0:00
06 lutego 2021

Minister Czarnek mówi polskiej nastolatce: "jesteś gruba, musisz się odchudzać" [ROZMOWA]

Żyjemy w kulturze, która stygmatyzuje nadwagę i otyłość. Dzieci, których wygląd odbiega od wyidealizowanego wzorca, są narażone na przemoc. Pamiętam sytuację sprzed lat: uczniowie narysowali białą kredą linię na korytarzu, za którą dzieci z nadwagą nie mogły przechodzić

Wydrukuj

Anton Ambroziak, OKO.press: Minister edukacji Przemysław Czarnek zapowiadając walkę z otyłością wśród dzieci, stwierdził, że ta przypadłość dotyczy “szczególnie dziewcząt”. Potem tłumaczył, że chodziło w zasadzie o to, by dziewczynki miały więcej ruchu, bo oferta dodatkowych zajęć sportowych jest dziś skierowana głównie do chłopców. Na koniec rzucił żartobliwie, że najszczuplejszym ministrem to on nie jest, więc w trakcie wielkiego postu schudnie 5 kg. Czy dorosły może sobie pozwalać na tak niefrasobliwe, stereotypowe wypowiedzi w kraju, w którym dziewięć na dziesięć nastolatek nie akceptuje swojego wyglądu?

Dr Cezary Żechowski*, psychoterapeuta, psychiatra dziecięcy i młodzieżowy: Żyjemy w kulturze, która stygmatyzuje nadwagę i otyłość, a to oznacza, że dzieci, których wygląd odbiega od wyidealizowanego wzorca, są narażone na przemoc. Pamiętam sytuację sprzed lat, która wydarzyła się w jednej ze szkół.

Uczniowie narysowali białą kredą linię na korytarzu, za którą dzieci z nadwagą nie mogły przechodzić.

Myślę, że każdy pomysł, którego celem byłoby wyodrębnienie w ramach szkolnej społeczności tej szczególnie podatnej na zranienie grupy i zalecenie specjalnych zajęć, tylko dodatkowo naraziłoby dzieci na przykre doświadczenia: rolę kozłów ofiarnych, a w konsekwencji przemoc rówieśniczą. To bardzo niebezpieczne.

Co usłyszała przeciętna nastolatka słuchając ministra?

Mogła usłyszeć: "Jesteś gruba, musisz się odchudzać". To słowa, które dziewczęta słyszą nagminnie: w najbliższym otoczeniu albo - najczęściej zupełnie bezpodstawnie - w sobie.

Warto przypomnieć, jak przebiega okres dojrzewania. U dziewcząt zaczyna się on wcześniej niż u chłopców i towarzyszy mu większy przyrost tkanki tłuszczowej. To naturalna reakcja fizjologiczna, która z czasem zaczyna się bilansować. Może jednak powodować przejściowe wrażenie nadwagi.

W tym samym czasie dochodzi do kluczowego procesu: przechodzenia z dzieciństwa w dorosłość. Podczas adolescencji zmiany następują gwałtownie — dziecko bardzo szybko musi zbudować w sobie nowy obraz ciała. Jest wtedy wyjątkowo podatne na zranienie. Nadmierne zwracanie uwagi na wygląd, docinki i komentarze — to wszystko czynniki ryzyka, które mogą prowadzić do niskiej samooceny, a nawet zaburzeń obrazu ciała czy zaburzeń odżywiania.

Jeśli dziewczyna w tym okresie nabierze przekonania, że "jest gruba", a więc nieatrakcyjna, może podjąć radykalne kroki prowadzące do zmiany wyglądu. Na końcu tej drogi jest dramatyczne w skutkach odchudzanie.

W USA aż 81 proc. dziewczynek w wieku 10 lat odczuwa strach przed byciem „zbyt grubą”, 42 proc. chciałoby być chudsze, a co dziesiąta „czuje się lepiej, gdy jest na diecie odchudzającej”. Z badań "Human Behaviour in School-Aged Children" prowadzonych przez WHO wynika, że Polska należy do krajów o najwyższym odsetku odchudzających się nastolatków. Wśród jedenastoletnich dziewczyn do odchudzania przyznaje się 19 proc. pytanych, a wśród 15-latek odsetek rośnie do 30 proc.

Szczerze mówiąc nie wiem, dlaczego sytuacja Polski jest tak dramatyczna. Mogę przypuszczać, że postawy wobec własnego ciała wśród dziewcząt i młodych kobiet są w Polsce bardziej negatywne, ale to hipoteza, którą należałoby zweryfikować.

Problem zdecydowanie jest globalny. W mediach obcujemy z wyidealizowanym obrazem ciała, który sprawia, że oczekiwania dzieci i nastolatków są nierealistyczne i dalekie od tego, co nazwalibyśmy ideałem zdrowia.

Ale dlaczego 10-latki decydują się na stosowanie diet odchudzających?

To zawsze jest sprzężenie kilku czynników. Zaburzenia odżywiania uważane są za zaburzenia heterogenne, złożone. Doprowadzić może do nich: nadwaga, trauma, wykorzystanie seksualne, perfekcjonizm, dążenie do norm, które są nierealistyczne, a czasem też komentarze krewnych, rodziców, nauczyciela...

"Czemu się tak objadasz", "weź się za siebie", "sama skóra i kości"?

Na przykład. Najczęściej bolesne komentarze dzieci i młodzież słyszą od koleżanek i kolegów. Nie chciałbym ich nawet cytować, bo to okrutne słowa. Często są elementem szerszego i bardzo powszechnego problemu, czyli przemocy rówieśniczej.

Która dziś przenosi się też do sieci, gdzie bezkarnie można oceniać, obrażać, gnębić.

Niestety zbyt często autorami raniących komentarzy są też pracownicy ochrony zdrowia. Nieostrożne komentarze dotyczące wagi i wyglądu pojawiają się często w trakcie badań. Dzieci i młodzież słyszą też dużo niewłaściwych słów w szkołach, od nauczycieli, a w domach od rodziny — co ciekawe, częściej od cioci, wujka, babci niż rodzica.

Mama wciąż jest na diecie, tata nie wychodzi z siłowni - dziecko przesiąknie obsesją na punkcie "idealnego wyglądu"?

Zdecydowanie. Rodzice, którzy mają perfekcjonistyczne nastawienie, często traktują dziecko jako przedłużenie siebie. Oczekują od niego spełnienia wyśrubowanych norm, także tych dotyczących wyglądu. Co rzadko idzie w parze z prawdziwymi potrzebami młodej osoby. Na przykład: rodzic zapisuje dziecko na dodatkowe zajęcia sportowe, których celem nie jest dobre samopoczucie czy sprawność fizyczna, ale mniej kilogramów na wadze. Mało kto zdaje sobie sprawę, że to może być początek zaburzeń.

Bywa też, że jest tak, jak pan mówi: rodzic cierpi na ortoreksję, czyli nadmierną koncentrację na tzw. "zdrowym trybie życia", w co wciąga także swoje dziecko.

Z jakimi problemami trafiają do pana dziewczęta?

Niestety często trafiają za późno, w tych najbardziej zaostrzonych stanach. Tak jak mówiłem, brak akceptacji własnego wyglądu, niska samoocena, perfekcjonizm i przekonanie, że „ważę zbyt dużo”, mogą prowadzić do restrykcyjnych głodówek. Te z kolei w niektórych przypadkach wyzwalają zaburzenia odżywiania o bardzo różnym przebiegu, czasami zagrażającym życiu. Nie bez powodu wśród wszystkich zaburzeń psychicznych to anoreksja jest drugim po uzależnieniach zaburzeniem o najwyższej śmiertelności.

To są niezwykle delikatne sprawy, do których trzeba mieć bardzo dużo wrażliwości. Choroba pacjentki jest przewlekła, rozdźwięk pomiędzy obrazem ciała a rzeczywistością niejednokrotnie bardzo duży. Spotykamy się też z bezradnością rodziców.

Jak rozpoznać, że nasze dziecko ma problem?

Istotny spadek masy ciała, restrykcyjna dieta, nierealistyczny obraz siebie — to trzy symptomy poważnych problemów. Nie wystarczy zwracanie uwagi na sam wygląd — osoby cierpiące na anoreksję do pewnego momentu potrafią ukrywać chorobę.

Potrafią też oszukać wagę?

Dotyczy to tylko niewielkiej grupy dzieci i młodzieży z zaburzeniami odżywiania, ale bywa, że młodzi ludzie starają się ukryć swoją chorobę ubierając obszerne stroje lub pijąc płyn przed ważeniem.

Ważny jest kontakt z dzieckiem, otwartość, zachowanie komunikacji, nieobwinianie, niestraszenie, ale też nieuciekanie od prawdy. Pamiętajmy, że zaburzenia odżywiania to nie jest "siła charakteru", którą można kształtować przez wychowanie. Nie jest to też wybór. W tej sytuacji dziecko czuje się co najmniej tak samo zagubione jak rodzic.

Co z bulimią? To choroba, którą dużo łatwiej ukryć.

Napady objadania się, wymiotowanie, przeczyszczanie, intensywne głodówki i ćwiczenia fizyczne — to najczęstsze objawy bulimii.

Niepokojące są wahania wagi: przybieranie na masie i chudnięcie oraz intensywność wymiotów i przeczyszczania. Przy regularnych napadach objadania się jedzenie szybko znika z lodówki. Możemy też spodziewać się papierków po cukierkach, czekoladach i ciastkach, większej niestabilności emocjonalnej, a czasami wydawania sporych sum pieniędzy na produkty żywnościowe.

Jak częstym problemem wśród młodzieży są zaburzenia odżywiania?

Zbyt częstym, szczególnie wśród dziewcząt. Ale także chłopcy coraz częściej padają ofiarą wyśrubowanych standardów piękna. Leczenia poszukują wszyscy: dzieci, nastolatkowie, ale także dorośli. Młodsi pacjenci są w dużo lepszej sytuacji. Oddziały psychiatryczne są przeszkolone do udzielania im wsparcia. W przypadku dorosłych sytuacja jest dramatyczna: brakuje sprawnego systemu pomocy, dedykowanych oddziałów.

Osoby zostają same, znikają, umierają w ciszy — a my nic o tym nie wiemy.

Panuje powszechne przekonanie, że leczenie zaburzeń odżywiania jest wyjątkowo trudne.

Powiedziałbym, że na pewno jest długotrwałe. Nawet w standardach leczenia mamy zapisane, by poinformować pacjenta i rodziców, że ten proces wymaga czasu. Tym krótszy będzie, im wcześniej zaczniemy leczenie i terapię. Mamy też grupę chorującą przewlekle, z okresami remisji i nawrotów. Zwłaszcza w poważniejszych stanach anoreksji trzeba liczyć się z powikłaniami i, niestety, czasem śmiercią.

Jak chronić dzieci i młodzież przed internalizacją toksycznych wzorców?

Programy profilaktyczne, które dziś wprowadza się w szkołach na świecie, oparte są na budzeniu krytycznego myślenia wobec obrazów kreowanych w mediach. Chodzi o to, by zbudować dystans do wyidealizowanych reprezentacji ludzkiego ciała. To pozwala spojrzeć na koleżanki i kolegów, rodziców, ludzi z krwi i kości, którzy są wokół nas i dostrzec, jak różnie możemy wyglądać, jak różne są też wzorce atrakcyjności. Kolejne punkty to: radzenie sobie ze stresem, poprawa samooceny i komunikacji miedzy rówieśnikami oraz przeciwdziałanie stygmatyzacji.

To już trzeci rodzaj programów profilaktycznych, które próbuje się włączyć w edukację. Pierwszy, najgorszy, był wręcz szkodliwy. Lekcje polegały na uczeniu dzieci i młodzieży o objawach zaburzeń odżywiania.

Efekt był taki, że zamiast dowiedzieć się, jak radzić sobie ze stresem i trudnościami, dzieci powielały zachowania, które były im prezentowane.

Gdyby polski program profilaktyki otyłości miał koncentrować się wyłącznie na dodatkowej aktywności fizycznej, a nie odnosił się do profilaktyki zaburzeń odżywiania, mogłoby to się skończyć fatalnie dla dzieci i młodzieży.

Koleżanka z redakcji opowiadała mi, jak w jednej z pierwszych klas podstawówki wuefista wystawił ją na środek sali i na jej przykładzie pokazał "najbardziej krzywy kręgosłup na świecie". Jak zwracać uwagę na zdrowie, nie wpędzając w poczucie wstydu?

Wiemy, co działa - pozytywne wzmocnienia. Negatywne komunikaty, oparte na strachu, upokorzeniu, poczuciu winy, będą działały na emocje - można spodziewać się więcej smutku, złości, lęku i autoagresji - ale zachowanie dziecka się nie zmieni.

Potężną siłą jest język, który zachęca do zmiany, nie stygmatyzacja. To nie znaczy, że rodzic ma zamykać oczy, gdy dziecko zmaga się z realnym problemem zdrowotnym. Potrzebna jest wtedy szczera, spokojna, delikatna rozmowa, a często także konsultacja z lekarzem, dietetykiem, psychologiem, taka, w której uniknie się stygmatyzowania dziecka.

*Dr Cezary Żechowski jest psychiatrą i psychoterapeutą. Pracuje z dziećmi i młodzieżą na oddziale dziennym w Szpitalu Wolskim w Warszawie.

Udostępnij:

Anton Ambroziak

Dziennikarz i reporter. W OKO.press od 2017 roku. Wcześniej pracował w kulturze i współtworzył trzeci sektor. Za pracę dziennikarską uhonorowany nagrodami: Amnesty International „Pióro Nadziei” (2018), Kampanii Przeciw Homofobii “Korony Równości” (2019). Najchętniej pisze o usługach publicznych i prawach człowieka. Entuzjasta data journalism i human stories

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne