Minister Jacek Czaputowicz postanowił podzielić się pomysłem na rozwiązanie problemu brexitu. Efekt? Zirytowana UE, rozczarowana Irlandia i Londyn cieszący się na wieść o końcu unijnej jedności. Polska chce dogodzić Wielkiej Brytanii, ale trudno powiedzieć, co miałaby na tym zyskać. A interwencja ministra zamiast pomóc, wprowadza dodatkowy zamęt

„Polska wyłamuje się z jedności Unii Europejskiej” – to informacja, która w poniedziałek 21 stycznia obiegła europejskie media. Autorem kolejnego wątpliwego sukcesu polskiej dyplomacji jest minister spraw zagranicznych Jacek Czaputowicz.

Chodzi o jeden najważniejszych tematów powiązanych ze zbliżającym się brexitem. Czyli kwestię granicy między Irlandią a Irlandią Północną.

We wtorek 15 stycznia brytyjski parlament odrzucił najnowszy projekt porozumienia o wyjściu Wielkiej Brytanii z UE. Jednym z jego elementów było wprowadzenie mechanizmu zabezpieczającego tzw. „bezpiecznika” (backstop). Dzięki niemu Wielka Brytania wraz z Irlandią Północną miałaby na jakiś czas po brexicie pozostać w unii celnej UE. Tym samym udałoby się uniknąć gwałtownego powrotu do twardej granicy i trudnych do oszacowania konsekwencji gospodarczych i politycznych.

W wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” opublikowanym w niedzielę 20 stycznia Czaputowicz stwierdził, że Irlandia mogłaby zwrócić się do UE, by bezpiecznik obowiązywał czasowo – „powiedzmy pięć lat”. Wówczas sprawa brexitu byłaby rozwiązana.

Minister przyznał, że czasowy bezpiecznik byłby mniej korzystny dla Irlandii, niż wariant bezterminowy. Ale straty byłyby mniejsze niż w przypadku „twardego” brexitu, bez żadnego porozumienia.

Słowa polskiego ministra odbiły się szerokim echem w europejskich stolicach. Uznano je za wyłom w dotąd niezmąconej unijnej solidarności. Przedstawiciele rządów Irlandii i Niemiec oraz liczni unijni dyplomaci przypomnieli, że negocjacje prowadzi Komisja Europejska, która nie bierze pod uwagę zmian w sprawie bezpiecznika. Chyba że zaproponowałby je rząd Irlandii.

W rozmowie z Politico anonimowy unijny dyplomata stwierdził, że do takich wypowiedzi ministra Czaputowicza UE zdążyła się już jednak przyzwyczaić: „Minister nie po raz pierwszy się wyłamuje. Dziwne, że Polska, która tak chętnie korzysta z solidarności innych krajów, nigdy nie okazuje jej, gdy któreś państwo członkowskie jej potrzebuje”.

„Musimy okazać jedność”

Sugestie Czaputowicza spotkały się ze zdecydowaną reakcją irlandzkiego rządu. Minister spraw zagranicznych Irlandii Simon Coveney zaprzeczył, by podobne rozwiązanie było przez UE brane pod uwagę.

„Pan minister wspominał mi o tym pomyśle, gdy przyjechał z wizytą do Dublina w grudniu [2018 r. – red.]. Tuż po tym, jak odwiedził Londyn. Powiedziałem mu wtedy, że dodanie do »bezpiecznika« limitu czasowego sprawia, że taki mechanizm niczego już nie zabezpiecza” – stwierdził Coveney w rozmowie z dziennikarzami w Brukseli.

Coveney dodał, że propozycja polskiego ministra nie odzwierciedla stanowiska Unii Europejskiej.

„W sprawie brexitu pozycję UE reprezentują Michel Barnier, Jean-Claude Juncker i Donald Tusk. Irlandia w pełni ją podziela” – zaznaczył irlandzki minister.

Zaniepokojenie sugestiami szefa polskiej dyplomacji wyraził też niemiecki minister spraw zagranicznych Heiko Maas.

 

„Całkowicie popieram mojego kolegę z Irlandii. [Coveney] wyraził już swoją opinię na temat polskiej propozycji. Nie bierze jej pod uwagę” – mówił w poniedziałek w Brukseli.

Niemiecki minister zaapelował też do europejskich stolic o jedność w sprawie brexitowych negocjacji.

„Negocjacje prowadzi Komisja Europejska i tak powinno pozostać. Musimy okazać jedność i nie przedstawiać teraz indywidualnych pomysłów” – podkreślił Maas.

Główny negocjator KE ds. brexitu Michel Barnier nie pozostawił wątpliwości, że nie ma mowy o żadnych ustępstwach ze strony UE. Podkreślił, że umowa o wystąpieniu w obecnym kształcie to dla Brukseli „jedyna możliwa opcja”.

Londyn chwyta się słów ministra

Na słowa Czaputowicza ciepło zareagowała natomiast brytyjska premier Theresa May.

„Dokładnie przyjrzymy się propozycjom polskiego ministra spraw zagranicznych w sprawie bezpiecznika” – stwierdziła podczas posiedzenia w Izbie Gmin w poniedziałek 21 stycznia.

„Nasza współpraca z polskim rządem w ramach Rady UE zawsze układała się dobrze – zarówno w tej, jak i w innych sprawach. Chcemy, by te szczególnie bliskie stosunki z Polską były kontynuowane po tym, jak Wielka Brytania opuści Unię Europejską” – dodała.

