilności rządu wobec zakonników.

Projekt rozporządzenia i interpelacja

Minister Środowiska w projekcie rozporządzenia stwierdził, że „niektóre z zabudowanych nieruchomości (łącznie około 5 ha) w granicach Parku bezpowrotnie utraciły wartości przyrodnicze”.

W podobnym tonie 24 maja 2019 roku wypowiedział się dla kieleckiej „Gazety Wyborczej” dyrektor ŚPN Jan Reklewski: „Te wyłączone grunty od setek lat i tak podlegają urbanizacji. Nie przedstawiają istotnej wartości przyrodniczej, nie ma tam przedmiotów ochrony cennych dla parku. Cenne gatunki tam nie występują”.

Obie wypowiedzi spotkały się ze sprzeciwem przyrodników z kieleckiego Stowarzyszenia MOST oraz niektórych polityków i działaczy społecznych, w tym byłego dyrektora ŚPN Piotra Szafrańca. W ich ocenie teren jest cenny przyrodniczo i powinien pozostać w granicach parku narodowego.

Na skutek silnego sprzeciwu społecznego wobec ministerialnych planów poseł PO Artur Gierada 17 czerwca 2019 złożył interpelację, chcąc uzyskać pełniejsze uzasadnienie dla rządowego pomysłu.

W odpowiedzi na interpelację z 9 września 2019 minister Kowalczyk podtrzymał swoje stanowisko, stwierdzając, że istnieje konieczność „aktualizacji przebiegu granic ŚPN” oraz że dla tego terenu przeprowadzono szczegółową inwentaryzację przyrodniczą w latach 2012-2014. Zdaniem Kowalczyka „walory przyrodnicze Świętego Krzyża uległy zatarciu na przestrzeni setek lat funkcjonowania Zakonu Benedyktynów”. Minister tłumaczy, że zidentyfikowano istotne zagrożenia dla przyrody na Łyścu: zanieczyszczenie światłem i hałasem oraz zaśmiecanie.

Zagrożenia te związane są z funkcjonowaniem klasztoru oblatów. Zakonnicy od kilkunastu lat rozwijają działalność, organizując masowe imprezy na kilka, a nawet kilkanaście tysięcy pielgrzymów. Planowane na wrzesień 2019 wydarzenie miało zgromadzić 120 tys. uczestników – wskutek presji mediów i przyrodników zakonnicy wycofali się z pomysłu. Według analizy ruchu turystycznego dla tego terenu, w czasie imprez organizowanych przez oblatów na 5 ha parku narodowego pojawiało się dziennie nawet około 15 000 osób.

Rosnącą presję pielgrzymów poprzednia dyrekcja parku starała się limitować, wprowadzając odpowiednie zapisy do projektu planu ochrony ŚPN. Propozycje te spotkały się ze zdecydowanym sprzeciwem środowisk kościelnych i poparciem przyrodników.

Minister Kowalczyk twierdzi, że limitowanie ruchu na terenie Łyśca jest niekonstytucyjne, ponieważ ogranicza swobodę wyznania oraz nieskrępowanego dostępu do miejsc kultu religijnego.

Jednak dopóki oblaci nie rozwijali swojej aktywności związanej z wielotysięcznymi tłumami skoncentrowanymi na obszarze 5 ha parku narodowego, nie było problemu z udostępnianiem klasztoru wiernym. Pomysł limitowania ruchu turystycznego w tym miejscu miał na celu ochronę wartości przyrodniczych przy zachowaniu rozsądnego natężenia ruchu turystycznego. Nikt nie zamierzał utrudniać dostępu do miejsca kultu religijnego.

Działalność oblatów i ich samodzielność w dysponowaniu terenem Świętokrzyskiego Parku Narodowego nasilają się od kilkunastu lat. Do pełnej swobody potrzeba im już jedynie wyłączenia terenu z granic parku narodowego.

Dyrektor knebluje niezależność

Postanowiłem wykonać niezależną inwentaryzację tego terenu. Uzyskałem zgodę na badania. Już w pierwszych dniach inwentaryzacji okazało się, że na terenie przeznaczonym do wyłączenia z granic parku znajdują się chronione siedliska przyrodnicze i stanowiska cennych, rzadkich i zagrożonych gatunków roślin i zwierząt. Nie zostały one wykazane w operacie wykonanym przez ŚPN.

Badania nie mogły być kontynuowane. O pierwszych stwierdzeniach cennych gatunków i siedlisk informowałem na portalu społecznościowym z konta Stowarzyszenia MOST.

Pismem z 24 lipca 2019 roku dyrektor ŚPN Jan Reklewski wstrzymał zgodę na wykonanie badań. Swoją decyzję argumentuje następująco: „Trudno sobie wyobrazić, aby w ciągu jednego tygodnia udało się przeprowadzić kompleksową inwentaryzację przyrodniczą badanego terenu”.

Tymczasem nigdzie nie informowałem, że wykonałem pełną inwentaryzację. Relacjonowanie działalności naukowo-badawczej Stowarzyszenia na portalu społecznościowym nie miało charakteru całościowego raportu z badań.

Dyrektor Reklewski w rozmowie z 27 lipca 2019 roku z kielecką „Gazetą Wyborczą” w jeszcze dziwniejszy sposób argumentował swoją decyzję: „Powstały podejrzenia, że (badania) prowadzone są pod z góry założoną tezę”.

Znając uwarunkowania przyrodnicze Łyśca, trudno mi było przyjąć, że teren „utracił” wartości przyrodnicze i jest bezwartościowy dla Parku. Jak w każdych badaniach naukowych, tak i w tych przyjąłem hipotezę: teren jest prawdopodobnie słabo rozpoznany i prezentuje większe wartości niż te, o których mówi dyrektor Reklewski. Dyrektor ŚPN może wstrzymać lub cofnąć zgodę na badania w dwóch przypadkach, z których żaden nie został spełniony.

Wygląda na to, że wstępne wyniki rozpoczętych badań nie były zgodne z tezą głoszoną przez dyrektora.

Wątpliwości

Argumentacja ministra i dyrektora o „bezpowrotnie utraconych wartościach”, „zachodzących procesach urbanizacyjnych” i „utracie wartości od setek lat” budzi wątpliwości. Po pierwsze, nie zachodzą tam procesy urbanizacyjne tylko antropogeniczne, a to nie to samo. Rzeczywiście presja ludzi na przyrodę tego miejsca jest duża. Samo wybudowanie tam klasztoru i jego istnienie przez wieki odcisnęło piętno na otaczającej przyrodzie. Ponadto park narodowy utworzono na tym terenie w połowie XX wieku, a więc nie „setki lat temu”. Jasne jest jednak, że tak masowy ruch turystyczno-religijny, jaki odbywa się tam teraz bez żadnej kontroli, doprowadzi w końcu do zniszczenia wartości przyrodniczych.

Wierzchowina Łyśca otoczona jest lasami i wykorzystywana jako miejsce migracji, odpoczynku i żerowania gatunków rozmnażających się w sąsiadujących z nią lasach. Twierdzenie, że nie ma tu „przedmiotów ochrony” parku nie jest prawdziwe.

Teren został albo źle zinwentaryzowany, albo jego walory przyrodnicze wzrosły znacznie w ciągu ostatnich kilku lat.

Zaskakuje także postawa dyrektora parku – nagłe wstrzymanie niezależnych badań w sytuacji, gdy już w pierwszych dniach oględzin stwierdzane są cenne gatunki, stoi w sprzeczności z jego misją i funkcją. Zresztą, skoro minister środowiska i dyrektor ŚPN mówią w oficjalnych pismach o „utracie” wartości przyrodniczych tego miejsca, to powinni dysponować materiałami, które można porównać. Ani minister Kowalczyk, ani dyrektor Reklewski nie podają nigdzie, z jakimi wcześniejszymi danymi porównano zgromadzony materiał.

Co teraz?

Na razie 5 ha terenów na Łyścu nadal znajduje się w granicach ŚPN. Jeśli dojdzie do ich wyłączenia z granic Parku, to administrować nimi będzie miejscowy starosta. To z nim oblaci będą negocjować warunki uzyskania na własność całego klasztoru wraz z działkami. Projekt rozporządzenia musi zostać poddany konsultacjom społecznym. Póki co nie zostały one ogłoszone.

*Łukasz Misiuna jest przyrodnikiem, specjalistą zarządzania zasobami przyrody i środowisk. Jest prezesem Stowarzyszenia MOST. 

OKO podgrzewa dyskusję o zmianach w klimacie.
Wesprzyj nas, też chcemy przetrwać.

Komentarze

  1. Łukasz Kowalczyk

    Kasa, kasa, tylko kasa się liczy dla czarnych. Przyrodę, lasy i zwierzęta to oni mają sobie czynić poddanymi. Ich szef zaś siedzi w Watykanie i liczy kasiorkę, którą durny lud im że śpiewem przynosi. Polska, Europa, XXI wiek.

    • Mateusz Głazowski

      Mam wrażenie, że nie słucha Pan wypowiedzi papieża Franciszka na temat ochrony przyrody. Gdyby polskie katabasy miały tyle miłości do Braci Mniejszych, wód, lasów i innych ludzi, oszczędzono by wielu zdarzeń wołających o postępowania prokuratorskie.

Masz cynk?