"W Polsce nie ma żadnej czarnej listy artystów" - twitował kilka dni temu minister Piotr Gliński. To odpowiedź na słowa reżysera Pawła Pawlikowskiego, że sam się na takiej liście znajduje. Przypomniał te słowa po dwóch latach francuski dziennik. Mimo upływu czasu wypowiedź twórcy "Idy" i "Zimnej wojny" nie traci na aktualności

Po premierze „Zimnej wojny” Pawła Pawlikowskiego na festiwalu w Cannes o polskim reżyserze znów zrobiło się głośno. Film laureata Oscara został bardzo ciepło przyjęty przez publiczność i jest w ścisłej czołówce pretendentów do Złotej Palmy. Z tego powodu 11 maja 2018 francuska agencja prasowa AFP opublikowała tekst o Pawle Pawlikowskim. AFP zacytowała wypowiedź Pawlikowskiego sprzed dwóch lat. Reżyser powiedział wówczas: „Jest teraz «czarna lista» książek, reżyserów teatralnych i filmowców, którzy nie mogą być wspierani. Mam zaszczyt być na tej liście. Wraz z nowym rządem, który przejął całkowitą kontrolę nad publiczną telewizją, wracamy do czasów komunizmu. Propaganda w telewizji jest niewiarygodna”.

Tekst  był szeroko cytowany przez polskie i francuskie media. Na słowa Pawlikowskiego błyskawicznie zareagował minister Gliński, pisząc na tweeterze:


W związku z wywiadem P. Pawlikowskiego w Cannes, informuję, że w Polsce nie ma żadnej czarnej listy artystów, a minister kultury nigdy p. Pawlikowskiego o nic nie oskarżał. W Polsce jest pełna wolność twórcza.

Piotr Gliński, Piotr Gliński na Twetterze - 12/05/2018

fot . Slawomir Kaminski / Agencja Gazeta


raczej fałsz. Sztuka niezgodna z ministerialną wizją świata nie może liczyć na pieniądze.


Minister Gliński się myli. Nawet jeśli fizycznie nie sporządzono listy artystów wyklętych przez rząd PiS, to od ponad dwóch lat w Polsce dotowana jest niemal wyłącznie ta sztuka, którą ministerstwo uzna za źródło dobra, prawdy i piękna.

OKO.press przypomina, kto do tej pory znalazł się na czarnej liście ministra:

  • Festiwal Malta i Festiwal Dialog

Sporą cenę za artystyczną niezależność przyszło zapłacić dwóm festiwalom: to poznańska Malta i wrocławski Dialog. W przypadku Malty minister nie dotrzymał trzyletniej umowy, którą ministerstwo zawarło z festiwalem. Festiwal został ukarany za zatrudnienie w roli kuratora Oliveria Frljicia, reżysera słynnej „Klątwy” z Teatru Powszechnego w Warszawie. Malta złożyła wniosek o dofinansowanie w listopadzie 2015 roku, został on (wraz z listą kuratorów) zatwierdzony w marcu 2016 roku. Na nieszczęście organizatorów „Klątwa” miała premierę dopiero na początku roku 2017 i wtedy prawdopodobnie pracownicy ministerstwa zapoznali się z dossier Frljicia, które wcześniej nie stanowiło dla nich problemu. Minister Gliński publicznie przyznał, że to właśnie z powodu osoby chorwackiego reżysera festiwal nie dostanie obiecanych pieniędzy.

„We wniosku Fundacji Malta zapewniano, że jest to «inkluzywne wydarzenie społeczno-artystyczne, włączające odbiorcę w dialog i działanie, otwierające go na doświadczenie sztuki». Tymczasem dokonania i wypowiedzi Olivera Frljicia, kuratora tegorocznej edycji, mające miejsce już po zawarciu umowy, stoją w jaskrawej sprzeczności z takim założeniem” – pisał w specjalnym oświadczeniu minister.

Podobnie rzecz miała się z wrocławskim festiwalem Dialog. Tam „Klątwa” miała być wystawiona jako wydarzenie towarzyszące i finansowane włącznie ze sprzedanych biletów (w cenie od 150 do 200 złotych). Kiedy ministerstwo zauważyło „Klątwę” w programie, wycofało półmilionową dotację, tym samym blokując możliwość wystawienia innych przedstawień.

  • Narodowy Stary Teatr w Krakowie i Teatr Polski we Wrocławiu

Przed kadencją Glińskiego oba teatry należały do czołówki artystycznej – polskiej i europejskiej. Oba zostały zniszczone przez fatalne decyzje personalne. Zaczęło się od wrocławskiego Teatru Polskiego, w którym kadencję zakończył Krzysztof Mieszkowski zamieniając dyrektorski gabinet na ławę poselską (od 2015 roku posłem Nowoczesnej). Cezary Morawski został wybrany głosami reprezentantów ministerstwa kultury, przedstawicieli urzędu marszałkowskiego oraz delegata „Solidarności”. Wybór Morawskiego doprowadził do przerwania prac nad „Procesem” w reżyserii Krystiana Lupy (spektakl został zrealizowany rok później w Warszawie), protestów aktorów i zwalniania ich z pracy. Tym samym unicestwiono jeden z najlepszych zespołów teatralnych w Polsce. Cezary Morawski jest w dalszym ciągu dyrektorem Teatru Polskiego.

W Narodowym Starym Teatrze w Krakowie zmiana dyrektorskiej warty nastąpiła w maju 2017 roku. Niespodziewanie, głosami przedstawicieli Ministerstwa Kultury, dotychczasowy dyrektor Jan Klata przegrał z bliżej nieznanym w teatralnym świecie Markiem Mikosem. Mikos do tej pory kierował TVP Kielce, początkowo asystować miał mu Michał Gieleta, polski reżyser pracujący głównie w Wielkiej Brytanii. Z tych planów szybko zrezygnowano, Marek Mikos w wywiadzie dla PAP powiedział, że jego teatr nie będzie „podporządkowany narcystycznym wizjom jednego twórcy-reżysera, przekształcającego Narodowy Stary Teatr w scenę własnej autokreacji”. Mimo że Mikos nie poszedł tak daleko jak Morawski i nie wyciął w pień repertuaru pozostawionego mu przez poprzednika, to pierwsze spektakle za jego kadencji okazały się spektakularną artystyczną klapą.

Podjęte przez ministra decyzje personalne trudno wyjaśnić. Gliński jawnie przyznaje się do nieoglądania polskich filmów, być może darował sobie również wizyty w teatrach (w warszawskich nie bywa na pewno). Zarówno Mikos, jak i Morawski nie są silnie związani z Prawem i Sprawiedliwością, stanowili natomiast jedno z najgorszych możliwych rozwiązań dla obu instytucji. Można odnieść wrażenie, że tym samym na ministerialny indeks nie trafiło konkretne nazwisko, a cała instytucja, którą minister postanowił wyegzorcyzmować, instalując niekompetentnych ludzi.

  •  Instytut Książki

Tu także dokonano zmian personalnych, uzależniając instytucje od ministerstwa. Dariusz Jaworski został szefem Instytutu Książki w kwietniu 2016 roku, od tego czasu polską literaturę za granicą reprezentuje poezja Wojciecha Wencla, kryminały Bronisława Wildsteina czy eseistyka Dariusza Karłowicza. Jest to jawny skręt Instytutu w prawą stronę, co automatycznie wyklucza książki cenionych autorów, którzy nie dostaną szansy żeby zaprezentować się choćby w polskim pawilonie na zagranicznych targach książki. To sekowanie podobne do tego, które dokonuje Ministerstwo Kultury, rozdając dofinansowania dla czasopism. Na pieniądze od rządu liczyć może „Fronda”, kwartalnik o Żołnierzach Wyklętych czy miesięcznik „WPIS” (Wiara, Patriotyzm i Sztuka), będący po prostu partyjną gazetką Prawa i Sprawiedliwości. Zapomnieć o dofinansowaniu mogą takie „nieprawomyślne” pisma jak „Znak” albo „Zagłada Żydów”.

  • Filmy, które nie podobają się ministrowi Glińskiemu

Karnowski zapytał ministra kultury, czy „Czy takie filmy muszą wciąż powstawać?” – miał na myśli „Twarz” Małgorzaty Szumowskiej, za którą reżyserka dostała Srebrnego Niedźwiedzia na festiwalu w Berlinie.

Minister odpowiedział, że on niczego nie będzie cenzurować, nawet nie będzie zabraniać robienia głupich filmów.

Tyle teoria, praktyka mówi, że oczkiem w głowie ministra kultury są filmy o tematyce bogoojczyźnianej. „Ze zdumieniem i rozczarowaniem przyjąłem informację o niedopuszczeniu filmu Jerzego Zalewskiego «Historia Roja» do konkursu w ramach 41. edycji Festiwalu Filmowego w Gdyni. «Historia Roja» to pierwszy wyprodukowany w Polsce pełnometrażowy film fabularny o Żołnierzach Wyklętych – pierwszy taki film stworzony dopiero po 27 latach od końca PRL! Film w mojej opinii nie tylko ważny społecznie, ale także artystycznie udany, z pewnością nieodstający od przeciętnego poziomu artystycznego filmów prezentowanych na gdyńskim festiwalu” – pisał w specjalnym oświadczeniu minister. Tym samym próbował wywrzeć wpływ na komisję konkursową lub przynajmniej dać jasno do zrozumienia, jaki repertuar będzie przez władzę premiowany.

W październiku 2017 roku ze stanowiska szefowej Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej Gliński odwołał Magdalenę Srokę – przed upływem kadencji i mimo sprzeciwu rady PISF oraz protestu filmowców. Na jej miejsce zatrudniono Radosława Śmigulskiego.

Jak donosi „Fakt”, Śmigulski zamierza sprostać oczekiwaniom ministerstwa, np. wysoce dofinansowując film Macieja Pawlickiego „Legiony”. Pawlicki wcześniej dał się poznać szerokiej publiczności jako producent filmu „Smoleńsk”. Dostarczony przez niego scenariusz „Legionów” został oceniony bardzo źle przez krytyków. Jakie rozwiązanie znalazł dyrektor? Zwolnił ich, mówiąc „Faktowi”, że „nie zgadza się z istnieniem grupy mędrców, która mówi co jest dobre, a co złe”.

Piszemy o wydarzeniach sezonu. Kulturalnie.
Wesprzyj nas, byśmy mogli działać dalej.

Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press