Zadowolenie wyrazili też partnerzy Partii Konserwatywnej z północnoirlandzkiej Demokratycznej Partii Unionistycznej.

Wypowiedź Czaputowicza to wyraźna próba przypodobania się Londynowi. Ograniczenie czasu obowiązywania bezpiecznika nie jest bowiem jego autorskim pomysłem. Premier May postulowała je już podczas negocjacji na szczycie UE w grudniu.

 

Zdaniem wielu brytyjskich konserwatystów nieograniczony bezpiecznik miałby na długie lata ograniczać suwerenność Wielkiej Brytanii. To między innymi z tego powodu nie poparli ostatniej propozycji wypracowanej przez rząd May i Brukselę. Izba Gmin, głosami opozycji i zwolenników „twardego” brexitu, odrzuciła ją w zeszły wtorek, 15 stycznia.

Problematyczni sojusznicy

Jak dotąd Polska wspierała wyspiarzy po cichu. Nieoficjalnie wiadomo, że wiceminister Konrad Szymański już wcześniej sugerował parterom w Brukseli, by Irlandię nakłonić do ustępstw w sprawie bezpiecznika.

Czaputowicz po raz pierwszy zabrał jednak głos publicznie. Tłumaczył później, że jego wypowiedź nie jest stanowiskiem rządu, a jedynie jego własną „ideą do rozważenia”, mającą na celu ochronę Polaków mieszkających na wyspach.

Jego słowa zostały jednak powszechnie odebrane jako działanie na szkodę europejskiej jedności. A to z satysfakcją odnotowali brytyjscy zwolennicy twardego brexitu, od dawna czekający na sygnał o rozłamie.

Polska nieprzypadkowo pomaga Brytyjczykom. Po przejęciu władzy w listopadzie 2015 roku rząd Prawa i Sprawiedliwości dokonał zwrotu w polskiej dyplomacji. W swoim exposé ówczesny minister spraw zagranicznych Witold Waszczykowski podkreślił, że kluczowym sojusznikiem Polski, oprócz Stanów Zjednoczonych, ma być właśnie Wielka Brytania. W domyśle: już nie Niemcy.

Wyszło nie najlepiej, bo w 2016 roku Brytyjczycy postanowili opuścić Unię Europejską, a USA wybrały na prezydenta Donalda Trumpa. Dlatego teraz rząd PiS musi lawirować między interesami „kluczowych partnerów” a interesami UE. A ta nie chce niczego ułatwiać rządowi w Londynie, a do polityki Białego Domu pod rządami Trumpa podchodzi z ogromną rezerwą.

Wróci granica?

Bezpiecznik wydaje się dziś jedynym sposobem na uniknięcie powrotu do twardej granicy pomiędzy Republiką Irlandii a Irlandią Północną, która jest częścią Zjednoczonego Królestwa. Mechanizm ten miałby gwarantować, że w razie brexitu bezumownego Wielka Brytania wraz z Irlandią Północną pozostanie w unii celnej z UE. Do czasu wypracowania szczegółowego porozumienia.

Obecnie „miękkość” granicy między Irlandią a Wielką Brytanią gwarantują dwie umowy. Pierwszą jest wspólna strefa podróżowania (ang. Common Travel Area) ustanowiona w 1923 roku – wkrótce po tym, jak Republika Irlandii ogłosiła niepodległość. Na jej podstawie obywatele irlandzcy i brytyjscy mogą swobodnie przekraczać wewnętrzne granice strefy.

Oba kraje są też – na razie – członkami Unii Europejskiej oraz jednolitego europejskiego rynku opartego na czterech swobodach: przepływu osób, towarów, kapitału i usług. Ani Wielka Brytania, ani Irlandia nigdy nie weszły natomiast do strefy Schengen.

Cios w gospodarkę, zagrożony pokój

Brexit spowoduje, że granica Republiki Irlandii stanie się zewnętrzną granicą UE. W przypadku braku porozumienia między Brukselą a brytyjskim rządem Wielka Brytania znajdzie się poza europejską unią celną. Oznacza to przywrócenie drobiazgowych kontroli granicznych.

Ucierpią zwłaszcza eksporterzy z Irlandii Północnej. W 2016 roku do Republiki Irlandii trafiło aż 33 proc. eksportu z północy. Przytłaczającą większość północnoirlandzkich eksporterów – 93 proc. – stanowią małe i średnie przedsiębiorstwa. Więcej kontroli to dla nich mniejszy zysk.

Powracająca granica to jednak przede wszystkim problem polityczny. Wznowienie kontroli granicznych na wyspie może na nowo rozbudzić nacjonalistyczne napięcia, które były zarzewiem północnoirlandzkiego konfliktu w drugiej połowie XX wieku. Tzw. Kłopoty (ang. the Troubles) zakończyło podpisanie porozumienia wielkopiątkowego w 1998 roku.

O tym, jak kruchy jest pokój w Irlandii Północnej, przypominają powracające tam co jakiś czas akty terroru. Ostatni miał miejsce zaledwie parę dni temu, w sobotę 19 stycznia w Derry. Doszło tam do wybuchu bomby podłożonej w samochodzie, nieopodal budynku sądu. Policja zatrzymała czterech podejrzanych.


Absolwentka ILS UW oraz College of Europe. Zdobywała doświadczenie m.in. w Komisji Europejskiej i na Uniwersytecie Narodów Zjednoczonych w Tokio, a wcześniej w Polskim Instytucie Dyplomacji. W OKO.press pisze o prawie, Unii Europejskiej i polityce zagranicznej.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym